Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacja z Treningu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Relacja z Treningu. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 czerwca 2014

Empatia dla siebie. Relacja z Treningu Wspierający Rodzic. Część Dziesiąta.

Empatia dla siebie...hmmm, czasami wydaje mi się, że jest to coś, na co rzadko sobie pozwalamy, co w naszej kulturze wydaje się być kojarzone z egoizmem i zwyczajnie nam tego nie wypada robić. Jeśli chodzi o matki to pokutuje taki

stereotyp, że ONA MUSI i POWINNA:

zostać w domu i wychowywać dzieci
gotować dwudaniowy obiady z deserem i to koniecznie na 13-stą!
sprzątać, prać, prasować
zaprawiać kompociki na zimę
uprawiać własne jarzyny
robić zakupy
dopilnować zadań domowych swoich dzieci
mieć prawo jazdy - oczywiście po to by samej wszystko załatwić
dopilnować budowy domu
pamiętać o urodzinach rodziców, teściów, cioć, wujków i przyjaciół i zawsze mieć gdzieś w szafie ukryty prezent w razie gdyby się okazało, że jednak o kimś się zapomniało
zawozić dzieci na basen, angielski i piłkę nożną
codziennie uczestniczyć z dzieckiem w nabożeństwach przygotowujących do ważnych sakramentów św.
i jeśli jeszcze o czymś zapomniałam, to na pewno każda z nas sobie już tu sama coś dopowie
a no i oczywiście ZAWSZE BYĆ UŚMIECHNIĘTĄ I ZADOWOLONĄ Z ŻYCIA I NIGDY SIĘ NIE ZŁOŚCIĆ!!!

Nie podoba Ci się powyższa lista?!

OK, masz do tego prawo. Masz PRAWO SIĘ O SIEBIE ZATROSZCZYĆ, ZADBAĆ, DAĆ SOBIE EMPATIĘ, nie zgadzać się z innymi, chcieć siebie wyrazić, to co czuję i to jakie wartości Ci przyświecają i głośno powiedzieć:

TAK czuję np. ZŁOŚĆ, bo potrzebuję SZACUNKU, WSPÓŁDZIELENIA, WSPÓŁODPOWIEDZIALNOŚCI, WOLNOŚCI, SPOKOJU, ODPOCZYNKU, ZABAWY, PORZĄDKU, HARMONII i miliona różnych innych rzeczy.

EMPATIA DLA SIEBIE


DAJĘ SOBIE EMPATIĘ kiedy skupiam się na tym, co teraz czuję

wyrażam te uczucia:

w bezpieczny dla mnie i moich bliskich sposób, dlatego, kiedy czuję, że za chwilę "wyjdę z siebie" i powiem coś raniącego, wychodzę z domu, wychodzę do drugiego pomieszczenia i zastanawiam się O CO MI CHODZI, co ja czuję, czego potrzebuję. Mówię głośno o tym, co się stało i co ja w związku z tym czuję, MÓWIĘ DO SIEBIE (przed lustrem lub zwyczajnie w "eter"), może krzyczę (nie na kogoś, lecz tak po prostu-ja na przykład idę sobie pogadać sama do siebie na strych-bardzo pomaga, a jak frustracja jest duża to przy okazji zawsze coś jeszcze posprzątam z tych złości)

kiedy już uczucia są wyrażone, zastanawiam się O CO MI CHODZI,czego ja POTRZEBUJĘ i też najlepiej głośno o tym powiedzieć, czasami nie wystarczy powiedzieć samej sobie, wówczas warto mieć kogoś, kto będzie gotowy nas wysłuchać bez oceniania, kto nas obdarzy tą empatią. Biorę za siebie odpowiedzialność i jeśli potrzebuję EMPATII DLA SIEBIE, a nie potrafię jej teraz sobie okazać, proszę o pomoc.

EMPATIA DLA SIEBIE to dla mnie takie dbanie o siebie, dostrzeganie uczuć i tego co się dzieje w moim ciele, szukanie niezaspokojonych (lub zaspokojonych) potrzeb i zatroszczenie się o te potrzeby. To szukanie rozwiązania, strategii i sposobu na wzbogacenie własnego życia.

Zdjęcie pochodzi z: potworywozkowe.pl



Jeśli mój kubek empatii jest pełny, jeśli troszczę się o siebie i swoje potrzeby i mam w nadmiarze, to naturalnie mam ochotę komuś odlać, podzielić się swoją pełnią. Mam nalane do swego kubka "od serca", jest przepełnione, wylewa się z niego i zalewa miłością wszystkich dookoła mnie, świat wydaje się być piękny, przyjazny, cudowny. Jest tak tylko wtedy, KIEDY JA SAMA DBAM O SIEBIE I BIORĘ ZA SIEBIE ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

Jeśli coś z powyższej listy wyraźnie mi nie odpowiada, czegoś bardzo nie lubię robić, nie ma we mnie na coś zgody, to nie robię tego! Daję sobie empatię poprzez szczere się do tego przyznanie i odklejenie etykietki "JA MUSZĘ". Daję sobie prawo do zmiany.

Nie muszę domu sprzątać sama. W ogóle nie muszę tego robić. Ja nie mam potrzeby porządku-ktoś mi ją tylko wdrukował ;-) Mogę co tydzień w sobotę spędzać czas z rodziną lub jechać na warsztaty. Dom,w którym na podłodze leżą skarpetki, buty znajdują się i w łazience i w pokoju czy kuchni, dom, w którym zamiast obiadu są kanapki, to też dom. A może to dom w którym każdy jest wolny, szczęśliwy i uśmiechnięty? I nagle się okazuje, że inni też mogą robić pewne rzeczy, które do tej pory robiłam tylko ja?

Kiedy patrzę na siebie i w konsekwencji na innych z perspektywy potrzeb, to nie ma we mnie oceniania, osądzania i oczekiwań. Robię wszystko tak jak potrafię, na tyle na ile pozwala mi moja aktualna wiedza i doświadczenia a więc nie ma we mnie poczucia winy. Mogę bolesne czy raniące zdarzenie przerobić przez pryzmat uczuć, potrzeb, dostępnych mi sposobów ich zaspakajania i sprawdzić, co mi i innym to dało, co mogłabym zrobić dziś inaczej, tak by było dla mnie/innych wzbogacające.

OK zrobiłam to, co zrobiłam, bo tak umiałam.
OK teraz mogę to zrobić inaczej.

Nie przepraszam! Zamiast tego mówię, co teraz czuję (może smutek), bo potrzebuję (być w kontakcie z osobą z tego zdarzenia) i mam prośbę (proszę Cię powiedz mi jak Ty to widzisz?)
To więcej niż przepraszam! To gotowość na przyjęcie uczuć (być może intensywnych) i potrzeb drugiego człowieka. To czas na odbudowywanie relacji, bo być może mamy teraz potrzebę budowania kontaktu i bliskości.

Do mnie to bardziej przemawia niż PRZEPRASZAM

Nie ma za co przepraszać, bo nie ma winy, są tylko zdarzenia, zachowania, reakcje odpowiednie do stanu świadomości danego człowieka. Gdybym wiedziała to, co wiem teraz, zachowałabym się inaczej.

Padło słowo PRZEPRASZAM, bo czuję smutek, bo potrzebuję.....
a więc w moim nowym języku mówię:

"Wiesz, teraz kiedy moje emocje opadły (obserwacja), to czuję wielki smutek (uczucie), bo potrzebuję być z Tobą w kontakcie (potrzeba), możemy pogadać (prośba)?"

Kocham ten mój nowy język! :-) I dzielę się z Wami tym co, kocham, bo wierzę, że to bardzo wzbogaca życie (moje na pewno), a może i Wasze wzbogaci.


środa, 11 czerwca 2014

Empatia: Relacja z Treningu Wspierająy Rodzic. Część Dziewiąta.

Empatia - co to takiego, z czym Ci się kojarzy?

Mnie się kojarzy z byciem z drugim człowiekiem w taki sposób, by zobaczyć świat tej drugiej osoby, bez oceniania, zobaczyć go oczami tego drugiego.

EMPATIA DLA DRUGIEGO

Kiedy słucham mojego dziecka lub kogoś innego dorosłego, kto potrzebuje być wysłuchany w pełni, kto potrzebuje właśnie empatii, to zapominam o sobie, o tym co ja czuję, jak ja bym się zachowała,czego ja potrzebuję. Zapominam o doradzaniu, o mówieniu o sobie, o pomniejszaniu np. bólu. To nie takie proste zapomnieć o sobie, wycofać się, zamknąć usta, uciszyć myśli piętrzące się w głowie. Kiedy ktoś zaczyna opowiadać swoją historię już się ma ochotę powiedzieć: "tak znam to, ja też tak mam" i wtrącić się ze swoją historię nie czekając na dokończenie opowieści mówiącego.
Całkiem niedawno miałam właśnie taka sytuację. Bliska osoba opowiadała mi swoją bardzo poruszającą historię o chorobie. Już miałam ochotę wtrącić się ze swoją opowieścią. Poczułam ogromną radość, kiedy pojawiła się okazja do podzielenia się tym, co czuję. I nagle LAMPKA ostrzegawcza w mojej głowie:

"uwaga nie teraz, daj dokończyć" i kolejne myśli: "ok, Ty też tego bardzo potrzebujesz, ok mogę poczekać, znajdę kogoś innego"

WYCOFAŁAM się, poczekałam, dałam EMPATIĘ, wysłuchałam i widziałam radość na twarzy mówiącego.
Teraz czuję radość, bo wiem, że DAŁAM Z SERCA i tym samym zaspokoiłam też jedną ze swoich potrzeb (wzbogaciłam życie drugiego) sprawiłam, że ktoś poczuł ulgę, radość, bo został wysłuchany.

EMPATIA:

słucham w milczeniu
przytakuję
krótko powtarzam
odrywam się od obowiązków
jestem w pełni dla drugiego
czasami tylko jestem obok
czasami tylko albo aż przytulam
siedzę w ciszy
nie oceniam
nie wartościuję
nie puszczam tego przez własny pryzmat (ok moje doświadczenia i wiedza mogą mi pomóc w usłyszeniu, w odnalezieniu uczuć czy potrzeb, jednak warto mieć w sobie pokorę, by pamiętać, że każdy człowiek jest inny i przeżywa wszystko na swój własny i niepowtarzalny sposób)
nie doradzam
nie użalam się (o jaka Ty jesteś biedna)
nie pouczam
nie mówię o sobie (bo ja w Twoim wieku, bo w mojej rodzinie)
nie uspokajam
nie pocieszam
nie moralizuję i nie tłumaczę

To co robię??? Właściwie NIC wielkiego po prostu JESTEM i SŁUCHAM (aktywnie i w pełni, choć w milczeniu-dozwolone tylko: "hmmm, aha, lub krótkie parafrazowania)

PROSTE!choć nie takie łatwe, bo nie każdy miał z empatią do czynienia od urodzenia! :-)

A więc co mi pomaga usłyszeć i widzieć drugiego?

EMPATIA DLA SIEBIE

Jeśli mój "kubek"- moje serce jest puste, a moje potrzeby dopraszają się o zatroszczenie, nici z empatii dla drugiego człowieka. Zauważyłam, że już sam fakt, że ja w swojej głowie słyszę tą prośbę o zatroszczenie się o siebie samą, wsłuchuję się w swoje uczucia, z uwagę traktuję sygnały z ciała, pozwala mi wrócić do słuchania, do bycia z drugim. Myślę sobie tak:

"Ok, słyszę, czuję, że i ja potrzebuję być wysłuchaną, zatroszczoną, potrzebuję empatii i wiem, że mogę to zrobić za chwilę, później, jutro, z kimś innym, albo z tą samą osoba, choć najpierw chcę dać się jej wygadać, bo wiem, że wtedy łatwiej jej będzie mnie usłyszeć"

Czasami to pomaga. Jeśli nie, jeśli moje potrzeby od dawna były odkładane na półkę, to warto się najpierw zatroszczyć o siebie. Wiem, że nie jet to łatwe w relacji z dzieckiem, bo dzieci, zwłaszcza małe nie potrafią jeszcze z siebie rezygnować. I ta wiedza też daje mi empatię. Mogę poprosić o pomoc kogoś dorosłego i wiem, że to zrobię, bo troszczę się o siebie. Mogę znaleźć jakiś inny sposób wyrażenia siebie. Mam w sobie ufność, że to jest możliwe, że potrafię, że dam radę.

Mogę też po prostu empatii drugiemu człowiekowi nie dawać, bo sama jej bardzo potrzebuję. To też jest OK. Jeśli nie mam siły słuchać, to znaczy, że mam w sobie jakąś ważną niezaspokojoną potrzebę, o którą trzeba się zatroszczyć. To też jest OK. Ja jestem OK i drugi człowiek jest OK. Potrzeby każdego SĄ i już i każdy ma prawo je zaspakajać a nawet warto by to robił, bo one będą się tak długo upominać o zaspokojenie, aż w końcu się o nie zatroszczę. Lepiej wcześniej, zanim zaczną "krzyczeć" o uwagę! Jeśli jednak potrzeby bardzo krzyczą, to jest to najwyższy czas, by w końcu zadbać o siebie, bo tylko zatroszczona o siebie, możesz dać coś drugiemu człowiekowi. Ot i zdrowy egoizm i bardzo potrzebny! Najpierw JA, po to, by DRUGI dostał w pełni.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

OBSERWACJA I PROŚBY: Relacja z Treningu Wspierający Rodzic. Część Ósma.

Dziś czuję radość, bo moja potrzeba rozwoju została zaspokojona.
Czuję entuzjazm, bo potrzebuję świętować. Świętuję, bo moje życie zostało wzbogacone inspirującym dialogiem z Marzeną Kopta. Czuję wdzięczność.

Jedną z rozwojowych rzeczy jaka dziś mnie spotkała to jak już wcześniej wspomniałam wzbogacająca rozmowa na temat uczuć, potrzeb i strategii.

Moje ponowne odkrycie:

OBSERWACJA

Niby dużo już o niej wiem, niby ją na co dzień praktykuję, a konkretnie język, który staram się by był obserwacją a nie oceną a jednak nawyki się wkradają. Co nóż używam słów zakrawających o ocenę tj.:
JUŻ
np. w zdaniu Dzisiaj JUŻ dwa razy prosiłam Cię, żebyś się ubrała (JUŻ, czyli ileż mnożna prosić, czy Ty dzieciaku nie słyszysz?)
przecież mogę użyć czystej obserwacji:
np. Dzisiaj dwa razy prosiłam Cię, żebyś się ubrała (i już mam inną intencję w sercu-bez pretensji, bez żądań)
zamiast mówić do dziecka: "Ty nigdy mnie nie słuchasz"

Wkradają się właśnie takie oceniające wyrazy jak: ZAWSZE, NIGDY
okazuje się, że nawet JUŻ, CZASAMI, SPORADYCZNIE jest oceną. Dla mnie jest, bo nie mówi nic o faktach. Fakty to: dwa razy w tygodniu, 5 razy w ciągu minuty (dziecko nie marudzi, ale mówi do mnie "mamo, mamo kup mi lizaka 20 razy w ciągu minuty"

Jest różnica, jest. NIE MA OCENY, są fakty i nadal jest relacja i kontakt.

Co zauważyłam (po faktach): na 8 ćwiczeń dotyczących obserwacji prawidłowo wykonałam 2. Mogłabym powiedzieć, że obserwacja jest trudna i zapewne każdy wiedziałby co mam na myśli, bo dzięki temu słowu "trudna", dzięki tej ocenie łatwiej się nam komunikować. Czy aby na pewno? Czy to nie jest za mało precyzyjne (tak wiem, "mało" to też ocena)? A może to jest tak, że dla jednego "trudne" to będzie znaczyć zupełnie coś innego niż dla drugiego. Może więc warto iść w fakty, w OBSERWACJĘ?

PROŚBA


Teraz uważam, że warto i warto jest też skupić się na PROŚBACH, które prośbami zostają tak długo, jak długo pozwalamy drugiej osobie (również dziecku na odmowę). To wcale nie znaczy, że gdy usłyszę NIE, to już koniec rozmowy, koniec dialogu, że teraz to już mam liczyć tylko na siebie - NIE! To jest początek dialogu z drugim człowiekiem  i z samym sobą. Ja zastanawiam się, co takiego dzieje się w drugim, że odmawia, co jest dla niego ważne i jak możemy zadbać o niego i siebie. To ja tak formułuję zdania, by nadal brały pod uwagę drugą stronę, by w mojej głowie była INTENCJA szacunku dla potrzeb obu stron. Nie muszę się poddać i odpuścić. Warto być uważnym. Kiedy widzę, czuję, intuicja mi podpowiada, że po piątej prośbie już nie ma sensu dalej prosić, albo w międzyczasie wpadłam na inny sposób zadbania o siebie, to idę za głosem serca.

STRATEGII JEST MNÓSTWO

Kiedy mam w głowie i sercu zgodę na odmowę, to mam też spokój, że znajdę najlepszy sposób na zatroszczenie się o OBIE STRONY!

Czuję spokój, bo wiem, że mam wybór sposobów reagowania, zachowywania się, troszczenia się o swoje potrzeby. Mogę prosić (na wiele szanujących drugiego sposoby), nie muszę być "Zosią samosią" i nie muszę też truchleć ze strachu, że sama sobie nie poradzę.

Żyjemy we wspólnocie, wśród ludzi, jesteśmy powiązani ze sobą jak w sieci, każdy nasz krok ma znaczenie.
Możemy na sobie polegać, umieć prosić i umieć dbać o siebie samego.

piątek, 30 maja 2014

Relacja z Treningu Wspierajacy Rodzić. Część Siódma: JA chcę...

Będzie o tym, do czego raczej nie jesteśmy przyzwyczajeni, ponieważ zakrawa to o egoizm. Mówienie o tym, że się  czegoś chce, potrzebuje, a już w ogóle zaczynanie zdania od JA, to nawet tak niegramatycznie. A jednak warto. W ten sposób dbamy o siebie, mamy swoje potrzeby zaspokojone, mamy w sobie mnóstwo energii i spore pokłady mocy do dawania z serca. No bo jak dawać, kiedy samemu się niewiele ma? Mówię tu o dawaniu uwagi, czasu i po prostu swojej obecności. Najpierw wiec warto zadbać o uwagę dla siebie, o czas dla siebie i o obecność dla siebie samego. Skupienie się na JA.

Moje zdania zaczynają się od JA (czasami ukryte w czasowniku 1 osoby, czasami wyraźnie używam słowa JA)

Krótki:
Chce żebyś teraz pościeliła swoje łóżko.

Mówiące coś o mojej potrzebie
Potrzebuję współpracy. Proszę załóż buty.

I kilka jeszcze prostych zdań. Na początek tyle, w relacji z drugim człowiekiem. Mogę też w myślach powiedzieć sobie czego JA CHCĘ, czego potrzebuję i to już pomaga. To mnie nakierowuje na moje potrzeby i podpowiada sposoby ich zaspokajania.

Osobiście, nawet, gdy moje potrzeby w danym momencie nie mogą być zaspokojone, bardzo pomocne okazuje się skupienie się na sobie i w myślach powtarzanie zdań typu:

Czuję teraz smutek, bo potrzebuję współpracy. Jaką mogę mieć do siebie lub drugiego człowieka prośbę? Co mogę ja zrobić lub o co mogę poprosić drugiego?

Pojawia się więc schemat:

UCZUCIE + POTRZEBA+ PROŚBA

Aby móc zadbać o drugiego człowieka, konieczne jest zadbanie najpierw o siebie samego i nie ma w tym ani odrobiny egoizmu. Raniące może bowiem okazać się dbanie o drugiego i wypominanie mu, że z powodu niego samego (np. dzieci) nie ma się czasu dla siebie, co powoduje w nim powstawanie poczucia winy. Przecież nie o to nam chodzi. Chcemy żyć w spokoju, chcemy zapewnić ten spokój również naszym domownikom. Pierwszy więc krok do tego, to dbanie o siebie.

Co więc mogę zrobić dla siebie?

Jeśli czuję niepokój, bo potrzebuję współpracy, to proszę o nią. Proszę o pomoc w posprzątaniu domu, o przyniesienie zakupów, o ciszę i spokój, bo to są moje potrzeby i mam do tego prawo.

Proszę, a wiec daje przestrzeń na odmowę. I co wtedy? Mówię sobie w myślach:

Czuję złość, bo potrzebuję spokoju. Co ja mogę zrobić? Mogę ODDYCHAĆ i złapać kontakt ze sobą. Okazuje się, że właśnie poprzez oddech daję sobie spokój i świadomość, że oprócz współpracy potrzebuję też działania zgodnego z własnymi wartościami, a jedną z nich jest szacunek do innych, więc łapię oddech i szukam innych strategii.

Sposobów jest wiele, warto szukać.


czwartek, 29 maja 2014

Relacja z Treningu Wspierający Rrodzic. Część szósta: uczucia i potrzeby

Chcę się podzielić refleksją i tym,co najbardziej mnie poruszyło na dwóch ostatnich spotkaniach z Marzeną.

Pierwsza rzecz O POTRZEBACH: działania, zachowania, wszystko to, co robimy - czy zastanawiam się po co ja robię to, co robię, jakie potrzeby tym zaspakajam???

Moje działania na jaką potrzebę one odpowiadają. Zachowania innych - po co ludzie robią to, co robią, czyli jakie potrzeby tym zaspokajają?

To tak ekstremalnie: ktoś mnie krytykuje, a ja zamiast słuchać krytyki zastanawiam się po co on to robi. Być może w ten sposób chce siebie wyrazić, swoją złość, smutek, troskę o mnie lub o siebie. Nie oceniam, tylko się zastanawiam co za jego słowami stoi, jaka potrzeba. Nawet sobie jestem w stanie przypomnieć, że być może i ja kiedyś krytyką też chciałam zaspokoić jakąś swoją potrzebę: troski o siebie, obrony swoich wartości i granic, był to mój sposób na wyrażenie swojej złości lub smutku i niepokoju. Nie oceniam siebie, po prostu była to jakaś strategia. Mogę spojrzeć z boku i z refleksją stwierdzić, że być może ta strategia krytyki nie zaspokoiła moich wszystkich potrzeb, może zaspokoiła potrzebę ochrony własnych wartości, ale już nie zaspokoiła potrzeby troski o bliskie relacje z drugą osobą, czy szacunku do drugiego. To już inna rzecz. Teraz warto się skupić na obserwacji tego co ja robię, po co wybieram takie czy inne zachowanie, czemu ono służy i czy w ogóle służy. A może się okaże, że warto coś zmienić. Kiedy już będę mieć świadomość jakie potrzeby zaspakajam, bądź nie, wówczas mogę się rozwijać i zmieniać, albo pozostawić bez zmian to, co służy i mnie i drugiemu człowiekowi.

Było też o uczuciach. To już akurat staram się praktykować od dawna, że UCZUCIA SĄ. Nie ma ani złych, ani dobrych, po prostu są: takie, które pojawiają się, kiedy nasze potrzeby są zaspokojone (np. radość) i takie, które czujemy, gdy potrzeby nie są zaspokojone (np. smutek, złość)

Warto te uczucia przyjąć, poczuć w ciele, być ich świadomym i je zaakceptować a nawet przyjąć je z radością, bo to właśnie one nam podpowiadają co warto robić, o co się zatroszczyć. Warto je przeżyć, pozwolić im być, płynąć w nas.

To co jest dla mnie pocieszające: jest kilka podstawowych uczuć, a reszta to ich kolory:

radość, szczęście, zadowolenie, spokój
złość, smutek, żal, niepokój, wstyd

jeśli tyle czuję, to już mam na czym się oprzeć i nad czym pracować

To UCZUCIA podpowiadają mi czego POTRZEBUJĘ

OBSERWUJĘ siebie, swoje ciało, swoje zachowania, działania i reakcję. Staję się uważna, idę na sygnałami ciała i duszy. Idę w dobrym kierunku, w kierunku ZDROWIA szeroko rozumianego.

piątek, 16 maja 2014

Relacja z Treningu Wspierający Rodzic. Część Piąta.

O jak ten czas leci. To już piąte spotkanie z Marzeną. Co prawda mogłoby być już szóste a może siódme, ale zdarzenia losowe to wykluczyły. Jedno z takich zdarzeń losowych sprawiło, że mój organizm potrzebuje teraz wyciszenia, spokoju i regeneracji i ja za tym idę. Jednocześnie miała potrzebę kontaktu z Marzeną, rozmowy i przegadania kilku spraw, które też nasuwały się po przeczytaniu jej materiału, jaki dstaję co jakiś czas do przerobienia.

Tak więc poszłam za ciosem, spotkałyśmy się na skype dzisiaj. To był owocny czas, dodał mi energii, a więc mogę powiedzieć, że regeneracja przyszła poprzez rozwój i wysiłek. Pogadałyśmy o kilku słowach, zwrotach, które są nam bardzo powszechne, choć nie koniecznie skuteczne. Przykładowo:

zwrot CHCIAŁABYM/BYM

"Chciałabym" - niby nie groźne, a jednak nie wiele mówiące o mnie samej, bo jeśli czegoś na prawdę CHCĘ, to po prostu CHCĘ i dbam o siebie i swoją pewność, a jeśli jest PEWNOŚĆ, to nie ma miejsca na chciałabym. CHCĘ albo NIE chcę. Jeśli znam swoją potrzebę, to mogę sobie pozwolić na powiedzenie CHCĘ. I nie koniecznie to dostanę, ale przecież CHCĘ, po co lawirować?
Nawet mój syn kiedyś jasno mnie o to poprosił, kiedy stale mu powtarzałam "wolałabym..."
"Mamusiu, Ty mi nie mów, co byś wolała, tylko powiedz TAK lub NIE"

Tak więc nie lawiruję, zmieniam BYM-ki na CHCĘ!


DRUGA WAŻNA REFLEKSJA I NAUKA

O wiele więcej wiedzy wyniosłam z dzisiejszego spotkania, większość już praktykuję, choć ćwiczenia nigdy mało. Jednak to, nad czym CHCĘ popracować, to nad ODDYCHANIEM. Mówię tu o sytuacjach trudnych, kiedy zalewają nas emocje. Wtedy CHCĘ się zatrzymać, skupić się na spokojnym głębokim oddychaniu. Wtedy nasz mózg, zamiast się wyłączać i oddać pole walki emocjom, zajmuje się ODDYCHANIEM. Skupiasz się na sobie, zamiast obwiniać i naskakiwać na drugiego. Oddech mnie uspakaja, daje czas na zastanowienie o co tak na prawdę mi chodzi, czego ja potrzebuję, co chcę zrobić i jakie są moje intencje. To ogólnie pozwala ochłonąć i nabrać dystansu. Kiedy już "wracasz do siebie" sprawy wyglądają zupełnie inaczej i wtedy masz poczucie, że robisz dobrze, oddychając, łapiąc kontakt ze sobą, bo nie powiedziałaś niczego, co by skrzywdziło drugiego, czego być potem żałowała, co by Cię męczyło przez następne 5 godzin.

Oddech pozwala też NAUCZYĆ DZIECKO RADZIĆ SOBIE ZE STRESEM. Ono po prosu patrzy na Ciebie i się uczy. Nic nie mówisz, tylko w stresie po prostu oddychasz, głęboko i spokojnie. Jeśli chcesz możesz powiedzieć, że potrzebujesz złapać kilka głębokich oddechów, nabrać dystansu, uspokoić się. Moje dziecko na pewno zacznie robić tak jak ja. Kiedy już to opanuję, będę mogła podejść do sfrustrowanego, rozzłoszczonego dziecka i razem z nim oddychać. Mogę go wziąć za ręce i powiedzieć: ODDYCHAJ, a dopiero potem zapytać, co takiego się stało, że poczuł taką złość, czy smutek. Oddychając razem z dzieckiem będziemy mieli czas na znalezienie przestrzeni do rozmowy.

Tak więc CHCĘ i ODDYCHAM.

środa, 23 kwietnia 2014

Relacja z Treningu Wspierający Rodzic. Część Czwarta

Co ja czuję?
Teraz radość, zadowolenie.

A co czułam kilka dni temu, kiedy byłam świadkiem kłótni rodzeństwa?

No i najważniejsze pytanie: CZEGO JA POTRZEBUJĘ, kiedy czuję RADOŚĆ, ZŁOŚĆ, SMUTEK, NIEPEWNOŚĆ????

Co jakiś czas piszę, co czuję i to na prawdę mi pomaga i przynosi ulgę. Siadam przy komputerze, albo spisuję odręcznie to, co czuję. Piszę wszystko, co na myśl przychodzi, każde uczucie i myśl. A kiedy kończę czuję spokój, ulgę, mam jasność, co do tego O CO MI CHODZI.

I dziś na treningu właśnie o tym sobie przypomniałam. Właśnie to Marzena proponuje robić. Spisywać swoje uczucia. To co ważne, to warto to robić od razu jak tylko się pojawią, bo pamięć bywa zawodna a emocje do wieczora mogą opaść. Takie spisanie uczuć odblokowuje myślenie, wentyluje, daje moment na złapanie dystansu i refleksji, no i jest zupełnie nieszkodliwe i nieraniące drugiego człowieka.

W trakcie spisywania uczuć łapię dystans do tego, co się dzieje, dostaję olśnienia O CO WŁAŚCIWIE MI CHODZI, czyli znajduję potrzeby jakie, się próbują wydostać spod uczuć.

Dlatego polecam pisanie o tym, co się czuje i szukanie odpowiedzi na pytanie DLACZEGO to czuję, jakie potrzeby chcą być zaspokojone.

Tabela uczuć i potrzeb może w tym odrobinę pomóc i nadal  mam ją zawsze pod ręką: na biurku, na nocnej szafce, w kuchni, w torebce - BO WARTO, warto MIEĆ ZE SOBĄ KONTAKT, by umieć W PEŁNI DAWAĆ Z SERCA!

Tak więc znów czuję potrzebę kontaktu z samą sobą i chyba zacznę spisywać swoje uczucia i potrzeby.

Dziennik uczuć i potrzeb.
Dziennik wdzięczności.

Wracam do pisania-może znów dowiem się czegoś zupełnie nowego o sobie samej.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Relacja z Treningu Wspierający Rodzic. Część Trzecia.

No to uwaga, można się zderzyć z własnymi oczekiwaniami, powinnościami, z tym co wypada, co MUSZĘ, czego nie muszę wobec siebie i swojego dziecka.
Można zobaczyć, że JEST SIĘ RODZICEM który......
że MOJE DZIECKO MA BYĆ.....
każdy sobie już sam dopowie. A jak już odpowie, to może zobaczy, czego się pragnie, czego potrzebuje i czy idzie się właściwą ścieżką, która zbliża nas do celu, a może oddala.

Czy zawsze jest tak, że robimy coś, bo musimy, czy może mamy wybór?

Trzecie spotkanie z Marzeną przypomniało mi także o najważniejszej prawdzie, o tym, że się JEST i że dziecko też JEST i to właśnie jest najważniejsze. Po prostu BYĆ jest wartością samą w sobie. Jak często nie jest to oczywiste, jak często czegoś oczekujemy? Zapominamy, że można się cieszyć z tego, że dziecko po prostu JEST. A czy ktokolwiek cieszy się z tego, że SIĘ JEST, że jestem JA jako JA? Hmmmm???

Jakim się jest to już zupełnie inna bajka. To bajka OCEN, której ja chcę unikać - co, jak się okazuje, wcale nie jest takie łatwe. Sama wpadłam w tą pułapkę patrzenia na siebie poprzez pryzmat ocen. Czasami patrzę tak na swoje dzieci. A przecież tak bardzo tego nie chcę, nie chcę osądzać, oceniać. A jednak-zdarza się. Na szczęście szybko potrafię się zorientować, że nie zawsze się jest takim czy innym, a raczej zawsze się coś robi, po to, by zaspokoić swoje potrzeby. Takie patrzenie na ludzi bardzo ułatwia mi życie. Zwłaszcza, kiedy zalewają nas intensywne emocje, które utrudniają słuchanie.

Wiem więc, że kiedy ktoś mówi: "nie chcę Cię teraz słuchać", to znaczy, że potrzebuje czasu, aby dojść do siebie, uspokoić się, potrzebuje zadbać o swoje bezpieczeństwo emocjonalne, psychiczne. Jest to dla mnie ok. Jestem w stanie poczekać, bo przecież wiem, że i tak mnie nie usłyszy, kiedy targają nim emocje.

Dbając o siebie, bardzo chcę wrócić do tej rozmowy wtedy, kiedy mój rozmówca (również dziecko) jest już gotowy, gdy emocje opadną. Wtedy mówię, że to dla mnie ważne, by porozmawiać, że potrzebuję powiedzieć, o co mi chodzi. Chcę przekazać swoje wartości i to, co jest dla mnie w życiu istotne. W ten sposób dbam o swoje granice, ja je pokazuję. Nie wyznaczam ich sztucznie, ale mówię, że chcę by np. dziecko, kiedy się uspokoi wróciło i mnie usłyszało, bo teraz jest już na to gotowe. To jest dbanie o potrzeby wszystkich, to buduje relacje i kontakt. W ten sposób o sobie nie zapominam, nie odkładam swoich potrzeb na później, bo wiem, że nagromadzone upomną się o swoje ze zdwojoną siłą.

A dzieci chcą wiedzieć, kim są ich rodzice, jakie są ich wartości i granice. Dlatego ja dbam o wyrażanie siebie i robię to w sposób szanujący dziecko:

słucham siebie
słucham dziecka
mówię, co jest dla mnie ważne, czego potrzebuję, co lubię, co mi przeszkadza, proszę....

wtorek, 8 kwietnia 2014

Relacja z Treningu Wspierający Rodzic. Część Druga.


Opowiem o tym, co jest we mnie teraz żywe i poruszające po rozmowie z Marzeną.

Wiem, jak ważne jest dla córek, ale również dla synów, bycie ważnym i akceptowanym dla taty i mamy również w sferze fizyczności. Spotkałam się ze stwierdzeniem, że trzeba dziewczynkom mówić, że są ładne, a chłopcom, że są przystojni. Każdy z rodziców chce, by ich dziecko kochało siebie samego w pełni, by się akceptowało. Gdy więc słyszymy, że nasza córka mówi nam, że jest brzydka to najczęściej mamy ochotę powiedzieć:
"no co Ty mówisz? Przecież jesteś piękna." U mnie wyglądało to raczej tak, że pomyślałam, że uprzedzę takie myśli i będę mówić swoim dzieciom, że są ładne. Kiedy tego spróbowałam, wydawało się mi to bardzo sztuczne i wymuszone. Moja intuicja podpowiadała mi, że nie tędy droga. Coś mi nie pasowało.

Podzieliłam się więc wczoraj moimi obawami z Marzeną. Powiedziałam jej, że to do mnie nie pasuje, ale nie mam na ten moment (wczoraj nie miałam) pojęcia co w zamian. Jakie konkretne zdanie mogłoby to zastąpić?

Wyniosłam z rozmowy z nią przekonanie, co do tego, że NIE MA SENSU TWORZYĆ SZTUCZNYCH SYTUACJI ani ZDAŃ.

Warto zastanowić się PO CO JA TO MÓWIĘ?

Bo troszczę się o dzieci.
Bo chcę budować ich poczucie własnej wartości.
Bo w ten sposób buduję obraz samej siebie jako troskliwej mamy. Tylko czy aby na pewno? Czy nie ma innego sposobu? Tym bardziej, że te zdania jakoś mi zwyczajnie nie siadają? Nie mówię tu o zupełnie spontanicznym stwierdzeniu tylko o takim "to warto mówić"

Warto zastanowić się i zapytać CZY TO DZIECKU SŁUŻY, CZY ONO TEGO POTRZEBUJE?

I to jest to, co mi pasuje. Ja właściwie też się zastanawiałam niejednokrotnie, czy takie zdanie "jesteś ładna" jest dziecku potrzebne. Wolę więc zapytać wprost o szczegóły np:

"Wiesz zastanawiam się, czy podobają Ci się Twoje włosy?" 
Posłuchać odpowiedzi, a jeśli jej nie ma to zapytać ponownie:

"A czy Ty w ogóle chcesz bym się o to pytała?" 
Może nie chce dziś być pytana. A może w ogóle. Warto mieć jasność, warto pytać.

No i na tym mogłabym zakończyć, ale! Marzena dodała jeszcze coś, o czym ja w ogóle nie pomyślałam. Może warto dziecku powiedzieć, po co ja to robię, czyli jaka potrzeba mną kieruje. Może warto zrobić to po to, by dziecku dać okazję do zaspokojenia tej potrzeby. O ile to nie narusza granic dziecka!!!

Ok zaspakajam tym swoją potrzebę, a więc mówię do dziecka:

"Wiesz mówię, to bo wydaje mi się, że w ten sposób się o Ciebie troszczę. To ja tego potrzebuję."
Cały czas mam jednak świadomość, że dziecko może nie chcieć słuchać tego, że jest ładne - nie chce komentarzy. Być może tego nie potrzebuje, a my tym zdaniem (jesteś ładna) zagarniamy jego przestrzeń. Szanuję więc jego potrzeby i nie mówię tego, czego ono nie potrzebuje. Szanuję też swoje potrzeby i troszczę się o dziecko inaczej, dbam o budowanie jego poczucia własnej wartości (z czym wiąże się również akceptacja swojej fizyczności) w inny sposób np.:
  • jestem z nim, przytulam je, słucham, rozmawiam, bawię się, żartuję, pozwalam dziecku decydować o sobie np. co ubierze -podążam za dzieckiem
  • opowiadam o sobie i wyjaśniam, co jest dla mnie ważne i dlaczego to robię (moje zasady nie są z księżyca, one coś mi dają i ja to mówię dziecku zamiast powtarzać np. mówi się "Dzień Dobry", "tak nie wolno" czy "tak się nie robi") To też jest dla mnie troska o dziecko i jednocześnie o siebie samą
Tak więc po raz kolejny potwierdza się zasada:

Słuchaj Siebie i podążaj za swoim sercem.

Rozmowa z Marzeną dała mi jasność, że idę drogą wspierającą i budującą relacje z dzieckiem (bliskimi), samą sobą i innymi ludźmi (nawet zupełnie obcymi).
No na prawdę zaspakajam swoją potrzebę rozwoju i pewno jeszcze kilka innych.

środa, 2 kwietnia 2014

Relacja z Treningu Wspierający Rodzic. Część Pierwsza.



Podjęłam decyzję i rozpoczęłam indywidualny „Trening Wspierający Rodzic” u Marzeny Kopty w Fabryce Szczęśliwości, ponieważ czuję, że potrzebuję rozwoju i wsparcia. Byłam już kilka razy na warsztatach u Marzeny i zawsze wiele z nich wynosiłam. Była to dla mnie okazja do zdobycia cennej wiedzy, którą później wykorzystywałam w swoim życiu poprawiając jakość swoich relacji z bliskimi, a także z zupełnie obcymi ludźmi. Bycie u Marzeny na treningu, to tak jakby bycie w swoim świecie-w świecie swoich wartości i poglądów. Czerpię z tych spotkań mnóstwo energii, ale także konkretnych wskazówek i inspiracji do zmiany i rozwoju. Po prostu wierzę, że w ten sposób poprawię relacje i komunikację z samą sobą i ze swoim otoczeniem, nauczę się jeszcze głębiej wyrażać swoje pragnienia, wartości i potrzeby z jednoczesnym poszanowaniem potrzeb i wartości drugiego człowieka: dziecka, męża, znajomych, klientów, współpracowników.

Po pierwszym spotkaniu treningu indywidualnego u Marzeny Kopty w Fabryce Szczęśliwości, czuję ogromną energię do zmiany i wiarę w to, że można inaczej, że możliwe jest pełne wyrażenie siebie i jednoczesne poszanowanie granic drugiego człowieka. Choć jest to trening dla rodziców i dotyczący relacji z dzieckiem, to ja, akurat po pierwszej rozmowie, najwięcej wyniosłam informacji o tym, jak budować bezpieczny dialog z dorosłym człowiekiem. Choć od razu przychodzi mi też do głowy rozmowa odbyta chwilę po szkoleniu z moimi dziećmi, gdzie udało się z poszanowaniem samej siebie i córki oraz syna dojść z nimi do porozumienia. Po prostu to, co wcześniej napawało mnie strachem, a mianowicie to, że mnie nie usłyszą, dziś zakończyło się sukcesem. Wystarczyło tylko wypróbować:
Złapać z nimi kontakt wzrokowy (a grali na komputerze) mówić, co się chce, jaką się ma intencję i bach! Od razu słyszą i co więcej ONI WSPÓŁPRACUJĄ!

Wrócę teraz do tego, co czuję, że akurat TU i TERAZ jest mi najpilniej potrzebne i wzbogaci mnie najbardziej – do wyrażania siebie, do dbania o intencje, do dbania o odbiór moich słów i intencji. To niesamowite, ale wystarczyło, że Marzena powiedziała jak można by się wyrazić, dała konkretny przykład, który trafił do mnie w 100%. Poczułam, że rozmowa jest możliwa, że mogę powiedzieć w sposób, który mnie w 100% wyrazi i jednocześnie w 100% szanuje drugiego

Taki dialog, takie porozumienie i obustronne usłyszenie się jest możliwe i ja za tym chcę iść. 

Zamierzam codziennie ćwiczyć, zmieniać swoje słowa, wyrażać siebie, słuchać i dopytywać się. Zamierzam pracować nad swoim osobistym rozwojem, który, jak wierzę, wpłynie na prawdziwe i bliskie relacje z drugim człowiekiem.

Wow, aż chce się żyć!

Chcę zachować w pamięci te chwile, tą pracę nad sobą i pomyślałam, że będzie to okazja do spisywania tego co czuję i co mnie porusza w tych spotkaniach i w tym moim rozwoju. 

Będę pisać i dzielić się tym na swoim blogu za każdym razem.

To jest pierwsze spotkanie a będzie takich jeszcze więcej, na pewno szesnaście. 

Dlaczego chcę się tym podzielić?

Bo być może ktoś z tego skorzysta, wzbogaci swoje życie, zapragnie zmiany, znajdzie tu inspirację do rozwoju, do wyjścia ze strefy komfortu. Zatem, kto chce niech korzysta. Nikogo do niczego nie zmuszam, dzielę się sobą ku inspiracji, dla tych, którzy potrzebują.