SMERF MARUDA - JAK JA NIE CIERPIĘ SPRZĄTANIA
Dziś wykrzyczałam:
"Nienawidzę sprzątania tego domu. Bleeeeeee, co za bałagan, gdzie się nie obejrzę, to wszędzie jakieś badziewie" Tupałam nogami, machałam rękami, rzuciłam plastykową łopatką do patelni teflonowej. Trzasnęłam drzwiami, takimi, którymi trzaskać się nie da, bo jakoś zawsze robi się taki nurt powietrza, że zanim nimi trzaśniesz, one zwolnią!
Na pytanie męża: "co się dzieje" - krzyczałam nic. Dzieci mu wyjaśniły, że mama się zdenerwowała, bo wszędzie jest bałagan
A potem, dodałam, że nienawidzę, tego parapetu, na którym ZAWSZE JEST BAŁAGAN.
Musiałam wyglądać jak szalona - opętana potrzebą porządku.
Złość na prawdę jest ok, uczucie jak każde, ani dobrem, ani złe - po prostu jest, po to, by się o mnie zatroszczyć.Tu konkretnie wynika z niezaspokojonej potrzeby współpracy, bycia ważnym dla innych i bycia braną pod uwagę, no i z potrzeby porządku. W Porozumieniu bez Przemocy złość wynika właśnie z jakiejś aktualnej, ważnej i niezaspokojonej potrzeby. Służy więc informacji o tym, co się ze mną dzieje i daje sygnał:
NO ALE HALO - JA TU STOJĘ I KRZYCZĘ - TY JESTEŚ WAŻNA - ZADBAJ O SIEBIE
CO Z TYM PORZĄDKIEM?
Pewien znajomy żartował, że jeśli otworzy restaurację, to zatrudni mnie na stanowisku Menadżerki ds. Porządku.
Boże jak ja kocham porządek i jednocześnie nienawidzę stanu w jakim mnie aktualnie postawiłeś.No uwielbiam porządek, estetykę, poukładaną przestrzeń - wszystko na swoim miejscu. Tylko jednej rzeczy OD DZIECKA nie cierpię - SAMEJ DBAĆ O TEN PORZĄDEK (i tu ukryła się potrzeba współpracy i chęć bycia braną pod uwagę).
Kurcze, najpierw było:
"posprzątaj po siostrach - jesteś starsza i mądrzejsza" Boże, czy Ty wiesz, jak ja bardzo tęsknie za byciem małą i głupią, taką, co to nic nie musi, bo za mała????
Teraz jest:
"jesteś matką i to matką polką to sprzątaj ten dom, jesteś pracowita, sama dajesz radę, sama posprzątasz najlepiej, no kto to widział, żeby kogoś do sprzątania zatrudniać"
zauważyliście ile myśli w jednym babskim umyśle - gwarantuję, że tam się zmieści więcej,zwłaszcza jak emocje mnie zalewają. Ponieważ teraz piszę już po "powrocie do siebie" to jest ciut mniej.
RZECZYWISTOŚĆ:
jeśli chcesz mieć PEDANTYCZNY, piękny, estetyczny DOM przy trójce dzieci i mężu, który nie ma potrzeby porządku (no ok,potrzebę może ma, ale zamiaru sprzątania z własnej i nieprzymuszonej woli to już nie) to albo się zajedziesz albo ZAPOMNIJ o ładzie i porządku. No ok jest jeszcze jedna, mało wciąż u nas popularna, opcja: zatrudnij panią do sprzątania (no bo panowie to zapewne rzadkość).
Pewno mogę PROSIĆ O WSPÓŁPRACĘ moich domowników, mogę motywować, zachęcać, mówić o swoich uczuciach i potrzebach i oczywiście TO DZIAŁA, ale na góra 30 min w jedną sobotę w miesiącu. A trzeba się przy tym mocno kreatywnie nagimnastykować, by rodziny nie przymusić (choć i tak zapewne lekki mus odczuwają).
PRAKTYKA:
Jasne dzieci mi chętnie pomogą-jeśli im będę dokładnie palcem wskazywać co mają zrobić, co wiąże się zporzuceniem swojej pracy i zabawę w poilicjanta, który pilnuje czy dziatwa rozkazy wykonuje. Nie zapominajmy, że dla dzieci NAJWAŻNIEJSZA JEST POTRZEBA ZABAWY, jak mama prosi o pomoc, to jasne-idziemy, ale za 5 minut już zapominamy i do zabawy wracamy.
Mąż-chętnie o ile nie ma swoich, jakże ważnych i potrzebnych, spraw do załatwienia. I nie mówię to wcale sarkastycznie. No i oczywiście relaks przed TV też jest ważny (tylko dlaczego ja tak nie mam)
No sobotnie sprzątanie to jak wyjście na MOUNT EVEREST. Co tam sobotnie, codziennie trzeba się wspinać na szyty własnej kreatywności, by domu nie doprowadzić do stanu jak po tornado. A huragan i tak przyjdzie.
Oby wiosna i lato szybko przyszły. Kiedy wyjdę z domu na cały dzień, to bałagan będzie mnie krócej drażnił.
Cały ten post to takie moje EMPATYCZNE BYCIE Z SAMĄ SOBĄ, ze swoimi uczuciami i niezaspokojonymi potrzebami. A co rodzina dziś widziała - autentyczne przeżywanie złości.