Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kłótnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kłótnie. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 lutego 2018

Złość to ostatnia deska ratunku

Dziś na spotkaniu w szkole w Pietrzykowicach porozmawiamy o kłótniach. O kłótniach w rodzeństwie, ale nie tylko.



Spotkanie o kłótniach, za którymi często kryje się złość. Złość to takie uczucie, które mówi nam, że od dłuższego czasu jakaś ważna potrzeba nie jest brana pod uwagę, nie jest nawet zauważana. Człowiek nie czuje się zrozumiany, nikt nie widzi tego, czego bardzo potrzebujesz. Zaczynasz myśleć, że z tobą coś jest nie tak. Czasami nawet mówisz, że jest Ci smutno, przykro, że już nie masz siły na mówienie o tym co się dzieje i czego chcesz. Mówisz, ktoś słucha, ale nie słyszy. Nie bierze na poważnie Twoich słów. A może bierze, ale mówi "a jakoś to będzie, poradzimy sobie." Tylko, że sobie nie radzicie i to, co do tej pory robisz, nie działa. Ból narasta, bezsilność się potęguje, żal osiąga niewyobrażalne rozmiary. Aż w końcu tego wszystkiego jest za dużo i wybuchasz.

I dobrze!!!!

To ostatnia szansa na zajęcie się sobą.
Swoimi uczuciami
Swoimi potrzebami
Pomyśl o sobie
Zadbaj
Podejmij decyzje - SAM - SAMA
Zaryzykuj

Nawet jeśli coś pójdzie nie po Twojej myśli, to zdobędziesz doświadczenia. Twoje własne doświadczenia. Będziesz bogatsza o to, co jest tylko Twoje.

Twoje doświadczenie
Twoje decyzje
Twoje przeżycia
Twoje wspomnienia
Twoje błędy
Twoje próby

Twoje oznacza, że Ty jesteś za to odpowiedzialna. A to dużo zmienia, ponieważ jeśli jest Twoje i ponosisz za to odpowiedzialność i konsekwencje, to nie obwiniasz innych, nie masz do nich żalu, uwalniasz ich, odpuszczasz, czasami ich po prostu zostawiasz.

Zostawiasz ich z ich własnym myśleniem, z racjami, z przekonaniami. Oni mają do tego prawo, by żyć po swojemu. Możesz być wolna. Wolna od przymusu zmieniania innych. Możesz być wolna w swoich przekonaniach, bez konieczności szukania poparcia u innych. Po prostu jesteś jaka jesteś i to jest ok. Nic już nie musisz.

Możesz. Jeśli chcesz i drugi człowiek też chce, to budujecie relację. Bo do tanga trzeba dwojga. Jeśli nie masz partnera do relacji, to zostaw ją.

Zostaw toksyczną relację z drugim człowiekiem i zajmij się sobą. Wzmocnij się, zadbaj o siebie, kochaj siebie, szanuj siebie, troszcz się o siebie.Jak już to zrobisz, to poczujesz taką pełnię, że zechcesz dzielić się nią z drugim człowiekiem.

Wówczas będziesz brał odpowiedzialność za siebie przy jednoczesnej uważności na drugiego. Jakie to jest piękne i wolne.

Jeśli czujesz złość, to po prostu ją czuj, przeżywaj, pozwalaj sobie na nią,ze świadomością odpowiedzialności za wszystko co się za nią kryje. To Twoje POTRZEBY. Nikt ich nie odgadnie, tylko sama. Przyjrzyj się im i zadbaj o nie. Nikt za Ciebie tego nie zrobi. Nie oddawaj swojego życia w ręce innych. Oni mają swoje i swoją odpowiedzialność. Jeśli oddasz swoje życie w ręce drugiego, to potem gwarantuję Ci, że będziesz mieć do niego pretensje, że jest nie tak jak chciałaś, a to nie jego sprawa. To Ty tak wybrałaś, nawet jeśli nie byłaś tego świadoma. Nawet jeśli było Ci to na rękę, to teraz trzeba posprzątać bałagan i w końcu stać się odpowiedzialnym dorosłym. Nie grzeb się w przeszłości. Zajmij się ty co tu i teraz.

Weź swoje życie we własne ręce. Krok po kroku. Każdego dnia do przodu i ciesz się nawet najmniejszymi sukcesami. Nie spiesz się.

środa, 10 lutego 2016

Odbudować relacje

Czasami bywa tak, że rodzeństwo ma ze sobą nie po drodze. Kłócą się, sprzeczają, szturchają, obrażają, a możne nawet biją. Dla nas dorosłych staje się to uciążliwe, bo chcemy by między nimi była zgoda, by panowała harmonia i wzajemny szacunek, no przynajmniej tak w 80%. Zaczynamy się zastanawiać co się dzieje, co sprawia, że akurat teraz jest im trudniej się dogadać. Chcemy im pomóc odzyskać wzajemne bliskie relacje, obudować między nimi kontakt.



Nie, nie tak

Nawykowo więc sięgamy po upominanie, krytykowanie jednego czy drugiego, nakazujemy, by zachowywały się tak jak my chcemy, czyli jak to według nas powinno wyglądać. Cel zaczyna uświęcać środki.Zapominamy, że mamy do czynienia z człowiekiem i wrzucamy go w schemat niemądrego, niedoświadczonego dziecka, które nie wie jak się zachować, dlatego my mądrzejsi rodzice mu powiemy i wyegzekwujemy co trzeba. No i to nie działa. Dzieci kłócą się jeszcze bardziej i w dodatku tracą kontakt z rodzicami, zostają na polu bitwy same, niewysłuchane, niedostrzeżone, nieakceptowane, bezradne.

 
To jak?

Odpowiedź jest prosta i zaraz ją podam. Jednocześnie dodam, że dla mnie samej bywa trudna do zrealizowanie. Trudna, ale wykonalna. Wypróbowałam takie działanie wiele razy i za każdym razem pomogło, co oczywiście i niestety nie skasowało dziecięcych kłótni raz na zawsze. Szkoda! Takie życie - wymaga od rodziców nieustannej kreatywności, która możliwa jest tylko i wyłącznie wówczas, kiedy rodzic potrafi o siebie samego się troszczyć, dbać i nie odstawia siebie i swoich potrzeb na szary koniec.

A więc to, co nam pomaga to zwyczajne słuchanie każdego uczestnika konfliktu. Bycie mediatorem, albo cierpliwym słuchaczem tych awantur. Jasne, że wkraczam gdy dochodzi do rękoczynów. Rozdzielam z troską i miłością, a nie złością, bijące się rodzeństwo. Taki ideał - komu się uda, temu lżej na sercu. Trening czyni mistrza, ale mistrz nie może iść na emeryturę i zakończyć kariery. Nic z tego.

Rodzic mediator

Rodzic mediator powie:

"widzę, że macie jakiś problem. Co się dzieje?"
i słucha jak to jeden przez drugiego wykrzykuje swoje bóle, że:
  • on to zawsze...
  • a ona to nigdy...
  • bo on mnie nigdy nie słucha
  • a ona to zawsze mnie bije
  • to oni na mnie cały czas krzyczą i dlatego ja teraz nie podam jej tego plecaka itd, itp.
Czasami mediator/słuchacz dodaje:

  • aha, jesteś wściekły
  • jest Ci smutno, bo chcesz, żeby Ci pomagano
  • jesteś zły, bo chcesz, żeby mówiono do Ciebie spokojnie
Czekam i słucham, aż wyraźnie się dzieciaki rozluźnią. Zobaczę uchodzące z ciała napięcie, a nawet usłyszę "uff"czy dostrzegę ulgę, bo na przykład zaczną się uśmiechać.

Inny sposób

Zauważyłam, że bardzo pomocne w radzeniu sobie z rodzeństwem bywa wysłuchanie i danie empatii każdemu dziecku z osobna. Znajduję odpowiedni czas i miejsce zapewniające prywatność, by w 100% wsłuchać się w trudne emocje, jakie dzieciaki noszą w sobie i przeżywają w związku z relacjami z bratem czy siostrą. Bywa, że wtedy "wychodzą na jaw" i inne niełatwe sprawy związane na przykład ze szkołą, z kontaktami z kolegami czy inne. Takie wysłuchanie i pozwolenie dziecku na wypłynięcie jak z wulkanu nagromadzonych uczuć i spróbowanie poszukania potrzeb jakie za tymi emocjami są, bardzo wzmacnia dziecko, uspakaja je, daje siłę do pokonywania życiowych trudności. Wówczas kłótnie z rodzeństwem są jakby łagodniejsze. Może nie znikną od razu, ale nie chodzi o to, by zniknęły, choć jest to może marzenie niejednego rodzica, ale o to, by umieć je konstruktywnie rozwiązywać.

Tak więc, to co mogę dziecku dać to:
  1. empatia, słuchanie, akceptacja trudnych uczuć
  2. wspólne poszukanie potrzeb, znalezienie tego, o co dziecku chodzi (czy może chce umieć się z rodzeństwem dogadać, chce, by oni czasami go wysłuchali, pomagali mu itp.)
  3. zainspirowanie do znalezienia sposobu na otrzymanie tego, czego dziecko potrzebuje (no. pytając dziecko czy teraz ma jakiś pomysł co zrobić, a jeśli nie, to można zapytać "a co Ty na to, by ...." i tu dopiero zaproponować nasze rozwiązanie, pamiętając, że dziecko ma prawo go nie zrealizować
 Najważniejsza jest moja obecność i szczera chęć wysłuchania, nawet jeśli nie znajdziemy od razu rozwiązania, to dziecko wie, że jest dla mnie ważne ze wszystkim co czuje i czego potrzebuje. Samo dostrzeżenie jego przeżyć i potrzeb jest bardzo dla niego ważne. Na dany moment ważniejsze niż konkretne rozwiązanie. Na sposoby i strategie może przyjść czas ciut później.

środa, 14 października 2015

Mamo. Nie lubię, kiedy...

Czasami warto sobie przypomnieć wartości, którymi chcę żyć. Wydaje mi się, że kiedy dzień zacznę od takiego nastawienia się na otwartość, życzliwość, bycie darem dla drugiego, na odpowiedzialną miłość to potem jest mi łatwiej, no przynajmniej na kilka chwil, godzinę, dwie, może nawet cały dzień. Takie ładowanie baterii konieczne jest nawet kilka razy w ciągu dnia. Bywa, że coś przeczytam lub usłyszę, co właśnie mi przypomina, o tym co jest dla mnie ważne i czym się chcę kierować.
Wówczas....

UCZĘ SIĘ POKORY

Czyli otwartości na usłyszenie, zobaczenie własnej słabości i gotowości do podjęcia zmiany na lepsze - małymi krokami.

Jeśli więc coś nie idzie, np. relacje z dziećmi czy mężem się nie układają tak jakbym chciała, to szukam odpowiedzi na pytanie o co chodzi. Czytam, serfuję, słucham różnych konferencji, pytam innych jak sobie radzą. To mnie otwiera na różne strategie i później łatwiej jest mi usłyszeć, na przykład ośmioletniego chłopca, którego jestem mamą.

A usłyszałam od niego:

"Mamo, nie lubię, kiedy tak do mnie mówisz"

Odpowiedziałam mu:

"Dzięki, że mi to mówisz. Czasami się zapominam i robię coś, czego wcale robić nie chcę" 

(to znacznie lepsze niż zwykłe przepraszam, albo, co gorsza, upomnienie dziecka, że tak nie wolno się do mamy zwracać)

Wracam wtedy rutynowo do działania z autopilota: bez namysłu, bez świadomości, z łatwością sięgając po to, co pierwsze się podpowiada. Są to rzeczy narosłe we mnie przez lata. Zachowania, które skupiają się na udowadnianiu RACJI, a nie budowaniu RELACJI. Bo budowanie relacji wymaga ode mnie czasami wysiłku, choć nie zawsze. Są we mnie też takie rutyny, które te relacje doskonale budują, których zdążyłam się nauczyć, choć stosuję je od nie dawna. To, co nowe, wymaga powtarzania, cierpliwości i życzliwości.

O RODZICIELSKICH KAZANIACH

Dlatego jestem wdzięczna, za to, co usłyszałam od syna. To bardzo mi pomaga hamować się w narzekaniu, marudzeniu, upominaniu. Czasami wystarczy też mina dziecka, któremu, w dobrej przecież wierze, prawię kazanie. Jak trudno jest się powstrzymać. Dzięki, że jest mowa ciała, które bez słów mówi:

"Mamo, nie lubię, kiedy tak mówisz"

Jako dziecko bardzo tych kazań nie lubiłam i nadal za nimi nie przepadam, choć teraz sobie z nimi radzę. Jeśli więc mam ochotę prawić kazani i nawet jestem w trakcie, to dziś już potrafię się zatrzymać, przestać gadać a zacząć myśleć co zrobić, by było mi i im łatwiej. Co ja mogę zrobić, jak zmienić daną sytuację, a nie drugiego człowieka. Jak ja mogę zmienić swoje zachowanie? Jak wzbogacić relację z drugim: z mężem czy z dzieckiem. Co zrobić takiego, co mi da radość i wzbogaci drugiego?

POD GÓRKĘ



Bywa jakby pod górkę - ciężko i męcząco. Dobrze, że choć widok z góry może być imponujący. Dlatego próbuję....Czasami popełniam błędy i znów coś modyfikuję, poszukuję i znów próbuję. Coś działa dzień, dwa, czy tydzień i zaczyna się wszystkim nudzić, więc znów poszukuję i próbuję, starając się przy tym cieszyć tym, co mnie spotyka, lub przynajmniej przyjmować to, co trudne, by wyciągnąć z tego maksimum korzyści. Bo warto i już.

środa, 1 lipca 2015

Ty nie prosisz tylko rozkazujesz!

Skąd wiem, czy moje słowa to prośba, czy już żądanie?



Po pierwsze: po mojej reakcji na usłyszane NIE
Po drugie: po reakcji proszącego

Tak ostatnio mam pod górkę z samą sobą. Dużo chcę no i żądam, nie chcę słyszeć NIE, ZARAZ, ZA CHWILĘ, POTEM, NIE TERAZ. A kiedy żądam, to jest mi jeszcze trudniej, bo tym bardziej nie dostaję tego, czego potrzebuję i błędne koło się zamyka. Potrzebuję pomocy, współpracy, wspólnej troski o dom, o porządek, dbałości, czystości. Przy dużej rodzinie, taka potrzeba jak porządku, czystości i spokoju często jest niezaspokojona. Chcę o nią prosić, a nie żądać jej, bo zależy mi też na szacunku, jakim pragnę darzyć moje dzieci i męża. Bo zależy mi na życzliwości,trosce i wzajemnym braniu się pod uwagę.

No ale jak już pisałam wyżej, nie prosiłam a żądałam. Czuję to ostatnio dość często, a więc wyskakuje ze mnie rutyna, sięganie po wyuczone, automatyczne reakcje, trochę nieświadomie, co wcale mnie nie usprawiedliwia. W ogóle tego nie zauważyłam, że sama sobie w kolano strzelam, że to ja jestem nieszczęśliwa, że to ja chodzę sfrustrowana, że to mnie jest ciężko i nie mam pojęcia co się dzieje.

Na szczęście Bóg otworzył mi oczy i posłużył się do tego niespełna trzyletnią siostrzenicą. A historia była taka:

Sfrustrowana porozrzucanymi w przedpokoju butami krzyczę, udając, że proszę:

"Proszę tu przyjść i powkładać buty do szafki"

 Najstarsza latorośl, zajęta czymś, wychyla się z pokoju i mówi: "za chwilę tylko...."

Nie zdążyła dokończyć, kiedy rozwścieczona "matka wariatka" krzyczy: (na szczęście nie z całą mocą-albo tak jej się wydaje)

"nie za chwilę, tylko teraz" - toż to ewidentny rozkaz. Cud, albo wstyd, że przyszli to posprzątać! Przyszła też i ta trzylatka, która akurat była u nas z wizytą i do której ten komunikat nie był wysyłany, bo czasami, a może i zawsze, mam w sobie takie podejście, że gościom to butów nie będę rozkazywać sprzątać, ale własnym dzieciom to jak najbardziej. Aż wstyd o tym pisać! No i ten najmłodszy, zastraszony najwyraźniej uczestnik całej akcji, popatrzył na mnie przerażonymi oczami i włożył buciki do szafki. Już mnie zaczęło sumienie ruszać, że być może za ostro, że obciach straszny, bo wrzeszczę jak potrzepana, bo rozkazuję i w ogóle nie mam zamiaru prosić i niechby ktoś, to znaczy moje dzieci oczywiście, bo nikt inny, spróbuje powiedzieć NIE.

Nagle wchodzi z wizytą koleżanka córki i zdejmuje buty. Nasza bohaterka, trzylatka, zabiera buty koleżanki i mówi:

"tu nie. Siosia wrrrr" i na jej twarzy pojawia się mina złowrogiego lwa. Po czym buty koleżanki trafiają do szafki.

Nic dodać nic ująć. Podsumowała mnie kapitalnie i dzięki jej za to, bo teraz widzę dość jasno, że wcale nie prosiłam, a żądałam, a moje dzieci mają już tego serdecznie dość.

Nie przestanę prosić. Przestanę żądać. Zacznę wyrażać siebie, do znudzenia własnego, albo wpadnę na jakiś inne, kreatywny, szanujący sposób dialogowania. Coś czuję, że czeka mnie moc pracy, nad sobą, swoim mówieniem, wychowywaniem siebie - jak dostać to, czego potrzebuję, nie uciekając się do gróźb?

To, co już kiedyś działało: zmiana własnego myślenia! Dzieci nie robią mi na złość tymi butami. Zwyczajnie zapominają. Czasami tak jak ja, mają zajęte ręce i nie są w stanie włożyć od razu butów do szafki, a potem coś ich pochłania i buty zostają na podłodze. Czasami, tak jak ja, są zmęczeni i nie mają siły ich schować. Innym razem zwyczajnie się im nie chce - jak mnie. I tyle. i ja nie jestem idealna. I ja zapominam - wczoraj na przykład zapomniałam zabrać z podwórka swoich ubrań: bluzy, koszulki, rękawiczek ogrodowych.Wszystko na noc zostało na płocie. Na szczęście nie padał deszcz. Dzieci też zapominają, tyle, że im bym powiedział: "no jak zwykle, znowu zapomniałaś, no jak mogłaś, a jakby zmokło?" Dziś już tak nie mówię. Buduję w swojej głowie nowe zdania: "aha, no zdarzyło się i tyle" i nie mam do nich, ani siebie żalu, czy pretensji. To pokazuje mi, że ani oni, ani ja nie musimy być idealni. Możemy każdego dani stawać się lepszymi, rozwijać się, pracować nad sobą, zmieniać to co niszczy na to co buduje.

Nie mówię im przepraszam. Mówię:

"Hmm, kiedy tak wrzeszczałam o te buty, to było wam smutno, a może nawet się wściekaliście, bo chcecie bym zwyczajnie poprosiła i wzięła pod uwagę to,co akurat robicie, bym może poczekała, bym przypomniała, bo czasami się zapomina?"

"Nooo"

"No cóż, teraz to widzę i zależy mi na tym, by prosić tak, by was szanować. Czasami mi nie wychodzi."

Nic. Cisza. Robią swoje, a mnie jest na sercu lżej, bo z pokorą się czegoś nowego o sobie dowiedziałam i mam szansę na zmianę na lepsze.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

BYĆ, USŁYSZEĆ i NIC NIE MÓWIĆ

Tuż przed warsztatami, które poprowadziłam w Łodzi, wydarzyło się u mnie w domu coś, co bardzo pomogło mi pokazaniu uczestnikom czym jest empatia. 

Codziennych konfliktów w rodzeństwie jest całkiem sporo. Czasami zdarza się płacz z niewiadomej przyczyny. Kiedy moje dziecko biegnie z lamentem, to idę i pytam co takiego się stało. Słucham, czekam, dodaję hmmm, aha i znów słucham - tyle ile dziecko potrzebuje. Bywa tak, że jedno z dzieci w ogóle nie chce słyszeć nawet tego krótkiego "aha" i zaczyna chować się pod kołdrą. Wtedy pytam, czy chce bym przy nim była. Odpowiedzi są różne: tak, nie, nie wiem. Zostaję więc i czekam obok, dając przestrzeń i czas na decyzję. Po chwili spod kołdry wystaje dłoń, która zaczyna szukać kontaktu.



Jeśli w czasie całego tego zdarzenia, mam coś do zrobienia i bardzo chcę się jednocześnie o to zatroszczyć, to mówię:

"Widzę, że jest Ci z czymś trudno. Wiesz, chcę teraz coś dokończyć., więc idę do kuchni. Jeśli będziesz mnie potrzebować, to jestem obok."

Wychodzę z założenia, że szanuję to, iż być może dziecko potrzebuje pobyć samo. Może czuć smutek, płakać, odczuwać złość, frustrację, niezadowolenie, niepokój, zdziwienie. Nie chodzi mi przecież o to, bym poczuła się lepiej, już teraz, natychmiast, za wszelką cenę dążąc do tego, by dziecko się uśmiechnęło. Ono w moim domu ma przestrzeń na wszystkie uczucia.

Czasami dzieci wolą bym była obok i ich intencje,oceny, myśli, frustracje, złość, smutek, rozpacz tłumaczyła na język potrzeb, bym wypowiadała te wszystkie uczucia, które się pojawiają.

Więc staram się prowadzić z nimi taki dialog:

Mama-  aha, bo chciałaś to zrobić sama
O -  tak, a te gałęzie mnie drapały i nikt mi nie chciał pomóc, a potem jeszcze przepadłam i wszyscy się śmiali
Mama - hmm śmiali się.I się zawstydziłaś?
O - tak i poszłam sobie
Mama - aha, i pewno zrobiło Ci się bardzo smutno, bo potrzebowałaś, by ktoś zauważył, że przepadłaś i coś Cię boli?
O - tak (płacz)
Mama - i nadal Ci smutno, bo bardzo potrzebujesz, by ktoś się o ciebie zatroszczył

Od samego początku jest obok mnie 2,5 latka, która przykłada swój policzek do płaczącej 10-latki. Naturalna empatia-bez słów.

W międzyczasie przychodzi dwoje dzieci, biorących udział w całej akcji i mówi, że pomogli zrobić, to, co ona chciała.

Córka na to, że ona chciała to zrobić sama i teraz to już tam nie pójdzie.

Chłopaki się bronią.

Mama - Aha Ty mówisz, że oni się śmiali. Wy mówicie, że nie. Widzę, że O. jest smutno, bo chyba chce powiedzieć, że kiedy się potknęła, to ją to bolało i przeszkodziło w dokończeniu pomysłu, na którym jej zależało.Ona to bardzo chciała zrobić sama, bo wierzy, że sobie poradzi.

O - tak śmiali się
K - ja się nie śmiałem
O - śmiał się M
Mama - aha
K - M. się nie śmiał, tylko mruknął
O - śmiałą się babcia
Mama - aha i bardzo Ci się zrobiło smutno?
O - tak!

Brat próbuje przytulić siostrę. Ona nie jest jeszcze na to gotowa. Zauważając jego uczucia mówię: "widzę, że chyba jest Ci smutno, tak?" a on tylko przytaknął głową. Po chwili mówi, że zrobił coś dla niej, ona nie chce go słuchać, mówi, że chciała sama to zrobić. Pytam: "smutno Ci nadal, bo chciałaś to zrobić sama?" Mówi, że tak, chowa buzię w poduszkę. Chłopaki zachęcają ją do pójścia na podwórko. Dodaję:
"Słyszę, chłopaki, że chcecie, by O. poszła z Wami, tak? Troszczycie się o nią?" po czym zwracam się do córki: "Czy teraz, kiedy widzisz, że oni się o Ciebie troszczą, to jest Ci ciut lepiej?" Ona na to, że nie wie, więc mówię: "O. przyjdzie na podwórko, kiedy będzie gotowa. Co Wy na to?" i chłopaki pobiegli na podwórko a córka po ok. 10 minutach do nich dołączyła.

Sytuacja miała miejsce przed łódzkimi warsztatami o konfliktach. Przytoczyłam ją na spotkaniu, jako przykład empatycznego słuchania. Post pisałam w dniu zdarzenia, choć go nie dokończyłam i nie opublikowałam z powodu zmęczenia. Dziś mam więcej energii, więc go dopisuję i publikuję z nadzieją, że posłuży komuś jako przykład bliskiego kontaktu z dziećmi, będącymi w konflikcie i pod wpływem emocji.

Dodam, że czasami wystarczy BYĆ, USŁYSZEĆ i NIC NIE MÓWIĆ, no i PRZYTULIĆ. A w tym wszystkim nadal pozostaję sobą - nie rozpaczam z dzieckiem, nie złoszczę się z nim, ani nawet nie płaczę - ja tylko jestem i staram się go usłyszeć, na chwilę pozostawiając siebie.

Taką samą empatią warto obdarzać siebie samego!!!  Z troską i życzliwością posłuchaj swojego smutku, żalu, złości, a nawet radości.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Jak radzić sobie z dziecięcymi kłótniami?


Przyglądam się ostatnio dość intensywnie uczuciu złości. Nie od dziś, choć zdecydowanie teraz z innej perspektywy, a mianowicie obserwuję swoje myśli, które wywołują to uczucie. Tak, tak - moje myśli wywołują to uczucie. Zdziwiłam się też bardzo, kiedy jakiś czas temu, po raz pierwszy usłyszałam, że drugi człowiek nie jest odpowiedzialny za moje uczucia, ani nie jest ich przyczyną! Przecież tak potocznie i bardzo powszechnie słyszymy/mówimy:

"ale mnie zdenerwowałeś"

A to nie jest prawda! Nie TY mnie zdenerwowałeś, ale: "ja czuję złość". i uwaga:

Ja czuję złość, bo ja potrzebuję ciszy
a nie
ja czuję złość, bo Ty hałasujesz


Wydarzyło się coś, co wzbudziło we mnie myśli oceniające, chociażby tak niewinnie brzmiące "no jak tak można krzyczeć!?" a no można, skoro tak ktoś postępuje widać, na dany moment, jest to jedyny znany dla niego sposób.

Złość według Marshall B. Rosenbera wypływa z moich myśli. Bodźcem może być coś co powiedziała bądź zrobiła druga osoba, jednocześnie warto rozróżnić bodziec od przyczyny złości. A przyczyną tego intensywnego uczucia wcale nie jest druga osoba, nie są jej słowa, ani to,co zrobiła. Złość jako uczucie jest zupełnie neutralna, ani dobra, ani zła i nie podlega ocenie moralnej. To co robimy, pod jej wpływem, może natomiast być raniące.

Bodziec:

zdanie - np. "mamoooo!!!! On mnie bije"
zachowanie - np. uderzenie
obserwacja - np. dzieci szarpiące się wzajemnie

Przyczyna złości

myśl w mojej głowie

myśl na zdanie: " np. mamoooo!!!! On mnie bije" - no ładnie znowu, jak on może, ile razy mam do niego mówić (w domyśle: niewychowany smarkacz, nieposłuszne dziecko, głuchy)

myśl na zachowanie - np. uderzenie: "co za bezczelny smarkacz, kompletnie niewychowany, jak on może, tak się nie powinno dziać"

myśl na obserwację - np. ubrania na podłodze: ile razy można mówić, nic do niego nie dociera (w domyśle głuchy lub w ogóle mnie nie szanuje)

Wyrazy zapalniki złości: powinno (czyli robisz to co ja karzę i nie masz nic do gadania, bo ja wiem lepiej, ja tu rządzę, a ty rób co każę. Działam z pozycji władzy i by ją egzekwować stosuję przymus, a jak jest zmuszanie, to jest opór, obrona, agresja, bo jest potrzeba troski o swoją autonomię)

znowu, zawsze, jak zwykle (kiedy zadaję sobie pytanie czy rzeczywiście zawsze tak jest, okazuje się, że nie! Te wyrazy rodzą atak lub wycofanie, a ja w relacji szukam bliskości i więzi)

Jeśli już mam te myśli, to znaczy, że na czymś bardzo mi zależy. By dotrzeć do tego, co to jest, warto po prostu im się przyjrzeć. Pozwolić by były w mojej głowie, by sobie przez nią przeszły. Ok, są i za chwile znikną, bo to tylko myśl, która przejdzie.

REAKCJA

Dostrzegam je. ZATRZYMUJĄ SIĘ, przyglądam się im, łapię kilka oddechów, MILKNĘ (dla mnie to dość trudne przestać mówić, kiedy emocje się we mnie kumulują. Nie łatwe, ale wykonalne. Trening czyni mistrza). Nic nie mówię, ale nie po to, by tłumić to uczucie, ale by pomyśleć o co mi lub innym może chodzić.

Ok, jeśli pojawia się złość i oceniająca myśl to znaczy, że czas się zatrzymać, poczekać, ochłonąć i NIC NIE MÓWIĆ! W zamian posłuchać siebie.

Jeśli dzieci "się biją", a ja czuję złość, to znaczy, że mówię sobie:

"o nie znowu się biją, powinni wiedzieć, że tak nie wolno"

dochodzę powoli do sedna

"aha jest konflikt, a ja czuję złość, bo oceniam ich zachowanie jako złe."

Tak na prawdę chodzi mi o ich wzajemną o siebie troskę i życzliwość. Chcę widzieć, że się kochają i szanują, potrafią dzielić i troszczyć o siebie, czyli brać pod uwagę to, czego chce druga strona. Czy krzycząc oceniającym tonem daje im to, czego potrzebują oni i ja sama? Hmm raczej nie. Wolę ich wysłuchać, sparafrazować i nic więcej (w sumie to niewiele). Zapewnić, że słyszę, że to dla nich trudne. Jeśli ja ich najpierw wysłucham, to mam szansę, że i oni mnie usłyszą, a wtedy powiem:

"Kiedy widzę i słyszę waszą kłótnię, to jest mi smutno i się niepokoję, bo potrzebuję, by każdy z Was był bezpieczny. Mam do Was prośbę: nie szarpcie się wzajemnie. Co wy na to, co usłyszeliście?"

Polecam serdecznie to, co mnie inspiruje:

Marshall B. Rosenberg "W Świecie Porozumienia bez Przemocy":

"Według Porozumienia bez Przemocy, złość jest sygnałem alarmowy, który mówi nam, że nasze myślenie i działanie nie prowadzi do zaspokojenia naszych potrzeb, ale zwodzi nas w stronę niezbyt konstruktywnych interakcji z innymi. Traktowanie złości jako czegoś złego, jako uczucia, które powinno się tłumić, jest bardzo niebezpieczne".

"moja złość jest cenna. To prawdziwe błogosławieństwo. Kiedy jestem zły to wiem, że powinienem zwolnić i popatrzeć z dystansu na swoje myśli. To one wywołują złość, dlatego staram się przetłumaczyć je na swoje potrzeby."

"Dziękuję za to, że wspierasz nasz w konfliktach i porozumiewasz się z nami, dziękuję za całą rodzinkę"


wtorek, 7 kwietnia 2015

Strefa Mamy w Łodzi.

Zbiera się grupka chętnych osób na warsztaty, które mam poprowadzić w Łodzi już 18 kwietni (sobota).

Organizatorem jest EVENTME Łódź, Piotrowska 92. Zapisy i informacje:

501 04 88 84


Zapisy zbierane są też na Facebooku można zerknąć na to wydarzenie TUTAJ



„KONFLIKTY W RODZEŃSTWIE” w oparciu o ideę Porozumienia bez Przemocy

Konflikty dziecięce Cię przerażają? Masz poczucie winy i wyrzuty sumienia, bo sobie z nimi nie radzisz?
Chcesz wiedzieć kiedy i jak „wkroczyć do akcji”? Chcesz pomóc im się dogadać? Potrzebujesz pewności, że to, co robisz jest skuteczne, efektywne i bezpieczne?

Nie wiesz co robić, kiedy Twoje dziecko uderza, gryzie brata, siostrę, kolegę?
Martwi Cię, że Twoja pociecha zatraca się w złości, gniewie, histerii albo zupełnie nie potrafi się obronić?
Twoje dzieciaki cały czas krzyczą, biją się między sobą i kłócą, a Ty masz już dość?

Wspólnie poszukamy odpowiedzi na pytania:
1. Jakie jest źródło dziecięcych konfliktów?
2. Jak pomóc dzieciom się dogadać, czyli kilka słów o mediacji?
3. Czy rzeczywiście dziecięce kłótnie to samo zło?
4. Jak nauczyć dzieci bezpiecznie i konstruktywnie „być w konflikcie”?
5. Jak zapobiegać konfliktom?

Ponieważ z Pietrzykowic (tych koło Żywca), gdzie mieszkam, do Łodzi jest spory kawałek drogi, to warsztat odbędzie się przy zebraniu minimum 7 osób.


Min. 7 osób
Cena: 110zł/os 

powyżej 12 osób - 100 zł
powyżej 15 osób - 90zł
 

Wpłatę zaliczki 20 zł lub całości 110 zł proszę przelewać na konto bankowe ING:
72 1050 1461 1000 0090 6642 1984 (dane do przelewu: Katarzyna Małecka w tytule proszę napisać "Warsztaty konflikty w rodzeństwie") lub wpłacić osobiście w siedzibie Eko-Misia Piotrkowska 92.
(w przypadku gdy zbierze się grupa powyżej 12 osób, przed warsztatami, dla każdego uczestnika nastąpi zwrot 10 zł, powyżej 15 osób zwrot 20 zł).

W przypadku wpłacenia zaliczki, a braku możliwości przyjścia na warsztat, prosimy o odstąpienie miejsca innej osobie. Zaliczka nie podlega zwrotowi!

wtorek, 24 marca 2015

Wieczorne kłótnie dziecięce

Wieczory to w niejednym domu ciężki czas. Każdy jest już zmęczony - sprostowanie: zazwyczaj rodzice, bo dzieci może nie koniecznie wszystkie
Za to większość pociech wcale nie ma ochoty słuchać, ani mamy, ani taty, ani brata czy siostry. Rozkazy typu: zakręć wodę, umyj zęby, idź już w końcu spać i tp, itd....nie docierają! Mogą za to być zapalnikiem konfliktów.




Spokojny, na pozór, wieczór. Na ostatniej prostej do łóżka prawie wszystko dopięte: kolacja zjedzona, kuchnia wysprzątana, tornistry spakowane, kąpiel wzięta, jeszcze tylko umyć zęby. I tu jest "pies pogrzebany." 

Jedno dziecko już mycie zakończyło i płuka szczoteczkę. 

Na to drugie:
"ej,nie lej tyle tej wody" i już podnosi rękę, by zamknąć kran.

Na to pada przeraźliwy wrzask! Ja już nawet nie wiem co dokładnie zostało wykrzyczane. Mam w głowie tylko jedną myśl: "zaraz się pobiją". W sercu strach, który w błysawicznym tępie zostaje zastąpiony złością. Kolejna myśl: "O jak bardzo potrzebuję ciszy, spokoju i szacunku".
Rzucam krótki i prawie tak samo głośny, jak dziecka, wrzask "yyyyyyy, ja też chcę, żebyś zakręciła wodę".

Młoda odchodzi i płacze.

Ja stoję cała zalana emocjami. Wiem, że cokolwiek teraz powiem, w złości, nie zbliży nas, nie zaspokoi potrzeb, nie zbuduje relacji. Nie dowiem się ani o co chodzi mnie, ani o co poszło dzieciom. Bo jasne, że nie o lejącą się wodę. Im większa błachostka, tym silniejsza potrzeba kryje się za zdarzeniem. 

Ja bardzo chcę być w kontakcie ze sobą i z dziećmi.

Łapię kilka oddechów. W myślach mówię sobie, że złość to tylko uczucie, które za chwilę minie. Wiem, że chcę być w kontakcie: posłuchać dziecko i powiedzieć to, co ja czuję i czego potrzebuję. Jeszcze jedno: jeśli ja chcę być usłyszana, to najpierw konieczne jest usłyszeć dziecko - ja jemu dam empatię, co zwiększy szansę na bycie usłyszaną.

Wybieram więc empatię dla dziecka:

"Kiedy brat powiedział <nie lej tyle tej wody>,to się rozłościłaś, bo sama chciałaś zadecydować, kiedy zakręcisz?"

"Tak, bo ta szczoteczka była brudna, widziałam tam jeszcze pianę"

"aha...i bałaś się, ża on Cie nie posłucha i zakręci wodę?"

"tak, bo on już tak wcześniej robił"

"aha...bałaś się i chciałaś się o siebie zatroszczyć"

"Tak." i płacze chwilkę

"aha"

"Wiesz, teraz, kiedy syłszę, o co Ci chodzi, to widzę, że chciałaś się tylko o siebie zatroszczyć i obronić się. Chcę Ci powiedzieć, co ja czuję, chcesz usłyszeć"

"Tak"

"Kiedy słyszę gośny krzyk, to wpadam w panikę, boję się przeraźlwie i mam ochotę krzyczeć, bo bardzo chcę się czuć bezpiecznie. Mam do Ciebie prośbę, żebyś tak głośno nie krzyczała. Chcę Cię zapytać jakby to było gdybyś wypłukała zęby nad wanną? A może powiesz bratu, że sama zakręcisz?"

"Tak mamo, ale jak ja tak mówię,to on odpowiada <co mnie to> i jeszcze często mówi to przy kolegach.

"aha, jest Ci smutno, bo chcesz, żeby on bral Cię pod uwagę, szanował i słuchał tego, o co prosisz?"

"Tak"

"Czy potrzebujesz mojej pomocy,chcesz bym z nm porozmawiała?"

"Tak, może......nie wiem"

"To może sięz zastanów i mi powiedz. Nie koniecznie dzisiaj. Poczekajmy do jutra. Chcę, żebyś była przy tej rozmowie i sama mu to powiedziała. To ważne, żeby brat usłyszał co czujesz, czego potrzebujesz i o co chces go prosić"

"dobrze....bo ja myślę, że on się przed kolegami popisuje"

"aha, ty tak myślisz.... Ciekawe, co on myśli. Może warto go zapytać,sprawdzić, porozmawiać. A może on to robi z innego powodu. Sprawdzimy? Jak myślisz?"

"no może...."

"W takim razie zobaczymy - do jutra"

"ok mamusiu. Idę spać. Dobranoc!"

Dobranoc!

Warsztaty „KONFLIKTY W RODZEŃSTWIE”

Już w tą sobotę spotykamy się na warsztatach w Bielsku Białej. Są jeszcze wolne miejsca - zapraszam!



„KONFLIKTY W RODZEŃSTWIE” w oparciu o ideę Porozumienia bez Przemocy

Konflikty dziecięce Cię przerażają? Masz poczucie winy i wyrzuty sumienia, bo sobie z nimi nie radzisz?
Chcesz wiedzieć kiedy i jak „wkroczyć do akcji”? Chcesz pomóc im się dogadać? Potrzebujesz pewności, że to, co robisz jest skuteczne, efektywne i bezpieczne?

Nie wiesz co robić, kiedy Twoje dziecko uderza, gryzie brata, siostrę, kolegę?
Martwi Cię, że Twoja pociecha zatraca się w złości, gniewie, histerii albo zupełnie nie potrafi się obronić?
Twoje dzieciaki cały czas krzyczą, biją się między sobą i kłócą, a Ty masz już dość?

Wspólnie poszukamy odpowiedzi na pytania:
1.      Jakie jest źródło dziecięcych konfliktów?
2.      Jak pomóc dzieciom się dogadać, czyli kilka słów o mediacji?
3.      Czy rzeczywiście dziecięce kłótnie to samo zło?
4.      Jak nauczyć dzieci bezpiecznie i konstruktywnie „być w konflikcie”?
5.      Jak zapobiegać konfliktom?
PRZYJDŹ NA SPOTKANIE SERDECZNIE CIĘ ZAPRASZAMY TYM RAZEM BEZ DZIECI
Spotykamy się 28 marca, w sobotę o godzinie 10-14
w Bielsku Białej, w HOMEMADE TATTOO przy ulicy Komorowickiej 15.

CENA
80 zł osoba
PARA 120 zł

dla uczestników warsztatów "przerażająca złość" z Gliwic

70 zł osoba
PARA 105 zł

 


piątek, 13 marca 2015

"Wojna domowa" czy konflikt dający radość?

"Kłócące się" dzieci to dla mnie chleb powszedni. Czasami ich w ogóle nie zauważam, innym razem nad wyraz mi przeszkadzają. To jak ja to odbieram w ogromniej mierze, w właściwie w 100% zależy wyłącznie ode mnie samej,od mojego samopoczucia, nastroju, emocji, jakie przeżywam i ilości moich zaspokojonych, bądź nie, potrzeb. Ja też w 100% odpowiadam za swoje własne zachowanie i reakcję na te konflikty.

Jeśli nie mogę zmienić kłócących się dzieci, a nie mogę, bo nie mam takiej mocy, to mogę zmienić moje własne myślenie na ten temat. Wraz ze zmianą nastawienia, zmienia się moje zachowanie i reagowanie na konflikty. I wcale nie propaguję tu bezstresowego wychowania. Zresztą, każdy kto ma choć jedno dziecko i oczy szeroko otwarte,widzi, że stresu, frustracji i złości nie da się wyeliminować i chyba nawet nie warto. A to co warto,to wykorzystać te emocje do zaopiekowania się sobą. W pierwszej kolejności sobą, a później drugim człowiekiem.

I właśnie o tym będzie na kolejnych moich warsztatach: o zmianie SWOJEGO myślenia, nastawienia, o pracy nad sobą, o trosce i życzliwości dla siebie. Wszystko po to, by łatwiej sobie radzić z tymi "nieustającymi" konfliktami, by budować relacje, a nie skupiać się na swoich racjach, by tworzyć a nie niszczyć. By życie nasze i naszych bliskich było bogatsze.

Wiecie dlaczego czasami nie lubię kłótni? Bo czasami zdarzy się, że popłynę i zerwę relację, by udowodnić rację i wtedy pozostaje mi już tylko smutek, żal, tęsknota za tym co zbliża i buduje.

A czy można w takim razie konflikty lubić? Hmmm, na pewno można na ich podstawie budować relacje. Mogą one ludzi zbliżać i w efekcie końcowym odczuwać radość i mieć zaspokojoną potrzebę bliskości i wspólnoty. Mówię "na pewno", ponieważ mam to przetestowane na własnej skórze i skórze moich dzieci. I widzę, że to działa. Tylko, że nie mam zaczarowanej różdżki, ani wy jej nie będziecie mieć. Metoda na kij i marchewkę też na dłuższą metę nie działa - nie buduje więzi, poczucia własnej wartości, pewności siebie, samodzielności i wielu jeszcze aspektów, na którym nam, rodzicom, właśnie zależy.

To co działa? Co robić? Dużo, by pisać. Więcej opowiem na spotkaniu 28 marca w Bielsku Białej, a póki co powiem tak:

Empatia dla siebie
Empatia dla każdego z osobna dziecka, będącego w konflikcie
Akceptacja uczuć
Szukanie potrzeb
Pomoc w znajdywaniu strategii
Mediacja
Samodzielność i odpowiedzialność dzieci będących w konflikcie
Wiara i zaufanie dzieciom
Siła ochronna

To tylko hasła, które pomagają, o których będzie więcej, już wkrótce, na blogu i na warsztatach.

Zapraszam na nie serdecznie

 
„KONFLIKTY W RODZEŃSTWIE” w oparciu o ideę Porozumienia bez Przemocy
Konflikty dziecięce Cię przerażają? Masz poczucie winy i wyrzuty sumienia, bo sobie z nimi nie radzisz?
Chcesz wiedzieć kiedy i jak „wkroczyć do akcji”? Chcesz pomóc im się dogadać? Potrzebujesz pewności, że to, co robisz jest skuteczne, efektywne i bezpieczne?
Nie wiesz co robić, kiedy Twoje dziecko uderza, gryzie brata, siostrę, kolegę?
Martwi Cię, że Twoja pociecha zatraca się w złości, gniewie, histerii albo zupełnie nie potrafi się obronić?
Twoje dzieciaki cały czas krzyczą, biją się między sobą i kłócą, a Ty masz już dość?
Wspólnie poszukamy odpowiedzi na pytania:
1.      Jakie jest źródło dziecięcych konfliktów?
2.      Jak pomóc dzieciom się dogadać, czyli kilka słów o mediacji?
3.      Czy rzeczywiście dziecięce kłótnie to samo zło?
4.      Jak nauczyć dzieci bezpiecznie i konstruktywnie „być w konflikcie”?
5.      Jak zapobiegać konfliktom?
PRZYJDŹ NA SPOTKANIE SERDECZNIE CIĘ ZAPRASZAMY TYM RAZEM BEZ DZIECI
KIEDY?
28 marca SOBOTA
GODZINA 10-14
GDZIE?
HOMEMADE TATTOO
BIELSKO BIAŁA
UL.Komorowicka 15


CENA
80 zł osoba
PARA 120 zł
ZAPISY I INFORMACJE
Tel. 604 187 548
kasia@czarnota.eu

czwartek, 26 lutego 2015

Jak dbać o siebie....i o złość

"Życzę Ci dni bez łez i bez złości" trafiłam wczoraj na takie oto zdanie, życzenia składane przez bliskie sobie osoby.

A ja sobie życzę, by czasami umieć pokazać łzy i złości, zwłaszcza przed bliskimi. By być prawdziwą i autentyczną, łez się nie wstydzić, a złością nie przerażać.

Łzy wypływają ze smutku, żalu, bólu, bezsilności, bezradności.

Złość to uczucie, które wypływa z jakiej ważnej i aktualnej potrzeby, której nie udaje się zaspokoić. Podobnie zresztą jest ze smutkiem, żalem, bólem, bezradności i bezsilnością. One też mówią mi o tym, że czegoś bardzo potrzebuję, właśnie tu i teraz, kiedy to czuję. Dzieci też tak mają. Każdy człowiek tak funkcjonuje, że coś czuje, kiedy ma jakąś potrzebę.

Wtedy, gdy czuję radość, zadowolenie, spokój to wiem, że mam te potrzeby zaspokojone.

Kiedy czuję właśnie np. złość, to wiem, że nie drugi człowiek jest tego przyczyną, tylko MOJA NIEZASPOKOJONA POTRZEBA! A pojawiające się uczucie jest tego naturalną konsekwencją.

Kiedy więc moje/Twoje dziecko krzyczy:

"jestem teraz złaaaaa!!!!!"
"jesteś głupia"
"nie lubię Cię"
"ona kłamie"
"nie będę jej słuchać"

albo wpada w furię, tupie nogami, kładzie się w supermarkecie na podłodze, piszczy, upiera się przy swoim NIE

to "na chwilę" zapominam, odkładam, nie zwracam uwagi na to zachowanie, tylko mówię:

"widzę, że się wściekłaś!", "aha, widzę, że bardzo się rozzłościłeś!", "hmm czujesz teraz ogromną złość?"

albo

stoję i patrzę, nic nie mówię - pozwalam się pozłościć, potupać nogami, rzucić poduszką (czymś bezpiecznym)
przytulam

KAŻDY (DZIECKO TEŻ) człowiek potrzebuje 100% AKCEPTACJI nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy czuje ZŁOŚĆ.

SIŁA OCHRONNA

Są sytuacje, w których nie ma na co czekać, stać i patrzeć, aż pod wpływem złości, dojdzie do zranienia, do krzywdy.

Kiedy widzę, że ręka jednego dziecka podnosi się w górę i jest skierowana w drugiego? NIE CZEKAM aż się "pozabijają". Wkraczam i zatrzymuję tą rękę. Staję między nimi, jednego z nich (tego w silniejszych emocjach) przytulam, obejmuję, przyjmuję jego uczucie (mogę przyjąć to na poduszkę, którą mam przy sobie, by chronić też siebie)



A co mówię, to jest napisane wyżej. Generalnie nie oceniam. A jeśli już chcę coś powiedzieć to czekam aż emocje opadną, aż zostaną w 100% wylane, wypowiedziane, wyskakane. Bez tego ani rusz. Mam 100% gwarancję, że do osoby "zalanej" uczuciem złości, NIC nie dotrze, ona NIC nie zapamięta, i NICZEGO się nie nauczy.No chyba, że chcę ja nauczyć, pokazać, powiedzieć, że jej złość mnie nie obchodzi, czyli to co się z nią dzieje, co czuje i czego potrzebuje, jest dla mnie bezwartościowe, bo bardziej się liczy zasada, albo ja sama. Tak, ja wiem, że to jest trudne. W takich chwilach i ja sama mam już "po korek". Kiedyś dałam radę: nic nie mówiłam, słuchałam, zatrzymałam rękę, powiedziałam: "widzę, że się strasznie zdenerwowałeś", innym razem nic nie powiedziałam. Później patrzyłam na to zdarzenie jak na sukces, mój własny - dałam radę! Powstrzymałam się od moralizowania. Poskutkowało i w tej trudnej sytuacji złapałam z dziećmi kontakt. Kiedy sytuacje konfliktowe się powtarzają, staram się robić właśnie to, co buduje relację, czyli:

jestem z uczuciami
zastanawiam się o co chodzi (jaka jest za tym zachowaniem potrzeba)
mówię co widzę 
daję empatię
czekam, aż uczucia się wybrzmią

Dopiero potem mówię, że kiedy widzę jedną rękę zaciśnięte na ramieniu drugiej osoby, to czuję przerażenie, bo potrzebuję dla Was obu bezpieczeństwa, chcę się o Was zatroszczyć. Dlatego proszę weź poduszkę, paczkę chusteczek i uderz nią o podłogę. Chcę byście złość wyrażali w taki sposób, by wszyscy byli bezpieczni.

ZŁOŚĆ nie jest ani dobra, ani zła. Ona po prostu JEST zupełnie neutralna. To co robimy pod jej wpływem bywa raniące dla nas lub innych. Zawsze jednak robimy to, by zaspokoić nasze potrzeby. Pytanie, czy rzeczywiście wybierając taką czy inną strategię udało nam się zaspokoić tę potrzebę. Jeśli nie, to warto potraktować to jako próbę i poszukać innego lepszego sposobu.

Nasze dzieci się tego dopiero uczą - doświadczając. Jeśli mówią "głupia jesteś" to nie dlatego, że chcą nas zranić, tylko dlatego, że nie znają innego lepszego sposoby na wyrażenie swoich uczuć i potrzeb, bo ich zasób wiedzy jest jeszcze niepełny, a pod wpływem emocji ich mózg zwyczajnie nie myśli logicznie. 
Zresztą ja też tak mam, że kiedy się złoszczę to "wychodzę" z siebie, gadam rzeczy, które mnie potem dziwią i zastanawiam się co mi się stało. No rozumowe, logiczne i myślowe klapki mózgu mi odpadły i zostały tylko gadzie, instynktowne emocje. I dobrze, bo one mnie mają chronić. Złość pełni funkcję ochronną i informacyjną. To uczucie mi wykrzykuje:

"zajmij się sobą, już czas, już masz po korek, bardzo, ale to bardzo potrzebujesz:

odpoczynku
spokoju
współpracy
troski
uznania
akceptacji

i czego tam jeszcze chcecie"

W złości nie chodzi o drugiego człowieka, tylko O MNIE SAMĄ, to ja jestem na tyle ważna, że moje emocje mi krzyczą "WEŹ SIĘ ZA SIEBIE", pomyśl, czego potrzebujesz i poszukaj sposobu, by to dostać. Poproś o pomoc, znajdź kilka strategii, szukaj, kop, aż znajdziesz. SPRAWDZAJ co Ci służy, co wzbogaca Ciebie i Twoich bliźnich.

Jesteś jak sklep porządnie wyposażony, no taki SUPERMARKET w największym mieście świata czynny 24h na dobę. Znajdziesz tam dosłownie wszystko, czego dusz zapragnie! Ty to rozdajesz ludziom za darmo, zwłaszcza bliskim, tym na których Ci zależy. Jak się wszyscy dowiedzą, że jest 100% przecena na cały asortyment, no to się od ludzi nie odgonisz i sama zauważasz, że do tygodnia czasu sklep masz pusty! Nie miałaś czasu, by zajechać po towar, nawet, by go przez neta zmówić. Żaden przedstawiciel handlowy, zasobów w Twoim sklepie nie uzupełnił! Cały czas trwała wyprzedaż, co tam rozdawnictwo totalne i teraz TRACH! Ludzie się już nauczyli, przychodzą do Ciebie, a u Ciebie PUSTKA! Chcesz znów mieć swój sklep pełny? Zamknij go na chwilę, zajedź po towar, uzupełnij braki. Nikt tego za Ciebie nie zrobi. Upadniesz, będziesz musiała zamknąć swój sklep, swoje serce.