Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 marca 2021

Warsztaty on-line organizowane przez Fundację Braci Golec

Fundacyjny Klub Rodzica działający w ramach Fundacji Braci Golec zaprasza do udziału w warsztatach on-line

"Jak zmotywować mózg?"



DZIŚ! PIĄTEK 19.03.2021r. godz. 17:00 - 20:00
Na spotkaniu przyjrzymy się mózgowi od strony motywacji do działania. Sprawdzimy gdzie tkwi istota różnicy między motywacją zewnętrzną, a wewnętrzną. Sprawdzimy co wspiera tą drugą, a co jej przeszkadza.
Rodzice będą mogli przyjrzeć się "NIE" swojemu dziecka wobec obowiązków domowych i szkolnych z poziomu tego, co zachodzi w mózgu i czego potrzebuje mózg, by powiedzieć "TAK" temu co trudne, nudne, mozolne itp
__________________________________________________________
Zapisy:
Wybierz sposób, w jaki chcesz dołączyć do wydarzenia:
1. Dołącz przez stronę internetową: https://fundacjabracigolec798.clickmeeting.com/jak...
2. Dołącz przez aplikację mobilną:
ID wydarzenia: 773-391-135
Dostosuj czas startu do swojej strefy czasowej: http://www.clickmeeting.com/converter/773391135
_____________________________
Warsztaty poprowadzi Monika Szczepanik. Trenerka NVC
W Porozumieniu bez Przemocy zakochała się od pierwszego wejrzenia, ze wzajemnością. Pomaga ludziom być w kontakcie z sobą i innymi. Towarzyszy im w drodze. Pracuję z parami, rodzinami, nauczycielami, liderami organizacji biznesowych, administracyjnych i społecznych. W swojej pracy korzysta z narzędzi, które sama wypróbowała i o których sensie jest głęboko przekonana. Czerpię inspirację z wielu źródeł. Korzysta z podejścia Jespera Juula (Family Lab), IFS (Internal Family Systems-Systemu Wewnętrznej Rodziny), praktyki uważności, focusingu i pracy Brene Brown.
_____________________________________________________________
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030

środa, 14 października 2015

Mamo. Nie lubię, kiedy...

Czasami warto sobie przypomnieć wartości, którymi chcę żyć. Wydaje mi się, że kiedy dzień zacznę od takiego nastawienia się na otwartość, życzliwość, bycie darem dla drugiego, na odpowiedzialną miłość to potem jest mi łatwiej, no przynajmniej na kilka chwil, godzinę, dwie, może nawet cały dzień. Takie ładowanie baterii konieczne jest nawet kilka razy w ciągu dnia. Bywa, że coś przeczytam lub usłyszę, co właśnie mi przypomina, o tym co jest dla mnie ważne i czym się chcę kierować.
Wówczas....

UCZĘ SIĘ POKORY

Czyli otwartości na usłyszenie, zobaczenie własnej słabości i gotowości do podjęcia zmiany na lepsze - małymi krokami.

Jeśli więc coś nie idzie, np. relacje z dziećmi czy mężem się nie układają tak jakbym chciała, to szukam odpowiedzi na pytanie o co chodzi. Czytam, serfuję, słucham różnych konferencji, pytam innych jak sobie radzą. To mnie otwiera na różne strategie i później łatwiej jest mi usłyszeć, na przykład ośmioletniego chłopca, którego jestem mamą.

A usłyszałam od niego:

"Mamo, nie lubię, kiedy tak do mnie mówisz"

Odpowiedziałam mu:

"Dzięki, że mi to mówisz. Czasami się zapominam i robię coś, czego wcale robić nie chcę" 

(to znacznie lepsze niż zwykłe przepraszam, albo, co gorsza, upomnienie dziecka, że tak nie wolno się do mamy zwracać)

Wracam wtedy rutynowo do działania z autopilota: bez namysłu, bez świadomości, z łatwością sięgając po to, co pierwsze się podpowiada. Są to rzeczy narosłe we mnie przez lata. Zachowania, które skupiają się na udowadnianiu RACJI, a nie budowaniu RELACJI. Bo budowanie relacji wymaga ode mnie czasami wysiłku, choć nie zawsze. Są we mnie też takie rutyny, które te relacje doskonale budują, których zdążyłam się nauczyć, choć stosuję je od nie dawna. To, co nowe, wymaga powtarzania, cierpliwości i życzliwości.

O RODZICIELSKICH KAZANIACH

Dlatego jestem wdzięczna, za to, co usłyszałam od syna. To bardzo mi pomaga hamować się w narzekaniu, marudzeniu, upominaniu. Czasami wystarczy też mina dziecka, któremu, w dobrej przecież wierze, prawię kazanie. Jak trudno jest się powstrzymać. Dzięki, że jest mowa ciała, które bez słów mówi:

"Mamo, nie lubię, kiedy tak mówisz"

Jako dziecko bardzo tych kazań nie lubiłam i nadal za nimi nie przepadam, choć teraz sobie z nimi radzę. Jeśli więc mam ochotę prawić kazani i nawet jestem w trakcie, to dziś już potrafię się zatrzymać, przestać gadać a zacząć myśleć co zrobić, by było mi i im łatwiej. Co ja mogę zrobić, jak zmienić daną sytuację, a nie drugiego człowieka. Jak ja mogę zmienić swoje zachowanie? Jak wzbogacić relację z drugim: z mężem czy z dzieckiem. Co zrobić takiego, co mi da radość i wzbogaci drugiego?

POD GÓRKĘ



Bywa jakby pod górkę - ciężko i męcząco. Dobrze, że choć widok z góry może być imponujący. Dlatego próbuję....Czasami popełniam błędy i znów coś modyfikuję, poszukuję i znów próbuję. Coś działa dzień, dwa, czy tydzień i zaczyna się wszystkim nudzić, więc znów poszukuję i próbuję, starając się przy tym cieszyć tym, co mnie spotyka, lub przynajmniej przyjmować to, co trudne, by wyciągnąć z tego maksimum korzyści. Bo warto i już.

środa, 1 lipca 2015

Ty nie prosisz tylko rozkazujesz!

Skąd wiem, czy moje słowa to prośba, czy już żądanie?



Po pierwsze: po mojej reakcji na usłyszane NIE
Po drugie: po reakcji proszącego

Tak ostatnio mam pod górkę z samą sobą. Dużo chcę no i żądam, nie chcę słyszeć NIE, ZARAZ, ZA CHWILĘ, POTEM, NIE TERAZ. A kiedy żądam, to jest mi jeszcze trudniej, bo tym bardziej nie dostaję tego, czego potrzebuję i błędne koło się zamyka. Potrzebuję pomocy, współpracy, wspólnej troski o dom, o porządek, dbałości, czystości. Przy dużej rodzinie, taka potrzeba jak porządku, czystości i spokoju często jest niezaspokojona. Chcę o nią prosić, a nie żądać jej, bo zależy mi też na szacunku, jakim pragnę darzyć moje dzieci i męża. Bo zależy mi na życzliwości,trosce i wzajemnym braniu się pod uwagę.

No ale jak już pisałam wyżej, nie prosiłam a żądałam. Czuję to ostatnio dość często, a więc wyskakuje ze mnie rutyna, sięganie po wyuczone, automatyczne reakcje, trochę nieświadomie, co wcale mnie nie usprawiedliwia. W ogóle tego nie zauważyłam, że sama sobie w kolano strzelam, że to ja jestem nieszczęśliwa, że to ja chodzę sfrustrowana, że to mnie jest ciężko i nie mam pojęcia co się dzieje.

Na szczęście Bóg otworzył mi oczy i posłużył się do tego niespełna trzyletnią siostrzenicą. A historia była taka:

Sfrustrowana porozrzucanymi w przedpokoju butami krzyczę, udając, że proszę:

"Proszę tu przyjść i powkładać buty do szafki"

 Najstarsza latorośl, zajęta czymś, wychyla się z pokoju i mówi: "za chwilę tylko...."

Nie zdążyła dokończyć, kiedy rozwścieczona "matka wariatka" krzyczy: (na szczęście nie z całą mocą-albo tak jej się wydaje)

"nie za chwilę, tylko teraz" - toż to ewidentny rozkaz. Cud, albo wstyd, że przyszli to posprzątać! Przyszła też i ta trzylatka, która akurat była u nas z wizytą i do której ten komunikat nie był wysyłany, bo czasami, a może i zawsze, mam w sobie takie podejście, że gościom to butów nie będę rozkazywać sprzątać, ale własnym dzieciom to jak najbardziej. Aż wstyd o tym pisać! No i ten najmłodszy, zastraszony najwyraźniej uczestnik całej akcji, popatrzył na mnie przerażonymi oczami i włożył buciki do szafki. Już mnie zaczęło sumienie ruszać, że być może za ostro, że obciach straszny, bo wrzeszczę jak potrzepana, bo rozkazuję i w ogóle nie mam zamiaru prosić i niechby ktoś, to znaczy moje dzieci oczywiście, bo nikt inny, spróbuje powiedzieć NIE.

Nagle wchodzi z wizytą koleżanka córki i zdejmuje buty. Nasza bohaterka, trzylatka, zabiera buty koleżanki i mówi:

"tu nie. Siosia wrrrr" i na jej twarzy pojawia się mina złowrogiego lwa. Po czym buty koleżanki trafiają do szafki.

Nic dodać nic ująć. Podsumowała mnie kapitalnie i dzięki jej za to, bo teraz widzę dość jasno, że wcale nie prosiłam, a żądałam, a moje dzieci mają już tego serdecznie dość.

Nie przestanę prosić. Przestanę żądać. Zacznę wyrażać siebie, do znudzenia własnego, albo wpadnę na jakiś inne, kreatywny, szanujący sposób dialogowania. Coś czuję, że czeka mnie moc pracy, nad sobą, swoim mówieniem, wychowywaniem siebie - jak dostać to, czego potrzebuję, nie uciekając się do gróźb?

To, co już kiedyś działało: zmiana własnego myślenia! Dzieci nie robią mi na złość tymi butami. Zwyczajnie zapominają. Czasami tak jak ja, mają zajęte ręce i nie są w stanie włożyć od razu butów do szafki, a potem coś ich pochłania i buty zostają na podłodze. Czasami, tak jak ja, są zmęczeni i nie mają siły ich schować. Innym razem zwyczajnie się im nie chce - jak mnie. I tyle. i ja nie jestem idealna. I ja zapominam - wczoraj na przykład zapomniałam zabrać z podwórka swoich ubrań: bluzy, koszulki, rękawiczek ogrodowych.Wszystko na noc zostało na płocie. Na szczęście nie padał deszcz. Dzieci też zapominają, tyle, że im bym powiedział: "no jak zwykle, znowu zapomniałaś, no jak mogłaś, a jakby zmokło?" Dziś już tak nie mówię. Buduję w swojej głowie nowe zdania: "aha, no zdarzyło się i tyle" i nie mam do nich, ani siebie żalu, czy pretensji. To pokazuje mi, że ani oni, ani ja nie musimy być idealni. Możemy każdego dani stawać się lepszymi, rozwijać się, pracować nad sobą, zmieniać to co niszczy na to co buduje.

Nie mówię im przepraszam. Mówię:

"Hmm, kiedy tak wrzeszczałam o te buty, to było wam smutno, a może nawet się wściekaliście, bo chcecie bym zwyczajnie poprosiła i wzięła pod uwagę to,co akurat robicie, bym może poczekała, bym przypomniała, bo czasami się zapomina?"

"Nooo"

"No cóż, teraz to widzę i zależy mi na tym, by prosić tak, by was szanować. Czasami mi nie wychodzi."

Nic. Cisza. Robią swoje, a mnie jest na sercu lżej, bo z pokorą się czegoś nowego o sobie dowiedziałam i mam szansę na zmianę na lepsze.

czwartek, 8 stycznia 2015

Zmiana na wiosnę, choć do wiosny jeszcze daleko

Za oknem zima, śnieg i przeraźliwy wiatr, który wygrywa swoje melodie w zakamarkach i kratkach wentylacyjnych.
A u mnie w sercu wiosna i gotowość do zmiany i rozwoju. Czuję moc i energię.Czuję, jakbym się na nowo rodziła do życia i działania. U mnie już wiosna.

Co dało mi takiego pałera?

Świadomość gotowości do zmiany i rozwoju. Ona kiełkowała, powoli rosła, czasami ktoś ją podlał, odsłonił chmury, wpuścił słońce, aż w końcu dojrzała.

Były i ciągle są osoby, które wskazują drzwi, pokazują drogę. Widzę je i tylko ode mnie zależy czy podejmę wyzwanie, by wejść na drogę zmiany. A więc wchodzę. Chcę żyć świadomie, być blisko drugiego człowieka, być w bliskiej i prawdziwej relacji. Pomaga mi w tym branie udziały w warsztatach rozwojowych. Jestem wówczas w empatycznym środowisku i nauka jaką z tego czerpie ładuje moje baterie na długo. Jak to z bateriami bywa, wyczerpują się, a więc warto co jakiś czas je naładować. Czasami wystarczy odpowiednia lektura, wysłuchanie budującego wywiadu jak na przykład tego:

POSŁUCHAĆ MOŻNA TUTAJ

czy poczytanie czegoś, co da nam wsparcie.

Oczywiście jeśli tylko możliwe, to największą wartość daje bezpośrednia rozmowa z umiejącą słuchać i dającą wsparcie osobą. I takich osób warto szukać i prosić je o dialog, o słuchanie, o empatię.

Dziś czuję wdzięczność za obecność tych osób. Są takie, które nawet nie wiedzą, że wpływają na mój rozwój. Są takie, które po prostu chcą być przy mnie, którym zależy na relacji ze mną, na współpracy, na byciu blisko. Taką osobą jest Marzena Kopta. To ona pokazała i otworzyła drzwi. Zaprosiła do współpracy,z reszta,  nie pierwszy raz. Owocem tego zaproszenia będzie empatyczne spotkanie o złości, które poprowadzę już 21 lutego w Gliwicach. Jak sam opis wskazuje, będzie to EMPATYCZNE SPOTKANIE O ZŁOŚCI, będę się dzielić swoją wiedzą, doświadczeniem, będę słuchać, tych, którzy tego potrzebują, będę starała się dawać EMPATIĘ.

Już się cieszę na to spotkanie! Na prawdę moc radości w serduchu mam.

A zanim się z Wami spotkam, to będę na spotkaniu w FILOMACIE, na którym posłucham o poczuciu winy, a warsztaty poprowadzi Agnieszka Pietlicka, certyfikowana trenerka NVC

poniedziałek, 15 grudnia 2014

ZATRZYMAĆ SIĘ, pomyśleć

Co skłania dzieci do współpracy?

Przychodzi mi do głowy wiele sposobów na to, by skłonić dzieci czy też innych do współpracy. Nie mam zamiaru dziś ich podawać, nie chcę nikomu dawać rad, bo nie czuję się na siłach. Nie mam patentu na to, co działa w relacjach z drugim człowiekiem. Mogę jedynie opowiedzieć o sobie. O tym, co mnie ostatnio skłoniło do współpracy i co przyszło mi z ogromną łatwością, czyli to ja tego chciałam, to wyszło z głębi mojego serca.

Mogę więc śmiało powiedzieć, że nikt mnie do niczego nie skłonił.

Czułam totalną wolność w podejmowaniu decyzji i mam przekonanie, że to wyszło ode mnie i decyzja o współdziałaniu została podjęta przeze mnie zanim padło pytanie od drugiego człowieka, czy chcę się w to włączyć.

Ja więc odnalazłam w swoim sercu chęć działania. Poczułam się wolna w podejmowaniu decyzji, bo to tylko w mojej głowie rodzą się ograniczenia. Bo nikt nie może być odpowiedzialny za to, co tam się dzieje, tylko ja sama.
Potem przyszła propozycja i w konsekwencji został podjęty pierwszy krok.

Co więc było tym kluczem do podjęcia działania.

100% WOLNOŚĆ

"WIELKIE MYŚLI RODZĄ SIĘ W SERCU"


Przekładając to na relację z moimi dziećmi, to czasami się zdarza, że w mojej głowie są myśli, które wyrażają zgodę na odmowę. One są TYLKO W GŁOWIE, nie w sercu. Wiem, że warto założyć, że ktoś nie chce zrobić tego, co ja akurat teraz chcę. Jednocześnie wiem, że w sercu nie zawsze daję im zgodę na odmowę. Nie daję im więc wolności. Moje serce tak bardzo chce ich skłonić, bo ja potrzebuję ich pomocy, bo nie widzę innej drogi, innego sposobu, bo są myśli typu "warto by pomagali, by to zrobili, bo to jest ważne, bo chcę im coś przekazać, czegoś nauczyć, bo chcę by wykorzystywali swoje talenty itp.Bo mam już gotowy obraz na to jacy inni mają być. I to powoduje, że intencja przekazu jest inna niż komunikat.

Mówię im: "jak chcesz to pomóż" i na poziomie świadomym daję im wolną rękę.
Moja intencja jest jednak inna. Nie potrafię jej ukryć. W głębi serca chcę czegoś zupełnie innego. Sama siebie oszukuję, a oni to wyczuwają, instynktownie, podświadomie i nie spełniają mojej prośby.

BO W SERCU NIE BYŁO WOLNOŚCI i zgody na odmowę. Nie zrobiłam tego świadomie. Uświadomiłam sobie to po fakcie. Niestety często mi się to zdarza. Widzę to zazwyczaj wtedy, kiedy brakuje współpracy, kiedy kontakt się sypie, kiedy dziecko mówi "nie chce", zatyka uszy i zamyka serca. Odpowiada tym, co dostał ode mnie. To ja zamknęłam swoje serce, nie będąc szczerą wobec siebie, nie zaglądając w prawdzie w to, czego potrzebuję i udając coś. No bo jak tu nie udawać, skoro się nie wie, o co nam chodzi.

Takie sytuacje są dla mnie po to, by się ZATRZYMAĆ, pomyśleć, pobyć z samą sobą. Oczywiście stawanie w prawdzie nie jest przyjemne.Zobaczenie swojej drogi, która nie doprowadziła mnie tam, gdzie zdążałam powoduje smutek. To,co mi pomaga nie utonąć w poczuciu winy, to myśl, że to doświadczenie jest darem, który mnie wzbogaca i sprawia, że życie staje się lepsze, zarówno dla mnie jak i ludzi będących obok mnie. Mogę się więc, po chwili refleksji, czasami otoczonej smutkiem i łzami, na prawdę cieszyć i iść dalej do przodu z zaufaniem i wiarą na lepsze jutro. I to nie koniec mojej zmiany. Życie trwa i czeka mnie mnóstwo niespodzianek pod tytułem: jest inaczej niż myślisz. Może nawet pisząc to też jestem w błędzie. Jeśli tak, to ok, to mam nadzieję, że będzie okazja to kiedyś zobaczyć i zmienić.

Dzięki wdzięczności i radości z trudnych doświadczeń uczę się ufności. Ona daje mi wewnętrzny pokój i wiarę w to, że cokolwiek się stanie dzieje się w ostateczności dla mojego najwyższego dobra.

Jeśli mam w sobie zaufanie, że znajdę sposób, że znajdę inne rozwiązanie, wówczas mogę dać WOLNOŚĆ sobie i drugiemu.

I dzieciom też rodzą się W SERCU WIELKIE MYŚLI jeśli tylko obdarzymy ich Z SERCA WOLNOŚCIĄ! 

Jeśli one czują tą wolność w swoim sercu, bo mnie się może wydawać, że daję wolność, a odbiór może być inny. Ja mogę oczywiście powiedzieć trudno, nie mam na to wpływu. Mogę też podjąć rozmowę z dzieckiem. Mogę się o niego zatroszczyć, dostrzec to, co dziecko czuje, zastanowić się dlaczego wybrał takie a nie inne zachowanie. Bo odmowa, bo "NIE", wcale nie oznacza końca. To może być dla mnie początek dialogu, jeśli chcę, mam siłę, czas i przestrzeń do wejścia w dialog. Nie zawsze jest to możliwe. Czasami po prostu wybieram coś innego, co też zaspakaja jakieś potrzeby. Dziś coraz częściej mam w sobie zaufanie, że znajdę jakieś inne rozwiązanie i dzięki temu łatwiej jest mi z serca z siebie na jakiś czas zrezygnować, odłożyć to, czego potrzebuję na później i nie bać się, że to jest całkowita rezygnacja. Nie muszę się już denerwować, że jestem na samym końcu.

Myślę sobie jednocześnie, że to nie jest takie łatwe, że czasami się zdarz, że ludzie miewają tak trudne sytuacje, że zwyczajnie nie mają już na nic siły, nie widzą nadziei i ogarnia ich bezsilność. Takie więc moje pisanie i dzielenie się tym, jak ja to widzę może bywać denerwujące.

Czasami sobie myślę, że pewno nie mam pojęcia o tym, jak to innym może być niesamowicie ciężko. I czuję smutek, bo zwyczajnie fajnie by było, by każdy znalazł pomoc, mógł odzyskać nadzieję i czuć się wspieranym. By nikt nie czuł się samotnym. Hmmm....

sobota, 22 marca 2014

Czy ja wiem, co czuję?

Czy ja wiem, co czuję? Ile jest uczuć? Co się ze mną dzieje?
Czy ja się tylko denerwuję, złoszczę, cieszę, jestem zadowolona? Jak nazwać to, co się ze mną dzieje? Jak to zauważyć? Kiedy się cieszę, to czy wiem, co robić?

A co robić, kiedy zalewają nas intensywne emocje, czasami mówi się o nich negatywne, trudne? Ja idąc za Marshallem B. Rosenbergiem, mówię, że nie ma złych, ani dobrych emocji. One po prostu są i informują nas o tym, że coś się z nami dzieje.

Zamiast mówić: negatywne

mówię: takie uczucia, które wskazują, że jakieś moje potrzeby są NIEzaspokojone

Zamiast mówić: pozytywne
mówię: takie uczucia, które wskazują, że jakieś moje potrzeby są ZASPOKOJONE

Skąd mam wiedzieć co czuję?

UWAŻNOŚĆ na siebie i drugiego, na otaczający nas świat

OBSERWACJA swojego ciała, swojego wnętrza, swojego oddechu, swoich mięśni, odruchów, tików:

czujesz, że zaczynasz szybciej oddychać?
czujesz wewnętrzne drganie kolan?
czujesz, jakby Ci się wnętrzności trzęsły?
czujesz ścisk w żołądku, gardle?

A może nic nie czujesz? Może masz wrażenie, że jedyne na co Cię stać to położyć się do łóżka i leżeć, spać, zamknąć oczy i o niczym nie myśleć? Czy to objaw totalnej bezsilności, apatii, zrezygnowania???? Czy Twoje ciało daje Ci w ten sposób wyraźny sygnał, że odczuwasz BEZSILNOŚĆ, niemoc?

Czujesz, obserwujesz, jesteś uważna/y na sygnały?

Zauważ je, poddaj się im i zastanów, co Twoje ciało chce Ci powiedzieć. Czego ono i Ty potrzebujecie?

Potrzebujesz:
odpoczynku, działania, efektywności, sensu, wartości, wspólnoty, towarzystwa, akceptacji, wsparcia, zauważenia, wypowiedzenia swoich potrzeb.......?

Nawet już samo uświadomienie sobie UCZUĆ  i POTRZEB i powiedzenie sobie:

"ok, już wiem czego potrzebuję i ufam, że jest mnóstwo sposobów na to, by zaspokoić swoje potrzeby"

może przynieść lekki lub nawet całkowity spokój

Nie muszę mieć tego, czego potrzebuję NATYCHMIAST, ale wiem już CO TO JEST i albo znam sposób, albo na pewno za chwilę wpadnę na odpowiednie rozwiązanie. Wiara i pozytywne myślenie pomaga, mi pomaga.

Pomaga też powtarzanie sobie:

"znam sposób na rozwiązanie swojego problemu, znam sposób na zaspokojenie potrzeb"

Pomaga przypomnienie sobie, że już kiedyś się udało i podążanie za tym uczuciem zadowolenia z przeszłości. Tak, jakbyś już to miał.

Bóg nad Nami czuwa. Kiedy jest Ci trudno, przychodzi do Ciebie, poprzez np. siostrę, która zadzwoni, jakby czuła, że akurat jej potrzebujesz i powie Ci coś, czego potrzebujesz.

Kiedy męczą Cię dręczące myśli - Gemliny, że nie dasz rady, że jest beznadziejnie, że to, czy tamto, to ten KTOŚ ci powie:

"powiedz Swojemu Gremlinowi-spadaj" Bo Ty znasz sposób na wyjście z trudnej sytuacji.

Dziękuję Kamili za "powiedz swojemu Gremlinowi spadaj"

Dziękuję Marzenie, że podesłała mi informacje o szkoleniu u Kamili.

Dziękuję za czas z siostrą i dzielenie się tym, co ważne, co żywe, zwłaszcza po szkoleniu i powiedzenie jej o Gremlinie.

Dzięki Asiu, ze przypomnienie mi o zdaniu: "spadaj Gremlinie".

Dziękuję mojemu mężowi za rozmowy i za osobisty coaching ;-)

Zamartwianie się jest jak modlenie się o coś, czego nie chcesz dostać
JESTEM WDZIĘCZNA ZA WSZYSTKO, CO PRZYNOSI MI ŻYCIE.

środa, 12 lutego 2014

WDZIĘCZNOŚĆ

To jest dawny wpis, umieszczam go dziś tutaj, bo to mój sposób na zadbanie o pewną potrzebę. Potrzebę zmiany, rozwoju.

Wpis z września 2013 (wcześniej był w miejscu, którego już tu nie ma)

WDZIĘCZNOŚĆ jako element Porozumienia bez Przemocy, bo mówi o tym co się czuje i jakich potrzeb to dotyczy. Wdzięczność wzbogaca życie i swoje i drugiego człowieka. 

"Mój dom pachnie dziś, początkiem września 2013, chlebem i pesto.

W głowie jest pełno wspomnień, które są we mnie żywe i dają mi radość.
Czuję wdzięczność za wiele rzeczy, które dziś się zdarzyły:

Za poranne przytulanie z córką i śmiech i żart, jaki mi zrobiła, ukrywając się pod kołdrą. Głównie za to, że podążałam za nią w jej zabawie, choć była już pora wstawania.

Za poranny sprzeciw dziecka, które nie chciało ubrać zbyt szerokich, jego zdaniem, spodni. Poczułam frustrację, no bo tak się starałam znaleźć odpowiednie, potrzebowałam efektywności. Na szczęście czując napływającą złość i uświadamiając ją sobie, pooddychałam, znalazłam jej potrzebę (ona chce się dobrze czuć w tym co zakłada, no przecież ja też!), znalazłam inny sposób na efektywność, współczułam córuchnie, wszak sama jestem jak listewka i wszystkie, ale to wszystkie spodnie rurki są na mnie jak dzwony! Dzięki Ci Boże za tą świadomość. Ona pozwoliła mi popatrzeć na dziecko inaczej i na siebie też. Obdarzyłam się empatią. Czy do jasnej ciasnej nie mogliby szyć węższych tych spodni, by ich zwężać nie trzeba było!!!??? No dobra, gdyby nie to, nie dowiedziałabym się, że to co ważne, to nie spodnie a relacja jaka jest między nami. Szacunek. I słyszę od dziecka, że jak nie chcę, to nie muszę ich zwężać. Wiem.

Wdzięczna jestem za tysiąc drobnych, codziennych spraw.
Za to, że jestem.
Że daję radę i, że czasem nie daję rady i padam na pysk lub odbijam się od ściany, by się obudzić z rutyny działania i zmienić coś w swoim życiu. A kiedy piszę o zmianach, to czuję wdzięczność za obecność na ostatnich warsztatach Moniki Żyrafy, gdzie odkryłam coś nowego, co pozwoliło mi na świeże spojrzenie na siebie samą i relacje z innymi, i teraz jest mi łatwiej i dbam o siebie i swoje potrzeby. Gdy już zadbałam, to napełniłam się energią, uśmiechem, otwartością na tych, przed którymi się na chwilę zamknęłam, bo potrzebowałam być tylko z sobą. I czuję wdzięczność, bo chciałam dać z siebie swoją radość i dałam mały uśmiech, który wystarczył i ten mały 9-letni człowiek to poczuł i powiedział: "ciociu, chyba masz już lepszy humor?" No mam.

I czuję wdzięczność za codzienne wieczorne "zaganianie" moich dzieci do spania, bo dziś się nauczyłam, że to nikomu nie służy. Choć mówię nikt nie słyszy, to znaczy słyszy, wrogość, strach, niepokój, złość, narastającą. Nie krzyczałam, ale moje nastawienie chciało wrzeszczeć i to moje dziecko usłyszała. A więc poprawka. SŁYSZĄ! Bo mowa ciała jest silniejsza i choć słowa były łagodne to nie zgodne z intencją. A intencja, oj aż wstyd się przyznać, chciała porządnie wrzasnąć "nosz kur...de felek do spania natychmiast, bo oszaleję" Ok jeszcze nie wiem na co to zamienię, no może wiem, na bycie z nimi, tak oczywiście, że wiem! Chcę wieczorem wskoczyć w piżamę, usiąść w łóżku z całą trójką i poczytać im "Piaskowego Wilka". Zakochałam się w nim!

I czuję wdzięczność za Piaskowego Wilka, bo on mnie uspokoił, wypowiedział moje i dziecięce uczucia, rozweselił i opowiedział o planecie, na której wszyscy się śmieją a urodziny są codziennie. Oj, jakby mama chciała mieszkać na takiej planecie, gdzie zawsze można się śmiać! Tak, tego teraz potrzebuję: radości, wesołości, świętowania i żartami zaganiania do spania! A moja córa chce być Piaskowym Wilkiem. I wzięłam ją na plecy, oj ciężko było, ja nie całe 50 a ona coś ok 25. Ale dałam radę i usłyszałam: "Ale oni mają fajnie, ja codziennie ich tak noszę!" - nosi, rodzeństwo. Tak rzeczywiście tak jest i kiedy to widzę, to czuję radość, bo potrzebuję między nimi miłości, i oni ją mają!

I czuję wdzięczność, bo dom mój nadal pachnie chlebem, a pesto na jutro się chłodzi w lodówce i choć pranie nie poskładane i pralka z następnym już czeka, to cieszę się tym co mam: posprzątaną łazienką, wytartymi kurzami w jednym pokoju i jutrzejszym wolnym dniem, może znów coś ze swej listy odhaczę. A w sobotę spotkam się z rodzicami innych dzieci i podzielę się tym, co dla mnie ważne, może ja kogoś zainspiruję, a może ktoś będzie moją inspiracją.

Piątek, 20 września, moje urodziny:

Wdzięczność za:

Wcześniejszy powrót męża do domu.
Jesienne bukiety dzieci.
Czas spędzony z bliskimi.
Pamięć, życzenia i cieple słowa od bliskich.
Przytulanie, wysłuchanie, empatię, zabawę i śmiech.
Dzięki za moją uważność i świadomość.
Dzięki za dbanie o siebie!"

A oto komentarze, jakie się wówczas pojawiły:




                

wtorek, 4 lutego 2014

Każdy dzień jest darem

Odkąd jestem blisko uczuć i potrzeb moich dzieci staję się bardziej świadoma na to, co czują inni ludzie obok mnie.

Pierwszy krok, to być świadomym samego siebie. Akceptować i kochać siebie samego i wierzyć w siebie:
że da się radę...eeee co tam, już teraz daję radę, żyję pełną piersią, przejmuję ster życia w swoje ręce, jestem szczęśliwa, zadowolona, kocham życie, jestem odpowiedzialna i co najważniejsze potrafię się śmiać, żartować, radosną zabawą wspierać życie swoje i moich bliskich.

Z moją 91-letnią babcią, chwilowo leżącą, żartuję, i widzę uśmiech na jej twarzy i to jest bezcenne, ten jej uśmiech dodaje mi skrzydeł. I kocham siebie za to, że tak potrafię i swoją miłością wywołuję na jej twarzy uśmiech. I dziękuję Bogu za te chwile. Dziękuję Bogu za ten czas i za babcię. I nie ma tu mowy o jakimś chorym egoizmie. Chodzi o prawo miłości

"kochaj bliźniego swego, jak siebie samego"

Kochając, szanując, akceptując siebie otwierasz się na drugiego! Łatwiej Ci jest dostrzec uczucia i potrzeby, kiedy sam/a jesteś w harmonii ze sobą.



Właśnie sobie przypomniałam, że uśmiech wiele razu ratował "podbramkowe" sytuacje w moim domu, kiedy dzieciaki się między sobą, delikatnie mówiąc, kłóciły. I teraz wiem, że to jest to, co kocham i czym żyję: radością, która może nam towarzyszyć zawsze, jeśli tylko tego chcemy i o tym pamiętamy.

Bo w miłości nie ma lęku.

Kiedy nie boisz się być sobą, kiedy całym sercem czujesz, że to, czym żyjesz, kim jesteś, co robisz jest Twoją świadomą drogą, to nagle się okazuje, że inni obok Ciebie zaczynają Cię wspierać. Pojawiają się ludzie, którzy wzbogacają tą Twoją ścieżkę życiową, że dostajesz to, czego potrzebujesz i Bóg Cię wspiera i pokazuje Ci drogi, którymi możesz iść i mówi Ci co warto robić, by być szczęśliwym tu i teraz i w wieczności.

Znalazłam swoją drogę, powiedziałam ją Panu i zaufałam mu a On sam już działa.
Działa i jest ze mną w każdej chwili mojego życia. Był ze mną w czasie Bożego Narodzenia i razem ze wspomnianą już grupą teatralną odwiedziliśmy DPS w Wilkowicach. I wtedy otworzyły się moje oczy i uszy na młodych ludzi, którzy mnie zachwycili i ujęli moje serce. Dzielę się tym, co ich samych porusza:

Monika z grupy Arbat:

"Pobyt w Domu Pomocy Społecznej wiele dla mnie znaczył. Jadąc tam obawiałam się spotkania z podopiecznymi tego ośrodka, ponieważ wyobrażałam ich sobie jako smutnych ludzi, których każdy dzień jest podobny do poprzedniego. Byłam ciekawa, czy zaakceptują naszą "teatralną bandę". Lecz kiedy tylko weszłam do środka wszystkie moje obawy zniknęły. Od razu poczułam ciepłą i miłą atmosferę, która ogarnęła nas wszystkich. Podopieczni tego ośrodka są naprawdę wspaniałymi ludźmi! Wszyscy z nami żartowali, opowiadali, uśmiechali się, a na pożegnanie życzyli nam wszystkiego, co dobre. Oglądając kronikę, która upamiętniała wszystkie wydarzenia Domu, zauważyłam, że podopieczni mimo swojego wieku i chorób korzystają z życia pełnymi garściami! Myślę, a nawet WIEM, iż wiele nauczyłam się tego dnia, między innymi tego, że każdy dzień jest darem, który powinniśmy wykorzystać w 100%!"

Każdy dzień jest darem :)

poniedziałek, 2 września 2013

Mój rozwój, moja strategia

Dziś zainspirowała mnie pewna blogerka, mama, która zna i zgłębia NVC (Porozumienie bez Przemocy), która obdarzyła moje posty kilkoma komentarzami. Jej słowa, jej blog lovespatient jest mi bliski. Czuję radość, bo moja potrzeba wspólnoty może być zaspokojona, bo choć nadal w dużej mierze poprzez internet, to jednak jest to dla mnie wspólnota. Był też taki czas, kiedy czerpałam wsparcie wyłącznie z bloga Moniki Żyrafy, który tu też polecam! Teraz potrafię odnaleźć, albo mnie odnajdują inni blogerzy i blogerki, do których sięgam po wsparcie, empatię i po zaspokojenie potrzeby wspólnoty.

Wspólnota ludzi, którzy chcą być blisko drugiego człowieka i świadomie do tego dążą, poprzez pozbywanie się ze swych myśli (choć czasami nie jest to takie łatwe):

ocen
osądów
krytyki

a zastępują to:

słuchaniem
byciem blisko
uważnością
empatią

Nie byłoby to uczciwe, gdybym nie wspomniała o tym, że w życiu codziennym jest obok mnie sporo ludzi, którzy ze swej natury postępują i żyją w duchu porozumienia bez przemocy, tak zupełnie intuicyjnie, mają wielkie serca i szeroki pogląd na to, co się wokół nich dzieje. Mają dłuuuugą szyję i sporo widzą i ogromne serca dla ludzi z którymi chcą budować bliskie relacje.

I tak by się rozwijać, by swą i innych (mojej rodziny, bo "strategia" wisi na lodówce) intuicyjną drogę NVC pogłębiać, stworzyłam, pod wpływem chwili zestaw "przypominaczy":

Karteczka "Uśmiechnij się" nie jest rozkazem, bo akceptuję to, że ktoś akurat w chwili jej czytania, może nie mieć powodu do radości, może czuć złość, czy smutek. Dlatego jest też karteczka o akceptacji każdego uczucia, nawet takiego, które może czasami, dla niektórych być trudne, jak np. złość. Wtedy warto dać wyraz i tym trudnym emocjom.

To nie znaczy, że akceptuję każde zachowanie, które się pojawia pod wpływem złości. Nie zgadzam się na krzywdzenie innych czy siebie samego, choć jestem w stanie obdarzyć siebie czy innych empatią i zrozumieniem w sytuacji, kiedy się to zdarzy. Nie czynię więc wyrzutów, nie obwiniam, a szukam i podpowiadam (sobie i innym) co można by zrobić, by nasze życie pod wpływem złości (czy innego uczucia) było bogatsze, by sposoby wypowiadania uczuć nas wzbogacały, by czyniły nasze życie takim, jakim chcielibyśmy by było.

Karteczek chyba będzie więcej!

wtorek, 30 kwietnia 2013

Mali ogrodnicy

Dziś krótko. Polecam coś co sama napisałam, co umieściłam w innym blogu, też moim, a co nadaje się chyba też na blog o rodzicielstwie.

http://wstrefierabatki.blogspot.com/2013/04/mali-ogrodnicy.html

Tak pokrótce dodam, że kiedy czytałam "W głębi kontinuum"Jean Liedloff odniosłam wrażenie, że to takie naturalne, że dzieci włączają się do życia dorosłych, do tego co robimy, jak pracujemy, gotujemy, sprzątamy. Dla dzieci to forma zabawy, a przez to nauka i rozwój i to w formie czysto naturalnej. Wystarczy, że coś piekę a mój syn chce pomagać, kiedy sadzę coś w ogródku też dzieci przychodzą i razem już pracujemy, bawimy się.

Czasem warto też by dorosły przystał na zaproszenie dziecka do świata zabawy, wspólnego biegania, skakania np. na trampolinie, wspólnego żartowania i śmiechu. Kiedy to robię czuję niesamowitą więź z dzieckiem i jednocześnie relaks, choć czasem wyczerpujący fizycznie. I wtedy każdemu nasuwa się myśl: "skąd te dzieci mają tyle energii". Warto by było trochę od dzieci pożyczyć.