Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 maja 2021

Spotkanie on-line z Moniką Szczepanik Trenerką NVC

 Kochani! Wiecie, że działam w Fundacji Braci Golec, dlatego też dziś post o czymś wyjątkowym. O spotkaniu z Monika Szczepanik. Trenerka NVC, która opowie i z którą porozmawiamy o granicach, czyli jak mówić "NIE" i przyjmować "NIE"

Spotkanie otwarte. Piątek 28.05.2021. Zapraszamy

Spotkanie organizowane w ramach Fundacyjnego Klubu Rodzica, 
działającego w ramach Fundacji Braci Golec

link do zapisów: https://tiny.pl/rzxb7




poniedziałek, 24 maja 2021

Wydajemy płytę od dzieci dla dzieci

Fundacja Braci Golec, w której pracuję, chce pomóc spełnić marzenia swoich podopiecznych i wydać płytę z góralskimi melodiami. I to będą melodie od dzieci dla dzieci.

Nasi uczniowie chcą wydać płytę! 📀





A Wy razem z nami możecie spełnić marzenie dzieciaków i młodzieży z Beskidu Żywieckiego! Zakończyliśmy już nagrania do nowej płyty, na której znajdą się tradycyjne melodie dziecięce i wyliczanki. 🎻




Teraz zbieramy fundusze na jej wydanie. A tu możecie dołożyć swoją cegiełkę:


Wspierając nasz projekt pomagacie zrealizować wielkie dziecięce marzenie. Możecie mieć w tym swój udział. Dołożyć cegiełkę nie tylko do realizacji tego projektu, ale dopingować dzieciaki w ich muzycznej pasji i zarażaniu nią innych. Bo ta płyta będzie od dzieci dla dzieci.

 


wtorek, 20 marca 2018

Empatia


Dzisiaj kolejne spotkanie w ZSP w Pietrzykowicach, tym razem więcej o empatii. Dla tych, których nie będzie maleńka ściąga poniżej. Maleńka, bo temat "rzeka" Znacznie więcej będzie powiedziane na spotkaniu w szkole, a tu tylko rzut oka na sprawę empatii.
Dla przypomnienia plakacik. Miejsca jeszcze są, gdyby ktoś chciał dziś dołączyć, zapraszam


 
Empatia to nie to samo co współczucie. Empatia to zdolność odczuwania tego, co inni, usłyszenia, czegoś jakby uszami tego drugiego i zobaczenia czegoś w sposób jakby to widział ten drugi, a nie ty.

Empatia to:
1.      Patrzeć oczami
2.      Słuchać uszami                DRUGIEGO
3.      Odczuwać sercem

Kiedy empatycznie słuchasz, to powstrzymaj swoją ogromną potrzebę gadania. Powstrzymaj myślenie o tym, co powiesz, kiedy druga strona już przestanie gadać. Kiedy to robisz, tak naprawdę wcale nie słuchasz! I uwierz mi, ta druga strona to widzi, dosłownie widzi i czuje, że błądzisz gdzieś myślami, że wcale jej nie słuchasz. Zamiast tego, powtarzaj w myślach, to co właśnie słyszysz. To gwarancja tego, że intensywnie słuchasz i dotrze do Ciebie, co ta druga strona ma do powiedzenia.

Zwiększasz szansę na to, by ktoś Cię wysłuchał, kiedy sam go wpierw w pełni usłyszy i On poczuje się wysłuchany, ważny i wzięty pod uwagę. Dopiero potem masz duże szanse na wypowiedzenie się w pełni. Wtedy właśnie warto podtrzymać kontakt poprzez powiedzenie tego, co Ty masz w sercu. Nie tłum swoich emocji. Otwórz się. Mów o sobie językiem JA.

Unikaj zdań typu

BO TY ZAWSZE lub BO TY NIGDY

Zamiast tego powiedz:
Kiedy (JA) zobaczyłem…., to zrobiło mi się smutno, bo zależy mi na…..

To wspiera empatię:
·         patrzenie w oczy
·         przytakiwanie
·         przytulanie (jeśli druga strona chce)
·         parafrazowanie
·         Bliskie siedzenie (naprzeciwko, obok lub na kolanach)

To nie jest empatia:
·         doradzanie (ja na twoim miejscu to bym…..)
·         opowiadanie o sobie (wiem, ja też tak ma…. i dajesz o sobie)
·         pocieszanie (no nie płacz, wszystko będzie dobrze)
·         umniejszanie (och, nic takiego strasznego się nie stało, przesadzasz)
·         przemądrzanie (doskonale Cię rozumiem, wiem jak to jest)

Chcesz, żeby drugi Cię usłyszał?          POZWÓL MU POCZUĆ SIĘ DOBRZE

Unikaj
Stosuj:
Kary (szlaban na tydzień)
Izolacja (marsz do swojego pokoju)
Groźby (jeszcze pogadamy)
Wsparcie (jestem po Twojej stronie)
Bliskość (włączymy sobie muzykę, a może spacer, film, przytulas?)
Otwartość (kiedy poczujemy się lepiej, na pewno znajdziemy rozwiązanie)

poniedziałek, 8 stycznia 2018

W czwartej klasie jest dużo nauki

Piszę dziś o ważnym temacie, jaki pojawił się w szkole w Pietrzykowicach. Pojawiła się potrzeba rozmowy o tym, w związku z czym zaproszono mnie na spotkanie z nauczycielami i rodzicami uczniów klas czwartych. Spotkanie odbędzie się dziś, jutro i we środę. Ciekawa jestem jak ono się potoczy. Mam nadzieję, że zyskamy na nim wszyscy.


Spotkałam się kilka razy z opinią, że w czwartej klasie jest dużo nauki i że jest to duży przeskok między nauczaniem początkowym, w klasach 1-3 a nauczaniem późniejszym. Niektórzy rodzice mówią, że jest więcej nauki, więcej zadań domowych, że trzeba spędzić z dzieckiem kilka godzin na odrabianiu zadań domowych. Wydaje się, jakby nauczyciele więcej wymagali, albo że system nauczania wymaga więcej.

Czy to rzeczywiście chodzi o, że tej nauki jest więcej?

Wydaje się, że tak. Jest tego coraz więcej. Być może chodzi też o pojawienie się nowych przedmiotów. Nie ma już nauczania zintegrowanego, a jest osobno język polski, matematyka, przyroda i kilka innych. Na każdy z nich wymagane jest odrobienie pracy domowej. Pojawiają się sprawdziany, kartkówki i prace klasowe z tych różnych przedmiotów. Wymagań i oczekiwań cała góra. Sprostać im to prawdziwe wyzwanie. Chodzi o to, by mieć dobre, jak nie najlepsze, oceny ze wszystkiego. Dziecko chce temu sprostać, chce by rodzice i nauczyciele byli dumni, bo to da im poczuci bezpieczeństwa. Kiedy dziecko dostaje czwórkę, czy piątkę jest chwalony przez rodzica i nauczyciela i samo dobrze się czuje. Kiedy coś idzie nie tak, to zaczynają się trudności.Może pojawia się uczucia wstydu, smutku, a może nawet jakiś niepokój.

Zapominamy, że OCENA jest INFORMACJĄ i nie ma nic wspólnego z naszą wartością. Jesteśmy niepowtarzalną wartością, właśnie dlatego, że jesteśmy. To jakie mamy stopnie nie wyznacza naszej wartości.

Ocena, bywa wypadkową wielu czynników. Nie zawsze odzwierciedla poziom naszej wiedzy, czy wysiłku, jaki włożyliśmy w naukę. Czasami stres związany z odpowiedzią ustną, czy pisemną był tak duży, że nie poradziliśmy sobie z nim, a przez to wynik naszej pracy jest niższy, niż przyswojona wiedza. Warto o tym pamiętać i pytać dziecko o takie sytuacje. Możesz przecież powiedzieć pytająco:

"Hmm, jesteś wściekły, bo włożyłeś na prawdę dużo pracy w naukę, a na sprawdzianie, z powodu zdenerwowania, nie potrafiłeś sobie przypomnieć wielu rzeczy. Teraz wiesz, że to umiesz i na spokojnie wszystko pamiętasz?"

Nie przypadkowo mówię, o tym, by  było to w formie pytania. Nie wiemy co się dzieje z naszym dzieckiem. Nie zakładajmy od razu, że doskonale wiemy jak ono się czuje i co jest tego przyczyną. Pytaj:

"Co się stało"

Daj się dziecku wypowiedzieć. Nie pouczaj. Unikaj zwrotów "a nie mówiłem..., a jakbyś się bardziej przyłożył" nie dawaj rad. Lepiej okaż zrozumienie dla uczuć dziecka i TYLKO SŁUCHAJ, aktywnie, z pełną uwagą, przytakując.

Potem zapytaj, czy potrzebuje Twojej pomocy, rady, czy może ma pomysł co teraz zrobić. Dziecko na prawdę może mieć już w głowie doskonały plan.Jedyne czego potrzebuje to być wysłuchanym, zrozumiany. Twoja empatia może otworzyć drogę do kreatywności. A jeśli nie wie, to zapytaj, czy chce usłyszeć Twoją propozycję.

Możesz wtedy powiedzieć. "Wiesz, jeśli na prawdę Ci zależy, to jest to szansa na poćwiczenie. Wystarczy się przyłożyć, ćwiczyć, powtarzać, a wtedy to, co trudne staje się proste. Chętnie Ci pomogę, pokażę i wytłumaczę co trzeba"

Kiedyś opowiedziałam dziecku, że z nauką nowych rzeczy jest tak jak z szyciem nowej rzeczy. Wiem, że jeszcze tego nie umiem i bywa, że odkładam szycie na później. Jeśli jednak zrobię pierwszy krok i zacznę robić wykrój, potem skroję materiał i zacznę szycie, to zaczynam nabierać ochoty na więcej. Czasami ta pierwszym sztuka jest tylko próbną. Bywa, że dość nie udaną, ale wówczas ja już wiem, co mogę poprawić, jak zrobić lepszy projekt, jak inaczej skroić materiał, a może użyć innego, co będzie lepsze. Wtedy zaczynam mięć jeszcze większą ochotę na szycie właśnie tej jednej konkretnej rzeczy. Kolejna sztuka wychodzi lepiej, następna jeszcze lepiej i lepiej. Po prostu trening czyni mistrza. Pokonuję siebie samą, staję się lepsza od siebie i rywalizuję ze sobą, nie z innymi, tylko ze sobą. Chodzi o mój rozwój, o moją wiedzę i umiejętności.

Słowo "JESZCZE" jest tu kluczowe.

Jeszcze tego nie umiem, ale mam wszystko czego potrzebuję, by się nauczyć.
Mam chęci, samozaparcie i wewnętrzne postanowienie wytrwania w dążeniu do celu. Wierzę, że jeśli tylko się postaram i będę działać, uczyć się i ćwiczyć, to dam radę. Mam wiarę w siebie.

Jeśli Twoje dziecko takiej wiary nie ma, to warto mu pomóc ją zdobyć, pokazują, co dobrego już zrobić, jak wiele już potrafi, ile się już nauczyć. Powiedz mu, że nie może się poddawać, że może zostać kim chce. Zrób to zaraz po tym, jak okażesz szacunek dla jego uczuć rezygnacji, braku wiary w siebie, zniechęcenia, smutku i przygnębienia. Usłysz te uczucia, uszanuj i dopiero, gdy zobaczysz, że dziecko poczuło się zrozumiane dodaj mu wiary.

Dziecko i każdy człowiek jest już wystarczająco kompetentny, by wypłynąć na głębię swoich możliwości.



środa, 1 lutego 2017

Jak mówić do dzieci?

Jak mówić, by dzieci nas słuchały?

To pytanie spędzało mi kiedyś sen z powiek. Zdarza się, że nadal je sobie zadaję i szukam najlepszej formy komunikacji, też po to, by dzieci chciały słuchać i mnie. Ta dobra komunikacja i bliskość, zrozumienie i łatwość jest dla mnie ważna. Chodzi mi o to bym jako mama była brana pod uwagę i by brać pod uwagę dziecko.

Obie strony są dla mnie ważne. Chcę wiedzieć o co i mnie i im chodzi, chcę by moje potrzeby i dzieci były równie ważne, zauważone i wzięte pod uwagę też wtedy, kiedy nie mogą być spełnione.

Mogę więc posłuchać dziecka, któremu podoba się zabawka w sklepie, ale nie muszę jej od razu kupować. To, że biorę pod uwagę, to, że dziecko jej chce, nie znaczy, że ją kupię.

Mogę też nie chcieć tego słuchać, być zmęczoną, chcieć zrobić szybko zakupy i z łatwości i bez wstydu wyjść ze sklepu. Dlatego czasami trdno mi znaleźć przestrzeń na słuchanie dziecka, które akurat chce powiedzieć, że jakaś zabawka bardzo się mu podoba i mówi to poprzez zdanie:

"mamo kup mi ją"

Zamiast więc narzekać na dziecko lub je straszyć, mówię, że dziś czuję się bardzo zmęczona, chcę szybko zrobić zakupy i z łatwością wyjść ze sklepu. I tak, mówię to nawet do dwu-trzy latka, który zapewne się ze mną nie zgadza, bo ono akurat ma inną potrzebę: chcę bym go wysłuchała, zachwyciła się nową zabawką, wzięła do ręki, a najlepiej do domu.

Lepsze to niż straszenie karą, mówienie do dziecka, że jest niegrzeczne lub przekupywanie go.

Warto dziecko traktować poważnie, mówiąc mu np.

Widzę, że ta zabawka bardzo Ci się podoba i ją chcesz kupić. Chcę, żebyś posłuchał czegoś co jest dla mnie ważne. Czuję się już dziś bardzo zmęczona. Chcę już wrócić do domu i dlatego mam prośbę:

odłóżmy już zabawkę i chodźmy do domu. Co Ty na to?

Może dziecko zechce ją mieć jeszcze na czas aż dojdziecie do kasy i tak się umówicie, że tam ją odłoży. Może zapytasz, co on na to, by w domu pomyśleć, czy tą zabawkę na pewno chce. Może jeszcze coś innego?

Jedno co jest dla mnie ważne i o co chcę siebie sama prosić, to to, bym pamiętała o tym by mówić o sobie, o tym co czuję, czego chcę, o tym by brać też pod uwagę dziecko czy innego człowieka. Wtedy mam większą szansę na uniknięcie ocen, nieprzyjemnych epitetów, podniesionego głosu czy nawet krzyku.

Kidy mówię o sobie i swoich potrzebach zwiększam szansę na kontakt i bliską relację w zamian za dystans, zerwane relacje, oceny, osądy, kary, przekupstwa, groźby.

Może dzięki temu uniknę takich raniących słów jak:

jesteś niegrzecznym dzieckiem

- w zamian mówię: "Chcę łatwo i szybko zrobić zakup"
 
przestań bo dostaniesz karę
- w zamian mówię: "Chcę, żebyś teraz popatrzył na mnie"


już nigdy nie wezmę Cię do sklepu
 - w zamian mówię: "Jest mi bardzo trudno, chcę już wyjść i powiem Ci dlaczego nie kupimy tej zabawki"

środa, 10 lutego 2016

Odbudować relacje

Czasami bywa tak, że rodzeństwo ma ze sobą nie po drodze. Kłócą się, sprzeczają, szturchają, obrażają, a możne nawet biją. Dla nas dorosłych staje się to uciążliwe, bo chcemy by między nimi była zgoda, by panowała harmonia i wzajemny szacunek, no przynajmniej tak w 80%. Zaczynamy się zastanawiać co się dzieje, co sprawia, że akurat teraz jest im trudniej się dogadać. Chcemy im pomóc odzyskać wzajemne bliskie relacje, obudować między nimi kontakt.



Nie, nie tak

Nawykowo więc sięgamy po upominanie, krytykowanie jednego czy drugiego, nakazujemy, by zachowywały się tak jak my chcemy, czyli jak to według nas powinno wyglądać. Cel zaczyna uświęcać środki.Zapominamy, że mamy do czynienia z człowiekiem i wrzucamy go w schemat niemądrego, niedoświadczonego dziecka, które nie wie jak się zachować, dlatego my mądrzejsi rodzice mu powiemy i wyegzekwujemy co trzeba. No i to nie działa. Dzieci kłócą się jeszcze bardziej i w dodatku tracą kontakt z rodzicami, zostają na polu bitwy same, niewysłuchane, niedostrzeżone, nieakceptowane, bezradne.

 
To jak?

Odpowiedź jest prosta i zaraz ją podam. Jednocześnie dodam, że dla mnie samej bywa trudna do zrealizowanie. Trudna, ale wykonalna. Wypróbowałam takie działanie wiele razy i za każdym razem pomogło, co oczywiście i niestety nie skasowało dziecięcych kłótni raz na zawsze. Szkoda! Takie życie - wymaga od rodziców nieustannej kreatywności, która możliwa jest tylko i wyłącznie wówczas, kiedy rodzic potrafi o siebie samego się troszczyć, dbać i nie odstawia siebie i swoich potrzeb na szary koniec.

A więc to, co nam pomaga to zwyczajne słuchanie każdego uczestnika konfliktu. Bycie mediatorem, albo cierpliwym słuchaczem tych awantur. Jasne, że wkraczam gdy dochodzi do rękoczynów. Rozdzielam z troską i miłością, a nie złością, bijące się rodzeństwo. Taki ideał - komu się uda, temu lżej na sercu. Trening czyni mistrza, ale mistrz nie może iść na emeryturę i zakończyć kariery. Nic z tego.

Rodzic mediator

Rodzic mediator powie:

"widzę, że macie jakiś problem. Co się dzieje?"
i słucha jak to jeden przez drugiego wykrzykuje swoje bóle, że:
  • on to zawsze...
  • a ona to nigdy...
  • bo on mnie nigdy nie słucha
  • a ona to zawsze mnie bije
  • to oni na mnie cały czas krzyczą i dlatego ja teraz nie podam jej tego plecaka itd, itp.
Czasami mediator/słuchacz dodaje:

  • aha, jesteś wściekły
  • jest Ci smutno, bo chcesz, żeby Ci pomagano
  • jesteś zły, bo chcesz, żeby mówiono do Ciebie spokojnie
Czekam i słucham, aż wyraźnie się dzieciaki rozluźnią. Zobaczę uchodzące z ciała napięcie, a nawet usłyszę "uff"czy dostrzegę ulgę, bo na przykład zaczną się uśmiechać.

Inny sposób

Zauważyłam, że bardzo pomocne w radzeniu sobie z rodzeństwem bywa wysłuchanie i danie empatii każdemu dziecku z osobna. Znajduję odpowiedni czas i miejsce zapewniające prywatność, by w 100% wsłuchać się w trudne emocje, jakie dzieciaki noszą w sobie i przeżywają w związku z relacjami z bratem czy siostrą. Bywa, że wtedy "wychodzą na jaw" i inne niełatwe sprawy związane na przykład ze szkołą, z kontaktami z kolegami czy inne. Takie wysłuchanie i pozwolenie dziecku na wypłynięcie jak z wulkanu nagromadzonych uczuć i spróbowanie poszukania potrzeb jakie za tymi emocjami są, bardzo wzmacnia dziecko, uspakaja je, daje siłę do pokonywania życiowych trudności. Wówczas kłótnie z rodzeństwem są jakby łagodniejsze. Może nie znikną od razu, ale nie chodzi o to, by zniknęły, choć jest to może marzenie niejednego rodzica, ale o to, by umieć je konstruktywnie rozwiązywać.

Tak więc, to co mogę dziecku dać to:
  1. empatia, słuchanie, akceptacja trudnych uczuć
  2. wspólne poszukanie potrzeb, znalezienie tego, o co dziecku chodzi (czy może chce umieć się z rodzeństwem dogadać, chce, by oni czasami go wysłuchali, pomagali mu itp.)
  3. zainspirowanie do znalezienia sposobu na otrzymanie tego, czego dziecko potrzebuje (no. pytając dziecko czy teraz ma jakiś pomysł co zrobić, a jeśli nie, to można zapytać "a co Ty na to, by ...." i tu dopiero zaproponować nasze rozwiązanie, pamiętając, że dziecko ma prawo go nie zrealizować
 Najważniejsza jest moja obecność i szczera chęć wysłuchania, nawet jeśli nie znajdziemy od razu rozwiązania, to dziecko wie, że jest dla mnie ważne ze wszystkim co czuje i czego potrzebuje. Samo dostrzeżenie jego przeżyć i potrzeb jest bardzo dla niego ważne. Na dany moment ważniejsze niż konkretne rozwiązanie. Na sposoby i strategie może przyjść czas ciut później.

środa, 14 października 2015

Mamo. Nie lubię, kiedy...

Czasami warto sobie przypomnieć wartości, którymi chcę żyć. Wydaje mi się, że kiedy dzień zacznę od takiego nastawienia się na otwartość, życzliwość, bycie darem dla drugiego, na odpowiedzialną miłość to potem jest mi łatwiej, no przynajmniej na kilka chwil, godzinę, dwie, może nawet cały dzień. Takie ładowanie baterii konieczne jest nawet kilka razy w ciągu dnia. Bywa, że coś przeczytam lub usłyszę, co właśnie mi przypomina, o tym co jest dla mnie ważne i czym się chcę kierować.
Wówczas....

UCZĘ SIĘ POKORY

Czyli otwartości na usłyszenie, zobaczenie własnej słabości i gotowości do podjęcia zmiany na lepsze - małymi krokami.

Jeśli więc coś nie idzie, np. relacje z dziećmi czy mężem się nie układają tak jakbym chciała, to szukam odpowiedzi na pytanie o co chodzi. Czytam, serfuję, słucham różnych konferencji, pytam innych jak sobie radzą. To mnie otwiera na różne strategie i później łatwiej jest mi usłyszeć, na przykład ośmioletniego chłopca, którego jestem mamą.

A usłyszałam od niego:

"Mamo, nie lubię, kiedy tak do mnie mówisz"

Odpowiedziałam mu:

"Dzięki, że mi to mówisz. Czasami się zapominam i robię coś, czego wcale robić nie chcę" 

(to znacznie lepsze niż zwykłe przepraszam, albo, co gorsza, upomnienie dziecka, że tak nie wolno się do mamy zwracać)

Wracam wtedy rutynowo do działania z autopilota: bez namysłu, bez świadomości, z łatwością sięgając po to, co pierwsze się podpowiada. Są to rzeczy narosłe we mnie przez lata. Zachowania, które skupiają się na udowadnianiu RACJI, a nie budowaniu RELACJI. Bo budowanie relacji wymaga ode mnie czasami wysiłku, choć nie zawsze. Są we mnie też takie rutyny, które te relacje doskonale budują, których zdążyłam się nauczyć, choć stosuję je od nie dawna. To, co nowe, wymaga powtarzania, cierpliwości i życzliwości.

O RODZICIELSKICH KAZANIACH

Dlatego jestem wdzięczna, za to, co usłyszałam od syna. To bardzo mi pomaga hamować się w narzekaniu, marudzeniu, upominaniu. Czasami wystarczy też mina dziecka, któremu, w dobrej przecież wierze, prawię kazanie. Jak trudno jest się powstrzymać. Dzięki, że jest mowa ciała, które bez słów mówi:

"Mamo, nie lubię, kiedy tak mówisz"

Jako dziecko bardzo tych kazań nie lubiłam i nadal za nimi nie przepadam, choć teraz sobie z nimi radzę. Jeśli więc mam ochotę prawić kazani i nawet jestem w trakcie, to dziś już potrafię się zatrzymać, przestać gadać a zacząć myśleć co zrobić, by było mi i im łatwiej. Co ja mogę zrobić, jak zmienić daną sytuację, a nie drugiego człowieka. Jak ja mogę zmienić swoje zachowanie? Jak wzbogacić relację z drugim: z mężem czy z dzieckiem. Co zrobić takiego, co mi da radość i wzbogaci drugiego?

POD GÓRKĘ



Bywa jakby pod górkę - ciężko i męcząco. Dobrze, że choć widok z góry może być imponujący. Dlatego próbuję....Czasami popełniam błędy i znów coś modyfikuję, poszukuję i znów próbuję. Coś działa dzień, dwa, czy tydzień i zaczyna się wszystkim nudzić, więc znów poszukuję i próbuję, starając się przy tym cieszyć tym, co mnie spotyka, lub przynajmniej przyjmować to, co trudne, by wyciągnąć z tego maksimum korzyści. Bo warto i już.

wtorek, 9 czerwca 2015

Wybieram

O nie było mnie tu aż ponad miesiąc!

Przez ten czas kilka razy miałam zamiar się podzielić tym, co było dla mnie ważne. Kiedy się to działo, nie było przestrzeni na pisanie, a po kilku dniach zwyczajnie wybrałam coś innego: zazwyczaj było to odpoczynek, najczęściej ten wieczorny, po intensywnym dniu i choć wtedy właśnie miałam ochotę pisać, to już sił nie było. I tak sobie myślę, że ten brak sił, brak odpoczynku, brak troski o dorosłe potrzeby kieruje mnie na manowce. Wtedy tak łatwo wybrać, mniej lub bardziej świadomie, drogę, którą wcale nie chcę iść, której potem żałuję i po której czuję się jeszcze gorzej.

Brak sił, brak cierpliwości, brak spokoju, brak odpoczynku.

To chyba dość częste stany towarzyszące rodzicom, zwłaszcza małych dzieci. Bo tak wiele uwagi i czasu potrzeba maluchom, że dla starszych, a zwłaszcza dorosłym to już niewiele lub nic pozostaje.

To, że mam małe dzieci nie sprawia automatycznie, że moje potrzeby są mniej ważne i nagle nie zależy mi na odpoczynku, spokoju, łatwości, łagodności. Przeciwnie, czasami mam wrażenie, że te konkretne potrzeby wzrastają, a już na pewno dawno zaniedbywane, w końcu pragną być zaspokojone. I tu powstaje największy konflikt.

Jak to zrobić? Jak się o siebie zatroszczyć i jednocześnie dbać o dzieci, dom, rodzinę?

JAK DBAĆ O SIEBIE



To co, mnie pomaga to pewne nastawienie, świadomość:

1. Warto pamiętać, że Moje potrzeby są równie ważne jak dziecka, męża, czy innych osób obok mnie. Jeżeli jednak ja się o siebie nie zatroszczę, to i dla innych nie będę mieć serca. Dlatego wybieram południową drzemkę z małym dzieckiem, zamiast prasowanie, sprzątanie, gotowanie.

2. Odpuszczam wiele rzeczy i w miarę upływu czasu jest ich coraz więcej. Właściwie nie odpuszczam, a wybieram coś innego Zamieniam je na inne, aktualnie ważniejsze dla mnie samej. Przykładowo: latem wolę spędzić czas z rodziną na spacerze, na rowerach, nad wodą, wśród znajomych, na uprawie mojego warzywnego ogrodu zamiast sprzątać, prasować dziecięce ubranka (na prawdę nie zauważam, by były zmięte). Wybieram wieczorny czas spędzony z mężem, zamiast sprzątanie kuchni po kolacji.

3. Proszę o pomoc. Ludzie obok mnie chcą mi pomagać w zaspokajaniu moich potrzeb, wystarczy poprosić. I oczywiście, że czasami proszę, ale w sercu mam pewność, strach, że nie zechcą zrobić tego, czego chcę. Takie myśli nie są dobrymi doradcami i dość skutecznie odstraszają. Za to wiara w to, że inni chcą mi pomagać, czasami ułatwia. Dodatkowo świadomość, że prośba to jednocześnie akceptacja odmowy (w przeciwnym razie nie proszę, tylko żądam) może tylko zachęcić innych. Kiedy zakładam, że ktoś może odmówić, to staram się mieć w zanadrzu jakieś inne ciekawe rozwiązanie. Jeśli ktoś odmawia, to dlatego, że dla niego jego aktualne potrzeby są ważne. To wcale nie oznacz, że ten ktoś mnie olewa, nie chce mu się, jest beznadziejny, robi mi na złość. Nie! On po prostu wybiera siebie. Jasne, że dla mnie to może być trudne, ale to jeszcze nie powód, by kogokolwiek zmuszać.

Przykład:  

Córcia zależy mi na porządku, proszę Cię zanieść ubrania do szafy.
 
Kiedy ona mówi nie, to proszę kogoś innego o pomoc lub pytam ją co takiego się dzieje, że nie chce zrobić tego o co proszę, pytam kiedy by mogła to zrobić i sprawdzam, czy mi to odpowiada. Zastanawiam się też, czy te ubrania mogłyby być schowane w innym czasie. Tak czy inaczej sprawdzam o co mi i temu, kogo proszę, chodzi. Zdarza się bowiem, że nie chodzi mi o pomoc, tylko mam w głowie myśl, że nie odpocznę, dopóki w domu nie zobaczę porządku. Więc chyba nie chodzi o porządek, a o odpoczynek. A więc pojawia się nowa perspektywa:

zostawiam bałagan i idę spać




ALBO
zostawiam bałagan i idę na spacer
zostawiam bałagan i idę pogadać z przyjaciółką

Kiedy przestaję się upierać na jednym rozwiązaniu, łatwiej jest mi być szczęśliwą, bo łatwiej znaleźć swoje potrzeby i je zaspokoić, chociażby marząc.

MARZENIA


I tu jeszcze taka myśl, obserwacja: dzieciaki uwielbiają marzyć i czasami to wystarcza, by ich potrzeby były zaspokojone, dostrzeżone!

Ach synuś! Ale byłoby cudownie nie wstawać wcześnie do szkoły, cały czas się bawić, jeść tylko lody, mieszkać w kraju, gdzie codziennie świeci słońce i jest ciepło. Jak byłoby cudownie bawić się z mamą i tatą od rana do wieczora.

Marzenia są od tego, aby bawić się na całego!

U nas to działa i wcale nie chcą nic więcej, tylko sobie marzymy. Jasne, że to nie jedyny nasz sposób. To, co działa u nas, u innych może okazać się totalną klapą. Dlatego warto mieć kilka opcji i nie ustawać w poszukiwaniach nowych.

środa, 18 lutego 2015

Od serducha...na walentynki, właśnie dziś

Doświadczyła dziś bardzo nieoczekiwanej radości, ofiarowanej prosto od serca syna mego, już jutro 8-letniego! No i chcę się tą radością dzielić z Wami, świętować, wydłużyć to co czuję.

Pyta mnie rano syn:

"Mamo, a mogłem sobie zabrać złotówkę?"
Zabrał wczoraj a pyta, rzecz jasna, po fakcie, co akurat wcale mną nie wzruszyło. Mamy takie pudełko na drobniaczki, z którego w razie potrzeby można coś zabrać i dzieciaki zawsze pytają, czy mogą, choć, jak widać, czasami z opóźnieniem. No ale nie o tym chcę pisać.

Odpowiadam więc synowi:

"Jasne, że mogłeś. A chciałeś sobie coś kupić?"
Syn: "no tak, bo wiesz, kupiłem sobie coś na Walentynki" Ja wiem, że one były kilka dni temu, ale to nic, kupiłem dzisiaj"
Ja: "aha" ps. (ja usłyszałam, że on sobie coś kupił na Walentynki, a on powiedział "Tobie")
Syn: "a Ty lubisz lizaki"
Ja: "nie, nie bardzo"
Syn: "aha, no tak, to ja idę dać tego lizaka do Twojej szufladki, tam już masz jednego od taty"

I tu nastąpiło OLŚNIENIE "mało uważnej" matki ;)Przecież ten lizak jest DLA MNIE

Mówię więc:
"czekaj, czy Ty tego lizaka kupiłeś dla mnie?"
"Tak"

"aha, a to chodź tu do mnie, bo to jest dla mnie ważne, doceniam to i widzę, że to dla Ciebie też jest ważne! Ależ się wzruszyłam, aż łzy mi do oczy napłynęły. Dziękuję Ci bardzo! Ach, dając mi tego lizaka, chcesz, żebym wiedziała, że jestem dla Ciebie ważna?"

"Tak" i pojawił się na jego buzi taki błogi uśmiech.

"Wiesz, cieszę się, że mi go dałeś, bo on przypomina mi moje dzieciństwo. Kiedy ja byłam dzieckiem w sklepach były właśnie takie lizaki. Bardzo się wzruszyłam."

I były uściski, przytulaki i w ogóle milaśnie!!!


wtorek, 25 listopada 2014

Matczyne narzekania.

Prawienie dzieciom kazań nie pomaga, nie buduje relacji i więzi i nie rozwiązuje naszego problemu. Dzieci mnie nie słuchały. Od ponad 1,5 godziny mówię, by poszły się myć i nic. W końcu wybija 21:30. Wszystkim zmęczenie daje się we znaki. Moje potrzeby wiszą na kołku-najbardziej ta współpracy, sprawczości, łatwości. 

Czuję frustrację i potrzebuję być wysłuchana, potrzebuję empatii - coraz bardziej. 

Tak więc wybieram zaspokojenie swojej potrzeby bycia wysłuchaną – niestety moimi słuchaczami stają się dzieci. Co za nieszczęsny pomysł, jak się za chwilę o tym przekonałam. Moje dzieci, owszem, zaczynają mnie słuchać: zrzędzę i narzekam, że przecież już od 19-stej do nich mówię i nic, a teraz to chcą jeszcze mnóstwo rzeczy ode mnie, a ja chcę odpocząć, mieć chwilkę dla siebie, pobyć sama ze sobą (co jest zupełnie naturalne - każdy tego potrzebuje i matki nie są tych potrzeb pozbawione). I takie tam, że troszczę się o to, by się wysypiali, no bo rano wstają ok 7 i wcale łatwo im to nie przychodzi itd. Itp. Gadam i gadam i nic, nic to nie pomaga, coraz gorzej się czuję. Widzę smutek na ich buziach, słyszę przepraszam i nie czuję, by mi na ich „przepraszam” zależało. To musi być coś innego.

Nagle mnie olśniło:

UCZUCIA I POTRZEBY DZIECI


"Czy jak mówiłam (narzekałam przed wami) to czy było wam smutno, bo chcieliście zrobić to, o co proszę i jednocześnie chcieliście się jeszcze pobawić, bo nie czuliście zmęczenia, nie chciało się wam w ogóle spać?"

Uczucie smutku-potrzeba zabawy i autonomii-decydowania o sobie, potrzeba współpracy. Wielość potrzeb w jednym czasie i trudności z wyborem tych, które są dla mnie ważne. Dzieci z natury wybierają siebie. My dorośli potrafimy już siebie odłożyć na później.

Okazuje się, że tak. Oni już niewiele mówili. Mnie to zdanie pytające, skierowane głośno do nich,  dało wiele do myślenia. Dało mi też wewnętrzny spokój i radość, bo odkryłam, że oni chcą współpracować równie silnie jak móc samodzielnie o sobie decydować. Jeszcze potrzebują czasu i doświadczenia, by umieć wybierać i z siebie rezygnować. Mają na to jeszcze kilka lat. Obym tylko o tym pamiętała, że to nie jest ich złośliwość, tylko zwyczajny etap rozwojowy. Obym umiała znaleźć takie strategie, które są wzbogacające dla mnie i dla nich.

UCZUCIA I POTRZEBY DOROSŁYCH

A ja swoje POTRZEBY też mam:

Chwilami czuję ogromne zniechęcenie, bo chciałabym mieć jasność, co do moich potrzeb, tak by wiedzieć jak je zaspokoić. Chciałabym wiedzieć, że dam radę znaleźć strategię, że nie muszę się bać, nie będę panikować, bo na pewno znajdę sposób. Czasami ogarnia mnie strach na samą myśl, że nie ma przede mną jasnych strategii. Wydaje mi się wtedy, że jest tylko jedno wyjście i od razu wiem, że nie skuteczne a i, tak z braku innych, podświadomie go wybieram. 

A więc tak, potrzebuję współpracy, sprawczości i łatwości. Mówię, idźcie się kąpać, ja dokończę kserowanie (na prośbę córki). Skończę za 5-10 min, wy też i spotkamy się wieczorem u Was w pokoju, by się poprzytulać, poczytać razem książki, by po prostu razem z nimi być, jeszcze na koniec dnia.

STRATEGIE:


Co można zrobić, by sytuacja się nie powtarzała?

Już pojawienie się tej sytuacji i refleksja nad nią daje większe szanse na to, że następnym razem będzie bardziej korzystnie dla obu stron.  Kolejnym razem być może posłucham intuicji i uciszę się zanim będzie za późno. Zadzwonię do zaufanej osoby i się wygadam. Wezmę kilka głębokich oddechów. Wyjdę do kuchni lub łazienki.

Dam sobie empatię: posłucham swoich uczuć, wypowiem je w myślach. Ponarzekam sobie w swoim sercu.

Wezmę swój zeszyt rozterek i napiszę w nim wszystko to, co mnie trapi-przynajmniej ochłonę, dojdę do siebie, a nóż rozum mi wróci. Tak, tak, bo pod wpływem tracę rozum, zresztą każdy. Kiedy zalewają nas emocje, nie potrafimy myśleć logicznie. Dlatego potrzebujemy ochłonąć i każdy zapewne ma na to swój własny pomysł. Oby był on taki, by nie krzywdził NIKOGO: ani siebie, ani drugiego.

Jeszcze jedna STRATEGIA: modlitwa, oddanie wszystkiego tego, co się dzieje Bogu. Skupienie się na rozmowie z Panem, daje nam czas na kontakt z własnym wnętrzem, z duchem mieszkającym w nas. To kolejny sposób, by ochłonąć i odnaleźć siebie, by dać sobie empatię i być może proces poszukiwania strategii, będzie łatwiejszy.