Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 października 2015

Wdzięczność

Czuję wdzięczność za kilka rzeczy i o nich chcę dziś pamiętać.

Chcę pamiętać o tym, że dzieci chcą spędzać czas z rodzicami

Dzieciaki uwielbiają jeździć z nami na wycieczki. Ostatnio o tym właśnie ze sobą rozmawiali: ż najfajniej jest wtedy kiedy jedziemy razem z rodzicami na wycieczkę, chociażby taką rowerową, po okolicznych łąkach i lasach.

Osobiście moje najlepsze wspomnienia z własnego dzieciństwa to:

narty z tatą
wyjazd do Zakopanego z całą rodziną
spacer w objęciach taty
wigilja z mamą, tatą i siostrami
roześmiana twarz mamy i taty
wakacyjna wyprawa nad rzeka z radosną babcią
spacer po lasie z dziadkiem i zbieranie grzybów

 

O tym, że nastolatki potrzebują naszej bliskości, przytulania i nie ma co im mówić "a Ty to taki duży kawaler/panna i nadal się przytulasz". Ja już zaczynam tęsknić za nieustannym oblepianiu mnie przez dzieciaki, a konkretnie przez to najstarsze, więc tym bardziej cenię sobie te chwilę, kiedy przychodzi ono do mnie samo i spontanicznie się przytula. Czasami chce obok mnie posiedzieć, posłuchać o czym rozmawiam z kimś bliskim, obejrzeć razem film, poleżeć ze mną wieczorem w łóżku, porozmawiać o szkole, właściwie posłuchać jak to było za "moich czasów". Właśnie dziś był dla mnie ten cenny czas - dobry dzień. Najpierw uściski ofiarowane mi zupełnie mimochodem w kuchni. Później żarty, bo moja prawie 12-latka na bujanym koniu gdzieś galopowała, a ja tą moją księżniczkę pytałam gdzie tak pędzi. Bez krytyki, że niby za duża, za to z dużą dozą humoru, dosiadłszy się do niej pocwałowałyśmy w świat fantazji i radości. Na koniec dnia leżała w moim łóżku, podczas, gdy ja pisałam opowiadanie o rowerzyście i jego rozbitej głowie. Leżała i czytała, aż w końcu zasnęła. I za ten czas z nią - dziękuję.

O tym, że śmiech i humor bardzo jest potrzeby

Młodsza od kilku dni urządza nam domowe koncerty. Dziś pod prysznicem była kocia muzyka i całe mnóstwo innych stworów i potworów, a publiczność biła brawo i wykrzykiwała zachwyty,ochy i achy. A w łazience był tylko jeden człowiek. Za drzwiami, w pokoju obok: ja i jej brat, z życzliwym i serdecznym uśmiechem na twarzy komentowaliśmy, że nasza artystka ma udany koncert. Weszliśmy więc oboje na łazienkowe salony, by ją uściskać.

O tym, że czas płynie, że się zmieniamy

O tym, że jak się ma dzieci w wieku powyżej 8 lat, to dzikie harce z siostrzenicą-trzylatką mogą sprawić frajdę, że zabawa z takim maluchem, to jakby wspominanie czasów, kiedy nasze maluszki miały te 2, 3, 4 lata. Z nostalgią, ciepłem na sercu i chęcią zabawy rozkładam puzzle, zjadam obiad na niby, buduję domek. Z radością nastawiam plecy, by siostrzenica mogła na nie wskoczyć. Robię to i czuję jak wielką frajdę mi to sprawia, jak dobrze jest czuć się kochanym i dawać miłość i ciepło. Każdemu tak jak tego potrzebuje. Inaczej trzylatce, inaczej tym starszym.



Już, po trochu, zapominam jak to jest mieć maluszki w domu. Dlatego uwielbiam, kiedy pojawiają się w nim jakieś siostrzane. Wspomnienia zaczynają się odświeżać, pojawia się wdzięczność i okazja, by docenić ten przeszły czas, by powspominać i dostrzec jak ważne jest TU i TERAZ - by znów dać na maxa i w 100% swego serca. By być z tym drugim mniejszym człowiekiem w pełni, bez telefonu, bez innych zajęć, bez rozmów z innymi. Dziś nawet trzylatka zamykała mi usta,gdy chciałam coś powiedzieć jej mamie, bo chwilę wcześniej rozpoczęłyśmy wspólne malowanie i ta rozmowa mnie od zabawy zwyczajnie odciągała. To było dla mnie jasna prośbą "ciociu! Pobaw się teraz tylko ze mną".

środa, 10 czerwca 2015

Zabawą na ratunek trudnościom

Lato to czas, kiedy nasze dzieci nie zasypiają wcześniej niż po 22-giej. Wiem, że teoretycznie jest jeszcze wiosna, ale u nas jest już lato, co skutkuje późnym zasypianiem. W konsekwencji poranne wstawanie to dla dzieci, a nawet nas, gehenna.

Dziś odbył się już w tej kwestii jawny bunt. Spodziewając się go, na dzień dobry obdarzyłam dzieciaki buziakiem, przytulakiem, a nawet pełną empatią. Na dwie sztuki to zadziałało, ale na jedną nie. Co prawda wstał z łóżka, w piżamie zjadł śniadanie i jak tylko skończył wskoczył od razu pod kołdrę, oświadczając, że jemu się chce spać, że nie chce mu się ubierać ani iść do szkoły i basta!

No więc co mi pozostało?

Buziaki nie zadziałały
Przytulańsko też nie!
Empatia go nie rusza!

No i co robić? Już się miałam poddać i moralizować, tłumaczyć, zrzędzić, narzekać i w końcu wpaść we wściekłość, aż tu nagle mnie olśniło!

ZABAWA

A więc będę udawać potwora, który zdziera z niego piżamę. Podnoszę kołdrę a tu co? Piżamy już na dziecku nie ma, ani żadnego innego ubrania. Autentycznie mnie to zdziwiło i jednocześnie rozbawiło, więc mówię:

"O! Ja tu zamierzałam się z Tobą pobawić i pożreć Twoją piżamkę, a tu co? NIC. Dawaj więc tu te swoje ciało, potwór zarzuci się ciuchami, a wcześniej połknie twoje cudne stopy!"

Było trochę śmiechu, trochę łaskotek i figlów. Nie za dużo, wręcz króciutko. Dziś to wystarczyło, by "śpioch" zdążył wyjść z domu na czas.

Dziękuję Ci Boże, że zesłałeś mi pomysł z zabawą. Od kilku dni odkrywam ją na nowo. Ratuje nam życie w różnych kryzysowych sytuacjach. Jest po prostu genialna. Może dlatego, że całe życie dziecka to zabawa, a i dorośli nadal ją lubią, o ile odkryją w sobie tą małą istotę, która nadal w nich mieszka.

Ostatnio nawet dość kiepsko czułam się w relacji z dzieckiem, które ma już prawie naście lat. Wówczas na ratunek przyszła zabawa. Propozycja, na pierwszy rzut oka dość niejasna, wyszła od dziecka. Leży na trawie i mów:

"Mamo, złap mnie za nogę"



Moje myśli: "ale co jej się dzieje, czego ona chce, co to ma niby znaczyć. Taka duża.." I tu się zorientowałam, że nie chcę słuchać tych myśli. Złapałam za nogę i mówię:

"Robimy taczki. Odwróć się na brzuch, podnieś się na rękach, ja trzymam Cię za nogi, a ty idziesz"

Ona na to ze śmiechem na ustach, że nie umie, że nie da rady itp. Nie ważne, czy potrafi. Ważne, że jest śmiech, za którym warto podążać, który mnie zaraża, który zbudował między nami trwały, a ostatnio nadszarpnięty, most porozumienia i bycia razem. Od tego moment jest nam łatwiej. Wszystkie zmartwienia poszły w niepamięć. A jeśli wrócą, to wiem, że Bóg mnie natchnie, jak sobie z nimi poradzić:

może zabawą
może rozmową
może milczeniem, przytulaniem, oglądaniem wspólnie filmu, czy wspólnym czytaniem
a może spacerem, lodami,wspólnym gotowaniem.

Tylko z tym jednym człowiekiem.

piątek, 18 października 2013

Twórczo w glinie lepimy

Dziś po-warsztatowo!

Pierwszy krok w stronę świąt Bożego Narodzenia zrobiony. Ozdoby choinkowe z gliny ulepione, jadą do pieca do wypalania. Już niedługo spotkamy się ponownie, by je pomalować!

Było tak ciekawie, że zdjęcia żadnego niestety nie zrobiłam, za to Stowarzyszenie Drogowskaz z Łodygowic robiło, więc zapewne wkrótce się pojawią na ich stronie internetowej.

Mamy, a nawet jeden tatuś, świetnie się bawili ze swoimi pociechami.
Szept sali donosił, że takie lepienie daje potrzebną dawkę relaksu, wyciszenia, ukojenia skołatanych nerwów i przynosi odpoczynek rodzicom.

A dzieciom??? A dzieciom zaspakaja potrzebę rozwoju, zabawy, współpracy no i oczywiście rozwija umiejętności manualne, rozwija twórcze myślenie i kreatywność. Wyobraźnia miała spore pole do popisu u małych i dużych.

Zrobiono kilkanaście, ach nie, nawet kilkadziesiąt ozdób choinkowych, bałwanków, miseczek, kafli, a nawet umywalkę z kranem (mówiłam, że wyobraźnia szalała). Bo najważniejsza była zabawa, wolność, dowolność, kreatywność i twórczość.

Było bardzo przyjemnie, spokojnie i rozwojowo. Była to dla mnie czas pomagania dzieciom, tylko wtedy, kiedy o to prosiły. Nie wyręczałam ich, nie podpowiadania co mogą ulepić, każdy miał swoje pomysły.

Pani prowadząca podpowiadała, na co warto zwrócić uwagę, jak lepić, zdradziła kilka swoich sekretów i tak powstały: aniołki, bałwanki, gwiazdki, renifery etc. Prowadząca też stawia na dowolność, swobodną zabawę i kreatywność.

Dla mnie był to czas dla siebie i dzieci. Zostawiłam za drzwiami sali obowiązki, telefon, pracę. Była tylko glina, dzieci i rodzice. Była to jedna godzina tego, co lubimy razem robić. Godzina, w której byliśmy razem i to się dla nas liczyło najbardziej!

Cieszę się, że działa u nas lokalnie Klub Rodzica i organizuje takie zajęcia a i Drogowskaz też ma coraz więcej zajęć rozwojowych dla dzieci. Tego właśnie potrzeba w małych miejscowościach. Zawsze zazdrościłam takich twórczych warsztatów w dużych miastach. Jest więc chyba szansa i na takie zajęcia u nas w Pietrzykowicach lub bliskiej okolicy. Bardzo mnie to cieszy!

Ja na swej stronie, a Klub Rodzica, czy Drogowskaz na swojej, będzie Was na bieżąco informował o ciekawych wydarzeniach. Zapraszam więc do zaglądania do nas!

środa, 18 września 2013

Zabawa dobra na wszystko

No tak mi przyszło do głowy, że zabawa jest "lekiem na całe zło". Jednak po chwili zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno? No wiecie, mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony wierzę, że to idealny sposób na dotarcie do dziecka, a z drugiej znam też wiele innych dróg by zbudować silną więź z dzieckiem. Tak więc pozostanę przy ty, że kiedy nic innego "nie działa" warto pomyśleć o zabawie. Każdy jednak ma swoje sposoby.

Na początku warto jednak przyjrzeć się dziecku i spróbować odgadnąć w jakim stanie ono jest. Bo jeżeli się smuci, płacze, "zamyka w sobie", albo złości, czyli jest pod wpływem silnych emocji, to najpierw warto dotrzeć do tych emocji i pomóc dziecku je nazwać i poszukać razem z nim potrzeby. Dzieci czasem płaczą a nie do końca wiedzą o co im chodzi. Czasem jedna sprawa wywołuje u dziecka płacz, a tak na prawdę tych spraw nagromadzonych może być kilka i jak już płacze, to nagle te wszystkie sprawy się domagają wypowiedzenia, te wszystkie kłopoty chcę być wypłakane. Więc warto dać dziecku okazję i przestrzeń do płaczu, być obok, przytulić, zapytać "smutno Ci? I nic, po prostu na chwilę być, a potem pomóc zgadnąć skąd ten płacz, bo: "wczoraj mama się nie zgodziła bawić się z Julką i dziś też nie, a koleżanka ze szkolnej ławki popychała ją, inne się z tego śmieją, a jeszcze siostra nie chce się dzielić zabawkami, a brat wrzeszczy <nie ruszaj>, tak, przez to wszystko Ci smutno?"

Nie szukam od razy gotowego rozwiązania na płacz, smutek, złość. Czasami poszukanie przyczyny smutku, czyli jakieś dziecięcej niezaspokojonej potrzeby, wystarczy i nie jest powiedziane, że od razu mam je zaspakajać, chodzi o ich wypowiedzenie, a czasem dziecko samo znajduje sposób, by je zaspokoić. I nagle z wielkiego płaczu, przechodzi w śmiech, znacie to?

To dorosły jest potrzebny dziecku by pomóc mu poradzić sobie z intensywnymi emocjami. Kiedy dziecko jest "zalane" emocjami, nie myśli logicznie, działa z poziomu uczuć i czasem może np. kogoś uderzyć, bo w danym momencie nie znalazł innego sposobu wyrażenia tej emocji. To my rodzice, "pożyczamy" dzieciom nasz mózg. Pokazujemy co można zrobić, kiedy nas "roznosi". Można powiedzieć: "widzę, że jesteś strasznie zły, choć idziemy na coś skoczyć, albo walnijmy ręką o poduszę!" To co działa w jednej rodzinie może okazać się niewypałem u innych. Warto opracować swój sposób na rozładowanie emocji. Kiedy one opadną, wtedy zaczyna się prawdziwa, swobodna zabawa, w której nie ważne jak się wygląda i czy dzwoni telefon, wiem to trudne. Warto spróbować.


Patrzyłam ostatnio na moją siostrę, która na urodzinach rocznej siostrzenicy biegała z nią na rękach po ogrodzie i bawiła się z dziesięciolatką, ośmiolatką i ponad sześcioletnim siostrzeńcem. Wyglądali na zadowolonych. Na twarzy dzieci oczywisty uśmiech, a co ciekawe na twarzy siostry też, radosny i spontaniczny. Zazdrościłam im tej zabawy, tej chęci do biegania, tej spontaniczności. Wyszłam do nich, zrobiłam kilka zdjęć a potem pomyślała, że się dołączę. Oczywiście dzieci nie miały dość. Uszanowały jednak potrzebę odpoczynku cioci. Po przerwie bawiliśmy się już razem. Nie udawała, na prawdę nie potrafiłam ich znaleźć ani dogonić. Żałuję, że wtedy akurat ból w szyi przeszkadzał mi w zabawie.



Dodam, że zawsze zazdrościłam siostrze tego spontanicznego wejścia w świat dziecięcy. Tej więzi jaka ich łączy i tego ciepła i szacunku. To, że dorosła ciocia zakłada na buzię maskę kotka, schodzi na czworaka i udaje kota dla dzieci jest niesamowitą frajdą. To wejście w ich świat i schylenie się do ich poziomu. Wiecie jak wygląda świat z poziomy metra lub mniej??? Zniżcie się, zobaczycie, że jest inny niż nasz. A to, że jestem mamą swoich dzieci, bywa czasem największym utrudnieniem. Bo to ja mam być niby poważna i mówić co wolno a co nie. Nie lubię tego. Nie lubię tego mojego zaprogramowania, tego mojego wewnętrznego dysku twardego, który tak ciężko zrestartować. Jednak czasami się udaje i wtedy wolę się z nimi śmiać, żartować, podążać za śmiechem. Tak, uwielbiam się z nimi śmiać, nawet z tego co ich śmieszy najbardziej, a są to słowa: "siku", "kupa", "bąki" no i ukochane bekanie na żądanie. Śmieję się razem z nimi! Uwielbiam odbijać z nimi w piłkę i bawić się w piasku. Kocham się z nimi turlać po łóżku i siłować. Boskie są zabawy paluszkowe, masaże placów z rymowankami. A i jeszcze kocham z nimi śpiewać. W ogóle uwielbiam nucić piosenki i śpiewać razem z radiem. I oni też to robią! A i jestem ekspertem w teatrzyku pluszakowy! Dzięki tej zabawie przerabiamy wiele trudnych emocji. I dziś rano moja córka sama coś przerobiła. Miała do dyspozycji tylko swoje dłonie, które się kłóciły o czesanie włosów, o to, że czasem to boli, a mama chce by włosy były upięte, a dziecko woli rozpuszczone. Jedna dłoń to mama, druga to córka. Ja stoję obok i ją czeszę. Nic nie mówię, bo wiem, że w ten sposób ona oswaja się z tym, co jest dla niej trudne. Pozwalam jej powiedzieć wszystko, bo to dzieje się w świecie zabawy i nie wykracza poza jego granice. Pomaga natomiast oswoić się z rzeczywistością, przerobić to, co trudne, wypowiedzieć złość, ból, frustrację. Prawda, że lepsze to niż, gdyby wybuchła awantura, padły przykre słowa i krzyki? A tak, potraktowałam to z uśmiechem i akceptacją.

Jedynej rzeczy, której nie robię to nie gram w Farmę. Dzięki Farmie, mój syn znalazł bliski język z moją drugą ciocią. No nie wiem, czy kiedyś się przekonam do gier.

Zazdroszczę więc póki co kilku rzeczy tym, co mają ciepłe relacje z dziećmi poprzez to, co kochają robić:

poprzez granie na komputerze, czy innych sprzętach
poprzez wodne zabawy na materacu (no gdyby woda miała 36 stopni i dno widoczne jak w basenie, to kto wie)
poprzez bieganie bez końca w berka
poprzez gry planszowe (czasem nad chińczykiem zasypiam)
poprzez wspólne czytanie książek (tu też zasypiam, no góra 10 min daję radę)

Te wszystkie rzeczy otwierają drzwi do dziecięcego świata. Poprawiają relacje dorosły-dziecko. Pomagają dziecku zrozumieć świat.

Na warsztatach z Lawrence J. Cohenem usłyszałam, że dzieci się nie naśmiewają np. z niepełnosprawnych, bawiąc się i udają niepełnosprawnego. Oni w ten sposób pojmują świat, uczą się go, oswajają się z nim, biorą na siebie to co świat przynosi. Więc udają niepełnosprawną osobę, udają, że mówią w obcym języku, że są lekarzami, żołnierzami czy nauczycielami itp.To nam dorosłym wydaje się, że dziecko się naśmiewa a rzeczywistości ono zachowuje się zupełnie naturalnie.

niedziela, 1 września 2013

Co działo się u nas w wakacje...

Myślałam o tym co napisać. Mam trochę jakby pustkę w głowie. Moje uczucia są rozbiegane, poplątane i zmieszane. Raz czuję radość, raz żal, smutek i strach o przyszłość, o to co będzie za miesiąc, rok, dwa. Nie umiem się ogarnąć, więc pomyślałam, że napiszę o tym, co się dzieje teraz, bo przecież:

to co było jest już za nami
przyszłości nie znamy
a teraźniejszość jest i na tym się skupiam

Teraz wspominam letni czas, choć to też "za nami" to jednak jest to coś, z czym warto się podzielić. To czas zabawy dzieci z dziećmi, dzieci z dorosłymi, to czas wspierania, słuchania, empatii i dostrzegania potrzeb małych i dużych.

To czas bycia świadomym rodzicem, takim, który się myli i potrafi przyznać do błędu i go naprawić. To czas, kiedy warto wspominać to co nam się udało, z czym warto się dzielić, by pokazać, że świat jest piękny, że ludzie potrafią ze sobą budować bliskie więzi, choć czasami się im nie udaje i wtedy można się zatrzymać, pomyśleć, złapać oddech i wyciągnąć wnioski i coś naprawić, zrobić to innym razem inaczej, lepiej, tak by być w bliskiej relacji.

Tak właśnie teraz myślę, choć może jutro będę już kimś innym :)

A póki co chcę pamiętać o tym, co w wakacje mnie wzruszało:

Kiedy byłam małą dziewczynką uwielbiałam bawić się w dom i najlepiej organizować sobie różne graty na domek, więc wakacje, po raz pierwszy, pod namiotami okazały się powrotem do dzieciństwa.

Od początku fascynowali nas mieszkańcy campingu - mrówki
i cykady, które w nocy się pojawiały a nad ranem cykały rytmicznie i ciepło
oraz pająk ulubieniec taty i dzieciaków, a jak się później okazało i on nas polubił, bo na gapę się z nami do domu zabrał, ku przerażeniu pewnej mamy
Wszędzie mama potrafiła znaleźć coś, co przypomni jej zabawę w dom z dzieciństwa. Oryginalny eco-wieszak.
A wieczorem czas na lekturę "Dialog zamiast kar":
I obiadek w wykonaniu dzieci
A po obiadku czas na zabawę, którą od lat dzieciom serwują tatusiowie. A ja im za to DZIĘKUJĘ.
A, że dzieci bawić się chcą...
No ale co dobre, szybko się kończy więc wracamy:
Choć u nas nadal dobrze, bo to jest dziś post o tym, co mnie wzbogaca i cieszy, a cieszy mnie widok dzieci bawiących się w dość oryginalny sposób, gdzie beczka, jak widać, lepsza od komercyjnego basenu :)

A zabawa w "męskie sprawy" z tatą ciekawsza niż wszystko inne!
A ciasta mamy i babci robią tego lata furorę, aż zaczęłam piec dwa na raz.

A co poza tym????
Były i pyszne swojskie owoce

i warzywa i nowy pomysł na ich zjedzenie
i trochę pracy przy pomidorach z pomocą dzieci
I byli tacy, co dokonali żywego odkrycia. I mama była przy dzieciach i dzieliła ich pasję, tak na prawdę, z zachwytem, nad nowym życiem i myśli sobie dziś, że to było dla dzieci ważne, bo mama widzi, że oni koty lubią, że dbają o nie i karmią i przytulają. I cieszę się, bo sercem z nimi jestem.
A dla siebie mama odkrywa coś nowego książkowego, choć z czytaniem marnie, bo czasu brakuje. Wakacje jednak się skończyły, więc i czasu dla mamy teraz będzie ciut więcej.

A na zakończenie było jeszcze pływanie, nurkowanie i skakanie w basenie

i rzece
i jazda na rowerach
i trochę pracy w naszym SferoGardenie
a potem radość na widok małego człowieka zajadającego się pomidorami z własnej uprawy


I w te wakacje ważna była dla mnie moja rodzina, moje siostry i siostrzenica, ulubienica wszystkich i małych i dużych, cioć i wujków, kuzynów i kuzynek!
Wakacje się skończyły. Idzie jesień, złota, szeleszcząca, a jak deszczowa, to może i będzie czas na poczytanie, na nadrobienie zaległości rozwojowych. Może będzie czas na spacery, na zbieranie żołędzi i kasztanów i złotych liści. Będzie czas na to by być!




sobota, 31 sierpnia 2013

Tańce z mamą.

Wczoraj wyjątkowo spędziłam dzień nie poświęcając szczególnie uwagi swoim dzieciom. Tylko praca, obowiązki, szklarnia, aż wieczorem poczułam, że mi ich mocno brakuje, że chętnie bym się poprzytulała, pogadała, pobawiła się z nimi. Oczywiście dopadły mnie też wyrzuty sumienia, że przez cały dzień nie znalazłam dla nich czasu i że oni też pewno to czują.

No normalnie telepatia:

Moja córka:
"Mamo,  Ty cały dzień w szklarni siedziałaś?"
Mama:
"Nieeee....tylko wieczorem". Jeszcze się mama nie zorientowała, że dziecko czuje brak, że czegoś potrzebuje, że nie zna odpowiednich słów, by to wyrazić. "Wcześniej pracowałam w domu." Nadal mama nie słyszy, że córka chce powiedzieć "tęsknię, czuję, jakby Cię dziś cały dzień nie było."

Wracają do domu...

Córka (8 lat)

"Mamo, potrzebuję się z Tobą pobawić, bo bawiłam się z Krzysiem, ale z Tobą nie." Po czym łapie mamę za rękę i nucąc piosenkę porywa ją do tańca. A mama, w ciężkim szoku, że to dziecko potrafi powiedzieć słowami dorosłego, czego potrzebuje, nagle czuje, że faktycznie, to o to chodzi, że tego sama też potrzebuje: zabawy, uśmiechu, ruchu, bliskości. I tańczą tak chwilę śmiejąc się radośnie.

sobota, 24 sierpnia 2013

Nudzi mi się

Mamo "nudzi mi się". To zdanie było inspiracją do napisania tego posta, choć nie tylko o nudzie będzie.

Czasem chyba każdy rodzic czy opiekun to słyszy.

A co za tym się kryje?

No cóż, może na przykład być to prośba o bliskość, o chęć zabawy z rodzicem. Może dziecko potrzebuje kontaktu z dorosłym, a może z rówieśnikiem. Zwykle, jeśli ma do wyboru rodzica, wujka, ukochaną ciocię czy kolegę to bardzo możliwe, że wybierze dorosłego. Oczywiście nie zawsze!

A najważniejsze, o czym czasami zapominam! Warto by dziecko się zwyczajnie ponudziło i coś ciekawego wymyśliło. By miało czas, by jego grafik nie był wypełniony po brzegi, bo taka moda, bo trzeba pędzić w wyścigu szczurów, gdzie na starcie stoją nasze dzieci.

Zabawa z rodzicami lekiem na nudę

Zabawa z dorosłym to zupełnie coś innego, niż z innym dzieckiem. Każda z nich jest wyjątkowa i niepowtarzalna i warto, by każdej w życiu dziecka było choć trochę. No i nie zapominajmy o swobodnej zabawie, czyli nie ma nas w pobliżu (przynajmniej dziecko nas nie widzi), jest samo lub z rodzeństwem, kolegami i ma okazję do bycia kreatywnym, do ustalania swoich zasad i negocjowania ich, jednym słowem do nauki. Mojego pokolenia nikt nie pilnował, od podstawówki pamiętam, że chodziłam do koleżanek sama i nikt wcześniej nawet do ich rodziców nie dzwonił, by zapytać czy mogę tam iść. Szłam i pytałam: "cześć, idziesz się pobawić?" To też jest dzieciom potrzebne. Swoboda.

Dziecko bawi się właściwie cały czas. Z nami dorosłymi czasami, bo wiadomo, mamy pracę, obowiązki i takie tam...Czasami jednak warto stać się dzieckiem choć na chwilę. Pożartować, z siebie samego, nie z dziecka, poudawać, że się czegoś nie wie, nie potrafi odgadnąć dziecięcej zagadki. Tak jak pisze o tym Cohen w Siłowankach:


 No to udajemy:

Ostatnio dostałam od syna instrukcję:

"mamo, kiedy Madzia zanurkuje, zapytaj gdzie ona jest, a potem powiedz: nie wiem, a jak się wynurzy to powiedz: o tu jest".

Banał? Przecież ją widzę, wiem, że nurkuje, mam udawać? I synowi to pasuje? No tak, skoro to wymyślił i chce się tak bawić i siostra się zgadza. OK, czemu nie?

Uwaga pomyliłam swoją rolę. Poprawił mnie i poprosił o dokładne powtórzenie. OK! To też zabawa, taka krótka, szybka, ze scenariusza dziecka. Jeśli tego potrzebuje a ja jestem to się cieszę. Nie fiksujmy się jednak na konieczności i obowiązku zabawy z naszymi dziećmi. Cieszmy się tym szczerze i dajmy im to z serca. Oni i tak znajdą sposób na zaspokojenie swojej potrzeby. Jeśli nie z nami, bo my mamy swoje obowiązki, to z rówieśnikami lub z samym sobą i to tez jest ok. Najważniejsza jest chęć i równowaga.

Zabawa z innymi dziećmi też lekiem na nudę

Czasami, kiedy znajome dzieci nie widzą się 2, 3 tygodnie, kiedy zdążyli się za sobą stęsknić, bawią się jakby ich nie było. Gdy mają siebie na co dzień też się bawią...czasami w ustalanie reguł, czyli my słyszymy kłótnie, sprzeczki, czasem krzyki i bitkę. Taka kłótnia to pewien rodzaj zabawy, poprzez którą uczą się negocjować, może mediować, rozwiązywać spory, odnajdywać równowagę między autonomią a współpracą, rezygnacją z siebie a dbaniem o swoje. Pozwólmy im na to choć ogarnia nas strach. Dzieję się tak bo my dorośli potrzebujemy, by między dziećmi panowała zgoda i spokój. Nie dajemy im szansy na dialog, na ustalanie zasad gry. Boimy się, by komuś nie stała się krzywda. Wkraczamy do akcji i.... "masz babo placek". Ktoś się cieszy, a ktoś płacze, bo mama stanęła po stronie brata a nie mojej.

Myślimy sobie: "czy oni nie mogą się dogadać sami? Czy ja zawsze muszę ich godzić?"

Nie, nie musimy. Ja wybieram zupełnie coś innego.

Czasami czekam na rozwój wypadków, czasami wchodzę (jeśli chcę i jeśli mam czas, bo jak mleko skipi to nie idę) i mówię:

Ty chcesz oglądać "Smerfy", a Ty "Zaczarowany ołówek". Czy macie jakiś pomysł jak to załatwić, tak by każdy był zadowolony?

Zdarza się, że nie dochodzą do żadnego rozwiązania, ale mają okazję porozmawiać, negocjować i uczyć się być ze sobą.

Czasami ktoś czuje smutek i wtedy możemy być z nim. Posiedzieć, pozwolić się wygadać, wysłuchać dziecko, bez radzenia, bez tłumaczenia (a zwłaszcza bez usprawiedliwiania drugiej strony konfliktu). Po prostu być i słuchać. Dać empatię, nawet jeśli ta empatia to tylko być, bo ktoś nie chce mówić.

Czuję wdzięczność, kiedy o tym pamiętam i daję to dzieciom. Empatię.

piątek, 23 sierpnia 2013

Zabawa czy pomaganie



Dziś miałam wenę do pisania i trochę tego sporo.

Miałam napisać o zabawie, a wyszło jeszcze o zaspokajaniu potrzeb, o dawaniu i braniu, bo właściwie to wszystko się łączy, bo takie jest życie: pełne niespodzianek, barwne i wielorakie. Tu niby się bawisz, a tu właściwie pomagasz. Ty, jako dziecko widzisz, że to zabawa, a my dorośli cieszymy się, bo pomagasz. Tak więc dłuższy post o zabawie i pomaganiu w jednym.

Dziś zabawowo. Dziewczynka prawie 8 lat stanęła w drzwiach i mówi swojej mamie, że jej nie przepuści. Mama w pierwszej chwili chciała powiedzieć "puść mnie, niosę zakupy i jest mi ciężko." Na szczęście przypomniała sobie, że ta dziewczynka uwielbia takie żarty, a mamie zależy na budowaniu relacji z dzieckiem i mama wie, że po ciężkim dniu w szkole, dziecko potrzebuje zabawy by się pozbyć frustracji. Mama bawi się z córką. Obie się śmieją i w zabawie wychodzą z piwnicy na pierwsze piętro. Zakupy okazują się lekkie a frustracja mija.

UWIELBIAM, KIEDY TAK ZUPEŁNIE NIEOCZEKIWANIE POJAWIAJĄ SIĘ W JEJ GŁOWIE POMYSŁY NA ŻARTY I ZABAWĘ

Znam kilka osób, które uwielbiają się bawić z dziećmi, przynajmniej mój odbiór jest taki. Widzę, że w różnych okolicznościach łapią kontakt z dzieckiem bawiąc się z nim, czasem coś do dziecka powiedzą, podejdą, zaczepią, dadzą delikatnego "kuksańca" pod żebra, połaskoczą i od tak subtelnego wstępu przechodzą, zupełnie naturalnie do poważniejszych zabaw siłowych z dzieckiem. Zawsze ich darzyłam wielkim uznaniem i lekką zazdrością myślałam sobie: "Jak oni to robią? Z taką lekkością i radością. Tyle frajdy czerpią z zabawy, zarówno dorośli jak i dzieci. Też bym tak chciała...znaleźć czas i chęć w natłoku codziennych spraw złapać oddech, zatrzymać się i zwyczajnie dobrze się bawić."

Dlatego pomyślałam, że warto kupić książkę bostońskiego doktora psychologii, specjalizującego się w terapii przez zabawę, Lawrenca J. Cohen'a "Rodzicielstwo przez zabawę". Po jej przeczytaniu utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że to jest to, co daje dorosłemu najbliższy kontakt z dzieckiem. Okazuje się, że jest to sposób na zaspokojenie wielu potrzeb dziecka i dorosłego. Jedną z nich jest potrzeba wzbogacania życia dziecka, czyli każdy rodzic chce, by jego dziecko miało zapewnione to, czego potrzebuje, by było szczęśliwe, uśmiechnięte, radosne i zadowolone.

O dawaniu i braniu.

Chcemy dzieciom dać nasz czas, uwagę, być blisko nich, bawić się z nimi, bo jak pisze Marshall B. Rosenberg: „dawanie sprawia radość większości ludzi”.

Czasami oczywiście chcemy też, by i nasze dziecko dało nam coś od siebie i co ciekawe, one też tego chcą. Chcą się przyczyniać do naszego szczęścia, a gdy widzą na naszych twarzach smutek, boją się, może czasami pytają: „Mamusiu, jesteś smutna?”, a nawet obwiniają się i myślą, że to ich wina, kiedy my się złościmy.

Dlatego warto rozmawiać z dziećmi i w chwilach frustracji wyjaśnić, że to może kłopoty w pracy, a może zmęczenie. Dzieci świetnie nas wyczuwają i są empatyczne. Jeśli damy im szansę do wzrastania w duchu empatii i posługujemy się językiem opartym na empatii, szacunku do siebie i drugiego, jednym słowem na Porozumieniu bez Przemocy to mamy gwarancję, że usłyszymy np. takie zdanie: „Mamo/tato, widzę, że się smucisz, chcesz ze mną porozmawiać, a może chcesz, żebym Cię przytulił albo z Tobą posiedział?”


Byłam kiedyś mocno sfrustrowana porozrzucanymi rzeczami w pokojach, talerzami zostawionymi po śniadaniu, obiedzie i kolacji i do tego jeszcze kilkoma szklankami tu i tam. No i wspomnę jeszcze o zabawkach na podłodze, łóżku, biurku, ławie, fotelach, ręcznikach i brudnych ubrań na podłodze. No to chyba już wiecie, co mam na myśli, jednym słowem bałagan wszędzie a ja zmęczona, przeładowana pracą i obowiązkami i planami, bo jeszcze pralkę warto załadować brudami i wyprać kilka rzeczy, bo zwyczajnie zaczyna brakować ciuchów, bo ogórki na zimę czekają na zaprawianie, bo jarzyny schną niepodlane od dawna.
To wszystko sprawiło, że zaczęłam syczeć, burczeć a nawet szczekać dość wrogo, chyba. Ponarzekałam na bałagan i nadmiar obowiązków i gdzieś między moimi lamentami usłyszałam taką oto rozmowę:

M. „Mama jest smutna?”
O. „Chyba zła, bo zrobiliśmy bałagan”

I oto się ocknęłam.

O nie, halo, nie jestem zła na Was. Jestem sfrustrowana, bo kilka moich potrzeb jest niezaspokojonych. To nie Wy jesteście odpowiedzialni za moje uczucia. Nikt nie musi zaspakajać moich potrzeb.
Ach tak! Wybrałam strategię, która jest nieskuteczna.
Zamiast powiedzieć, że potrzebuję pomocy, marudziłam coś od rzeczy.
Poprosić, to znaczy być gotowym usłyszeć NIE i uszanować to, nawet jeśli nadal będę sfrustrowana. A może uznam, że może warto najpierw odpocząć, albo znajdę inne rozwiązanie, bo kiedy ktoś mówi NIE, to zaprasza nas do dialogu, mówi TAK dla siebie. To tak może być zaproszeniem, do wspólnej zabawy, do odpoczynku przy herbacie, do wielu innych rzeczy.
Ok, jeśli moja najsilniejsze potrzeba w tej chwili, to porządek, zadbanie o dom? Mogę to zrobić sama. Może poczułam, że właściwie to chcę być sama, potrzebuję ciszy i spokoju i w takich warunkach posprzątam z przyjemnością? Może to chodzi o coś innego, ale nie wiem o co. Zaczynam sprzątać, może to nie potrzeba a strategia na rozładowanie napięcia. Chyba tak, po chwili napięcie powoli opada. Wchodzi córka i mówi, że chce być ze mną, że pomoże. I ot w ten sposób odkryłam, że tak naprawdę potrzebowałam współpracy i współodpowiedzialności za dom. Świadomość nakazuje mi, by prosić o pomoc dorosłych, bo dzieci nie mogą być naszą strategią na zaspakajanie dorosłych potrzeb, to inny dorosły może nam pomóc i też tylko wtedy, kiedy sam tego chce. Nie mogę zmuszać do sprzątania dzieci, bo to nie ich potrzeba dania o dom, tylko moja. Nie zrzucam na nie odpowiedzialności za dom. Proszę dzieci o pomoc, właściwie pytam, czy posprzątamy razem i mówię że to ja im pomogę. Jeśli chcą ok, jeśli nie też ok. Ja chcę więc robię swoje bez względu na innych, bez wyrzutów. Moje wewnętrzne nastawienie jest spokojne, realizuję swoją potrzebę. Ktoś przychodzi z pomocą, to się cieszę i mówię, że szybciej nam to sprzątanie poszło. Nie chwalę. Ten kto to robi, chce ze mną być, chce pomóc i to jest zaspokojenie jego potrzeb i to wystarcz. Oboje czerpiemy z tej relacji. Oboje dostajemy i bierzemy.

O pomaganiu, a może o zabawie.

To co nam się wydaje pomaganiem, dla dziecka może być po prostu zabawą z nami, byciem z nami, obok nas, współuczestniczeniem w naszym życiu.

Dziś 8-letnia córka mówi, że chce ze mną zrobić kotlety, że chce je dawać do bułki tartej. Opanowuje mnie jakiś utarty stereotyp, że będzie wszędzie rozsypana ta bułka. Obawy narastały, bo już 14-sta, wszyscy głodni a obiadu jeszcze nie ma. Byłam spokojna, choć lekko napięta i to podświadomie. Zdałam sobie z tego sprawę w chwili, kiedy zobaczyłam uśmiech córki. Wysypało się trochę bułki, a ona się uśmiechnęła. Ta moja podświadoma frustracja sprawiła, że nawet powiedziałam, żeby nie machała rękami i nagle! Stop! Uśmiechnęłam się z wzajemnością i mówię, że i tak się sypię, że potem posprzątam, żeby się tym nie martwiła.

Pomyślałam, na szczęście, że bycie z nią i jej uśmiech to jest to, czego potrzebuję teraz najbardziej i moje ciało się rozluźniło.

Robimy, jesteśmy razem, rozmawiamy. Ona pyta co jeszcze mogłaby zrobić. Mówię, co jeszcze jest do zrobienia. Ona wybiera co chce zrobić. Przygotowuje talerze, sztućce, kładzie na stół sałatkę. Jest bardzo głodna.

Przyszła pomóc bez pytania. Czy czuła, że kiedy pomoże będzie szybciej, czy chciała po prostu jeszcze się pobawić przed obiadem, ze mną w gotowanie i to takie prawdziwe. Nie wiem, nie pytałam. Cieszyłam się w duchu, tym, że jest. Uśmiechałam się, kiedy ona do mnie słała uśmiechy. Było nam razem dobrze.


czwartek, 22 sierpnia 2013

Przewracanie, boksowanie, siłowanie się.

Przewracanie, boksowanie, siłowanie się każde dziecko lubi to robić a najbardziej z rodzicami, wujkami, jednym słowem z dorosłymi. Osobiście wielokrotnie miałam okazję widzieć, jak wielką frajdę dzieci z tego czerpią.

Ostatnio na wakacjach zauważyłam, że moja 10-letnia córka uwielbiała, jak wujek podcinał jej nogi i nie pozwalał jej upaść, podtrzymywał ją i kład na ziemi, tak by bezpiecznie "wylądowała". Widziałam, że szukała okazji do tej zabawy, a za nią cała reszta a było chętnych pięcioro.

Wszystkie będące z nami dzieci lubiły też zabawę w rekina. Wskakiwały na materac a wujek i tata udawali rekiny. Ciągli ich na tym materacu, woda była wzburzona, dziecięce buzie uśmiechnięte, pełne pisku i wrzasku z radości. Odrobina strachu, choć cały czas asekurowanego przez dorosłych, dawka adrenaliny dostarczana w miarę potrzeb i cały czas pod czujnym okiem dorosłych, którzy wiedzą o zagrożeniach i dbają o bezpieczeństwo i swoje i dzieci.

Była też taka sytuacja, kiedy podczas meczu piłki nożnej to dzieci były lepsze od dorosłych. Trochę pomogły mi w tym zamiarze bycia gorszą moje klapki, które nie pozwalały na szybkie bieganie. I dobrze się stało, bo byłam chyba bardzo prawdziwa w dawaniu "forów" dzieciakom. Chwilami, kiedy zabawa mnie poniosła, porwał mnie entuzjazm i swoboda, miałam ochotę pobiec szybciej, trafić do bramki, wygrać, ale udało się tylko może raz, może dwa. Nawet usłyszałam:"ciocia, jesteś w tym dobra". No tak, będąc dzieckiem grałam czasami z kuzynem w piłkę.

Ostatecznie cieszę, się, że byłam dobra też w tym, by pamiętać, że dając wygrać, dajemy dziecku przestrzeń, gdzie może czuć się bezpiecznie, bez rywalizacji, takiej jak na podwórku czy szkolnym boisku, gdzie rówieśnicy nie popuszczą.

Życie i tak im pokaże, że nie zawsze będą wygrywać, a ja nie chcę im tego mówić, chcę by w moich relacjach i zabawach ze mną to oni czuli, że mogą wygrać, że mogą ustalać zasady, że mogą być górą!

Daję im przestrzeń do realizacji potrzeby bezpieczeństwa, akceptacji i bliskości.




środa, 24 lipca 2013

Gorący czas wakacji

Już prawie miesiąc wakacji za nami. Maliny już dojrzały, brokuły i kalarepki nawet na grządce przerosły, bo mamie się urlopu zachciało. I to jaki urlop! Pod namiotami! W roli mamy pierwszy raz. Za czasów dziecięcych, to tylko do ogrodu koleżanki mogłam się wybrać, na kolonie owszem jeździłam, ale pod namioty? Nigdy! Tak więc nowość i wyzwanie, kolejne w życiu... No i....
No w roli mamy to nie to samo co w roli dziecka. Choć chyba każdemu się podobało, i rodzicom i dzieciom. To było doświadczenie czegoś zupełnie nowego.

Mam w pamięci wiele rzeczy a Jedna z nich wiąże się z obserwacją życia namiotowego pewnej rodziny.

Rodzina podobna do mojej. Tata, mama, najstarsza córka w wieku około 9 lat, młodsza może jakieś 6 i syn może 5 lat. Nie wiem jak mieli na imię, wiem, że byli ze Słowenii. Rano mama wstawała pierwsza, by w spokoju się pogimnastykować. Pole namiotowe jeszcze lekko zaspane wówczas było, a że mnie samej zdarzało się wysunąć swój nos z namiotu około ósmej, dziewiątej, to zauważyłam ten fakt dopiero pod koniec wczasów. Potem wspólne śniadanie i wyjście na plaże, którą była kilka kroków od pola namiotowego. Często zdarzało im się idąc nucić piosenki. Czasem widziałam jak rodzeństwo śpiewa wieczorem lub rano w namiocie i tańczy ze sobą lub z miotłą, tak by było do pary. Rodzice bawili się z dziećmi. Tata grał z nimi w piłkę. Jedną grę nawet sobie do nich pożyczyliśmy, tak się spodobała mojej Madzi. A mama wcale przy garach nie siedziała, też ją można było spotkać na zabawie z dziećmi. A co do garów, to na zmywaku i tata czas spędzał i dzieci też. W ciągu dnia oprócz plażowania atrakcją były też rowery. A wieczorkiem czytanie i spanie. Dzieci przed zmrokiem już znikały, za to rodzice, w półmroku świec siedzieli razem i rozmawiali szeptem.

Mam wrażenie, że w tej rodzinie i potrzeby dzieci i dorosłych są równie ważne.

Sprawiali wrażenie szczęśliwej rodziny. Z daleka wyczuwało się ciepło i spokój, jaki ich otaczał.


czwartek, 6 czerwca 2013

Warsztaty dla rodziców i opiekunów w tematyce zabawy

Kolejne warsztaty dla rodziców i opiekunów, którzy chcą budować z dzieckiem bliskie relacje, tym razem za pomocą zabawy.

Jeśli chcemy pomóc dziecku w radzeniu sobie z trudnymi emocjami a już sami nie wiemy jak to warto pomyśleć o zabawie. Jeśli widzimy, że nasze dziecko jest nieśmiałe, dodajmy mu odwagi bawiąc się z nim. Jeśli słyszymy, widzimy, że nasze dziecko się złości czy jest agresywne, nie martwmy się zbytnio a pobawmy się z nim. Jeśli chcecie wiedzieć jak to się dzieje, skąd się to bierze, dlaczego dziecko przeżywa trudne emocje i sobie samo z nimi nie radzi, przyjdźcie na warsztaty.

Już 15 czerwca w sobotę, w Pietrzykowicach koło Żywca.

Dla dziecka zabawa to podstawowa forma doświadczania świata. Warto się do tego świata dołączyć i być jego czynnym uczestnikiem. Warto usiąść na podłodze i zwyczajnie się pobawić czy też zaprosić dziecko do wspólnego gotowania wprowadzając elementy zabawy. Może okazać się, że i dla nas ten czas będzie świetną zabawą.

Najciekawsze jest to, że wiele spraw z codziennego życia dorosłego można połączyć z zabawą i na pewno wielu rodzicom się to udaje, a nawet jest to normą i codziennością.
Zapewne nie przypuszczają, że się bawią.

Przyjdź i zobacz, że bawiąc się z dzieckiem wiele zyskujesz Ty i Twoje dziecko.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Mali ogrodnicy

Dziś krótko. Polecam coś co sama napisałam, co umieściłam w innym blogu, też moim, a co nadaje się chyba też na blog o rodzicielstwie.

http://wstrefierabatki.blogspot.com/2013/04/mali-ogrodnicy.html

Tak pokrótce dodam, że kiedy czytałam "W głębi kontinuum"Jean Liedloff odniosłam wrażenie, że to takie naturalne, że dzieci włączają się do życia dorosłych, do tego co robimy, jak pracujemy, gotujemy, sprzątamy. Dla dzieci to forma zabawy, a przez to nauka i rozwój i to w formie czysto naturalnej. Wystarczy, że coś piekę a mój syn chce pomagać, kiedy sadzę coś w ogródku też dzieci przychodzą i razem już pracujemy, bawimy się.

Czasem warto też by dorosły przystał na zaproszenie dziecka do świata zabawy, wspólnego biegania, skakania np. na trampolinie, wspólnego żartowania i śmiechu. Kiedy to robię czuję niesamowitą więź z dzieckiem i jednocześnie relaks, choć czasem wyczerpujący fizycznie. I wtedy każdemu nasuwa się myśl: "skąd te dzieci mają tyle energii". Warto by było trochę od dzieci pożyczyć.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Ciocie, wujkowie i inni bliscy dziecka

Dziś chcę napisać o tym, jaka wyjątkowa więź łączy mnie z moimi siostrami i jakie to ma znaczenie dla moich dzieci. Nasze relacje są bardzo bliskie, właściwie bardziej przyjacielskie niż siostrzane. Dzięki temu, moje dzieciaki bardzo lubią obie ciocie i zawsze kiedy się dowiedzą, że się mamy spotkać, są zadowoleni, cieszą się i nie mogą się doczekać. Ciocia Asia często z nimi żartuje, śmieje się, śpiewa piosenki np."Moja fantazja". Asia prowadzi bloga kulinarnego, z którego często korzystam. Kiedy mam zamiar coś ugotować to dzieci od razu pytają, czy to ze strony cioci Asi. Właśnie, w tym miejscu napiszę jeszcze, że wspólne gotowanie z ciocią to najwspanialsza rzecz pod słońcem. Mama, a zwłaszcza ja, za bardzo dba o porządek, czasem to sprawia, że mam blokadę co do gotowania z dzieckiem. Takich obaw mogą nie mieć inne osoby, chyba nie ma ich Asia i za to jestem jej wdzięczna, bo dzieci kochają spędzać z nią czas w kuchni, a przy tym jest sporo zamieszania. Druga siostra, Agnieszka, ostatnio wspólnie z Krzysiem malowała i oboje się doskonale bawili. Właśnie o to w tym wszystkim chodzi, o wspólną zabawę i o czas spędzony z dzieckiem.Wujek natomiast pozwalał, dosłownie, wychodzić sobie na głowę, za co jest wprost uwielbiany. Bo my rodzice czasem już nie mamy zwyczajnie siły ani chęci i wtedy z pomocą może przyjść właśnie ciocia czy wujek a może jeszcze ktoś inny, z kim dziecko nawiązało bliską relację. Takie osoby zajmują w życiu dziecka ważne i wyjątkowe miejsce. To ofiarowanie swojego czasu i uwagi drugiemu człowiekowi jest najcenniejsze, zwłaszcza jeśli dzieci mają rodzeństwo i zaspokajanie ich potrzeb jest trudniejsze, niż gdyby byli jedynakami, choć i tu mogą zdarzyć się sytuacje, kiedy uwaga rodziców jest czymś pochłonięta. Dodatkowo, kiedy ciocia spędza czas z naszym dzieckiem, my możemy zadbać o swoje potrzeby, więc zyskujemy podwójnie. Dostajemy w prezencie czas dla siebie i pewność, że dziecko świetnie się bawi. Tak było u mnie w ostatnią sobotę, kiedy Krzyś był chory a mnie bardzo zależało na wykorzystaniu pięknej pogody na przygotowanie warzywnych rabatek i dokończeniu prac nad tunelem foliowym. Z pomocą przyszła moja siostra Agnieszka z mężem. On pomagał przy pracy nad "szklarnią" a ona bawiła się w domu z Krzysiem.

Jestem wdzięczna za to, że mamy siebie.

Z ciocią można przygotować laurkę na rocznicę ślubu rodziców, zrobić niespodziankę i nie są to moje pomysły a właśnie Agnieszki, cioci, która podjęła się takiego wyzwania i świetnie jej to wyszło.
Warto by rodzice dbali o swój związek, by czasem wyszli gdzieś sami, we dwoje. Dlatego pomoc innych bliskich osób jest niezmiernie wartościowa a czas spędzony z ciocią, wujkiem, babcią, bez rodziców, to okazja to odkrywania i rozwoju. Oczywiście nie każdy ma rodzeństwo ale pamiętajmy, że możemy zbudować bliskie relacje z przyjaciółką, sąsiadką, babcią czy dziadkiem dzieci lub opiekunką. To wymaga zaangażowania, chęci i czasu. Wiem, że to jest możliwe, z przykładu właśnie siostry Agnieszki, która dała sobie i swojemy półrocznemu dziecku czas na budowanie relacji z opiekunką. Odwiedzała z dzieckiem i mężem nianię, małymi kroczkami, bez przymusu, nic na siłę, wsłuchiwała się w siebie i dziecko, aż po pewnym czasie ta wieź z opiekunem się wytworzyła. Teraz jest na tyle silna, że dziecko z uśmiechem wyciąga ręcę do niani.Oczywiście zasługi leżą po każdej stronie a starania wszystkich przynoszą efekty. To głównie otwartość na potrzeby dziecka sprawia, że ta więź się buduje. Często otwierając serce dla dziecka sami je w sobie odnajdujemy,wchodzimy w świat dziecka, w którym można się dobrze czuć i bawić.