Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŻYWY KONTAKT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŻYWY KONTAKT. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 marca 2018

Empatia


Dzisiaj kolejne spotkanie w ZSP w Pietrzykowicach, tym razem więcej o empatii. Dla tych, których nie będzie maleńka ściąga poniżej. Maleńka, bo temat "rzeka" Znacznie więcej będzie powiedziane na spotkaniu w szkole, a tu tylko rzut oka na sprawę empatii.
Dla przypomnienia plakacik. Miejsca jeszcze są, gdyby ktoś chciał dziś dołączyć, zapraszam


 
Empatia to nie to samo co współczucie. Empatia to zdolność odczuwania tego, co inni, usłyszenia, czegoś jakby uszami tego drugiego i zobaczenia czegoś w sposób jakby to widział ten drugi, a nie ty.

Empatia to:
1.      Patrzeć oczami
2.      Słuchać uszami                DRUGIEGO
3.      Odczuwać sercem

Kiedy empatycznie słuchasz, to powstrzymaj swoją ogromną potrzebę gadania. Powstrzymaj myślenie o tym, co powiesz, kiedy druga strona już przestanie gadać. Kiedy to robisz, tak naprawdę wcale nie słuchasz! I uwierz mi, ta druga strona to widzi, dosłownie widzi i czuje, że błądzisz gdzieś myślami, że wcale jej nie słuchasz. Zamiast tego, powtarzaj w myślach, to co właśnie słyszysz. To gwarancja tego, że intensywnie słuchasz i dotrze do Ciebie, co ta druga strona ma do powiedzenia.

Zwiększasz szansę na to, by ktoś Cię wysłuchał, kiedy sam go wpierw w pełni usłyszy i On poczuje się wysłuchany, ważny i wzięty pod uwagę. Dopiero potem masz duże szanse na wypowiedzenie się w pełni. Wtedy właśnie warto podtrzymać kontakt poprzez powiedzenie tego, co Ty masz w sercu. Nie tłum swoich emocji. Otwórz się. Mów o sobie językiem JA.

Unikaj zdań typu

BO TY ZAWSZE lub BO TY NIGDY

Zamiast tego powiedz:
Kiedy (JA) zobaczyłem…., to zrobiło mi się smutno, bo zależy mi na…..

To wspiera empatię:
·         patrzenie w oczy
·         przytakiwanie
·         przytulanie (jeśli druga strona chce)
·         parafrazowanie
·         Bliskie siedzenie (naprzeciwko, obok lub na kolanach)

To nie jest empatia:
·         doradzanie (ja na twoim miejscu to bym…..)
·         opowiadanie o sobie (wiem, ja też tak ma…. i dajesz o sobie)
·         pocieszanie (no nie płacz, wszystko będzie dobrze)
·         umniejszanie (och, nic takiego strasznego się nie stało, przesadzasz)
·         przemądrzanie (doskonale Cię rozumiem, wiem jak to jest)

Chcesz, żeby drugi Cię usłyszał?          POZWÓL MU POCZUĆ SIĘ DOBRZE

Unikaj
Stosuj:
Kary (szlaban na tydzień)
Izolacja (marsz do swojego pokoju)
Groźby (jeszcze pogadamy)
Wsparcie (jestem po Twojej stronie)
Bliskość (włączymy sobie muzykę, a może spacer, film, przytulas?)
Otwartość (kiedy poczujemy się lepiej, na pewno znajdziemy rozwiązanie)

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Burza w mózgu nastolatka

Mam w sobie dużo radości i zadowolenia, bo kilka moich ważnych potrzeb dzisiaj zauważyłam i się o ni zatroszczyłam. Są też osoby, dzięki którym te potrzeby mogły zostać zaspokojone.

Cieszy mnie to, że są takie osób, dla których, podobnie jak dla mnie, ważne jest dobro wszystkich ludzi, a konkretnie, dzieci, rodziców i nauczycieli ze szkoły w Gilowicach. Tam dzisiaj byłam na zaproszenie dwóch Pań nauczycielek, będących wychowawczyniami pierwszych klas gimnazjalnych, a więc dzieciaków, a właściwie nastolatków. Tym Paniom zależy na trosce o potrzeby każdego, dlatego szukają sposobu na budowanie relacji z nastolatkiem, opartych na wzajemnym szacunku, w oparciu o innowacje pedagogiczne. W tym celu poprosiły mnie o przybliżenie idei Porozumienia bez Przemocy.

Zaczynają się spełniać moje marzenia. Pojawia się coraz więcej osób, które pragną żywych, opartych na empatii i Języku Serca relacji. Co więcej, te osoby wychodzą ze swoich stref komfortu, chcą usłyszeć o czymś nowym, innym niż to, do czego przywykły, co znane i jednocześnie może łatwiejsze. Pragną zmiany i rozwoju, a to czasami wymaga wysiłku i pracy, której wcale się nie boją.

Rodzice są coraz bardziej zainteresowani, otwarci na nowe propozycje, ciekawi i chętni. Sami podchodzą do mnie i pytają gdzie się można takiego języka nauczyć, co czytać, gdzie jeździć na szkolenia. To wszystko bardzo mnie cieszy, bo daje mi nadzieję na lepszy świat, w którym KAŻDY JEST WAŻNY I BRANY POD UWAGĘ

Spotkanie i kontakt z innymi rodzicami dzieci wchodzących w wiek nastoletni dało mi poczucie więzi i wspólnoty. To krótkie, lekko ponad godzinne spotkanie wystarczyło, by poczuć, że to w co wierzę ma sens, by dostrzec, że warto było się rozwijać i szukać innowacyjnych dróg. Co więcej, wiem, że nadal warto to robić i nie ma co mówić, że coś samo minie. Dla mnie lepiej jest szukać, aż znajdę takie sposoby, które dadzą mi i bliskim radość.

Cieszę się, że mogłam się podzielić swoim doświadczeniem i wiedzą o relacjach w rodzinie, o tym jak mnie udało się je poprawić, odnaleźć drogę do prawdziwej, głębokiej troski i życzliwość, do bycia obecnym i świadomym rodzicem. Cudownie, że mogłam o tym opowiedzieć i zachęcić kilka osób do poszukiwań, do wejścia na drogę zmiany, swojej własnej zmiany, bo zmiana zaczyna się od siebie samego.

Jak mawiał Marshall B. Rosneberg: wystarczy jedna osoba mówiąca językiem serca, by zmienić świat,najpierw ten własny, mały, prywatny, świat swojego serca, swojej rodziny, a potem i szerszych społeczności.

Dziś moja nadzieja w sercu rośnie.

Dziękuję więc jeszcze raz Paniom ze szkoły w Gilowicach za zaproszenie mnie na spotkanie pt.

"Jak budować relacje z nastolatkiem. Kilka słów o wzajemnym szacunku"

Było m.in. o uczuciach i potrzebach w duchu Porozumienia bez Przemocy, było o charakterystyce działania pod wpływem emocji i o tym jak działa wtedy mózg, o zmianach w mózgu nastolatkach i o tym co warto robić i jak, by bdować pełne szacunku relacje. W dużej mierze spotkanie było oparte o książkę 

"Burza w mózgu nastolatka. Potencjał okresu dorastania" Daniel J. Siegel

Bardzo ją polecam. Dla mnie jest ona wręcz odkrywcza. Pomaga zrozumieć zachowanie moich dorastających dzieci i zaakceptować je. Podpowiada co robić, by być szczęśliwym i jak pomóc to osiągnąć dzieciom. Wyjaśnia pracę mózgu dorastającego człowieka i nagle zachowania dzieci i moje reakcje stają się jasne. Jest w niej sporo ćwiczeń, z których można skorzystać, by poczuć się ze sobą lepiej. Książka warta do poczytania poczytania przez nastolatki, co potwierdza, zaraz na początku lektury, jeden z dorastających, młodych ludzi. No cóż, sami po nią sięgnijcie i oceńcie


 Jeśli uważacie, że warto polecić ten wpis komuś znajomemu, to super. Zróbcie to, będzie mi bardzo miło!

środa, 22 lutego 2017

Skutki braku empatii

Co się dzieje, kiedy dziecko nie zostaje obdarzone empatią?

Z doświadczenia obserwuję, że taki człowiek żyje w poczuciu urazy, bycia nie wysłuchanym, nie branym pod uwagę, a może nawet niesłusznie potraktowanym.

Takie sytuacje zrywają bliskie, szczere i prawdziwe więzi,oparte na rozmowach o tym co czuję, co jest dla mnie ważne, co mi robi to, jak Ty mnie traktujesz, co ja sobie myślę, co bym chciała, czego potrzebuję, by żyć z Tobą w rzeczywistej, a nie udawanej relacji. Jeśli nie udaję, to nie muszę mówić o pogodzie, sąsiadach, chorobach innych, życiu innych, bo mogę o sobie i o Tobie. Biorę pod uwagę Ciebie i siebie - to co czujemy i o tym rozmawiamy. Mówimy o tym, czego nam potrzeba i zastanawiamy się jak znaleźć takie sposoby życia, by każdy był wzięty pod uwagę.

Jeśli małe dziecko opowiada o tym,  że zdarzyło się coś złego, że wbiło patyk pod oko brata, że się boi, że się wystraszyło, a w zamian dostaje lanie lub w łagodnej wersji siarczysty opieprz, to zostaje skrzywdzone na całe życie.

Na prawdę, nie żartuję! Widzę to często w dorosłych relacjach, kiedy dojrzałe dzieci mają żal o niesprawiedliwe potraktowanie do swoich rodziców, którzy nie mają pojęcia o zranieniu. Dlaczego?

Ponieważ zabrakło EMPATII, zabrakło słuchania się na wzajem. Zabrakło mówienia w języku ja.

Co możesz zrobić dziś?

Możesz w takiej sytuacji powiedzieć do dziecka:

- och widzę, że chyba bardzo się wystraszyłeś? Boisz się, że będę krzyczeć?
- mamo, bo to nie moja wina...
- aha, powiedz mi jak Ty to widzisz
- mamo, bo on mi dokuczał
- słyszę, że bardzo Ci było ciężko
- tak, ja nie chciałem, to niechcący, przepraszam
- słyszę, że byłeś zdenerwowany, że nie wiedziałeś co robisz, że teraz się boisz, że jest Ci smutno, bo chcesz czuć się bezpiecznie i chcesz, by Twojemu bratu nic nie było
- tak mamusiu, nie jesteś na mnie zła?

I dopiero teraz mogę powiedzieć:

#EmpatiawNVC #obserwacjaNVC


"Wiesz kochanie, kiedy zobaczyłam ranę pod okiem Szymka, to bardzo się wystraszyłam, bo chcę byście byli bezpieczni. Dlatego ważne jest dla mnie to, co mówisz. Chcę też miło spędzać czas z Wami na spacerze. Co możemy teraz zrobić?"

I tu pojawia się przestrzeń do zaopiekowania się chorą buzia malucha, i wystraszonym sercem mamy i starszaka. Może dzieciaki coś wymyślą, a może ja.

A co zrobić z dorosłym zranieniem? Jak my dorosłe dzieci naszych rodziców możemy naprawić to, co nam nie służy od lat? Jakiś wewnętrzny uraz, który zatruwa nam nasze relacje? Jak je odbudować, by nie spotykać się po to tylko, by gadać o pogodzie, zdrowiu i sąsiadach. Nie mam nic przeciwko takim rozmowom. Jednocześnie zauważam, że czasami brakuje mi czegoś głębszego. Troski o to, co faktycznie jest ważne dla mnie i dla tego drugiego.

Macie jakieś pomysły?

Jak chyba mam! Podzielę się nimi następnym razem.

wtorek, 21 lutego 2017

Empatia

#Empatia lekiem na całe zło

Empatia, w dużym skrócie, to umiejętność zobaczenia świata z perspektywy danego człowieka. To trochę jak współodczuwanie, próba wyobrażenia sobie tego, co czuje druga osoba, próba zgadnięcia, dopytania się co może czuć. Nade wszystko jest to głównie aktywne słuchanie, bycie przy drugim w trakcie przeżywania przez niego danego uczucia.

Empatia nie jest współczuciem.

W empatii nie ma miejsca na:
  •  ocenianie
  • doradzanie
  • pocieszanie
  • odwracanie uwagi
Empatia to gotowość towarzyszenia drugiemu w tym co przeżywa. To zgoda na jego uczucia. Na każde uczucie.

W empatii jest miejsce na:
  • aktywne słuchanie (hmm, aha, ach)
  • uważne bycie w 100%
  • krótkie parafrazowanie
  •  przytulanie (o ile druga strona ma na to zgodę)
  • utrzymanie kontaktu wzrokowego
#Empatia

 Empatia nie równa się zgodzie na zachowanie. Nie oznacza też, że zgadzam się z tym, co mówi druga strona. W empatii jest miejsce na moje własne zdanie, z jednoczesnym poszanowaniem drugiego.
Mogę obdarzyć wzburzone i rozzłoszczone dziecko empatią i jednocześnie mieć przekonanie, że to jak sę zachowało nie podoba mi się. Czyli wysłuchuję bijące się dzieci, słucham każdego z nich, bez oceniania i wówczas kiedy zobaczę w ich ciałach ulgę (dziecko wyraźnie się uspakaja, przestaje płakać, słyszę wręcz typowe "uffff" lub pojawia się na buzi uśmiech)

to dopiero pojawia się PRZESTRZEŃ dla mnie. Teraz dopiero dziecko jest w stanie mnie wysłuchać i wziąć pod uwagę to, że dla mnie ważne jest bezpieczeństwo każdego z nich i moje własne. W takich momencie dziecko może usłyszeć i wziąć sobie do serca to, że nie zgadzam się na ranienie innych, ani jego samego, bo dobro wszystkich jest dla mnie bardzo ważne.

Nie chodzi o zgodę na bicie się dzieci. Chodzi o wysłuchanie ich, o wzięcie pod uwagę ich uczuć i potrzeb. oni są tak zalani emocjami, że nie są w stanie mnie usłyszeć. Po prostu nie mają kontaktu ze swoim racjonalnym myśleniem. Zresztą ja też tak mam. Kiedy ogarnia mnie złość, to po prostu "wychodzę z siebie" i nic do mnie nie dociera: żadne oceniania (broń Boże!) żadne doradzanie ani tym bardziej pocieszanie typu "inni to mają gorzej, nie narzekaj". Jak ja tego nie cierpię. Albo gadka typu: "złość piękności szkodzi". A mnie nie szkodzi i koniec, i dosłownie, i wręcz mi służy!

Jak służy? Co się dzieje, kiedy empatii nie dostajesz? O tym w następnym poście.

czwartek, 13 października 2016

Twoje dziecko Cię nie słucha?

Dziecko Cię kompletnie nie słucha? Nic do niego nie dociera. Mówisz i mówisz i nic i tak "w koło Macieja". Masz już dość, zaczynasz się denerwować, złościć, podnosisz głos albo wpadasz w szał i krzyczysz jak opętany/a. Wylewasz z siebie żale, nagromadzone od roku. Zrzędzisz, marudzisz i zatrzymać się nie potrafisz.

Dzieciak wychodzi, zamyka się w pokoju, chowa pod kołdrą, płacze lub rozpoczyna z Tobą walkę, buntuje się, krzyczy, tupie nogami.

Po chwili emocje opadają. Zarówno Twoje jak i dziecka. Przepraszasz, ono może też. Dziecko szybko zapomina, a Ciebie może męczą wyrzuty sumienia przez kolejnych kilka dni. Bo obiecałaś sobie nie krzyczeń, nie prawić kazań no i co? Nie dałaś rady. Nie wiesz co robić. Czujesz się beznadziejnie, obwiniasz się, że jesteś beznadziejną mamą. Zastanawiasz się jak do tego doszło. Rozkminiasz jak tego następnym razem unikną, tym bardziej, że to już może być wieczorem podczas pory kładzenia dzieci spać, albo najpóźniej jutro rano. Znów będziesz się spieszyć do pracy, myśleć o wszystkim, a malec czy starszak będzie z głową w chmurach.

Chcesz o tym komuś opowiedzieć, zapytać co robić, szukasz pomocy i zrozumienia. Oceniasz siebie i dziecko.

I dobrze, o ile te oceny POWIĄŻESZ Z POTRZEBAMI! Wtedy możesz powiedzieć dziecku:

"Kiedy oglądasz bajkę i nie odpowiadasz na moje pytania, to jest mi smutno, bo zależy mi, żeby każdy był wysłuchany."

W takiej sytuacji OCENIAM bodziec zewnętrzny, czyli oglądanie bajki, jako coś nieprzydatnego do zaspokojenia mojej POTRZEBY BYCIA WYSŁUCHANĄ, bo chcę być w kontakcie z dzieckiem, chcę nawiązać z nim relację, chcę się o niego zatroszczyć. Takie oceny, taki język daje OBFITOŚĆ życia, wzbogaca nas, daje szansę na wzięcie pod uwagę potrzeb wszystkich jednocześnie.

OCENY, które nas od siebie oddzielają, to OSĄDY, które słychać w takich zdaniach:

"Kiedy oglądasz bajkę i nie odpowiadasz na moje pytania, jesteś niemiły i chyba chcesz, żebym ja też dla Ciebie taki był."

Jakiekolwiek zdanie by nie padło, to warto pamiętać, że robimy to, co w danym momencie mamy najlepszego i najpiękniejszego do wyboru, do dyspozycji i do dania sobie i innym. Wybieramy to, bo

CHCEMY ZASPOKOIĆ WŁASNE POTRZEBY a NIE OGRANICZAĆ POTRZEBY INNYCH.

Jeśli zauważamy, że nasz wybór  jest trudny do zrealizowania, że mimo działać nie dostajemy tego, o co nam chodzi możemy poszukać innych rozwiązań.

Czasami jest tak, że krzykiem wymusimy na dziecku słuchanie, czyli nasza potrzeba bycia wysłuchanym jest zaspokojona, ale potrzeba bycia w relacji już nie. Takie słuchanie jest wymuszone, więc nieautentyczne. Tego w chwili wyboru krzyku jako strategii na bycie usłyszanym nie wiedzieliśmy. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, by się o swoje potrzeby zatroszczyć. I to właśnie jest piękne, bo i tak nic innego do dyspozycji nie mieliśmy Mimo wszystko, że nasz wybór jednak okazał się oddalający nas od potrzeb.

Zamiast więc rozpaczać nad rozlanym mlekiem, warto wyciągnąć z tego pozytywne wnioski, że całe zdarzenie to okazja do rozwoju, do nauczenia się czegoś, czego wcześniej nie wiedzieliśmy. Mogę więc, zamiast się obwiniać, wziąć odpowiedzialność za swoje uczucia.



Wiem, że moje działanie mnie nie przybliżyło do zaspokojenia potrzeb ani moich, ani dziecka. Dostrzegłam to, więc mogę świętować to, że jestem w stanie teraz to zobaczyć, że jakieś moje zachowanie, jakiś sposób komunikowania nie pozwala mi i innym iść dalej. Widzę w tym SZANSĘ na naukę, na mój i innych rozwój, bo przecież dzieci biorą ze mnie przykład, naśladują.

Mówię więc:

"Kiedy tak krzyczałam, to poszedłeś do pokoju i zrobiło Ci się smutno? Nie lubisz, kiedy krzyczę? Wiesz, teraz wiem, że wolałabym to powiedzieć inaczej. Na przykład tak:

Kiedy oglądasz bajkę, to jest mi trudno się z Tobą rozmawiać, a zależy mi na tym, by każdy w naszym domu był wysłuchany. Czy takie zdanie jest dla Ciebie lepsze?"

I tyle. Jest to więcej niż PRZEPRASZAM. Mówiąc "przepraszam" zazwyczaj kusiło mnie, by powiedzieć coś jeszcze, prawić dalej kazania, że jakie to dziecko jest okropne, bo nie chce mnie słuchać, Skupiałam się na wadach dziecka (tym samym kodując mu w głowie te wady i powodując, że zaczyna w nie mocno wierzyć) i uciekałam od swojego smutku i potrzeby bycia usłyszaną.

A przecież potrzeby każdego są ważne, rodzica również.

sobota, 11 czerwca 2016

Czy da się nie teroryzować rodziny sprzątaniem?

Dziś sobota. W moim rodzinnym domu był to czas porządków. Tak tym nasiąkłam, że trudno jest mi to porzucić. Co tydzień zamęczam i siebie i moich bliskim dawką porządkowego stresu. Byłabym szczęśliwa, gdyby każdy z nich: dwie córki, syn i mąż w godzinę posprzątali wszystko co w tygodniu porozrzucali. Ja sama oczywiście z natury, rutyny, przyzwyczajenia i wewnętrznego przymusu sprzątam ile się da!

Takie marzenie, by o drugiej po południu usiąść przy kawce z bliskimi w czystym mieszkaniu.

Mam jeszcze inne, takie nie do pogodzenia z tym pierwszym. Wolność, radość, szczęście każdego z moich domowników. Każdy chce robić co innego. Mąż woli kosić trawę. Dzieci biegać, skakać, bawić się. O nie sprzątać. Ja, dziś akurat chcę pisać. I właśnie to robię. Kiedy już napiszę, to może przyjdzie mi ochota na sprzątanie. Może nawet ogarnę dom, jak co tydzień, z największego bałaganu, nie wchodząc w szczegóły. Pewno nawet kurzy nie zetrę. Pozbieram tylko zabawki, skarpetki, buty, kartki i gary wrzucę do zmywary. Odkurzę, umyję podłogę w kuchni i gotowe! Co więcej, kiedy nic nie wymagam, to i moi bliscy sami przychodzą i pytają co pomóc lub sama proszę o pomoc, mówię co by mi pomogło, co warto jeszcze zrobić. Zawsze podając konkretne i precyzyjne wskazówki. Przyznam się, że cały czas się tego podejścia cierpliwie uczę. Staram się być dla siebie życzliwa, kiedy sobie nie radzę, kiedy popłynę, nakrzyczę i wyleję wiadro żali, że nikt mi nie pomaga. Idealnie nie jest, ale przecież nie ma być idealnie, tylko rozwojowo. I tak chyba jest. Czasami popełnię błąd, przeproszę, powiem o co mi chodziło i posłucham też drugiej strony. Uczę się cały czas.

I....

Chyba byłoby mi bez tego mojego nowego życia smutno: bez bałaganu, rumoru dzieci i męża. Niech już tak będzie jak jest. Ja też w sobotę wolę wyjść do ogrodu, plewić jarzyny, łapać promienie słońca, widzieć uśmiech bliskich i sąsiadów, słyszeć gwar życia.

Jest takie powiedzenie: "robota nie zając, nie ucieknie". Za to czas płynie nieubłaganie, dlatego warto go tak wykorzystać, by dać z serca na maxa:

BUDUJĄC RELACJE

Jasne, że można je budować nawet sprzątając. Dla mnie osobiście ważne jest, bym pamiętałą, że warto sprzątając szanować i siebie i drugiego.

Po pierwsze: nie zmuszać!
Po drugie: pytać co w danej chwili jest dla człowieka ważne.
Po trzecie: szukać rozwiązać dobrych dla wszystkich.

Tak więc, kiedy już zrobiłam to, co było dla mnie teraz ważne (czyli pisanie), zabieram się za sprzątanie. Aż mi się chce.

I o to chodzi, by się chciało, a nie musiało!

 

środa, 2 marca 2016

Wyjątkowa mama

Taki zwyczajny poranek. Jem śniadanie. Nie przepraszam, to chyba jednak nie było tak jak zazwyczaj. Dziś wyjątkowo przy śniadaniu przeglądałam książkę w poszukiwaniu konkretnego rozwiązania. Aż tu nagle, zupełnie niespodziewanie, ku mojemu głębokiemu wzruszeniu, odnalazłam małą, żółtą karteczkę, a na niej kilka słów od córki.

Z jednej strony podziękowania za to, że piorę jej ubrania, gotuję i jeżdżę z nią do szkoły i kościoła. Kartka sprzed kilku lat. Uśmiech na mojej twarzy i uczucie radości żywe właśnie dziś, tu i tera, też kiedy to piszę. Zwłaszcza, że wczoraj natknęłam się na podobny list, od tego samego dziecka, znaleziony podczas porządków w szafce pod umywalką. Tak po prostu, w łazience. Dlaczego tam? Może dostałam go właśnie podczas prac domowych i zabiegana wsunęłam do półki razem z klamerkami, by wczoraj go dostać ponownie. By znów się wzruszyć, poczuć radość i wdzięczność, nie tylko za zwyczajne prace domowe, ale także za wysiłek jaki włożyłam w swoją zmianę.

ZMIANA

Zmianę, która była też dla nich. Zmianę, która jest dla NAS, dla naszych pięknych, trwałych więzi i budowania codziennych prawdziwych relacji, w których każde uczucie jest ważne i dla każdej potrzeby znajdujemy czas, by chociażby się jej przyjrzeć i postarać się ją kiedyś spełnić.

Ta zmiana spowodowała, że nauczyłam się mówić dzieciom, że są wyjątkowe, niepowtarzalne i kochane za to, że po prostu są. Kiedyś myślałam, że wystarczy, iż ja to wiem, a dzieci będą to czuły. Może tak, a może warto to od czasu do czasu im to powiedzieć. Ja się ucieszyłam, kiedy ten list dostałam i dziś ponownie, gdy go w zakamarkach książki odnalazłam. Dlatego myślę, że i oni się cieszą, kiedy takie ode mnie dostają. Przechowują je jako cenne skarby w pudełkach, pamiętnikach, albo pod poduszką. Są więc dla nich dość wartościowe. Dodają sił, budują poczucie własnej wartości, cieszą, czy pocieszają w trudnych chwilach.

Jak dobrze, że wpadłam na pomysł pisania krótkich liścików do dzieci. Na kolorowych karteczkach, małych kwadratowych lub w kształcie serduszka, a czasami na kartce w kratkę.Już od dłuższego czasu nic nie napisałam. Może dziś to zrobię, by powiedzieć im co czuję.

Każda mama jest wyjątkowa i niepowtarzalna, tak jak każdy człowiek i to dlatego, że po prostu jest. Bez oceniania, bez wyliczania zasług, wad czy zalet.Wyjątkowa to nie znaczy lepsza, a po prostu inna, niepowtarzalna. Dla dziecka wieź z rodzicem jest nie do zastąpienia  i choć nasze zachowanie ma znaczenie to ten rodzaj miłości jest, warto by był, bezwarunkowy. To nie znaczy, że mam się na wszystko godzić i przymykać oczy na to, co mi się nie podoba. Wręcz przeciwnie. Otwieram oczy, przyglądam się temu,co się dzieje, rozmawiam, szukam drogi, po której mogę iść z przyjemnością zarówno ja jak i drugi człowiek



środa, 10 lutego 2016

Odbudować relacje

Czasami bywa tak, że rodzeństwo ma ze sobą nie po drodze. Kłócą się, sprzeczają, szturchają, obrażają, a możne nawet biją. Dla nas dorosłych staje się to uciążliwe, bo chcemy by między nimi była zgoda, by panowała harmonia i wzajemny szacunek, no przynajmniej tak w 80%. Zaczynamy się zastanawiać co się dzieje, co sprawia, że akurat teraz jest im trudniej się dogadać. Chcemy im pomóc odzyskać wzajemne bliskie relacje, obudować między nimi kontakt.



Nie, nie tak

Nawykowo więc sięgamy po upominanie, krytykowanie jednego czy drugiego, nakazujemy, by zachowywały się tak jak my chcemy, czyli jak to według nas powinno wyglądać. Cel zaczyna uświęcać środki.Zapominamy, że mamy do czynienia z człowiekiem i wrzucamy go w schemat niemądrego, niedoświadczonego dziecka, które nie wie jak się zachować, dlatego my mądrzejsi rodzice mu powiemy i wyegzekwujemy co trzeba. No i to nie działa. Dzieci kłócą się jeszcze bardziej i w dodatku tracą kontakt z rodzicami, zostają na polu bitwy same, niewysłuchane, niedostrzeżone, nieakceptowane, bezradne.

 
To jak?

Odpowiedź jest prosta i zaraz ją podam. Jednocześnie dodam, że dla mnie samej bywa trudna do zrealizowanie. Trudna, ale wykonalna. Wypróbowałam takie działanie wiele razy i za każdym razem pomogło, co oczywiście i niestety nie skasowało dziecięcych kłótni raz na zawsze. Szkoda! Takie życie - wymaga od rodziców nieustannej kreatywności, która możliwa jest tylko i wyłącznie wówczas, kiedy rodzic potrafi o siebie samego się troszczyć, dbać i nie odstawia siebie i swoich potrzeb na szary koniec.

A więc to, co nam pomaga to zwyczajne słuchanie każdego uczestnika konfliktu. Bycie mediatorem, albo cierpliwym słuchaczem tych awantur. Jasne, że wkraczam gdy dochodzi do rękoczynów. Rozdzielam z troską i miłością, a nie złością, bijące się rodzeństwo. Taki ideał - komu się uda, temu lżej na sercu. Trening czyni mistrza, ale mistrz nie może iść na emeryturę i zakończyć kariery. Nic z tego.

Rodzic mediator

Rodzic mediator powie:

"widzę, że macie jakiś problem. Co się dzieje?"
i słucha jak to jeden przez drugiego wykrzykuje swoje bóle, że:
  • on to zawsze...
  • a ona to nigdy...
  • bo on mnie nigdy nie słucha
  • a ona to zawsze mnie bije
  • to oni na mnie cały czas krzyczą i dlatego ja teraz nie podam jej tego plecaka itd, itp.
Czasami mediator/słuchacz dodaje:

  • aha, jesteś wściekły
  • jest Ci smutno, bo chcesz, żeby Ci pomagano
  • jesteś zły, bo chcesz, żeby mówiono do Ciebie spokojnie
Czekam i słucham, aż wyraźnie się dzieciaki rozluźnią. Zobaczę uchodzące z ciała napięcie, a nawet usłyszę "uff"czy dostrzegę ulgę, bo na przykład zaczną się uśmiechać.

Inny sposób

Zauważyłam, że bardzo pomocne w radzeniu sobie z rodzeństwem bywa wysłuchanie i danie empatii każdemu dziecku z osobna. Znajduję odpowiedni czas i miejsce zapewniające prywatność, by w 100% wsłuchać się w trudne emocje, jakie dzieciaki noszą w sobie i przeżywają w związku z relacjami z bratem czy siostrą. Bywa, że wtedy "wychodzą na jaw" i inne niełatwe sprawy związane na przykład ze szkołą, z kontaktami z kolegami czy inne. Takie wysłuchanie i pozwolenie dziecku na wypłynięcie jak z wulkanu nagromadzonych uczuć i spróbowanie poszukania potrzeb jakie za tymi emocjami są, bardzo wzmacnia dziecko, uspakaja je, daje siłę do pokonywania życiowych trudności. Wówczas kłótnie z rodzeństwem są jakby łagodniejsze. Może nie znikną od razu, ale nie chodzi o to, by zniknęły, choć jest to może marzenie niejednego rodzica, ale o to, by umieć je konstruktywnie rozwiązywać.

Tak więc, to co mogę dziecku dać to:
  1. empatia, słuchanie, akceptacja trudnych uczuć
  2. wspólne poszukanie potrzeb, znalezienie tego, o co dziecku chodzi (czy może chce umieć się z rodzeństwem dogadać, chce, by oni czasami go wysłuchali, pomagali mu itp.)
  3. zainspirowanie do znalezienia sposobu na otrzymanie tego, czego dziecko potrzebuje (no. pytając dziecko czy teraz ma jakiś pomysł co zrobić, a jeśli nie, to można zapytać "a co Ty na to, by ...." i tu dopiero zaproponować nasze rozwiązanie, pamiętając, że dziecko ma prawo go nie zrealizować
 Najważniejsza jest moja obecność i szczera chęć wysłuchania, nawet jeśli nie znajdziemy od razu rozwiązania, to dziecko wie, że jest dla mnie ważne ze wszystkim co czuje i czego potrzebuje. Samo dostrzeżenie jego przeżyć i potrzeb jest bardzo dla niego ważne. Na dany moment ważniejsze niż konkretne rozwiązanie. Na sposoby i strategie może przyjść czas ciut później.

piątek, 23 października 2015

Spontanicznie i z głębi serca na ratunek rowerzyście!



Chciałabym Wam opowiedzieć pewną poruszającą moje serce historię. Nie byłam jednak jej świadkiem, więc pewne szczegóły zapewne mi umknęły. Jednocześnie to, co wydaje mi się najważniejsze pozostało w pamięci. 

A więc: zapamiętałam opis jego oczu, które tak niesamowicie spoglądały na osobę niosącą pomoc. On tylko patrzył, ten wzrok był taki niesamowity. A ja sobie myślę, że to było spojrzenie Miłości, takiej życzliwości prosto z serca, z czułością i wzruszeniem, jakiego doznawał człowiek, mężczyzna, powalony na ziemię po zderzeniu z murem, leżący bezradnie, z rozciętą głową i łagodnie poddający się opiece młodej kobiety. Ona troskliwie opatrzyła jego ranę. Pobiegła do pobliskiej knajpki po czyste ręczniki papierowe. Zdezynfekowała rozbitą głowę, zakleiła plastrem, który zawsze przy sobie nosi, ponieważ, jak to sama o sobie mówi „mnie to zawsze się coś wydarzy, więc plaster zawsze mam w torebce”, a na koniec umyła zakrwawione ręce. 

Zaimponowała wszystkim dookoła: sparaliżowanym lekko koleżankom, zdziwionej obsłudze baru, do którego pobiegła po ręczniki i w końcu personelowi medycznemu, który błyskawicznie przyjechał na miejsce wypadku. Ratownicy byli jej pracą zachwyceni i nic nie poprawiali, co najwyżej podpięli choremu kroplówkę. Ale opatrzenie rany okazało się idealne! I to ta, co mówi o sobie „niezdara”. 

Sama opowiadała, że w ogóle się nie zastanawiała co ma robić. Po prostu wszystko szło odruchowo, z głębi serca, w wielkiej empatii i współczuciu. A i jeszcze pomyślała o rowerze tego mężczyzny. Zaprowadziła go do baru i poprosiła o przechowanie, do czasu aż rowerzysta będzie mógł sam go sobie odebrać. Dziewczyna pomyślała o wszystkim. Kelnerka bardzo się wzruszyła i mówiąc do dziewczyny, że jest kochana zapytała, czy może ją uściskać.

Dziewczyna, która spotyka na swojej drodze Miłość

Tyle Miłości! Od obcych, nieznajomych ludzi. Przypadkowy rowerzysta, kelnerka, ratownicy, no i w sumie znajome koleżanki – pełne zachwytu i podziwu dla spontanicznego niesienia pomocy. Jego oczy – patrzące na nią, podczas pośpiesznego zabiegania, by jak najmniej cierpiał, by zatamować krew.
Kelnerka, która chce ją przytulić, by w ten sposób okazać jej radość i poruszenie serca.  Ta sobie myślę, że to Miłość w ten dzień się zatroszczyła o tą dziewczynę, która na co dzień nie ma zbyt dużo okazji do bycia przytulaną, docenianą, zauważaną.

Co za wieczór! Jak cudownie było tego posłuchać. Dziękuję Ci kochana, że się tym ze mną podzieliłaś. Chciałabym to zachować w sercu i pamięci na długo i móc skorzystać z Twojego doświadczenia, w chwili, gdy przyjdzie mi spontanicznie reagować.