Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RELACJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RELACJA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 marca 2018

Empatia


Dzisiaj kolejne spotkanie w ZSP w Pietrzykowicach, tym razem więcej o empatii. Dla tych, których nie będzie maleńka ściąga poniżej. Maleńka, bo temat "rzeka" Znacznie więcej będzie powiedziane na spotkaniu w szkole, a tu tylko rzut oka na sprawę empatii.
Dla przypomnienia plakacik. Miejsca jeszcze są, gdyby ktoś chciał dziś dołączyć, zapraszam


 
Empatia to nie to samo co współczucie. Empatia to zdolność odczuwania tego, co inni, usłyszenia, czegoś jakby uszami tego drugiego i zobaczenia czegoś w sposób jakby to widział ten drugi, a nie ty.

Empatia to:
1.      Patrzeć oczami
2.      Słuchać uszami                DRUGIEGO
3.      Odczuwać sercem

Kiedy empatycznie słuchasz, to powstrzymaj swoją ogromną potrzebę gadania. Powstrzymaj myślenie o tym, co powiesz, kiedy druga strona już przestanie gadać. Kiedy to robisz, tak naprawdę wcale nie słuchasz! I uwierz mi, ta druga strona to widzi, dosłownie widzi i czuje, że błądzisz gdzieś myślami, że wcale jej nie słuchasz. Zamiast tego, powtarzaj w myślach, to co właśnie słyszysz. To gwarancja tego, że intensywnie słuchasz i dotrze do Ciebie, co ta druga strona ma do powiedzenia.

Zwiększasz szansę na to, by ktoś Cię wysłuchał, kiedy sam go wpierw w pełni usłyszy i On poczuje się wysłuchany, ważny i wzięty pod uwagę. Dopiero potem masz duże szanse na wypowiedzenie się w pełni. Wtedy właśnie warto podtrzymać kontakt poprzez powiedzenie tego, co Ty masz w sercu. Nie tłum swoich emocji. Otwórz się. Mów o sobie językiem JA.

Unikaj zdań typu

BO TY ZAWSZE lub BO TY NIGDY

Zamiast tego powiedz:
Kiedy (JA) zobaczyłem…., to zrobiło mi się smutno, bo zależy mi na…..

To wspiera empatię:
·         patrzenie w oczy
·         przytakiwanie
·         przytulanie (jeśli druga strona chce)
·         parafrazowanie
·         Bliskie siedzenie (naprzeciwko, obok lub na kolanach)

To nie jest empatia:
·         doradzanie (ja na twoim miejscu to bym…..)
·         opowiadanie o sobie (wiem, ja też tak ma…. i dajesz o sobie)
·         pocieszanie (no nie płacz, wszystko będzie dobrze)
·         umniejszanie (och, nic takiego strasznego się nie stało, przesadzasz)
·         przemądrzanie (doskonale Cię rozumiem, wiem jak to jest)

Chcesz, żeby drugi Cię usłyszał?          POZWÓL MU POCZUĆ SIĘ DOBRZE

Unikaj
Stosuj:
Kary (szlaban na tydzień)
Izolacja (marsz do swojego pokoju)
Groźby (jeszcze pogadamy)
Wsparcie (jestem po Twojej stronie)
Bliskość (włączymy sobie muzykę, a może spacer, film, przytulas?)
Otwartość (kiedy poczujemy się lepiej, na pewno znajdziemy rozwiązanie)

sobota, 11 czerwca 2016

Czy da się nie teroryzować rodziny sprzątaniem?

Dziś sobota. W moim rodzinnym domu był to czas porządków. Tak tym nasiąkłam, że trudno jest mi to porzucić. Co tydzień zamęczam i siebie i moich bliskim dawką porządkowego stresu. Byłabym szczęśliwa, gdyby każdy z nich: dwie córki, syn i mąż w godzinę posprzątali wszystko co w tygodniu porozrzucali. Ja sama oczywiście z natury, rutyny, przyzwyczajenia i wewnętrznego przymusu sprzątam ile się da!

Takie marzenie, by o drugiej po południu usiąść przy kawce z bliskimi w czystym mieszkaniu.

Mam jeszcze inne, takie nie do pogodzenia z tym pierwszym. Wolność, radość, szczęście każdego z moich domowników. Każdy chce robić co innego. Mąż woli kosić trawę. Dzieci biegać, skakać, bawić się. O nie sprzątać. Ja, dziś akurat chcę pisać. I właśnie to robię. Kiedy już napiszę, to może przyjdzie mi ochota na sprzątanie. Może nawet ogarnę dom, jak co tydzień, z największego bałaganu, nie wchodząc w szczegóły. Pewno nawet kurzy nie zetrę. Pozbieram tylko zabawki, skarpetki, buty, kartki i gary wrzucę do zmywary. Odkurzę, umyję podłogę w kuchni i gotowe! Co więcej, kiedy nic nie wymagam, to i moi bliscy sami przychodzą i pytają co pomóc lub sama proszę o pomoc, mówię co by mi pomogło, co warto jeszcze zrobić. Zawsze podając konkretne i precyzyjne wskazówki. Przyznam się, że cały czas się tego podejścia cierpliwie uczę. Staram się być dla siebie życzliwa, kiedy sobie nie radzę, kiedy popłynę, nakrzyczę i wyleję wiadro żali, że nikt mi nie pomaga. Idealnie nie jest, ale przecież nie ma być idealnie, tylko rozwojowo. I tak chyba jest. Czasami popełnię błąd, przeproszę, powiem o co mi chodziło i posłucham też drugiej strony. Uczę się cały czas.

I....

Chyba byłoby mi bez tego mojego nowego życia smutno: bez bałaganu, rumoru dzieci i męża. Niech już tak będzie jak jest. Ja też w sobotę wolę wyjść do ogrodu, plewić jarzyny, łapać promienie słońca, widzieć uśmiech bliskich i sąsiadów, słyszeć gwar życia.

Jest takie powiedzenie: "robota nie zając, nie ucieknie". Za to czas płynie nieubłaganie, dlatego warto go tak wykorzystać, by dać z serca na maxa:

BUDUJĄC RELACJE

Jasne, że można je budować nawet sprzątając. Dla mnie osobiście ważne jest, bym pamiętałą, że warto sprzątając szanować i siebie i drugiego.

Po pierwsze: nie zmuszać!
Po drugie: pytać co w danej chwili jest dla człowieka ważne.
Po trzecie: szukać rozwiązać dobrych dla wszystkich.

Tak więc, kiedy już zrobiłam to, co było dla mnie teraz ważne (czyli pisanie), zabieram się za sprzątanie. Aż mi się chce.

I o to chodzi, by się chciało, a nie musiało!

 

środa, 2 marca 2016

Wyjątkowa mama

Taki zwyczajny poranek. Jem śniadanie. Nie przepraszam, to chyba jednak nie było tak jak zazwyczaj. Dziś wyjątkowo przy śniadaniu przeglądałam książkę w poszukiwaniu konkretnego rozwiązania. Aż tu nagle, zupełnie niespodziewanie, ku mojemu głębokiemu wzruszeniu, odnalazłam małą, żółtą karteczkę, a na niej kilka słów od córki.

Z jednej strony podziękowania za to, że piorę jej ubrania, gotuję i jeżdżę z nią do szkoły i kościoła. Kartka sprzed kilku lat. Uśmiech na mojej twarzy i uczucie radości żywe właśnie dziś, tu i tera, też kiedy to piszę. Zwłaszcza, że wczoraj natknęłam się na podobny list, od tego samego dziecka, znaleziony podczas porządków w szafce pod umywalką. Tak po prostu, w łazience. Dlaczego tam? Może dostałam go właśnie podczas prac domowych i zabiegana wsunęłam do półki razem z klamerkami, by wczoraj go dostać ponownie. By znów się wzruszyć, poczuć radość i wdzięczność, nie tylko za zwyczajne prace domowe, ale także za wysiłek jaki włożyłam w swoją zmianę.

ZMIANA

Zmianę, która była też dla nich. Zmianę, która jest dla NAS, dla naszych pięknych, trwałych więzi i budowania codziennych prawdziwych relacji, w których każde uczucie jest ważne i dla każdej potrzeby znajdujemy czas, by chociażby się jej przyjrzeć i postarać się ją kiedyś spełnić.

Ta zmiana spowodowała, że nauczyłam się mówić dzieciom, że są wyjątkowe, niepowtarzalne i kochane za to, że po prostu są. Kiedyś myślałam, że wystarczy, iż ja to wiem, a dzieci będą to czuły. Może tak, a może warto to od czasu do czasu im to powiedzieć. Ja się ucieszyłam, kiedy ten list dostałam i dziś ponownie, gdy go w zakamarkach książki odnalazłam. Dlatego myślę, że i oni się cieszą, kiedy takie ode mnie dostają. Przechowują je jako cenne skarby w pudełkach, pamiętnikach, albo pod poduszką. Są więc dla nich dość wartościowe. Dodają sił, budują poczucie własnej wartości, cieszą, czy pocieszają w trudnych chwilach.

Jak dobrze, że wpadłam na pomysł pisania krótkich liścików do dzieci. Na kolorowych karteczkach, małych kwadratowych lub w kształcie serduszka, a czasami na kartce w kratkę.Już od dłuższego czasu nic nie napisałam. Może dziś to zrobię, by powiedzieć im co czuję.

Każda mama jest wyjątkowa i niepowtarzalna, tak jak każdy człowiek i to dlatego, że po prostu jest. Bez oceniania, bez wyliczania zasług, wad czy zalet.Wyjątkowa to nie znaczy lepsza, a po prostu inna, niepowtarzalna. Dla dziecka wieź z rodzicem jest nie do zastąpienia  i choć nasze zachowanie ma znaczenie to ten rodzaj miłości jest, warto by był, bezwarunkowy. To nie znaczy, że mam się na wszystko godzić i przymykać oczy na to, co mi się nie podoba. Wręcz przeciwnie. Otwieram oczy, przyglądam się temu,co się dzieje, rozmawiam, szukam drogi, po której mogę iść z przyjemnością zarówno ja jak i drugi człowiek



środa, 14 października 2015

Mamo. Nie lubię, kiedy...

Czasami warto sobie przypomnieć wartości, którymi chcę żyć. Wydaje mi się, że kiedy dzień zacznę od takiego nastawienia się na otwartość, życzliwość, bycie darem dla drugiego, na odpowiedzialną miłość to potem jest mi łatwiej, no przynajmniej na kilka chwil, godzinę, dwie, może nawet cały dzień. Takie ładowanie baterii konieczne jest nawet kilka razy w ciągu dnia. Bywa, że coś przeczytam lub usłyszę, co właśnie mi przypomina, o tym co jest dla mnie ważne i czym się chcę kierować.
Wówczas....

UCZĘ SIĘ POKORY

Czyli otwartości na usłyszenie, zobaczenie własnej słabości i gotowości do podjęcia zmiany na lepsze - małymi krokami.

Jeśli więc coś nie idzie, np. relacje z dziećmi czy mężem się nie układają tak jakbym chciała, to szukam odpowiedzi na pytanie o co chodzi. Czytam, serfuję, słucham różnych konferencji, pytam innych jak sobie radzą. To mnie otwiera na różne strategie i później łatwiej jest mi usłyszeć, na przykład ośmioletniego chłopca, którego jestem mamą.

A usłyszałam od niego:

"Mamo, nie lubię, kiedy tak do mnie mówisz"

Odpowiedziałam mu:

"Dzięki, że mi to mówisz. Czasami się zapominam i robię coś, czego wcale robić nie chcę" 

(to znacznie lepsze niż zwykłe przepraszam, albo, co gorsza, upomnienie dziecka, że tak nie wolno się do mamy zwracać)

Wracam wtedy rutynowo do działania z autopilota: bez namysłu, bez świadomości, z łatwością sięgając po to, co pierwsze się podpowiada. Są to rzeczy narosłe we mnie przez lata. Zachowania, które skupiają się na udowadnianiu RACJI, a nie budowaniu RELACJI. Bo budowanie relacji wymaga ode mnie czasami wysiłku, choć nie zawsze. Są we mnie też takie rutyny, które te relacje doskonale budują, których zdążyłam się nauczyć, choć stosuję je od nie dawna. To, co nowe, wymaga powtarzania, cierpliwości i życzliwości.

O RODZICIELSKICH KAZANIACH

Dlatego jestem wdzięczna, za to, co usłyszałam od syna. To bardzo mi pomaga hamować się w narzekaniu, marudzeniu, upominaniu. Czasami wystarczy też mina dziecka, któremu, w dobrej przecież wierze, prawię kazanie. Jak trudno jest się powstrzymać. Dzięki, że jest mowa ciała, które bez słów mówi:

"Mamo, nie lubię, kiedy tak mówisz"

Jako dziecko bardzo tych kazań nie lubiłam i nadal za nimi nie przepadam, choć teraz sobie z nimi radzę. Jeśli więc mam ochotę prawić kazani i nawet jestem w trakcie, to dziś już potrafię się zatrzymać, przestać gadać a zacząć myśleć co zrobić, by było mi i im łatwiej. Co ja mogę zrobić, jak zmienić daną sytuację, a nie drugiego człowieka. Jak ja mogę zmienić swoje zachowanie? Jak wzbogacić relację z drugim: z mężem czy z dzieckiem. Co zrobić takiego, co mi da radość i wzbogaci drugiego?

POD GÓRKĘ



Bywa jakby pod górkę - ciężko i męcząco. Dobrze, że choć widok z góry może być imponujący. Dlatego próbuję....Czasami popełniam błędy i znów coś modyfikuję, poszukuję i znów próbuję. Coś działa dzień, dwa, czy tydzień i zaczyna się wszystkim nudzić, więc znów poszukuję i próbuję, starając się przy tym cieszyć tym, co mnie spotyka, lub przynajmniej przyjmować to, co trudne, by wyciągnąć z tego maksimum korzyści. Bo warto i już.

poniedziałek, 21 września 2015

Poszukiwania

Tak wiele się dzieje, że sił brakuje na pisanie. A może to nie brak sił, a brak gotowości? Tak, to chyba to drugie. Warto się do tego przyznać przed samą sobą. Jakoś tak czuję, że nie jestem gotowa, by doradzać, bo coraz częściej doświadczam tego, że się mylę, że nie wiem tylu rzeczy, że widzę świat i relacje ludzkie przez swój własny pryzmat doświadczeń. Nie będzie inaczej. Chyba zawsze, to co napiszę, będzie przesiane przez moje życie i to jak ja je odbieram. Tylko tym się mogę dzielić, prosząc czytających, by nie brali za pewnik tego, co piszę, ponieważ to zawsze będzie tylko z mojego punktu widzenia. Jednocześnie wydaje mi się, że właśnie na tym ktoś może skorzystać i wzbogacić swoje życie i jeśli tak jest, to chwała Bogu i właśnie Jego proszę, by uczynił mnie swoim narzędziem. To właśnie Jego szukam, czasami wydaje mi się, że już znalazłam, że jest blisko. Innym razem nie mam pewności i proszę o jakiś znak, jak we mgle, po omacku i z nadzieją, że On jest Bogiem wiernym i jeśli obiecał, że da się znaleźć to tak będzie, bo przecież powiedział:

"I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie a otworzą wam" Łk. 11, 9

Szukam go w relacjach z drugim człowiekiem. Od kilku lat intensywnie przypatrując się moim własnym relacjom z dziećmi, próbując je naprawiać, a właściwie naprawiać siebie samą, zmieniać, a właściwie rozwijać się i próbując dać się Bogu prowadzić i właśnie o to Go prosić. I to On pokazuje mi drogę, jaką jest relacja z moim mężem, nad którą pragnę pracować: troszczyć się o nią, rozwijać się, wkładać wysiłek każdego dnia, a czasem zupełnie bez wysiłku, z czystej przyjemności, z głębi serca. To właśnie ta relacja jest, zaraz po Bogu najważniejsza. Bardzo przemawiają do mnie słowa, mówiące o tym, by Bóg był na pierwszym miejscu, ja sama na drugim, mąż na trzecim, dzieci na czwartym, wszyscy bliscy na piątym itd.

ODPOWIEDZIALNA MIŁOŚĆ

Od Boga chcę się jej uczyć.
Siebie samą chcę taką odpowiedzialną miłością obdarzać.
I taką miłością chcę kochać męża, dzieci, bliskich i zupełnie nieznajomych.

Jak?

Szlachetnych wspierać, a potrzebujących pomocy "upominać". Trudne to dla mnie słowo "upominać". Wolę raczej powiedzieć: inspirować, zachęcać do zmiany, życiem i przykładem pokazywać, że można inaczej. Czasami pozwolić na bolesne konsekwencje, dzięki którym człowiek ma szansę na zmianę swojego życia i postępowania. Trudne to dla mnie jest: zgoda na bolesne konsekwencje, bo tak bardzo chcę się naszych bliskich od nich uchronić. Widzę jednocześnie, że nie jest to ani możliwe, ani korzystne dla nich, ani  dla mnie samej.

Jeszcze jakoś łatwiej upomnieć dziecko, bo wydaje mi się, że muszę, by dobrze je wychować. Czasami to upomnienie bywa, tak bardzo u mnie niechcianą i krzywdzącą krytyką, która wcale nie inspiruje do zmiany, a raczej zachęca do odwetu. Bywa, że żartem zachęcam do czegoś, co moim zdaniem jest najlepsze, choć nadal, pozostaje to tylko moje zdanie. Jednocześnie przecież nie mogę, nie chcę i nie potrafię godzić się na wszystko, bo tego wymaga odpowiedzialna miłość i świadome rodzicielstwo. Chodzi raczej o to, by to upominanie pochodziło z troski, miłości, z głębi serca i w takiej formie było przeze mnie przekazane. Łatwiej jest mi wówczas, kiedy wierzę, że drugi potrafi się zmieniać i rozwijać, jeśli tylko chce i jest już do tego gotowy. Dlatego uczę się cierpliwości - małymi kroczkami, bo sama wiem, jak ciężko jest się mi zmieniać.

Jednocześnie się nie poddaję. Coraz częściej widzę, że sama rady nie dam, że potrzebuję pomocy. Dlatego SZUKAM wsparcia na Najwyższym Szczeblu, bo wierzę, że On mi pomoże i jak będzie chciał to pośle mi odpowiednich dla mnie ludzi.

Psalm 28(27), 7
"Pan moją mocą i tarczą!
Moje serce Jemu zaufało:
Doznałem pomocy, więc moje serce się cieszy
i pieśnią moją Go sławię" 


wtorek, 23 czerwca 2015

Życzliwością

Życzliwością, troską, wewnętrznym pokojem serca, zainteresowaniem, dbałością o swoje potrzeby, wartości i o to na czym mi aktualnie zależy, mówieniem TAK kiedy sercem czuję TAK lub NIE, kiedy czuję NIE, a czasami może nawet NIE WIEM - chcę się zastanowić.



Z takim nastawieniem chcę podchodzić do siebie i drugiego człowieka. Daję sobie radę wtedy, kiedy NAD SOBĄ PRACUJĘ, kiedy staram się każdego dnia zmieniać na lepsze, rozwijać, poprawiać to, co poprzedniego dnia, przed chwila nie wyszło tak, jakbym chciała. W tym procesie nie ma miejsca na użalanie się nad sobą. Oczywiście pojawiają się wyrzuty sumienia, poczucie winy i dobrze! Jednocześnie trwa ono chwilę, bo dzięki uważności skupiam się na tym, skąd to poczucie winy się bierze, czego ja potrzebują.

Kiedy odkrywam potrzeby, nowe rozwiązania przychodzą do głowy same i zaczynam działać,więc poczucie winy zostawiam i idę w kierunku nowego lepszego życia.

Jeśli więc z całego serca pragnę życzliwych relacji między moimi dziećmi, między rodzeństwem, to warto bym zrobiła kilka rzeczy:

  1. Z życzliwością traktować siebie
  2. Z życzliwością traktować męża
  3. Z życzliwością traktować dzieci
  4. Troszczyć się o rodzinę jak o całość relacji
  1. Z życzliwością traktować siebie: dzieci wychowują się głównie przez obserwację i naśladowanie. Jeśli więc widzą, że potrafię o siebie zadbać: czasami powiedzieć: "teraz jestem bardzo zmęczona i potrzebuję usiąść, odpocząć, poczytać książkę" lub "wiesz, to mi się nie podoba, tego nie lubię, chcę byś....na to się nie zgadzam" to i one w podobny sposób będą ze mną rozmawiać i z innymi też, choć to wymaga czasu
  2. Z życzliwością traktować męża relacja jaką buduję z moim mężem, to jak do siebie na wzajem się zwracamy, jak się o siebie wzajemnie troszczymy, czy i jak budujemy między sobą więź to wzór do relacji między rodzeństwem. Jeśli więc mam w sobie przekonanie, wiarę, nastawienie, że się wzajemnie wspieramy, na równi traktujemy swoje potrzeby, to łatwiej jest mi powiedzieć: "wiesz, zależy mi by dzisiaj posprzątać dom, a Ty co masz do zrobienia, dasz radę jakoś pomóc?"
  3. Z życzliwością traktować dzieci i tu bardzo mi pomaga jeśli w głowie mam pytanie: "co się stało? potrzebujesz mojej pomocy? co mogę dla Ciebie zrobić?" Pomaga też otwartość i akceptacja na to z czym dziecko przychodzi. Nie wyzbywam się przy tym swoich wartości, potrzeb, tego co dla mnie ważne. Najpierw słucham, by zwiększyć szansę na bycie usłyszaną. Staram się i pracuję nad tym.Czasami popłynę, palnę coś rutynowo, popsuję relację, zranię. Kiedy się zorientuję daję sobie czas na swój żal, swoje uczucia i potrzeby a kiedy przychodzą rozwiązania podchodzę do dziecka z empatią do jego uczuć: smutku, wstydu, złości i już nie mówi o sobie, a słucham jego i dopiero wówczas dodaję, że teraz zrobiłabym, powiedziałabym inaczej i że to, co się zdarzyło wcale nie doprowadziło mnie do tego na czym mi zależało. Ta druga część jest dla mnie, bo mam wrażenie, że dzieciom wystarcza, jeśli zwrócę uwagę na ich uczucia i potrzeby.
  4. Troszczyć się o rodzinę jak o całość relacji  Mam wrażenie, że mogłoby się to streścić do jednego zdania i pytania: "potrzeby wszystkich są równie ważne: moje, męża i dzieci też. Co możemy zrobić, by wziąć pod uwagę każdego?"
Realizuję to w taki sposób, że staram się tworzyć takie relacje, na jakich mi zależy poprzez zmienianie siebie, swojego języka i zachowania. To jest moja zmiana: troszczę się o siebie dla innych.

Chcę życzliwości od innych to najpierw sama ją daję. Chcę zmiany u innych - lepiej zmienić się samemu.

"Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy" Mt. 7, 12

czwartek, 7 maja 2015

Nie mów PRZEPRASZAM

Czasami zdarza się tak, że popsuję relacje z moimi bliskimi i wypadałoby powiedzieć PRZEPRASZAM, nie chciałam i zacząć się może tłumaczyć w stylu: "no wiesz, ale ja, mamusia....". Tyle, że to nikomu nie służy. Ja pozostaję w poczuciu winy, podłym nastroju, z żalem i smutkiem. Dziecko zaczyna czuć się winne i w dodatku matkę nie obchodzi co ono czuje, bo i tak nadaje cały czas o sobie, jaka to ona biedna, bo zmęczona itd. Jasne, że zmęczona itd., nie przeczę, tylko czy dziecko jest w stanie zaradzić naszemu zmęczeniu, jest w stanie unieść moje trudne emocje, problemy - czo ono jest od tego? No według mnie raczej nie. 

To dość duży kaliber emocji, by obarczać nim dziecko. Poza tym nie warto nim obarczać nikogo, bo nikt nie jest odpowiedzialny za moje uczucia poza mną samą. Dlatego staram się skupiać na sobie i szukać odpowiedzi na pytanie czego to ja właściwie chcę, kiedy czuję ten smutek, żal czy kiedy pojawia się poczucie winy.

Jeśli chodzi o relacje z dzieckiem, które zostały zerwane (za każde relacje), to wiem, że ja jestem odpowiedzialna za ich jakość i formę. A mnie zależy na więzi, bliskości i przejrzystości tej relacji. W gruncie rzeczy chcę tworzyć RELACJE, a nie upierać się na swojej RACJI. Porzucam więc racje, na rzecz relacji.

Kiedy więc zdarzy się, że ta bliskość z dzieckiem zostaje zerwana, nadszarpnięta i wypadałoby powiedzieć przepraszam to, po pierwsze, uświadamiam sobie to, że mnie zależy właśnie na byciu w bliskiej, szanującej i odpowiedzialnej relacji. Po drugie to ja wychodzę do niego pierwsza i mówię:

www.wstrefiemamy.blogspot.com
 

"wiesz...widzę, że, kiedy krzyknęłam, to chyba się wystraszyłeś, tak?"

pada ciche TAK

"i jest Ci teraz smutno, a może się nawet boisz?"

"smutno mi"

"bo bardzo chcesz mi coś powiedzieć?"



"tak"





"Aha. I prosisz bym Cię posłuchała?"

 "tak"

"mi też zależy na tym, by z Tobą porozmawiać, a przed chwilą się to nie udało"


Właśnie o to mi chodzi, by nawet pod wpływem trudnych emocji i stresu nie wybierać drogi na skróty. Zamiast krzyczeć, zrywać relacje, upominać, manipulować wolę zapytać siebie czego chcę i to wyrazić w pełni:

"Wiesz co... trochę się niepokoję, bo chcę dopisać ten artykuł i kiedy coś do mnie mówisz, to Cię nie słyszę, i nie potrafię się skupić na pracy. Chcę to dokończyć, poczekasz 5 minut?"

Jasne, że dziecko może nie chcieć odejść i bardzo mu zależy, by ze mną porozmawiać. Wtedy łapię oddech i myślę: ok to może ja mu dam 5 minut, mnie jest łatwiej, ja już to potrafię, a on się dopiero uczy. Po prostu sprawdzam, czy mogę przerwać na jakiś czas.

W przepraszaniu chodzi o to, by skupić się na uczuciach: swoich i drugiej osoby. 

"Wiesz, ta rozmowa nie potoczyła się tak jakbym chciałam. Teraz zrobiłabym inaczej. Zastanawiam się nad tym, jak Ty się masz? Może się zdziwiłeś moją reakcją, nie wiedziałeś o co mi tak na prawdę chodzi, tak?"

środa, 29 kwietnia 2015

Nikt mnie nie lubi

Rodzice chcą wspierać u dzieci ich poczucie własnej wartości i wiarę w siebie. Przychodzi taki moment, kiedy zostajemy postawieni niejako pod murem, gdy dziecko mówi: "nikt mnie nie lubi". Co wtedy mówić? Może opowiem co ja mówię. Czy to działa? Hmm, nie wiem. Dowiem się za jakiś czas. Póki co widzę, że moje słowa zbliżają mnie do dziecka, że ono, po prostu, chce ze mną rozmawiać, że darzy mnie zaufaniem.

Pierwszy krok jaki robię, to jestem z dzieckiem w 100%. Odkładam wszystko: książkę, telefon, telewizor, sprzątanie, rozmowę z innymi (mówię do rozmówcy: "wiesz, to co A. do mnie mówi, jest dla mnie ważne, chcę z nią teraz być. Proszę poczekaj, przyjdę do Ciebie, kiedy skończę.")

Drugi krok: słucham, słucham, słucham. Najlepiej nic nie mówić, ewentualnie: "aha, hmmm". Daję przestrzeń do mówienie tak, jak dziecko chce, łącznie z płaczek, frustracją czy złością i tak by ono i inni byli bezpieczni. Staram się nie oceniać. Jasne, że w głowie pojawiają się różne myśli, interpretacje, rady, pomysły, gotowe rozwiązania jak dziecku pomóc itp. Zostawiam to tam, gdzie jest i nie pozwalam, by wyszło poza myśli. Po prostu daję dziecku czas i możliwość, by powiedziało to swoimi słowami, więc skupiam się na tym, co ono mówi. Przytulam, podaję chusteczki, jestem.

Kiedy dziecko już troszkę ochłonie próbuję ubrać w słowa jego uczucia i potrzeby. I mówię coś w rodzaju:

- "Kiedy mówisz, że nikt Cię lubi, to czy to znaczy, że chciałabyś mieć kogoś kto zawsze będzie blisko, kogo Ty lubisz i on Ciebie?"

- "Tak,chcę mieć taką koleżankę, która zawsze się będzie ze mną bawić"

- "Aha, chcesz wiedzieć, że możesz na nią liczyć"

- "Bo ja czasami coś mówię, a oni mnie nie słuchają i odchodzą"

- "Aha, chcesz, żeby poczekali i posłuchali?"

- "Tak....."

Jeśli taka rozmowa trwa dłużej a dziecko na pytanie "jak myślisz co możesz zrobić" nie ma żadnego pomysłu to warto spróbować coś zasugerować, ale dopiero po tym, jak ono wyrazi swoje uczucia.

- "Aha słyszę, że zależy Ci na dobrych kontaktach ze swoimi przyjaciółmi i kolegami. Mam pewien pomysł. Chcesz usłyszeć?"

- "Tak"

- "A jakby to dla Ciebie było, gdybyś usłyszała, że oni Cię lubią i jednocześnie czasami chcą robić coś innego, z kimś innym, albo może zwyczajnie nie wiedzą co im proponujesz. Może spróbujesz im powiedzieć, że chcesz z nimi iść, chcę o coś zapytać?"

- "Pytam czy mogę się bawić z jedną osobą, a ona mówi, że musi zapytać tą drugą i obie mówią że nie wiedzą"

- "Aha i Ty sama już nie wiesz co robić"

- "No właśnie"

- "A gdybyś powiedziała im tak: to zobaczmy jak nam będzie razem, sprawdzimy-dobra? Jak będziecie chciały pogadać same to mi powiecie-ok?"

- "No może..."

A więc widzę, że to jest dla mojego dziecka trudne. Nowe wyzwania, bywają owiane obawą i nie chodzi o to by się nie bać, lecz by pomimo lęku działać.

No to mówię dalej:

"Wiesz, ja czasami tak mam, że sobie coś myślę, a potem okazuje się, że w rzeczywistości jest inaczej. Wydaje mi się, że warto je zapytać, co chcą robić i czy mogłabyś się przyłączyć i nie wierzyć swoim myślom, zwłaszcza takim jak na przykład, że moje koleżanki mnie nie lubią."

Czasami dzieci zaczynają wierzyć swoim myślom, nie pytają, nie wychodzą z inicjatywą. Co tam dzieci, ja też tak miewam, że nie podejmuję mnóstwa wyzwań, bo lepiej nie ryzykować, nie narażać się na odrzucenie, bo z góry to zakładam. A gdybym założyła, że z ciekawością zapytam: jeśli ktoś zechce spełnić moją prośbę to super, jeśli nie to znajdę inny sposób na poradzenie sobie.

MOTYWOWANIE DO DZIAŁANIA

Mogę jeszcze dodać:

 "Widzę, że to Cię bardzo smuci, bo bardzo chcesz się z nimi przyjaźnić. Wiesz, warto próbować z uśmiechem do nich wychodzić, starać się się pytać co one chcą i wierzyć, że albo one się z Tobą zaprzyjaźnią albo poradzisz sobie i znajdziesz inny sposób na świetną zabawę. Najwięcej zależy właśnie od Ciebie! Sprawdź jak to dla Ciebie będzie. Chętnie z Tobą o tym znowu porozmawiam."


poniedziałek, 30 marca 2015

Klimatyczne miejsce i relacje pełne akceptacji

Piszę tak prawie na świeżo, by podzielić się refleksjami i tym, co w sobie zauważam, po ostatnim empatycznym spotkaniu o "konfliktach w rodzeństwie". To był weekend pełen wrażeń.

Sobotni empatyczny dzień wśród mam, codziennych zmagań rodzicielskich, w kręgu własnych uczuć i potrzeb, które doskonale się ujawniają w chwili, kiedy przychodzi nam wzrastać w rodzinie, wśród dzieci i bliskich relacji.

To ciepłe spotkanie odbywało się w bardzo klimatycznym miejscu, w otoczeniu sztuki i artystycznego gustu, gdzie bardzo blisko do ogniska domowego ciepła i "Żyrafich relacji", co nawet przypominały nam dwie Żyrafy:
Żyrafy ze Studia Home Made Tatoo

Wnętrze studia Home Made Tatoo w Bielsku Białej, bo tam odbyły się sobotnie warsztaty, to miejsce z duszą i pasją, wypełnione ręcznie plecionym dywanem i serwetkami, własnoręcznie szytymi poszewkami na poduszki, wypełnione kolorowymi dodatkami, zdjęciami, projektami, obrazami i rzeźbą. Byłam i jestem nadal tym zachwycona. Moja potrzeba piękna została zaspokojona.

Miejsce i klimat tak przytulny, że powstał pomysł, by spotykać się tam częściej. Zdjęcia ze strony tylko po części odzwierciedlają magię tego miejsca. Zajrzyjcie tam koniecznie, może przy okazji następnego naszego spotkania. Zobaczcie jak tam jest tutaj

By poczuć jak jest,warto po prostu być. Dla mnie jest to zazwyczaj okazja do bycia głęboko ze swoimi uczuciami i potrzebami. Otwieram się wtedy na uczucia i potrzeby innych, zwłaszcza uczestników, choć i przy okazji dostrzegam coś w swoim życiu. Tym razem, poza naładowaniem baterii, uruchomiłam w sobie uważność na życie i na to, co ono niesie. Pojawiła się akceptacja, ufność i zgoda. To z kolei daje mi gotowość do działania, bo wiem, że z samej wiedzy jeszcze nic nie wynika. Warto po prostu działać, sprawdzać, próbować....co chwilę, nieustannie, codziennie!

Jeśli teraz sobie z czymś nie radzę, to wcale nie znaczy, że mam już pozamiatane! Mogę sobie z tym poradzić, mam w sobie gotowość na zmianę, otwartość do rozwoju i chęć do słuchania i uczenia się.

Mam też Boga, który mnie wspiera i daje łaski. Z Nim wszystko jest możliwe!

Dziękuję Agata za to, że jesteś, za Twoją obecność na spotkaniu i za to miejsce!

Dziękuję Agnieszko! Za Twoją żywą obecność!

Dziękuję Kasiu! Za Twoją autentyczną obecność!

Dziękuję Maju! Za Twoją szczerą obecność!

Dziękuję Wam tak po prostu, że byłyście: prawdziwe, wzbogacające moje życie, aktywne i że stworzyłyśmy relację bliską i pełną akceptacji.

Była MOC!!!

środa, 18 lutego 2015

Od serducha...na walentynki, właśnie dziś

Doświadczyła dziś bardzo nieoczekiwanej radości, ofiarowanej prosto od serca syna mego, już jutro 8-letniego! No i chcę się tą radością dzielić z Wami, świętować, wydłużyć to co czuję.

Pyta mnie rano syn:

"Mamo, a mogłem sobie zabrać złotówkę?"
Zabrał wczoraj a pyta, rzecz jasna, po fakcie, co akurat wcale mną nie wzruszyło. Mamy takie pudełko na drobniaczki, z którego w razie potrzeby można coś zabrać i dzieciaki zawsze pytają, czy mogą, choć, jak widać, czasami z opóźnieniem. No ale nie o tym chcę pisać.

Odpowiadam więc synowi:

"Jasne, że mogłeś. A chciałeś sobie coś kupić?"
Syn: "no tak, bo wiesz, kupiłem sobie coś na Walentynki" Ja wiem, że one były kilka dni temu, ale to nic, kupiłem dzisiaj"
Ja: "aha" ps. (ja usłyszałam, że on sobie coś kupił na Walentynki, a on powiedział "Tobie")
Syn: "a Ty lubisz lizaki"
Ja: "nie, nie bardzo"
Syn: "aha, no tak, to ja idę dać tego lizaka do Twojej szufladki, tam już masz jednego od taty"

I tu nastąpiło OLŚNIENIE "mało uważnej" matki ;)Przecież ten lizak jest DLA MNIE

Mówię więc:
"czekaj, czy Ty tego lizaka kupiłeś dla mnie?"
"Tak"

"aha, a to chodź tu do mnie, bo to jest dla mnie ważne, doceniam to i widzę, że to dla Ciebie też jest ważne! Ależ się wzruszyłam, aż łzy mi do oczy napłynęły. Dziękuję Ci bardzo! Ach, dając mi tego lizaka, chcesz, żebym wiedziała, że jestem dla Ciebie ważna?"

"Tak" i pojawił się na jego buzi taki błogi uśmiech.

"Wiesz, cieszę się, że mi go dałeś, bo on przypomina mi moje dzieciństwo. Kiedy ja byłam dzieckiem w sklepach były właśnie takie lizaki. Bardzo się wzruszyłam."

I były uściski, przytulaki i w ogóle milaśnie!!!


piątek, 13 lutego 2015

Zamień etykiety i oceny na żywy kontakt

Dziś wpis krótki z linkiem do artykułu, który napisałam dla http://beskidzkamama.pl/

o ocenach,etykietach, uczuciach

Na życzenie jednej z czytelniczek tego portalu.

Bardzo chętnie napiszę coś na Wasze życzenie. Piszcie w komentarzach lub na Facebooku albo bezpośrednio do mnie na:

kasia@czarnota.eu

CO WAS INTERESUJE?

a oto link do artykułu:

ZAMIEŃ OCENY I ETYKIETY NA ŻYWY KONTAKT