środa, 27 listopada 2013

"Mamo, tato czy wiesz?"

"Mamo, tato czy wiesz?"
to bezpłatny magazyn dla rodziców z Bielska-Białej, Żywca, Cieszyna i okolic, w którym znajdziecie sporo informacji na temat tego, co ciekawego dzieje się w regionie, jak wspierać rozwój dzieci, porady specjalistów. Jest też kalendarium i inspiracje do zabawy z dziećmi:

moja dziatwa skorzystała z tej inspiracji:

i wykonała takie lampioniki:
Tylko jakaś taka nostalgia mnie dopadła, bo oni sami to zrobili i o pomoc nie poprosili ani razu. No jak to??? Jeszcze "wczoraj" mamo, mamo, pomóż, a "dziś" już sami, sami???? Już mnie nie potrzebują ;)
No nie sądziłam, że to powiem, ale oni zbyt szybko rosną. No i przede wszystkim ja też chciałam się pobawić!!!! :( Kurcze! Nie zdążyłam! No nic, chcieć to móc. Zrobię sobie takie jeszcze, a co!

Ach, jeszcze coś!

"W Mamo, tato czy wiesz?" jest co nie co o: W Sferze Mamy


No to działamy, działamy-ja, Klub Rodzica i Drogowskaz-coraz bliżej rodziny!

W temacie działań bliżej rodziny od zawsze, od początku wsparciem dla mnie był mój mąż. Czerpię sobie czasem jakąś inspirację, której autorem bywa MĄŻ i tata. Cieszę się więc, że On jest!

WDZIĘCZNOŚĆ....

Rano ucięliśmy sobie z mężem krótką rozmowę o tej mojej działalności. No czułam radość, bo dostałam wsparcie. Od razu chciało się żyć i biec świat zbawiać. No uwielbiam wprost taki napływ energii! Dzięki Ci mężu! Chcę byś to wiedział, może to przeczyta, może mu to jutro powiem (no dziś już śpi). Chce by wiedział, że wzbogaca moje życie. Chcę, by ten blog brał pod uwagę to, co robią tatusiowie, mężowie, partnerzy i wujkowie-ogólnie mężczyźni, bo nie wiem jak bardzo byśmy się my kobiety starały, to jednak dzieciom potrzebni są też ojcowie, a jeśli ich nie ma to inni bliscy męscy dorośli.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Jak dobrze wyrwać się z domu.

Jeszcze czuję ogromne zadowolenie, które wynika z zaspokojenia wielu moich potrzeb.

W sobotę po południu pojechałam do siostry. Sama. Wsiadłam w autobus, tak by delektować się spokojem jazdy, nie patrząc na znaki drogowe, nie słuchając nawigacji, by w ciszy i bez wysiłku dojechać do Krakowa.

Spędziłam z moją siostrą kilka godzin. Pogadałyśmy sobie, jak to przystało na kochające się rodzeństwo, pośmiałyśmy się oglądając film, zjadłyśmy pyszne i zdrowe kanapki z kiełkami (i nie tylko). Rano moja siostra zrobiła mi śniadanie. Przyznam się, że to nie nowość, bo ilekroć u niej jestem to dba o mnie. Znam to przyjemne uczucie radości na widok śniadania, również z własnego domu. Mój mąż często przygotowuje nam śniadania. Ostatnio nawet nasza 8-latka zaskoczyła nas sobotnim śniadaniem z odpowiednim przystrojeniem.

Ale wracam do tego, co wyzwoliło we mnie to błogie uczucie. Otóż, ten sobotni wieczór i niedzielny poranek u siostry to był czas tylko dla mnie i dla niej. Czas cieszenia się sobą, czas rozmowy, empatii, zabawy i śmiechu

Dla mnie jako mamy - czas pobycia w innej sferze niż rodzicielskiej. Mogłam stęsknić się za dziećmi i mężem, który został w Sferze Taty ze swoimi dziećmi. Mogłam, chciałam i zrobiłam coś tylko dla siebie. Jest to dla mnie taki zdrowy egoizm, który mówi, że jeżeli zadbasz o siebie samego, to będziesz miał z czego dawać innym. Napełniam więc swój kubek po to, by potem z niego odlać innym.

No bo jak "(...) miłować bliźniego, jak siebie samego" skoro dla siebie tak mało się robi, tak czasami mało siebie samą darzy uznaniem, szacunkiem, prawie wcale nie zauważa, może nawet nie akceptuje, i czy w ogóle kocha?

No więc w odpowiedzi na to powyższe pytanie "jak?" odpowiadam, że ja to robię właśnie tak, że czasami jadę do siostry sama. Pomyślałam, że na co dzień warto by było dbać o siebie w drobnych sprawach. Poczytać ulubioną książkę, wyjść na spacer, zapisać się na, tak teraz modną, "zumbę" lub wodny aerobik. A może jeszcze coś zupełnie innego. Wiem jedno: dbanie o siebie pomaga i wróciłam wypoczęta.

To co mi pomogło, to również świadomość odpowiedzialności za siebie samą i zadbałam o siebie. Jadąc wiedziałam, że mój mąż sobie poradzi, że na pewno znajdzie sposób, by głodnym nie chodzić i dzieciom umrzeć z głodu nie da ;) Po prostu zdjęłam ze swoich ramion ten ciężar bycia idealną we wszystkim i odpowiedzialną za wszystko i każdego. Pomyślałam, że wcale nie muszę im wszystkiego przygotowywać, gotować obiadu na czas, kiedy mnie nie będzie, przypominać o wszystkim. Dadzą radę. I tak się też stało. Nawet po powrocie czekał na mnie rosół. Wyjeżdżając, wychodząc, "zostawiając" na chwilę tatę i dzieci daję im przestrzeń do bycia razem. Nie dzwonię by zapytać czy mają obiad, czy wiedzą gdzie są ubrania, by przypomnieć o zadaniu domowym. Dzwonię by powiedzieć, że dojechałam, że idę na warsztaty, że wracam. Dzwonię by powiedzieć, że ich kocham. To jest ta moja odpowiedzialność za siebie, która wyraża się w uwolnieniu innych ode mnie, od mojej idealności i nieomylności. Daję też sobie pozwolenie na to by inni, tata mógł zrobić to co chce, sam beze mnie.

A co oni beze mnie robili? Robili domowy makaron. Mój mąż jest w tym mistrzem. Ja nie wiem jak to się robi, choć jestem przekonana, że gdybym chciała, to bym zrobiła. No ale daję wykazać się tacie. Dzieci oczywiście mu pomagały. Uwielbiają to robić i to właściwie one o tym przypomniały. I tu mi przychodzi taka refleksja, że znam takich facetów, co to kuchni się nie boją i takie kobietki, które wolą do kuchni nie zaglądać. Chodzi chyba o to, by robić to co się chce i co wzbogaca życie danej rodziny i pasuje wszystkim jej członkom.

A co ja jeszcze dla siebie w niedzielę zrobiłam?

No bo "mój czas" nie skończył się na wizycie u siostry. Ciąg dalszy miał miejsce tu: FIGA
Tam odbyły się warsztaty na temat samodzielności u dzieci, które poprowadził psycholog wychowawczy Jarek Żyliński.
To był czas rozwoju, spotkania się z innymi rodzicami, bycie wśród ludzi o podobnych wartościach, czas dzielenia się tym, co dla mnie i innych ważne. Czas wspierania rodzicielstwa.
Spotkanie się z ludźmi tam obecnymi wzbogaciło moje życie i za to jestem wdzięczna i sobie, że zdecydowałam się tam być i innym, że byli i chcieli się dzielić swoimi wartościami, doświadczeniami i wiedzą.

Polecam to miejsce.

Zachęcam do dbania o siebie. Zachęcam do znalezienia swojego miejsca, czasu i przestrzeni dla siebie, by móc dawać innym.

PS. nie zawsze miałam świadomość, że warto o siebie dbać, dbać o zaspakajanie potrzeb. Raczej wpojono mi, że należy się poświęcać, co prowadzi do frustracji i stresu, który odbija się na relacji z bliskimi.
Cieszę się, że to się zmienia, że świadomość mam teraz inną, co nie znaczy, że nie dbam o bliskich.
Teraz dbanie i dawanie innym ma inny wymiar, jest to dawanie z serca, a nie z powinności.

środa, 20 listopada 2013

W mojej Strefie Mamy nadchodzą zmiany-tatusia i męża do dzieła zapraszamy!




Kilka dni temu padł mi komputer. Na szczęście mój mąż sprawił, że już mam na czym pracować i jestem mu za to bardzo wdzięczna. Cały dzień nad tym siedział i starał się, bym mogła pracować na sprzęcie, który chodzi szybciej niż ślimak. No i chodzi znacznie szybciej niż winniczek.

Ta awaria dała mi do myślenia. Otworzyło oczy na sprawy, które mogę załatwić bez używania komputera i tak odhaczyłam ze swojej listy "do zrobienia" masę zaległych spraw, co dało mi wielką radość. Z różnych powodów odkładam coś na później i tak dochodzi do sytuacji, w której nawarstwia się masę zaległości.
Dziś mam już zaspokojoną potrzebę efektywności, choć była rozciągnięta w czasie

Takie nieoczekiwanie zdarzenia powodują, że człowiek ma okazję "przejrzeć na oczy".

Przejrzałam i zobaczyłam, że mój mąż to gość, który naprawi wszystko. No niby to wszyscy wiemy, bo jak się zabawka zepsuje, to tatuś naprawi, sklei, skręci. Jak serwisant nawala, to mąż poprawia. Zupełnie nie nakręcamy gospodarki, od lat ten sam piec CO, ta sama zmywarka, kuchenka, no ok, może pralkę mamy nową, ale za naście lat dopiero drugą. To tylko taki maleńki wycinek z życia taty. To co robi na co dzień, choć zapewne powiedziałby, że nie zauważalne przeze mnie, jest dla mnie ważne, jest tego cała masa drobnych spraw, gestów, czynów. Kurcze, szkoda, że nie umiem darzyć uznaniem, okazać wdzięczność za każdym razem, gdy się pojawi okazja. Ale dość użalania się nad sobą.

Teraz już wiem, co można zmienić.

chcę częściej mówić mojej drugiej połówce, że darzę go uznaniem, że jestem mu wdzięczna, że go potrzebuję, że chcę być blisko niego i że go po prostu KOCHAM,
KOCHAM BO JEST.

To jest blog, który z tytułu nawet sugeruje, że będzie o mamach, dzieciach i już. No i tak chyba do tej pory było. Na szczęście to początki i okazja do pisania o tacie, tatusiach, mężach, partnerach i ich roli w życiu rodziny, jeszcze będzie.

Dziś tylko dodam, że kiedy mój mąż ostatnio wyprawiał naszą czeladkę do szkoły, to okazało się, że to co ja mozolnie osiągam w 40 minut on załatwił w 20! Okazało się, że dzieci potrafią samodzielnie wykonać wiele czynności, tak trudnych chociażby jak uczesanie sobie samej dwóch kucyków (dziewczę ma 8 lat). Ok a może to nie takie trudne, a ja mamuśka myślę, że beze mnie to moja familja zginie?!

OK! oddaję trochę odpowiedzialności za siebie samego moim dzieciom i mojemu mężowi i dzielę się z nim naszymi dziećmi. O nie, nawet mówię o MOICH dzieciach! Przecież one nie są ani moje, ani nasze (no szybciej nasze niż moje). One po prostu SĄ!

A I CO NAJWAŻNIEJSZE:     BIORĘ ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SIEBIE.

To będzie trudne:
  1. nagle przyznać, że beze mnie świat się nie zawali, a co gorsza, może będzie lepiej funkcjonował ;)
  2. że ja sama jestem odpowiedzialna za siebie samą i ponoszę z tego tytułu wszelkie konsekwencje
No to trzymajcie kciuki czy też módlcie się za mnie proszę, jeśli chcecie wspierajcie. Bo tak jak już wyżej wspomniałam, to i tak ja jestem ODPOWIEDZIALNA, więc modlić się będę za siebie sama też.


czwartek, 14 listopada 2013

Przemęczona, sfrustrowana mama wg. Jesper Juula.

Wzięłam sporo na swoje barki.

Początkowo: bo tak należy, trzeba, nie ma wyjścia.

Później: bo tak wybrałam. A właściwie taki sprytny zabieg zafundował mi mój rozum, bo serce, co jakiś czas, upominało się o swoje.


Zresztą co tu wiele pisać.

Przeczytajcie wywiad z Jesperem Juulem:

http://tygodnik.onet.pl/kultura/zmianamama/fmcz1

Wywiad znalazłam na http://uwolnicmysliniechciane.blogspot.com/

Dziękuję Marta Be za umieszczenie go w tak czytelnym miejscu!

wtorek, 12 listopada 2013

Trudne sprawy, silne emocje. Złość. Agresja. Frustracja.

1. O agresji. Skąd ona się bierze?

Po-warsztatowe refleksje.

Złość, agresja, frustracja. Trudne sprawy, silne emocje, zwłaszcza, gdy dotyczą własnego dziecka, gdy dotyczą bliskich osób, lub ludzi za których jesteśmy odpowiedzialni, gdy spoczywają na nas obowiązki zawodowe.

To są po prostu uczucia.
Nie oceniam ich. Staram się. Czasami się nie udaje. Zaczynam od nowa.
Choć nauczono mnie oceniać.
Warto nie oceniać ludzi.
Warto nie oceniać zachowań.
Warto szukać potrzeb, jakie stoją za zachowaniem.
Warto dbać o siebie i swoje granice, swoją wolność, integralność. Jak to robić, by nie krzywdzić?

Jak trudno jest opanować emocje, kiedy jest się rodzicem dziecka, którego dotyka agresja.
Jak trudno jest poradzić sobie z problemem agresji, kiedy jest się nauczycielem, wychowawcą, opiekunem.
Jak trudno słuchać "że moje dziecko znowu kogoś ugryzło".
Jak przykro patrzeć, kiedy rodzeństwo "się bije".
Jak ciężko dogadać się z drugim, kiedy w sercu tyle intensywnych i trudnych emocji.

Kiedy stoję przed jakąś sytuacją, która jest dla mnie trudna, czy to jestem dzieckiem, czy dorosłym, z którą sobie nie radzę, np.

i ja i mój brat w tym samym momencie chcemy zagrać w tą samą grę, na tym samym komputerze, a mamy tylko jeden.


czuję:

niepokój, rozdrażnienie, niepewność, niechęć, przytłoczenie

moje ciało daje mi sygnały:

ścisk w żołądku, szybsze krążenie, mimowolne drganie mięśni w nogach, szybszy oddech, gotuję się do akcji

bo potrzebuję:

rozwoju, zabawy, bycia wziętą pod uwagę, sama chcę zadecydować, kiedy i co chcę robić (sama wybieram sposób zrealizowania mojego celu), potrzebuję szacunku, zrozumienia.

 Boję się, że to, czego ja chcę nie jest tak ważne dla drugiej osoby jakbym chciała.

W panice i popłochu szukam w swojej głowie sposobu pokonania przeszkody, jaka stanęła mi na drodze do tego, czego bardzo chcę, czego potrzebuję.

To w jaki sposób zareaguję zależy od tego, czego do tej pory się nauczyłam, co wyniosłam z domu rodzinnego, ze szkoły, z grupy rówieśniczej, ze społeczeństwa w jakim żyję. Działam, niesie mnie energia, która jest życiową energią, która dba o mnie.

Jak ją spożytkuję?
W jakim kierunku poniesie mnie ta życiodajna siła?
Czy wybiorę troskę i szacunek o siebie i drugiego? Czy też poniesie mnie ku destrukcyjnej agresji, która nie da mi pełnego zadowolenia i doprowadzi do poczucia winy? A może zadbam tylko o siebie, poczuję, że wygrałam, że racja jest po mojej stronie?

I będzie mi z tym dobrze, bo w tym właśnie momencie i mając tą wiedzę, którą mam, mogę wybrać tylko takie działanie?

Może kiedyś przyjdzie refleksja, że gdybym wiedziała wtedy, to co wiem teraz, to bym tak nie postąpiła. I to chyba jest rozwój.

Ja przeżywam swoją złość na swój sposób, a moje dzieci uczą się ode mnie naśladując mnie i innych bliskich. TO DAJE MI DO MYŚLENIA, to popycha mnie do szukania konstruktywnych sposobów wyrażania złości.

środa, 30 października 2013

Warsztaty na temat Agresji

Czasami jest tak, że czuję złość, bo...
Czasami dziecko czuje złość, bo...
Czasami w przedszkolu, szkole, domu stajemy przed sytuacją, w której pojawia się złość, agresja, przezwiska, zdania, które lepiej by nie były wypowiedziane.

Jak sobie z tym wszystkim radzić?
Co robić? Czego unikać? Jak sprawić, by żyło nam się lepiej?
Jak zadbać o swoje granice i szanować granice dziecka, drugiego człowieka?

Spróbujemy znaleźć odpowiedzi na te pytania na warsztatach organizowanych przez:


w:


8 listopada (piątek) o godz. 17-stej

ZAPRASZAM SERDECZNIE NA:

"czasami jest tak, że czuję złość, bo..."


Zacytuję tu słowa zaczerpnięte z bloga Klub Rodzica:

„Czasami jest tak, że nasze dziecko nas złości. I krzykniemy, obrazimy, uderzymy. Czasami jest tak, że nasze dziecko się zezłości. I popchnie, ugryzie, uderzy. Czasami jest tak, że to nasze dziecko zostanie popchnięte, ugryzione, uderzone.” 

A ja dodam od siebie, że czasami jest tak, że to my dorośli, czasami niezamierzenie i nieświadomie krzywdzimy nasze dzieci i uważamy, że robimy to dla ich dobra.

Padają zdania w stylu: 

„no Ty zawsze musisz go bić, no wiesz jesteś po prostu złośliwy/a”
„no nie przesadzaj, nic się nie stało, nie bądź beksą”
„no jak zwykle, nie zrobiłeś zadania domowego. No to jest już szczyt lenistwa”

Może komuś te zdania wcale nie wydają się krzywdzące.

Może ktoś gdyby usłyszał:

„Ty matole, Ty głupku, ośle” to dopiero wtedy uznałby to za przemoc słowną.

Dla mnie taka przemoc ubrana w piękne słowa i delikatne zwroty jest jak najbardziej krzywdząca, zwłaszcza dla dziecka, które się obwinia, któremu w ten sposób zaniżamy poczucie własnej wartości, które ranimy. Dziecko bierze całą winę na siebie. 

Czy to na prawdę tak musi być, by dziecko stało się wartościowym człowiekiem, to najpierw musimy sprawić by poczuło się bezwartościowe?

Każde takie przezwisko, etykieta, ocena krzywdzi, czy to pada z ust dorosłego, czy tez dziecka.
Kiedy dziecko słyszy to od mamy, najczęściej stoi cicho i słucha lub zaczyna się bronić, bo czuje się zagrożone, bo się boi. Więc jeśli nie ma kontaktu, dziecko spuszcza wzrok, ucieka się to obrony czy ataku i mówi: „to nie tak było…”, „to on zaczął”, „będę płakać” to jest to dla nas znak, że warto poszukać innej drogi dotarcia do dziecka, do tego co ono czuje i dlaczego postąpiło tak jak postąpiło.

To są oznaki, że tracimy z dzieckiem kontakt, że relacja z nim jest krzywdząca, może i nawet my sami czujemy się podle, więc skoro jest krzywda, to jest i przemoc. Jest relacja z pozycji władzy, jest słabszy i silniejszy, a może lepiej by było, gdyby były dwie równe strony konfliktu, zrozumienie, empatia i szukanie tego, co czujemy i czego potrzebujemy i rozmowa tylko o tym.

No więc, kiedy u mnie w domu, między rodzeństwem pojawia się przemoc, mówię, a raczej pytam: 

„widzę, że strasznie Cię zezłościło to, że siostra przebiegła po Twoim łóżku??” 

Nie skupiam się na tym, by prawić mu kazania, że siostry się nie bije. Kiedyś, kiedy jego emocje opadały to mówiłam mu, że chcę by i on i jego siostry były bezpieczne, dlatego chcę by walnął poduszkę, rzucił poduszką, krzyknął.
On mówi, „tak mamo wiem, nie mów mi tego”. To jest dla mnie ok. Staram się już nie mówić, bo lepsze jest pokazać i żyć prawdziwie niż prawić morały. Szanuję to, czego on potrzebuje. Potrzebuje być zauważonym, nawet w złości, potrzebuje bym ja widziała, że jest mu ciężko, że targają nim silne emocje, z którymi sobie nie radzi. Nie potrzebuje mojego osądu i moralizowania. On wie, że ja potrzebuję bezpieczeństwa dla każdego w naszym domu, że chcę, by bezpiecznie wyrażał złość, dlatego daję mu siebie, przyjmuję jego cios, zatrzymuję jego rękę skierowaną na drugą osobę i tylko krótkim zdaniem potwierdzam, że widzę jak się zezłościł. Słucham go bez przerywania i oceniania czy napominania, że „tak nie wolno” lub po prostu siedzę obok. Potem przychodzi czas przytulenia, uścisków i powrót do zabawy.

Czasami dosłownie wkraczam między bijące się dzieci i osłaniam ataki swoim ciałem. Zdarzyło się też niedawno, że zaproponowałam synowi, by zamiast uderzyć siostrę uderzył mnie. Nie jest to mój pomysł. Zapożyczony od Moniki Żyrafy. Jeden raz zadziałało. Powiedziałam mu wtedy:
"o! ale się wściekłeś". I złość nagle mu przeszła. Innym razem nie miał na to ochoty. Schował się przede mną, więc nie napierałam, byłam obok. On chyba wtedy po prostu potrzebował chwilę pobyć sam ze sobą. Sam wybrał taką strategię. Nie był w odosobnieniu, bo ja go tam wysłałam. Czekałam obok, zresztą często to robię, kiedy widzę, że dzieciaki nie są gotowe na kontakt ze mną. Siedzę na łóżku, na którym oni leżą. Idę obok do kuchni i mówię, że jakby co to jestem obok. 

Po chwili mnie wołają, przytulają się i życie toczy się dalej.

Przy tej okazji polecam książki duńskiego terapeuty, Jespera Julla:


czwartek, 24 października 2013

Warsztaty ceramiczne

No i druga tura warsztatów ceramicznych, już w ten piątek

25 października godz 17

w Liceum Ogólnokształcącym w Łodygowicach Górnych

Koszt 15 zł (rodzic + dzieci)

Zapraszamy na twórcze lepienie ozdób z gliny! Wspólna zabawa rodzica z dzieckiem, a jeśli dziecku się znudzi, nie ma problemu, jest kącik, w którym dzieciaki mają okazję bawić się swobodnie.

Masz małe dziecko, które może nie zainteresuje się lepieniem i masz starsze, które tym będzie zachwycone. Przyjdź z obojgiem, znajdzie się przestrzeń do zabawy dla każdego.

zdjęcie pochodzi z http://klubrodzica.blogspot.com/

Warsztaty dla rodziców organizowane przez Żywiecka Strefa Mam

Polecam warsztaty organizowane przez Żywiecką Strefę Mam. Prowadzi je Monika Szczepanik, mama 2 dziewczynek, miłośniczka Porozumienia bez Przemocy, założycielka bloga W Świecie Żyrafy

PIKNIK RODZINNY

O Fundacji Sto Pociech pisał Łodygowicki Klub Rodzica (tu zobaczcie co napisano) i znów mają ciekawą informację o nich.
Tym razem odbędzie się piknik rodzinny, w najbliższą NIEDZIELĘ 27 października, w Korbielowie.
Zachęcam i polecam:

Dzień Dobry, Kocham Cię!

Dziś rano dostałam sms-a od siostry "Dzień Dobry :) Kocham Cię" i od razu nasunęło mi się skojarzenie: "Dzień Dobry, kocham Cię już posmarowałem Tobą chleb"

no i za chwilę na FB pojawił się link z utworem Strachy na Lachy - od mojej siostry. Dzięki siostra! 



Miałam napisać, że słowa tego utworu są świetne i bardzo w duchu NVC. Ale nie! Napiszę, że JA SŁYSZĘ zdania w duchu NVC, czyli porozumienia bez przemocy. Czyli słyszę w nim empatyczne zdania takie jak:

"by to pierwsze chciało słuchać, co mu to drugie powiedzieć chce do ucha"   ...

a od siebie dodam, że słuchanie to podstawa empatii i warto słuchać:
  1. siebie samego
  2. drugiego człowieka (też tego małego)
  3. siebie na wzajem

"że po mej głowie, czasem się ich boję, 
chodzą słowa nie do powiedzenia, nie do powiedzenia"...

oj chodzą, chodzą ... a kiedy chodzą to, chcę pamiętać, by zwolnić, pomyślę, czego potrzebuję i znaleźć taką strategię, która będzie wzbogacała moje życie i życie drugiego człowieka. Tak łatwo mi się teraz pisze. Nie jest to jednak takie proste w realu, choć czasami się udaje, a trening czyni mistrza, więc ja się nie poddaję i próbuję. I chodzi tu o każdą sferę życia matki, o każdą relację, która wpływa na moje życie, czy to z dużym czy małym człowiekiem, z samym sobą, czy z drugim.

"bo gdy siedzi człek samemu z czarnymi myślami
człowiek rzuca słuchawkami, rzuca słuchawkami"...


no czasami ma się ochotę rzucać słuchawkami i boimy się zadzwonić do bliskiej osoby, "by jej nie martwić". A może by tak nie zakładać od razu, że wiemy, co ta osoba pomyśli i czego chce. A może właśnie poczuje się wyjątkowa, bo my chcemy podzielić się kawałkiem swojego życia właśnie z nią, może w ten sposób pokażemy, że ta osoba jest dla nas ważna, że jej ufamy i zaspokoimy jej potrzebę wzbogacania naszego życia. Przy okazji dostaniemy wsparcie i zostaniemy wysłuchani. A jeśli nie, to ok, droga się nie kończy, szukajmy innej ścieżki.

TAK WIĘC CZUJĘ WDZIĘCZNOŚĆ, BO JESTEM I JEST DRUGI CZŁOWIEK


środa, 23 października 2013

Nie pamiętam kiedy ostatnio bawiłam się z dziećmi

A ja dziś znów o dziecięcej zabawie, swobodnej, radosnej i dającej dziecku możliwość "przepracowania" trudnych spraw.

To co radosne i swobodne:

"Patrz mamo, ściąłem to ogromne drzewo jednym uderzeniem patyczkiem"

Lepienie z gliny, ciasta drożdżowego (dziś podkradli mi ciasto na kluski) czy z masy solnej, to okazja do rozwoju przez zabawę:

Czy jazda taczką, czy innym gospodarczym pojazdem...


to okazje do zabawy z dzieckiem. A ja taka przemądrzała mama myślę, że od kilku dni się z nimi w ogóle nie bawię, bo każdą wolną chwilę spędzam, jak nie na porządkach jesiennych w moich rabatkach, to na zaprawianiu tego, co rabatka dała. A to, że ich taczkami wożę, to się nie liczy? A to, że razem ze mną w kuchni pichcą, to też nic? A to, że się wygłupiam? A to, że żartuję? A to, że razem na spacer po lesie się wybraliśmy i na warsztaty ceramiczne? To się nie liczy? Liczy! Wiem też, że potrzebuję czegoś więcej. Turlania się po łóżku, łaskotania, siłowania, odbijania piłką, skoków w pajaca, prasowania i udawani, że jestem babcią ich dzieci i może jeszcze coś by do głowy przyszło. Zapędziłam się w obowiązkach, tęsknię za bliskością przez zabawę!

No dobra, już wiem, czego potrzebuję, a w między czasie:

Eeee, chyba nie jest tak źle. No jeszcze razem rysujemy:

No i jak zgadniecie które drzewo narysowała matka, a które córcia?

A to co trudne, to:

czekają u nas w domu kule dla koleżanki, która złamała nogę. Dzieciaki biorą te kule i udają, że nogę mają złamaną i wczuwają się w rolę. Na szkoleniu z Rodzicielstwa przez zabawę Cohen o tym mówił:
dzieciaki bawiły się z niepełnosprawnym kolegą, udając go, naśladując. Mały nie tylko się nie obraził, tak jakby sobie mogli pomyśleć dorośli, a wręcz włączył się w zabawę i nawiązał z nimi bliski kontakt. Wszyscy się świetnie bawili i mieli okazję zrozumieć świat, w którym LUDZIE SĄ RÓŻNI i WYJĄTKOWI!A

Wspomnę tu jeszcze o szkolny ocenach i czarnych kropkach z przedszkola (które dzieci dostają za złe zachowanie). To też maluchy przepracowują poprzez zabawę. Swoje frustracje związane z nieustannym ocenianiem. Powstał więc rysunek dziewczynki, która dostaje czerwone kropki za DOBRO  i czarne za ZŁO, jakie wyrządzi. No matka sobie pomyślała, że no niby co to ma być, no halo???? Jak to jedna drugiej takie coś robi i to jeszcze używając własnych imion opisując dziewczynkę, no i zrobiły sobie normalnie tabelkę ocen! Na szczęście powstrzymała się od krytyki. No bo już w pierwszym odruchu myślała, że to jakaś złośliwość. Że jedna drugiej przykrość robi. Ohhh ta matka, duuużo się jeszcze nauczyć musi, o sorki, nie musi-CHCE!!!

Powiedziałam, że widzę ten rysunek i zastanawiam się, czy jednej z nich nie będzie smutno.

"Nie mamo, to tylko taka zabawa, siostra się zgodziła dostać czarne kropki.Bawimy się!"

Ok, kamień z serca! Skoro to zabawa, to są na bezpiecznym terenie!

piątek, 18 października 2013

Twórczo w glinie lepimy

Dziś po-warsztatowo!

Pierwszy krok w stronę świąt Bożego Narodzenia zrobiony. Ozdoby choinkowe z gliny ulepione, jadą do pieca do wypalania. Już niedługo spotkamy się ponownie, by je pomalować!

Było tak ciekawie, że zdjęcia żadnego niestety nie zrobiłam, za to Stowarzyszenie Drogowskaz z Łodygowic robiło, więc zapewne wkrótce się pojawią na ich stronie internetowej.

Mamy, a nawet jeden tatuś, świetnie się bawili ze swoimi pociechami.
Szept sali donosił, że takie lepienie daje potrzebną dawkę relaksu, wyciszenia, ukojenia skołatanych nerwów i przynosi odpoczynek rodzicom.

A dzieciom??? A dzieciom zaspakaja potrzebę rozwoju, zabawy, współpracy no i oczywiście rozwija umiejętności manualne, rozwija twórcze myślenie i kreatywność. Wyobraźnia miała spore pole do popisu u małych i dużych.

Zrobiono kilkanaście, ach nie, nawet kilkadziesiąt ozdób choinkowych, bałwanków, miseczek, kafli, a nawet umywalkę z kranem (mówiłam, że wyobraźnia szalała). Bo najważniejsza była zabawa, wolność, dowolność, kreatywność i twórczość.

Było bardzo przyjemnie, spokojnie i rozwojowo. Była to dla mnie czas pomagania dzieciom, tylko wtedy, kiedy o to prosiły. Nie wyręczałam ich, nie podpowiadania co mogą ulepić, każdy miał swoje pomysły.

Pani prowadząca podpowiadała, na co warto zwrócić uwagę, jak lepić, zdradziła kilka swoich sekretów i tak powstały: aniołki, bałwanki, gwiazdki, renifery etc. Prowadząca też stawia na dowolność, swobodną zabawę i kreatywność.

Dla mnie był to czas dla siebie i dzieci. Zostawiłam za drzwiami sali obowiązki, telefon, pracę. Była tylko glina, dzieci i rodzice. Była to jedna godzina tego, co lubimy razem robić. Godzina, w której byliśmy razem i to się dla nas liczyło najbardziej!

Cieszę się, że działa u nas lokalnie Klub Rodzica i organizuje takie zajęcia a i Drogowskaz też ma coraz więcej zajęć rozwojowych dla dzieci. Tego właśnie potrzeba w małych miejscowościach. Zawsze zazdrościłam takich twórczych warsztatów w dużych miastach. Jest więc chyba szansa i na takie zajęcia u nas w Pietrzykowicach lub bliskiej okolicy. Bardzo mnie to cieszy!

Ja na swej stronie, a Klub Rodzica, czy Drogowskaz na swojej, będzie Was na bieżąco informował o ciekawych wydarzeniach. Zapraszam więc do zaglądania do nas!

piątek, 11 października 2013

Wspierający rodzic - współpracujące dziecko

Oto kolejne warsztaty organizowane przez Fabrykę Szczęśliwości.

Więcej szczegółów na stronie: Fabryka Szczęśliwości

26 PAŹDZIERNIKA 2013

godz. 11-13

Katowice - MDK LIGOTA

ZAPISY, INFO: 605 153 100


środa, 9 października 2013

Kiedy dziecko ma problem...

Rodzicielstwo Bliskości cytat ze Zwierciałda:

"Filozofia rodzicielstwa bliskości bazuje na prostym, ale obecnie niemal zupełnie zapomnianym fakcie, że każda matka jest najlepszym ekspertem w sprawach dotyczących jej dziecka."

Polecam artykuł a od siebie piszę o moim rodzicielstwie bliskości z z dziećmi wczesnoszkolnymi:

Jako najlepszy ekspert w sprawach dotyczących mojego dziecka, stwierdzam, że od początku września coś jest nie tak. Dziecko przychodzi spać z rodzicami prawie co noc. Dziecko ma 8 lat i do tej pory zdarzało się to tylko od wielkiego dzwona, mega sporadycznie!
No więc matka byłą otwarta i jej łóżko też. No po pewnym czasie do łoża rodziców dołączył się i brat i siostra czasami, więc już w piątkę było ciężko. No ale tak, czy owak, zastanawiało to mamę, dlaczego ta, która prawie nigdy nie przychodzi, teraz śpi z rodzicami regularnie. Czyli według Rodzicielstwa Bliskości, byłam blisko. Kiedy mała potrzebowała spała z nami, słuchałam jej, pomagałam w trudnościach, rozmawiałyśmy, słuchałam jej, wiedziałam o co chodzi.

Dziś wydarzyło się coś niesamowitego.

Wrócił ten sam problem, który męczy moje dziecko i powoduje, że mała potrzebuje bliskości, bezpieczeństwa, kontaktu, wysłuchania. Dałam co mogła:

słuchałam
potwierdzałam, parafrazowałam
mówiłam: jest Ci smutno (uczucie), bo chcesz się czuć bezpiecznie (potrzeba), chcesz by w szkole było wesoło, radośnie, byś mogła się bawić z kim chcesz i by te osoby Cie lubiły i Cię szanowały.

"Tak, mamo, chcę by było tak jak kiedyś. Myślałam, że w tym roku będzie fajnie, że do końca roku szkolnego będzie fajnie." I wielki płacz. A tu zadanie domowe robimy. Więc mała mówi, koniec już, bo nie zrobię, za chwilę będę zmęczona. A była już prawie dwudziesta. Mówię, że Pani nauczycielka chce dbać o każde dziecko i jeśli ktoś źle się czuje i zadania nie zrobi, to jestem przekonana, że Pani to zrozumie i że jak córcia nie chcesz iść do szkoły (jej brat ma jutro ślubowanie i starsza chciała być na nim zamiast na swoich lekcjach) to ok. Była na prawdę w fatalnym stanie. Jeszcze jej takiej nie widziałam.

Zaakceptowałam to wszystko. Szukając rozwiązania (kiedy znam uczucia i potrzeby, szukam strategi i ich zaspakajania) okazało się, że to jeszcze za wcześnie. Znów wróciłyśmy więc do tego co ona czuje, czego potrzebuje i tak chyba ze trzy razy. Zapytałam, czy chce bym jej w czymś pomogła, czy może ona ma jakąś prośbę do mnie (prośba o pomoc). Może, nie była pewna. Pomysł przyszedł później i nie miała żadnych próśb. Sama znalazła rozwiązanie.

Potem chwila spokoju. Wcześniej dzwonił do mnie mąż, którego rozłączyłam, bo mała bardzo mnie potrzebowałam. Jak było jej już lepiej, to powiedziałam, że idę zadzwonić do taty. Poszłam w spokojne i ciche miejsce (łazienka). Rozmawialiśmy ponad 8 min. W tym czasie córka nabrała chęci, odrobiła do końca zadanie domowe (choć wcześniej ustaliłam, że jak nie da rady to ok) i jeszcze się do mnie przytuliła, ponownie. Widać było, że ma się lepiej, choć pewnego (takiego, które akceptowałaby i ona i ja) sposobu na rozwiązanie problemu nie było.Teraz i tak to nie jest najważniejsze. Prześpimy się, emocje się wyciszą, pomyślimy.

Po kąpieli mała była jak nowo-narodzona, pomimo iż była 21:30 (zwykle przed 20-stą ma już wyłączone baterie). Sama się umyła, choć czasami chce naszej pomocy. Śpiewała, tańczyła, uśmiechała się. Nawet nie bolało ją jak jej włosy rozczesuję. Kiedy ciągłam kołtuny, ona żartobliwie się śmiała i nagle powiedziała "dość to moje włosy" (miała już całe rozczesane, a łatwo nie było). Pomyślałam, że to dobry moment, by z uśmiechem zakończyć dzień.

No już dawno jej nie widziałam tak szczęśliwej.

Ot co! Zaspokojone potrzeby!

Dla mnie to jest właśnie Rodzicielstwo Bliskości. Być w kontakcie ze swoim dzieckiem, wtedy, kiedy ono jest obok, kiedy mnie potrzebuje. A kiedy mnie nie potrzebuje po prostu być otwartym, dostępnym, chętnym, ale umieć też zadbać o siebie, o swoje dorosłe potrzeby, znaleźć równowagę, umieć powiedzieć dziecku, czego się potrzebuje. To jest właśnie pokazywanie też swoich granic, to jest dla mnie ta "dyscyplina". To co dla mamy jest ważne, co rodzice lubią, co ich drażni, jakie wartości im przyświecają itp. Pokazuję, dbam o siebie i swoje granice i potrzeby.

I za to doświadczenie dzisiejsze jestem WDZIĘCZNA!!!

wtorek, 8 października 2013

WDZIĘCZNOŚĆ



Planowałam, że będę dziś na spotkaniu z Marthą i Williamem Sears w Katowicach.
Nie byłam.
Podzielę się moimi uczuciami na temat Rodzicielstwa Bliskości w innym poście.

Dziś mam potrzebę świętowania.

Czuję wdzięczność i chcę się nią cieszyć, bo kiedy skupiam się na tym, za co mogę być wdzięczna, to łapię kontakt z tym, czego potrzebuję i mogę dążyć do zaspakajania tych potrzeb.

Czuję więc wdzięczność za wszystkie moje uczucia, też te trudne i za ciężkie dni.

Jestem wdzięczna za "ból wzrastania", za to co trudne. Za silne i intensywne emocje i ich wyrażanie. Gdyby nie ten trudny czas i wszystkie uczucia tj. smutek, bezsilność, złość, wściekłość, to nie dowiedziałabym się o sobie wielu nowych rzeczy, nie odkryłabym swoich potrzeb.

To nasze uczucia informują nas o naszych potrzebach. Coś się wydarzyło, widzę, słyszę coś co mnie porusza i wyzwala we mnie uczucia.

Uczucia:

Radość, zadowolenie, euforia, entuzjazm, ekscytacja i inne podobne

dają sygnał, że POTRZEBY są zaspokojone.

Złość, wściekłość, smutek, rozżalenie, bezsilność

alarmują, że jakaś POTRZEBA/Y jest nie zaspokojona.

Czuję, bo potrzebuję. Staję się tego świadoma. Szukam sposobu jak wzbogacić swoje życie, jak uczynić je lepszym, jak zaspokoić swoje potrzeby, a może i potrzeby innych.

Jestem wdzięczna za:

uczucia
potrzeby
rozwój
życie