Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ja i Porozumienie bez Przemocy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ja i Porozumienie bez Przemocy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 marca 2021

Warsztaty on-line organizowane przez Fundację Braci Golec

Fundacyjny Klub Rodzica działający w ramach Fundacji Braci Golec zaprasza do udziału w warsztatach on-line

"Jak zmotywować mózg?"



DZIŚ! PIĄTEK 19.03.2021r. godz. 17:00 - 20:00
Na spotkaniu przyjrzymy się mózgowi od strony motywacji do działania. Sprawdzimy gdzie tkwi istota różnicy między motywacją zewnętrzną, a wewnętrzną. Sprawdzimy co wspiera tą drugą, a co jej przeszkadza.
Rodzice będą mogli przyjrzeć się "NIE" swojemu dziecka wobec obowiązków domowych i szkolnych z poziomu tego, co zachodzi w mózgu i czego potrzebuje mózg, by powiedzieć "TAK" temu co trudne, nudne, mozolne itp
__________________________________________________________
Zapisy:
Wybierz sposób, w jaki chcesz dołączyć do wydarzenia:
1. Dołącz przez stronę internetową: https://fundacjabracigolec798.clickmeeting.com/jak...
2. Dołącz przez aplikację mobilną:
ID wydarzenia: 773-391-135
Dostosuj czas startu do swojej strefy czasowej: http://www.clickmeeting.com/converter/773391135
_____________________________
Warsztaty poprowadzi Monika Szczepanik. Trenerka NVC
W Porozumieniu bez Przemocy zakochała się od pierwszego wejrzenia, ze wzajemnością. Pomaga ludziom być w kontakcie z sobą i innymi. Towarzyszy im w drodze. Pracuję z parami, rodzinami, nauczycielami, liderami organizacji biznesowych, administracyjnych i społecznych. W swojej pracy korzysta z narzędzi, które sama wypróbowała i o których sensie jest głęboko przekonana. Czerpię inspirację z wielu źródeł. Korzysta z podejścia Jespera Juula (Family Lab), IFS (Internal Family Systems-Systemu Wewnętrznej Rodziny), praktyki uważności, focusingu i pracy Brene Brown.
_____________________________________________________________
Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030

wtorek, 24 kwietnia 2018

4 kroki do porozumienia

Już jutro kolejne spotkanie z cyklu psychoedukacji dla dorosłych w ramach projektu Lokalne Ośrodki Wiedzy i Edukacji dla dorosłych przy ZSP w Pietrzykowicach.

Temat:

4 kroki do porozumienia
z dzieckiem
z dorosłym
z samym sobą

Sposób pracy:
krótki wykład i praca nad przypadkiem: waszym lub moim własnym

forma:
dyskusja, empatyczne słuchanie, odgrywanie scen (przykład podaje prowadząca)

Możecie tylko przyjść i posłuchać, do niczego nie zmuszam. Mogę też tylko Was posłuchać i jeśli zechcecie coś zaproponować.

Zapraszam wszystkich, nie tylko tych z mojej miejscowości, nie tylko tych ze szkoły, ale każdego :)


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Burza w mózgu nastolatka

Mam w sobie dużo radości i zadowolenia, bo kilka moich ważnych potrzeb dzisiaj zauważyłam i się o ni zatroszczyłam. Są też osoby, dzięki którym te potrzeby mogły zostać zaspokojone.

Cieszy mnie to, że są takie osób, dla których, podobnie jak dla mnie, ważne jest dobro wszystkich ludzi, a konkretnie, dzieci, rodziców i nauczycieli ze szkoły w Gilowicach. Tam dzisiaj byłam na zaproszenie dwóch Pań nauczycielek, będących wychowawczyniami pierwszych klas gimnazjalnych, a więc dzieciaków, a właściwie nastolatków. Tym Paniom zależy na trosce o potrzeby każdego, dlatego szukają sposobu na budowanie relacji z nastolatkiem, opartych na wzajemnym szacunku, w oparciu o innowacje pedagogiczne. W tym celu poprosiły mnie o przybliżenie idei Porozumienia bez Przemocy.

Zaczynają się spełniać moje marzenia. Pojawia się coraz więcej osób, które pragną żywych, opartych na empatii i Języku Serca relacji. Co więcej, te osoby wychodzą ze swoich stref komfortu, chcą usłyszeć o czymś nowym, innym niż to, do czego przywykły, co znane i jednocześnie może łatwiejsze. Pragną zmiany i rozwoju, a to czasami wymaga wysiłku i pracy, której wcale się nie boją.

Rodzice są coraz bardziej zainteresowani, otwarci na nowe propozycje, ciekawi i chętni. Sami podchodzą do mnie i pytają gdzie się można takiego języka nauczyć, co czytać, gdzie jeździć na szkolenia. To wszystko bardzo mnie cieszy, bo daje mi nadzieję na lepszy świat, w którym KAŻDY JEST WAŻNY I BRANY POD UWAGĘ

Spotkanie i kontakt z innymi rodzicami dzieci wchodzących w wiek nastoletni dało mi poczucie więzi i wspólnoty. To krótkie, lekko ponad godzinne spotkanie wystarczyło, by poczuć, że to w co wierzę ma sens, by dostrzec, że warto było się rozwijać i szukać innowacyjnych dróg. Co więcej, wiem, że nadal warto to robić i nie ma co mówić, że coś samo minie. Dla mnie lepiej jest szukać, aż znajdę takie sposoby, które dadzą mi i bliskim radość.

Cieszę się, że mogłam się podzielić swoim doświadczeniem i wiedzą o relacjach w rodzinie, o tym jak mnie udało się je poprawić, odnaleźć drogę do prawdziwej, głębokiej troski i życzliwość, do bycia obecnym i świadomym rodzicem. Cudownie, że mogłam o tym opowiedzieć i zachęcić kilka osób do poszukiwań, do wejścia na drogę zmiany, swojej własnej zmiany, bo zmiana zaczyna się od siebie samego.

Jak mawiał Marshall B. Rosneberg: wystarczy jedna osoba mówiąca językiem serca, by zmienić świat,najpierw ten własny, mały, prywatny, świat swojego serca, swojej rodziny, a potem i szerszych społeczności.

Dziś moja nadzieja w sercu rośnie.

Dziękuję więc jeszcze raz Paniom ze szkoły w Gilowicach za zaproszenie mnie na spotkanie pt.

"Jak budować relacje z nastolatkiem. Kilka słów o wzajemnym szacunku"

Było m.in. o uczuciach i potrzebach w duchu Porozumienia bez Przemocy, było o charakterystyce działania pod wpływem emocji i o tym jak działa wtedy mózg, o zmianach w mózgu nastolatkach i o tym co warto robić i jak, by bdować pełne szacunku relacje. W dużej mierze spotkanie było oparte o książkę 

"Burza w mózgu nastolatka. Potencjał okresu dorastania" Daniel J. Siegel

Bardzo ją polecam. Dla mnie jest ona wręcz odkrywcza. Pomaga zrozumieć zachowanie moich dorastających dzieci i zaakceptować je. Podpowiada co robić, by być szczęśliwym i jak pomóc to osiągnąć dzieciom. Wyjaśnia pracę mózgu dorastającego człowieka i nagle zachowania dzieci i moje reakcje stają się jasne. Jest w niej sporo ćwiczeń, z których można skorzystać, by poczuć się ze sobą lepiej. Książka warta do poczytania poczytania przez nastolatki, co potwierdza, zaraz na początku lektury, jeden z dorastających, młodych ludzi. No cóż, sami po nią sięgnijcie i oceńcie


 Jeśli uważacie, że warto polecić ten wpis komuś znajomemu, to super. Zróbcie to, będzie mi bardzo miło!

czwartek, 13 października 2016

Twoje dziecko Cię nie słucha?

Dziecko Cię kompletnie nie słucha? Nic do niego nie dociera. Mówisz i mówisz i nic i tak "w koło Macieja". Masz już dość, zaczynasz się denerwować, złościć, podnosisz głos albo wpadasz w szał i krzyczysz jak opętany/a. Wylewasz z siebie żale, nagromadzone od roku. Zrzędzisz, marudzisz i zatrzymać się nie potrafisz.

Dzieciak wychodzi, zamyka się w pokoju, chowa pod kołdrą, płacze lub rozpoczyna z Tobą walkę, buntuje się, krzyczy, tupie nogami.

Po chwili emocje opadają. Zarówno Twoje jak i dziecka. Przepraszasz, ono może też. Dziecko szybko zapomina, a Ciebie może męczą wyrzuty sumienia przez kolejnych kilka dni. Bo obiecałaś sobie nie krzyczeń, nie prawić kazań no i co? Nie dałaś rady. Nie wiesz co robić. Czujesz się beznadziejnie, obwiniasz się, że jesteś beznadziejną mamą. Zastanawiasz się jak do tego doszło. Rozkminiasz jak tego następnym razem unikną, tym bardziej, że to już może być wieczorem podczas pory kładzenia dzieci spać, albo najpóźniej jutro rano. Znów będziesz się spieszyć do pracy, myśleć o wszystkim, a malec czy starszak będzie z głową w chmurach.

Chcesz o tym komuś opowiedzieć, zapytać co robić, szukasz pomocy i zrozumienia. Oceniasz siebie i dziecko.

I dobrze, o ile te oceny POWIĄŻESZ Z POTRZEBAMI! Wtedy możesz powiedzieć dziecku:

"Kiedy oglądasz bajkę i nie odpowiadasz na moje pytania, to jest mi smutno, bo zależy mi, żeby każdy był wysłuchany."

W takiej sytuacji OCENIAM bodziec zewnętrzny, czyli oglądanie bajki, jako coś nieprzydatnego do zaspokojenia mojej POTRZEBY BYCIA WYSŁUCHANĄ, bo chcę być w kontakcie z dzieckiem, chcę nawiązać z nim relację, chcę się o niego zatroszczyć. Takie oceny, taki język daje OBFITOŚĆ życia, wzbogaca nas, daje szansę na wzięcie pod uwagę potrzeb wszystkich jednocześnie.

OCENY, które nas od siebie oddzielają, to OSĄDY, które słychać w takich zdaniach:

"Kiedy oglądasz bajkę i nie odpowiadasz na moje pytania, jesteś niemiły i chyba chcesz, żebym ja też dla Ciebie taki był."

Jakiekolwiek zdanie by nie padło, to warto pamiętać, że robimy to, co w danym momencie mamy najlepszego i najpiękniejszego do wyboru, do dyspozycji i do dania sobie i innym. Wybieramy to, bo

CHCEMY ZASPOKOIĆ WŁASNE POTRZEBY a NIE OGRANICZAĆ POTRZEBY INNYCH.

Jeśli zauważamy, że nasz wybór  jest trudny do zrealizowania, że mimo działać nie dostajemy tego, o co nam chodzi możemy poszukać innych rozwiązań.

Czasami jest tak, że krzykiem wymusimy na dziecku słuchanie, czyli nasza potrzeba bycia wysłuchanym jest zaspokojona, ale potrzeba bycia w relacji już nie. Takie słuchanie jest wymuszone, więc nieautentyczne. Tego w chwili wyboru krzyku jako strategii na bycie usłyszanym nie wiedzieliśmy. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, by się o swoje potrzeby zatroszczyć. I to właśnie jest piękne, bo i tak nic innego do dyspozycji nie mieliśmy Mimo wszystko, że nasz wybór jednak okazał się oddalający nas od potrzeb.

Zamiast więc rozpaczać nad rozlanym mlekiem, warto wyciągnąć z tego pozytywne wnioski, że całe zdarzenie to okazja do rozwoju, do nauczenia się czegoś, czego wcześniej nie wiedzieliśmy. Mogę więc, zamiast się obwiniać, wziąć odpowiedzialność za swoje uczucia.



Wiem, że moje działanie mnie nie przybliżyło do zaspokojenia potrzeb ani moich, ani dziecka. Dostrzegłam to, więc mogę świętować to, że jestem w stanie teraz to zobaczyć, że jakieś moje zachowanie, jakiś sposób komunikowania nie pozwala mi i innym iść dalej. Widzę w tym SZANSĘ na naukę, na mój i innych rozwój, bo przecież dzieci biorą ze mnie przykład, naśladują.

Mówię więc:

"Kiedy tak krzyczałam, to poszedłeś do pokoju i zrobiło Ci się smutno? Nie lubisz, kiedy krzyczę? Wiesz, teraz wiem, że wolałabym to powiedzieć inaczej. Na przykład tak:

Kiedy oglądasz bajkę, to jest mi trudno się z Tobą rozmawiać, a zależy mi na tym, by każdy w naszym domu był wysłuchany. Czy takie zdanie jest dla Ciebie lepsze?"

I tyle. Jest to więcej niż PRZEPRASZAM. Mówiąc "przepraszam" zazwyczaj kusiło mnie, by powiedzieć coś jeszcze, prawić dalej kazania, że jakie to dziecko jest okropne, bo nie chce mnie słuchać, Skupiałam się na wadach dziecka (tym samym kodując mu w głowie te wady i powodując, że zaczyna w nie mocno wierzyć) i uciekałam od swojego smutku i potrzeby bycia usłyszaną.

A przecież potrzeby każdego są ważne, rodzica również.

środa, 12 października 2016

Co to jest Porozumienie bez Przemocy

PbP jest dla mnie pewną bazą, na której buduje się empatyczne relacje z drugim człowiekiem. Jest przestrzenią, w której potrzeby i uczucia każdego są równie ważne, dlatego poszukuje się wspólnie najlepszych sposobów wzbogacania życia i zaspokajania potrzeb.

Każdy próbuje zaspokoić swoje potrzeby tak, jak tylko to potrafi najlepiej, tak jak został nauczony, jak zaobserwował u innych, według tego, co ma zapisane w głowie i sercu. Czasami sposoby, jakie wybieramy wcale nas do celu nie przybliżają, małe tego, bywa, że ranią i nas samych i innych oraz są tragiczne w skutkach. A przecież to co nami kieruje jest piękne i wspólne wszystkim ludziom: są nimi POTRZEBY chociażby takie jak:

Potrzeba BEZPIECZEŃSTWA
TROSKI
SPOKOJU
TWÓRCZEGO WYRAŻANIA SIEBIE
KREATYWNOŚCI
ZABAWY
AUTONOMII
ŁATWOŚCI
PŁYNNOŚCI
BLISKOŚCI
BYCIA ZAUWAŻONYM I WAŻNYM DLA DRUGIEGO
PRZYNALEŻNOŚCI
BYCIA USŁYSZANYM, BRANYM POD UWAGĘ
SZACUNKU itp

To, co nas różni to sposób w jaki realizujemy i zaspokajamy te potrzeby. Problem pojawia się też wtedy, gdy potrzeby mamy stoją w sprzeczności z tym, czego chce dziecko. Z mojego doświadczenia wynika, że łatwiej jest znaleźć porozumienie, kiedy na różnice zdań patrzymy przez pryzmat tego, czego chce dany człowiek, a nie zaczynamy oceniać zachowanie.

Jeśli zamiast skupić się na zachowaniu i jego ocenie, popatrzę na to co dziecko czuje i zastanowię się, zapytam go O CO MU CHODZI, to wtedy jestem z nim w kontakcie. Oceniające myśli w mojej głowie blokują mnie na relację. Wówczas bardzo chcę udowodnić, że mam rację i podobną reakcję wywołuję u dziecka. Takie zachowanie zaczyna naruszać i ograniczać możliwości drugiego człowieka, a to rodzi konflikt. To nie oznacza wcale, że mam się zgadzać na każde zachowanie dziecka. Rozumiem potrzeby, widzę uczucia i jednocześnie nie ma we mnie zgody na takie postępowanie.

Celem mojego bycia z drugim człowiekiem, celem rozmów jest chęć bycia zrozumianym i danie zrozumienia. Bardzo jest mi bliskie to zdanie, które cytuję poniżej i staram się go używać i kierować się nim w relacjach z drugim człowiekiem.

"Chciałbym wiedzieć, o co ci chodzi i chciałbym ci powiedzieć, o co mi chodzi, abyśmy mogli wspólnie znaleźć rozwiązanie, które zadowoli nas oboje. To pokrótce podejście Porozumienia bez Przemocy."
Frank i Gundi Gaschler


środa, 1 lipca 2015

Ty nie prosisz tylko rozkazujesz!

Skąd wiem, czy moje słowa to prośba, czy już żądanie?



Po pierwsze: po mojej reakcji na usłyszane NIE
Po drugie: po reakcji proszącego

Tak ostatnio mam pod górkę z samą sobą. Dużo chcę no i żądam, nie chcę słyszeć NIE, ZARAZ, ZA CHWILĘ, POTEM, NIE TERAZ. A kiedy żądam, to jest mi jeszcze trudniej, bo tym bardziej nie dostaję tego, czego potrzebuję i błędne koło się zamyka. Potrzebuję pomocy, współpracy, wspólnej troski o dom, o porządek, dbałości, czystości. Przy dużej rodzinie, taka potrzeba jak porządku, czystości i spokoju często jest niezaspokojona. Chcę o nią prosić, a nie żądać jej, bo zależy mi też na szacunku, jakim pragnę darzyć moje dzieci i męża. Bo zależy mi na życzliwości,trosce i wzajemnym braniu się pod uwagę.

No ale jak już pisałam wyżej, nie prosiłam a żądałam. Czuję to ostatnio dość często, a więc wyskakuje ze mnie rutyna, sięganie po wyuczone, automatyczne reakcje, trochę nieświadomie, co wcale mnie nie usprawiedliwia. W ogóle tego nie zauważyłam, że sama sobie w kolano strzelam, że to ja jestem nieszczęśliwa, że to ja chodzę sfrustrowana, że to mnie jest ciężko i nie mam pojęcia co się dzieje.

Na szczęście Bóg otworzył mi oczy i posłużył się do tego niespełna trzyletnią siostrzenicą. A historia była taka:

Sfrustrowana porozrzucanymi w przedpokoju butami krzyczę, udając, że proszę:

"Proszę tu przyjść i powkładać buty do szafki"

 Najstarsza latorośl, zajęta czymś, wychyla się z pokoju i mówi: "za chwilę tylko...."

Nie zdążyła dokończyć, kiedy rozwścieczona "matka wariatka" krzyczy: (na szczęście nie z całą mocą-albo tak jej się wydaje)

"nie za chwilę, tylko teraz" - toż to ewidentny rozkaz. Cud, albo wstyd, że przyszli to posprzątać! Przyszła też i ta trzylatka, która akurat była u nas z wizytą i do której ten komunikat nie był wysyłany, bo czasami, a może i zawsze, mam w sobie takie podejście, że gościom to butów nie będę rozkazywać sprzątać, ale własnym dzieciom to jak najbardziej. Aż wstyd o tym pisać! No i ten najmłodszy, zastraszony najwyraźniej uczestnik całej akcji, popatrzył na mnie przerażonymi oczami i włożył buciki do szafki. Już mnie zaczęło sumienie ruszać, że być może za ostro, że obciach straszny, bo wrzeszczę jak potrzepana, bo rozkazuję i w ogóle nie mam zamiaru prosić i niechby ktoś, to znaczy moje dzieci oczywiście, bo nikt inny, spróbuje powiedzieć NIE.

Nagle wchodzi z wizytą koleżanka córki i zdejmuje buty. Nasza bohaterka, trzylatka, zabiera buty koleżanki i mówi:

"tu nie. Siosia wrrrr" i na jej twarzy pojawia się mina złowrogiego lwa. Po czym buty koleżanki trafiają do szafki.

Nic dodać nic ująć. Podsumowała mnie kapitalnie i dzięki jej za to, bo teraz widzę dość jasno, że wcale nie prosiłam, a żądałam, a moje dzieci mają już tego serdecznie dość.

Nie przestanę prosić. Przestanę żądać. Zacznę wyrażać siebie, do znudzenia własnego, albo wpadnę na jakiś inne, kreatywny, szanujący sposób dialogowania. Coś czuję, że czeka mnie moc pracy, nad sobą, swoim mówieniem, wychowywaniem siebie - jak dostać to, czego potrzebuję, nie uciekając się do gróźb?

To, co już kiedyś działało: zmiana własnego myślenia! Dzieci nie robią mi na złość tymi butami. Zwyczajnie zapominają. Czasami tak jak ja, mają zajęte ręce i nie są w stanie włożyć od razu butów do szafki, a potem coś ich pochłania i buty zostają na podłodze. Czasami, tak jak ja, są zmęczeni i nie mają siły ich schować. Innym razem zwyczajnie się im nie chce - jak mnie. I tyle. i ja nie jestem idealna. I ja zapominam - wczoraj na przykład zapomniałam zabrać z podwórka swoich ubrań: bluzy, koszulki, rękawiczek ogrodowych.Wszystko na noc zostało na płocie. Na szczęście nie padał deszcz. Dzieci też zapominają, tyle, że im bym powiedział: "no jak zwykle, znowu zapomniałaś, no jak mogłaś, a jakby zmokło?" Dziś już tak nie mówię. Buduję w swojej głowie nowe zdania: "aha, no zdarzyło się i tyle" i nie mam do nich, ani siebie żalu, czy pretensji. To pokazuje mi, że ani oni, ani ja nie musimy być idealni. Możemy każdego dani stawać się lepszymi, rozwijać się, pracować nad sobą, zmieniać to co niszczy na to co buduje.

Nie mówię im przepraszam. Mówię:

"Hmm, kiedy tak wrzeszczałam o te buty, to było wam smutno, a może nawet się wściekaliście, bo chcecie bym zwyczajnie poprosiła i wzięła pod uwagę to,co akurat robicie, bym może poczekała, bym przypomniała, bo czasami się zapomina?"

"Nooo"

"No cóż, teraz to widzę i zależy mi na tym, by prosić tak, by was szanować. Czasami mi nie wychodzi."

Nic. Cisza. Robią swoje, a mnie jest na sercu lżej, bo z pokorą się czegoś nowego o sobie dowiedziałam i mam szansę na zmianę na lepsze.

wtorek, 23 czerwca 2015

Życzliwością

Życzliwością, troską, wewnętrznym pokojem serca, zainteresowaniem, dbałością o swoje potrzeby, wartości i o to na czym mi aktualnie zależy, mówieniem TAK kiedy sercem czuję TAK lub NIE, kiedy czuję NIE, a czasami może nawet NIE WIEM - chcę się zastanowić.



Z takim nastawieniem chcę podchodzić do siebie i drugiego człowieka. Daję sobie radę wtedy, kiedy NAD SOBĄ PRACUJĘ, kiedy staram się każdego dnia zmieniać na lepsze, rozwijać, poprawiać to, co poprzedniego dnia, przed chwila nie wyszło tak, jakbym chciała. W tym procesie nie ma miejsca na użalanie się nad sobą. Oczywiście pojawiają się wyrzuty sumienia, poczucie winy i dobrze! Jednocześnie trwa ono chwilę, bo dzięki uważności skupiam się na tym, skąd to poczucie winy się bierze, czego ja potrzebują.

Kiedy odkrywam potrzeby, nowe rozwiązania przychodzą do głowy same i zaczynam działać,więc poczucie winy zostawiam i idę w kierunku nowego lepszego życia.

Jeśli więc z całego serca pragnę życzliwych relacji między moimi dziećmi, między rodzeństwem, to warto bym zrobiła kilka rzeczy:

  1. Z życzliwością traktować siebie
  2. Z życzliwością traktować męża
  3. Z życzliwością traktować dzieci
  4. Troszczyć się o rodzinę jak o całość relacji
  1. Z życzliwością traktować siebie: dzieci wychowują się głównie przez obserwację i naśladowanie. Jeśli więc widzą, że potrafię o siebie zadbać: czasami powiedzieć: "teraz jestem bardzo zmęczona i potrzebuję usiąść, odpocząć, poczytać książkę" lub "wiesz, to mi się nie podoba, tego nie lubię, chcę byś....na to się nie zgadzam" to i one w podobny sposób będą ze mną rozmawiać i z innymi też, choć to wymaga czasu
  2. Z życzliwością traktować męża relacja jaką buduję z moim mężem, to jak do siebie na wzajem się zwracamy, jak się o siebie wzajemnie troszczymy, czy i jak budujemy między sobą więź to wzór do relacji między rodzeństwem. Jeśli więc mam w sobie przekonanie, wiarę, nastawienie, że się wzajemnie wspieramy, na równi traktujemy swoje potrzeby, to łatwiej jest mi powiedzieć: "wiesz, zależy mi by dzisiaj posprzątać dom, a Ty co masz do zrobienia, dasz radę jakoś pomóc?"
  3. Z życzliwością traktować dzieci i tu bardzo mi pomaga jeśli w głowie mam pytanie: "co się stało? potrzebujesz mojej pomocy? co mogę dla Ciebie zrobić?" Pomaga też otwartość i akceptacja na to z czym dziecko przychodzi. Nie wyzbywam się przy tym swoich wartości, potrzeb, tego co dla mnie ważne. Najpierw słucham, by zwiększyć szansę na bycie usłyszaną. Staram się i pracuję nad tym.Czasami popłynę, palnę coś rutynowo, popsuję relację, zranię. Kiedy się zorientuję daję sobie czas na swój żal, swoje uczucia i potrzeby a kiedy przychodzą rozwiązania podchodzę do dziecka z empatią do jego uczuć: smutku, wstydu, złości i już nie mówi o sobie, a słucham jego i dopiero wówczas dodaję, że teraz zrobiłabym, powiedziałabym inaczej i że to, co się zdarzyło wcale nie doprowadziło mnie do tego na czym mi zależało. Ta druga część jest dla mnie, bo mam wrażenie, że dzieciom wystarcza, jeśli zwrócę uwagę na ich uczucia i potrzeby.
  4. Troszczyć się o rodzinę jak o całość relacji  Mam wrażenie, że mogłoby się to streścić do jednego zdania i pytania: "potrzeby wszystkich są równie ważne: moje, męża i dzieci też. Co możemy zrobić, by wziąć pod uwagę każdego?"
Realizuję to w taki sposób, że staram się tworzyć takie relacje, na jakich mi zależy poprzez zmienianie siebie, swojego języka i zachowania. To jest moja zmiana: troszczę się o siebie dla innych.

Chcę życzliwości od innych to najpierw sama ją daję. Chcę zmiany u innych - lepiej zmienić się samemu.

"Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy" Mt. 7, 12

wtorek, 9 czerwca 2015

Wybieram

O nie było mnie tu aż ponad miesiąc!

Przez ten czas kilka razy miałam zamiar się podzielić tym, co było dla mnie ważne. Kiedy się to działo, nie było przestrzeni na pisanie, a po kilku dniach zwyczajnie wybrałam coś innego: zazwyczaj było to odpoczynek, najczęściej ten wieczorny, po intensywnym dniu i choć wtedy właśnie miałam ochotę pisać, to już sił nie było. I tak sobie myślę, że ten brak sił, brak odpoczynku, brak troski o dorosłe potrzeby kieruje mnie na manowce. Wtedy tak łatwo wybrać, mniej lub bardziej świadomie, drogę, którą wcale nie chcę iść, której potem żałuję i po której czuję się jeszcze gorzej.

Brak sił, brak cierpliwości, brak spokoju, brak odpoczynku.

To chyba dość częste stany towarzyszące rodzicom, zwłaszcza małych dzieci. Bo tak wiele uwagi i czasu potrzeba maluchom, że dla starszych, a zwłaszcza dorosłym to już niewiele lub nic pozostaje.

To, że mam małe dzieci nie sprawia automatycznie, że moje potrzeby są mniej ważne i nagle nie zależy mi na odpoczynku, spokoju, łatwości, łagodności. Przeciwnie, czasami mam wrażenie, że te konkretne potrzeby wzrastają, a już na pewno dawno zaniedbywane, w końcu pragną być zaspokojone. I tu powstaje największy konflikt.

Jak to zrobić? Jak się o siebie zatroszczyć i jednocześnie dbać o dzieci, dom, rodzinę?

JAK DBAĆ O SIEBIE



To co, mnie pomaga to pewne nastawienie, świadomość:

1. Warto pamiętać, że Moje potrzeby są równie ważne jak dziecka, męża, czy innych osób obok mnie. Jeżeli jednak ja się o siebie nie zatroszczę, to i dla innych nie będę mieć serca. Dlatego wybieram południową drzemkę z małym dzieckiem, zamiast prasowanie, sprzątanie, gotowanie.

2. Odpuszczam wiele rzeczy i w miarę upływu czasu jest ich coraz więcej. Właściwie nie odpuszczam, a wybieram coś innego Zamieniam je na inne, aktualnie ważniejsze dla mnie samej. Przykładowo: latem wolę spędzić czas z rodziną na spacerze, na rowerach, nad wodą, wśród znajomych, na uprawie mojego warzywnego ogrodu zamiast sprzątać, prasować dziecięce ubranka (na prawdę nie zauważam, by były zmięte). Wybieram wieczorny czas spędzony z mężem, zamiast sprzątanie kuchni po kolacji.

3. Proszę o pomoc. Ludzie obok mnie chcą mi pomagać w zaspokajaniu moich potrzeb, wystarczy poprosić. I oczywiście, że czasami proszę, ale w sercu mam pewność, strach, że nie zechcą zrobić tego, czego chcę. Takie myśli nie są dobrymi doradcami i dość skutecznie odstraszają. Za to wiara w to, że inni chcą mi pomagać, czasami ułatwia. Dodatkowo świadomość, że prośba to jednocześnie akceptacja odmowy (w przeciwnym razie nie proszę, tylko żądam) może tylko zachęcić innych. Kiedy zakładam, że ktoś może odmówić, to staram się mieć w zanadrzu jakieś inne ciekawe rozwiązanie. Jeśli ktoś odmawia, to dlatego, że dla niego jego aktualne potrzeby są ważne. To wcale nie oznacz, że ten ktoś mnie olewa, nie chce mu się, jest beznadziejny, robi mi na złość. Nie! On po prostu wybiera siebie. Jasne, że dla mnie to może być trudne, ale to jeszcze nie powód, by kogokolwiek zmuszać.

Przykład:  

Córcia zależy mi na porządku, proszę Cię zanieść ubrania do szafy.
 
Kiedy ona mówi nie, to proszę kogoś innego o pomoc lub pytam ją co takiego się dzieje, że nie chce zrobić tego o co proszę, pytam kiedy by mogła to zrobić i sprawdzam, czy mi to odpowiada. Zastanawiam się też, czy te ubrania mogłyby być schowane w innym czasie. Tak czy inaczej sprawdzam o co mi i temu, kogo proszę, chodzi. Zdarza się bowiem, że nie chodzi mi o pomoc, tylko mam w głowie myśl, że nie odpocznę, dopóki w domu nie zobaczę porządku. Więc chyba nie chodzi o porządek, a o odpoczynek. A więc pojawia się nowa perspektywa:

zostawiam bałagan i idę spać




ALBO
zostawiam bałagan i idę na spacer
zostawiam bałagan i idę pogadać z przyjaciółką

Kiedy przestaję się upierać na jednym rozwiązaniu, łatwiej jest mi być szczęśliwą, bo łatwiej znaleźć swoje potrzeby i je zaspokoić, chociażby marząc.

MARZENIA


I tu jeszcze taka myśl, obserwacja: dzieciaki uwielbiają marzyć i czasami to wystarcza, by ich potrzeby były zaspokojone, dostrzeżone!

Ach synuś! Ale byłoby cudownie nie wstawać wcześnie do szkoły, cały czas się bawić, jeść tylko lody, mieszkać w kraju, gdzie codziennie świeci słońce i jest ciepło. Jak byłoby cudownie bawić się z mamą i tatą od rana do wieczora.

Marzenia są od tego, aby bawić się na całego!

U nas to działa i wcale nie chcą nic więcej, tylko sobie marzymy. Jasne, że to nie jedyny nasz sposób. To, co działa u nas, u innych może okazać się totalną klapą. Dlatego warto mieć kilka opcji i nie ustawać w poszukiwaniach nowych.

czwartek, 7 maja 2015

Nie mów PRZEPRASZAM

Czasami zdarza się tak, że popsuję relacje z moimi bliskimi i wypadałoby powiedzieć PRZEPRASZAM, nie chciałam i zacząć się może tłumaczyć w stylu: "no wiesz, ale ja, mamusia....". Tyle, że to nikomu nie służy. Ja pozostaję w poczuciu winy, podłym nastroju, z żalem i smutkiem. Dziecko zaczyna czuć się winne i w dodatku matkę nie obchodzi co ono czuje, bo i tak nadaje cały czas o sobie, jaka to ona biedna, bo zmęczona itd. Jasne, że zmęczona itd., nie przeczę, tylko czy dziecko jest w stanie zaradzić naszemu zmęczeniu, jest w stanie unieść moje trudne emocje, problemy - czo ono jest od tego? No według mnie raczej nie. 

To dość duży kaliber emocji, by obarczać nim dziecko. Poza tym nie warto nim obarczać nikogo, bo nikt nie jest odpowiedzialny za moje uczucia poza mną samą. Dlatego staram się skupiać na sobie i szukać odpowiedzi na pytanie czego to ja właściwie chcę, kiedy czuję ten smutek, żal czy kiedy pojawia się poczucie winy.

Jeśli chodzi o relacje z dzieckiem, które zostały zerwane (za każde relacje), to wiem, że ja jestem odpowiedzialna za ich jakość i formę. A mnie zależy na więzi, bliskości i przejrzystości tej relacji. W gruncie rzeczy chcę tworzyć RELACJE, a nie upierać się na swojej RACJI. Porzucam więc racje, na rzecz relacji.

Kiedy więc zdarzy się, że ta bliskość z dzieckiem zostaje zerwana, nadszarpnięta i wypadałoby powiedzieć przepraszam to, po pierwsze, uświadamiam sobie to, że mnie zależy właśnie na byciu w bliskiej, szanującej i odpowiedzialnej relacji. Po drugie to ja wychodzę do niego pierwsza i mówię:

www.wstrefiemamy.blogspot.com
 

"wiesz...widzę, że, kiedy krzyknęłam, to chyba się wystraszyłeś, tak?"

pada ciche TAK

"i jest Ci teraz smutno, a może się nawet boisz?"

"smutno mi"

"bo bardzo chcesz mi coś powiedzieć?"



"tak"





"Aha. I prosisz bym Cię posłuchała?"

 "tak"

"mi też zależy na tym, by z Tobą porozmawiać, a przed chwilą się to nie udało"


Właśnie o to mi chodzi, by nawet pod wpływem trudnych emocji i stresu nie wybierać drogi na skróty. Zamiast krzyczeć, zrywać relacje, upominać, manipulować wolę zapytać siebie czego chcę i to wyrazić w pełni:

"Wiesz co... trochę się niepokoję, bo chcę dopisać ten artykuł i kiedy coś do mnie mówisz, to Cię nie słyszę, i nie potrafię się skupić na pracy. Chcę to dokończyć, poczekasz 5 minut?"

Jasne, że dziecko może nie chcieć odejść i bardzo mu zależy, by ze mną porozmawiać. Wtedy łapię oddech i myślę: ok to może ja mu dam 5 minut, mnie jest łatwiej, ja już to potrafię, a on się dopiero uczy. Po prostu sprawdzam, czy mogę przerwać na jakiś czas.

W przepraszaniu chodzi o to, by skupić się na uczuciach: swoich i drugiej osoby. 

"Wiesz, ta rozmowa nie potoczyła się tak jakbym chciałam. Teraz zrobiłabym inaczej. Zastanawiam się nad tym, jak Ty się masz? Może się zdziwiłeś moją reakcją, nie wiedziałeś o co mi tak na prawdę chodzi, tak?"

środa, 29 kwietnia 2015

Nikt mnie nie lubi

Rodzice chcą wspierać u dzieci ich poczucie własnej wartości i wiarę w siebie. Przychodzi taki moment, kiedy zostajemy postawieni niejako pod murem, gdy dziecko mówi: "nikt mnie nie lubi". Co wtedy mówić? Może opowiem co ja mówię. Czy to działa? Hmm, nie wiem. Dowiem się za jakiś czas. Póki co widzę, że moje słowa zbliżają mnie do dziecka, że ono, po prostu, chce ze mną rozmawiać, że darzy mnie zaufaniem.

Pierwszy krok jaki robię, to jestem z dzieckiem w 100%. Odkładam wszystko: książkę, telefon, telewizor, sprzątanie, rozmowę z innymi (mówię do rozmówcy: "wiesz, to co A. do mnie mówi, jest dla mnie ważne, chcę z nią teraz być. Proszę poczekaj, przyjdę do Ciebie, kiedy skończę.")

Drugi krok: słucham, słucham, słucham. Najlepiej nic nie mówić, ewentualnie: "aha, hmmm". Daję przestrzeń do mówienie tak, jak dziecko chce, łącznie z płaczek, frustracją czy złością i tak by ono i inni byli bezpieczni. Staram się nie oceniać. Jasne, że w głowie pojawiają się różne myśli, interpretacje, rady, pomysły, gotowe rozwiązania jak dziecku pomóc itp. Zostawiam to tam, gdzie jest i nie pozwalam, by wyszło poza myśli. Po prostu daję dziecku czas i możliwość, by powiedziało to swoimi słowami, więc skupiam się na tym, co ono mówi. Przytulam, podaję chusteczki, jestem.

Kiedy dziecko już troszkę ochłonie próbuję ubrać w słowa jego uczucia i potrzeby. I mówię coś w rodzaju:

- "Kiedy mówisz, że nikt Cię lubi, to czy to znaczy, że chciałabyś mieć kogoś kto zawsze będzie blisko, kogo Ty lubisz i on Ciebie?"

- "Tak,chcę mieć taką koleżankę, która zawsze się będzie ze mną bawić"

- "Aha, chcesz wiedzieć, że możesz na nią liczyć"

- "Bo ja czasami coś mówię, a oni mnie nie słuchają i odchodzą"

- "Aha, chcesz, żeby poczekali i posłuchali?"

- "Tak....."

Jeśli taka rozmowa trwa dłużej a dziecko na pytanie "jak myślisz co możesz zrobić" nie ma żadnego pomysłu to warto spróbować coś zasugerować, ale dopiero po tym, jak ono wyrazi swoje uczucia.

- "Aha słyszę, że zależy Ci na dobrych kontaktach ze swoimi przyjaciółmi i kolegami. Mam pewien pomysł. Chcesz usłyszeć?"

- "Tak"

- "A jakby to dla Ciebie było, gdybyś usłyszała, że oni Cię lubią i jednocześnie czasami chcą robić coś innego, z kimś innym, albo może zwyczajnie nie wiedzą co im proponujesz. Może spróbujesz im powiedzieć, że chcesz z nimi iść, chcę o coś zapytać?"

- "Pytam czy mogę się bawić z jedną osobą, a ona mówi, że musi zapytać tą drugą i obie mówią że nie wiedzą"

- "Aha i Ty sama już nie wiesz co robić"

- "No właśnie"

- "A gdybyś powiedziała im tak: to zobaczmy jak nam będzie razem, sprawdzimy-dobra? Jak będziecie chciały pogadać same to mi powiecie-ok?"

- "No może..."

A więc widzę, że to jest dla mojego dziecka trudne. Nowe wyzwania, bywają owiane obawą i nie chodzi o to by się nie bać, lecz by pomimo lęku działać.

No to mówię dalej:

"Wiesz, ja czasami tak mam, że sobie coś myślę, a potem okazuje się, że w rzeczywistości jest inaczej. Wydaje mi się, że warto je zapytać, co chcą robić i czy mogłabyś się przyłączyć i nie wierzyć swoim myślom, zwłaszcza takim jak na przykład, że moje koleżanki mnie nie lubią."

Czasami dzieci zaczynają wierzyć swoim myślom, nie pytają, nie wychodzą z inicjatywą. Co tam dzieci, ja też tak miewam, że nie podejmuję mnóstwa wyzwań, bo lepiej nie ryzykować, nie narażać się na odrzucenie, bo z góry to zakładam. A gdybym założyła, że z ciekawością zapytam: jeśli ktoś zechce spełnić moją prośbę to super, jeśli nie to znajdę inny sposób na poradzenie sobie.

MOTYWOWANIE DO DZIAŁANIA

Mogę jeszcze dodać:

 "Widzę, że to Cię bardzo smuci, bo bardzo chcesz się z nimi przyjaźnić. Wiesz, warto próbować z uśmiechem do nich wychodzić, starać się się pytać co one chcą i wierzyć, że albo one się z Tobą zaprzyjaźnią albo poradzisz sobie i znajdziesz inny sposób na świetną zabawę. Najwięcej zależy właśnie od Ciebie! Sprawdź jak to dla Ciebie będzie. Chętnie z Tobą o tym znowu porozmawiam."


czwartek, 16 kwietnia 2015

Mamo, gdzie jest moja bluzka, skarpetki i spodnie i ......

Temat trudnych emocji, a w tym głównie uczucia złości, budzi spore zainteresowanie.

Kiedy pojawia się we mnie uczucie złości, to staram się zatrzymać. Nic więcej nie robić, nie mówić, no może wyjść do drugiego pokoju, by tam pomyśleć, pooddychać. Czasami mówię, że bardzo się zdenerwowałam i potrzebuję się uspokoić. Mam wtedy na myśli to, że chcę ze sobą pobyć, poszukać oceniających myśli, które wywołały złość i zastanowić się, czego ja tak na prawdę chcę, jak ważna potrzeba doprasza się spełnienia???

Dla przykładu opowiem, jak wyglądał ten proces w praktyce.

Poranek przed wyjściem do szkoły.
Nastolatek pyta, gdzie jest jego bluzka, spodnie, skarpety. Na 365 dni w roku, takich dni przypada 300. Działając z automaty albo mówię, gdzie jest jeśli wiem, albo się wściekam, bo myślę sobie, że to już chyba najwyższy czas, by się nauczył dbać o swoje rzeczy, przygotowywać je wcześniej, albo zwyczajnie poszukać i nie zawracać głowy innym. Jeśli się nie zatrzymam, to myśli wprawię w czyn i już mam po dniu, a dziecko zapewne też radosne do szkoły nie wyjdzie.

Zatrzymuję się więc. Łapię oddech i pytam się o co mi właściwie chodzi. I poza zwyczajnym spokojem, łatwością i skutecznością działania, czuję, że coś tam jeszcze jest. No to kopię dalej. To w zamian za te niepokój, frustrację, zamieszanie, to ja chcę, by ten młody człowiek był zwyczajnie SZCZĘŚLIWY.

I to jest to. I zapewne on też tego chce. Dodatkowo to, co już wcześniej mówiłam: potrzebuję spokoju i łatwości w przygotowywaniu się do wyjścia z domu (ja i jednocześnie dziecko też). I nagle otwierają mi szuflady z pomysłami jak to osiągnąć. A zanim to nastąpiło, poczułam smutek (króciutko), bo trudno mi znaleźć taki sposób, by zadowolić i siebie i drugą stronę. Potem nadzieja i radość, bo nagle do głowy weszła POTRZEBA SPRAWIENIA PRZYJEMNOŚCI i sobie i dziecku.

Pierwszy krok był taki, że w swoim sercu pozwoliłam sobie na złość. W myślach przyglądałam się ocenom i pozwoliłam im swobodnie płynąć, choć nie pozwałam się im wciągnąć.

Drugi krok szukałam potrzeby - O CO MI CHODZI, tak długo aż znalazłam, nie spieszyłam się. ZWOLNIŁAM

Trzeci krok znalazłam sposób, sam przyszedł do głowy

Czwarty krok nawiązałam z nastolatkiem relację. "aha, nie masz pojęcia, gdzie wczoraj zostawiłaś tą bluzkę i się niepokoisz, że nie zdążysz, a zależy Ci być na czas"

Ona już sama szukała rozwiązań, ja z głębi serca i dzikiej radości pomagałam znaleźć bluzkę. Nie znalazłyśmy jej w domu. Wsiadając do samochodu okazało się, że właśnie tam została. Ani ja, ani on o tym, zupełnie nie pamiętałyśmy. I to mi pokazało,że ja dorosła nie jestem idealna, że zapominam, więc nie warto oczekiwać od siebie perfekcjonizmu, co ułatwi nam szanowanie nie-idealności innych.

I właśnie o tym, po części, będę mówić na warsztatach w Rybniku. Taką relację z nastolatkiem spróbujemy przełożyć na kontakt z dzieckiem w każdym wieku, a nawet z dorosłym. To-czyli empatia, kontakt ze swoimi uczuciami i potrzebami, działa za każdym razem: z dwulatkiem, pięciolatkiem czy czterdziestolatkiem. Zapraszam Was serdecznie, chętnie przekażę Wam to, co do tej pory udało mi się wypracować, nauczyć i doświadczyć, by i Wasze życie płynęło w pełni i szczęściu.


poniedziałek, 30 marca 2015

Klimatyczne miejsce i relacje pełne akceptacji

Piszę tak prawie na świeżo, by podzielić się refleksjami i tym, co w sobie zauważam, po ostatnim empatycznym spotkaniu o "konfliktach w rodzeństwie". To był weekend pełen wrażeń.

Sobotni empatyczny dzień wśród mam, codziennych zmagań rodzicielskich, w kręgu własnych uczuć i potrzeb, które doskonale się ujawniają w chwili, kiedy przychodzi nam wzrastać w rodzinie, wśród dzieci i bliskich relacji.

To ciepłe spotkanie odbywało się w bardzo klimatycznym miejscu, w otoczeniu sztuki i artystycznego gustu, gdzie bardzo blisko do ogniska domowego ciepła i "Żyrafich relacji", co nawet przypominały nam dwie Żyrafy:
Żyrafy ze Studia Home Made Tatoo

Wnętrze studia Home Made Tatoo w Bielsku Białej, bo tam odbyły się sobotnie warsztaty, to miejsce z duszą i pasją, wypełnione ręcznie plecionym dywanem i serwetkami, własnoręcznie szytymi poszewkami na poduszki, wypełnione kolorowymi dodatkami, zdjęciami, projektami, obrazami i rzeźbą. Byłam i jestem nadal tym zachwycona. Moja potrzeba piękna została zaspokojona.

Miejsce i klimat tak przytulny, że powstał pomysł, by spotykać się tam częściej. Zdjęcia ze strony tylko po części odzwierciedlają magię tego miejsca. Zajrzyjcie tam koniecznie, może przy okazji następnego naszego spotkania. Zobaczcie jak tam jest tutaj

By poczuć jak jest,warto po prostu być. Dla mnie jest to zazwyczaj okazja do bycia głęboko ze swoimi uczuciami i potrzebami. Otwieram się wtedy na uczucia i potrzeby innych, zwłaszcza uczestników, choć i przy okazji dostrzegam coś w swoim życiu. Tym razem, poza naładowaniem baterii, uruchomiłam w sobie uważność na życie i na to, co ono niesie. Pojawiła się akceptacja, ufność i zgoda. To z kolei daje mi gotowość do działania, bo wiem, że z samej wiedzy jeszcze nic nie wynika. Warto po prostu działać, sprawdzać, próbować....co chwilę, nieustannie, codziennie!

Jeśli teraz sobie z czymś nie radzę, to wcale nie znaczy, że mam już pozamiatane! Mogę sobie z tym poradzić, mam w sobie gotowość na zmianę, otwartość do rozwoju i chęć do słuchania i uczenia się.

Mam też Boga, który mnie wspiera i daje łaski. Z Nim wszystko jest możliwe!

Dziękuję Agata za to, że jesteś, za Twoją obecność na spotkaniu i za to miejsce!

Dziękuję Agnieszko! Za Twoją żywą obecność!

Dziękuję Kasiu! Za Twoją autentyczną obecność!

Dziękuję Maju! Za Twoją szczerą obecność!

Dziękuję Wam tak po prostu, że byłyście: prawdziwe, wzbogacające moje życie, aktywne i że stworzyłyśmy relację bliską i pełną akceptacji.

Była MOC!!!

piątek, 13 marca 2015

"Wojna domowa" czy konflikt dający radość?

"Kłócące się" dzieci to dla mnie chleb powszedni. Czasami ich w ogóle nie zauważam, innym razem nad wyraz mi przeszkadzają. To jak ja to odbieram w ogromniej mierze, w właściwie w 100% zależy wyłącznie ode mnie samej,od mojego samopoczucia, nastroju, emocji, jakie przeżywam i ilości moich zaspokojonych, bądź nie, potrzeb. Ja też w 100% odpowiadam za swoje własne zachowanie i reakcję na te konflikty.

Jeśli nie mogę zmienić kłócących się dzieci, a nie mogę, bo nie mam takiej mocy, to mogę zmienić moje własne myślenie na ten temat. Wraz ze zmianą nastawienia, zmienia się moje zachowanie i reagowanie na konflikty. I wcale nie propaguję tu bezstresowego wychowania. Zresztą, każdy kto ma choć jedno dziecko i oczy szeroko otwarte,widzi, że stresu, frustracji i złości nie da się wyeliminować i chyba nawet nie warto. A to co warto,to wykorzystać te emocje do zaopiekowania się sobą. W pierwszej kolejności sobą, a później drugim człowiekiem.

I właśnie o tym będzie na kolejnych moich warsztatach: o zmianie SWOJEGO myślenia, nastawienia, o pracy nad sobą, o trosce i życzliwości dla siebie. Wszystko po to, by łatwiej sobie radzić z tymi "nieustającymi" konfliktami, by budować relacje, a nie skupiać się na swoich racjach, by tworzyć a nie niszczyć. By życie nasze i naszych bliskich było bogatsze.

Wiecie dlaczego czasami nie lubię kłótni? Bo czasami zdarzy się, że popłynę i zerwę relację, by udowodnić rację i wtedy pozostaje mi już tylko smutek, żal, tęsknota za tym co zbliża i buduje.

A czy można w takim razie konflikty lubić? Hmmm, na pewno można na ich podstawie budować relacje. Mogą one ludzi zbliżać i w efekcie końcowym odczuwać radość i mieć zaspokojoną potrzebę bliskości i wspólnoty. Mówię "na pewno", ponieważ mam to przetestowane na własnej skórze i skórze moich dzieci. I widzę, że to działa. Tylko, że nie mam zaczarowanej różdżki, ani wy jej nie będziecie mieć. Metoda na kij i marchewkę też na dłuższą metę nie działa - nie buduje więzi, poczucia własnej wartości, pewności siebie, samodzielności i wielu jeszcze aspektów, na którym nam, rodzicom, właśnie zależy.

To co działa? Co robić? Dużo, by pisać. Więcej opowiem na spotkaniu 28 marca w Bielsku Białej, a póki co powiem tak:

Empatia dla siebie
Empatia dla każdego z osobna dziecka, będącego w konflikcie
Akceptacja uczuć
Szukanie potrzeb
Pomoc w znajdywaniu strategii
Mediacja
Samodzielność i odpowiedzialność dzieci będących w konflikcie
Wiara i zaufanie dzieciom
Siła ochronna

To tylko hasła, które pomagają, o których będzie więcej, już wkrótce, na blogu i na warsztatach.

Zapraszam na nie serdecznie

 
„KONFLIKTY W RODZEŃSTWIE” w oparciu o ideę Porozumienia bez Przemocy
Konflikty dziecięce Cię przerażają? Masz poczucie winy i wyrzuty sumienia, bo sobie z nimi nie radzisz?
Chcesz wiedzieć kiedy i jak „wkroczyć do akcji”? Chcesz pomóc im się dogadać? Potrzebujesz pewności, że to, co robisz jest skuteczne, efektywne i bezpieczne?
Nie wiesz co robić, kiedy Twoje dziecko uderza, gryzie brata, siostrę, kolegę?
Martwi Cię, że Twoja pociecha zatraca się w złości, gniewie, histerii albo zupełnie nie potrafi się obronić?
Twoje dzieciaki cały czas krzyczą, biją się między sobą i kłócą, a Ty masz już dość?
Wspólnie poszukamy odpowiedzi na pytania:
1.      Jakie jest źródło dziecięcych konfliktów?
2.      Jak pomóc dzieciom się dogadać, czyli kilka słów o mediacji?
3.      Czy rzeczywiście dziecięce kłótnie to samo zło?
4.      Jak nauczyć dzieci bezpiecznie i konstruktywnie „być w konflikcie”?
5.      Jak zapobiegać konfliktom?
PRZYJDŹ NA SPOTKANIE SERDECZNIE CIĘ ZAPRASZAMY TYM RAZEM BEZ DZIECI
KIEDY?
28 marca SOBOTA
GODZINA 10-14
GDZIE?
HOMEMADE TATTOO
BIELSKO BIAŁA
UL.Komorowicka 15


CENA
80 zł osoba
PARA 120 zł
ZAPISY I INFORMACJE
Tel. 604 187 548
kasia@czarnota.eu

sobota, 7 marca 2015

Sobotnie sprzątanie jak zdobycie MOUNT EVEREST

Sobota - od zawsze kojarzy mi się ze sprzątaniem.

SMERF MARUDA - JAK JA NIE CIERPIĘ SPRZĄTANIA


Dziś wykrzyczałam:

"Nienawidzę sprzątania tego domu. Bleeeeeee, co za bałagan, gdzie się nie obejrzę, to wszędzie jakieś badziewie" Tupałam nogami, machałam rękami, rzuciłam plastykową łopatką do patelni teflonowej. Trzasnęłam drzwiami, takimi, którymi trzaskać się nie da, bo jakoś zawsze robi się taki nurt powietrza, że zanim nimi trzaśniesz, one zwolnią!

Na pytanie męża: "co się dzieje" - krzyczałam nic. Dzieci mu wyjaśniły, że mama się zdenerwowała, bo wszędzie jest bałagan

A potem, dodałam, że nienawidzę, tego parapetu, na którym ZAWSZE JEST BAŁAGAN.

Musiałam wyglądać jak szalona - opętana potrzebą porządku.

Złość na prawdę jest ok, uczucie jak każde, ani dobrem, ani złe - po prostu jest, po to, by się o mnie zatroszczyć.Tu konkretnie wynika z niezaspokojonej potrzeby współpracy, bycia ważnym dla innych i bycia braną pod uwagę, no i z potrzeby porządku. W Porozumieniu bez Przemocy złość wynika właśnie z jakiejś aktualnej, ważnej i niezaspokojonej potrzeby. Służy więc informacji o tym, co się ze mną dzieje i daje sygnał:

NO ALE HALO - JA TU STOJĘ I KRZYCZĘ - TY JESTEŚ WAŻNA - ZADBAJ O SIEBIE

 CO Z TYM PORZĄDKIEM?

Pewien znajomy żartował, że jeśli otworzy restaurację, to zatrudni mnie na stanowisku Menadżerki ds. Porządku.
Boże jak ja kocham porządek i jednocześnie nienawidzę stanu w jakim mnie aktualnie postawiłeś.
No uwielbiam porządek, estetykę, poukładaną przestrzeń - wszystko na swoim miejscu. Tylko jednej rzeczy OD DZIECKA nie cierpię - SAMEJ DBAĆ O TEN PORZĄDEK (i tu ukryła się potrzeba współpracy i chęć bycia braną pod uwagę).

Kurcze, najpierw było:

"posprzątaj po siostrach - jesteś starsza i mądrzejsza" Boże, czy Ty wiesz, jak ja bardzo tęsknie za byciem małą i głupią, taką, co to nic nie musi, bo za mała????

Teraz jest:

"jesteś matką i to matką polką to sprzątaj ten dom, jesteś pracowita, sama dajesz radę, sama posprzątasz najlepiej, no kto to widział, żeby kogoś do sprzątania zatrudniać"

zauważyliście ile myśli w jednym babskim umyśle - gwarantuję, że tam się zmieści więcej,zwłaszcza jak emocje mnie zalewają. Ponieważ teraz piszę już po "powrocie do siebie" to jest ciut mniej.



RZECZYWISTOŚĆ:

jeśli chcesz mieć PEDANTYCZNY, piękny, estetyczny DOM przy trójce dzieci i mężu, który nie ma potrzeby porządku (no ok,potrzebę może ma, ale zamiaru sprzątania z własnej i nieprzymuszonej woli to już nie) to albo się zajedziesz albo ZAPOMNIJ o ładzie i porządku. No ok jest jeszcze jedna, mało wciąż u nas popularna, opcja: zatrudnij panią do sprzątania (no bo panowie to zapewne rzadkość).

Pewno mogę PROSIĆ O WSPÓŁPRACĘ moich domowników, mogę motywować, zachęcać, mówić o swoich uczuciach i potrzebach i oczywiście TO DZIAŁA, ale na góra 30 min w jedną sobotę w miesiącu. A trzeba się przy tym mocno kreatywnie nagimnastykować, by rodziny nie przymusić (choć i tak zapewne lekki mus odczuwają).

PRAKTYKA:

Jasne dzieci mi chętnie pomogą-jeśli im będę dokładnie palcem wskazywać co mają zrobić, co wiąże się zporzuceniem swojej pracy i zabawę w poilicjanta, który pilnuje czy dziatwa rozkazy wykonuje. Nie zapominajmy, że dla dzieci NAJWAŻNIEJSZA JEST POTRZEBA ZABAWY, jak mama prosi o pomoc, to jasne-idziemy, ale za 5 minut już zapominamy i do zabawy wracamy.

Mąż-chętnie o ile nie ma swoich, jakże ważnych i potrzebnych, spraw do załatwienia. I nie mówię to wcale sarkastycznie. No i oczywiście relaks przed TV też jest ważny (tylko dlaczego ja tak nie mam)

No sobotnie sprzątanie to jak wyjście na MOUNT EVEREST. Co tam sobotnie, codziennie trzeba się wspinać na szyty własnej kreatywności, by domu nie doprowadzić do stanu jak po tornado. A huragan i tak przyjdzie.



Oby wiosna i lato szybko przyszły. Kiedy wyjdę z domu na cały dzień, to bałagan będzie mnie krócej drażnił.

Cały ten post to takie moje EMPATYCZNE BYCIE Z SAMĄ SOBĄ, ze swoimi uczuciami i niezaspokojonymi potrzebami. A co rodzina dziś widziała - autentyczne przeżywanie złości.


czwartek, 26 lutego 2015

Jak dbać o siebie....i o złość

"Życzę Ci dni bez łez i bez złości" trafiłam wczoraj na takie oto zdanie, życzenia składane przez bliskie sobie osoby.

A ja sobie życzę, by czasami umieć pokazać łzy i złości, zwłaszcza przed bliskimi. By być prawdziwą i autentyczną, łez się nie wstydzić, a złością nie przerażać.

Łzy wypływają ze smutku, żalu, bólu, bezsilności, bezradności.

Złość to uczucie, które wypływa z jakiej ważnej i aktualnej potrzeby, której nie udaje się zaspokoić. Podobnie zresztą jest ze smutkiem, żalem, bólem, bezradności i bezsilnością. One też mówią mi o tym, że czegoś bardzo potrzebuję, właśnie tu i teraz, kiedy to czuję. Dzieci też tak mają. Każdy człowiek tak funkcjonuje, że coś czuje, kiedy ma jakąś potrzebę.

Wtedy, gdy czuję radość, zadowolenie, spokój to wiem, że mam te potrzeby zaspokojone.

Kiedy czuję właśnie np. złość, to wiem, że nie drugi człowiek jest tego przyczyną, tylko MOJA NIEZASPOKOJONA POTRZEBA! A pojawiające się uczucie jest tego naturalną konsekwencją.

Kiedy więc moje/Twoje dziecko krzyczy:

"jestem teraz złaaaaa!!!!!"
"jesteś głupia"
"nie lubię Cię"
"ona kłamie"
"nie będę jej słuchać"

albo wpada w furię, tupie nogami, kładzie się w supermarkecie na podłodze, piszczy, upiera się przy swoim NIE

to "na chwilę" zapominam, odkładam, nie zwracam uwagi na to zachowanie, tylko mówię:

"widzę, że się wściekłaś!", "aha, widzę, że bardzo się rozzłościłeś!", "hmm czujesz teraz ogromną złość?"

albo

stoję i patrzę, nic nie mówię - pozwalam się pozłościć, potupać nogami, rzucić poduszką (czymś bezpiecznym)
przytulam

KAŻDY (DZIECKO TEŻ) człowiek potrzebuje 100% AKCEPTACJI nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy czuje ZŁOŚĆ.

SIŁA OCHRONNA

Są sytuacje, w których nie ma na co czekać, stać i patrzeć, aż pod wpływem złości, dojdzie do zranienia, do krzywdy.

Kiedy widzę, że ręka jednego dziecka podnosi się w górę i jest skierowana w drugiego? NIE CZEKAM aż się "pozabijają". Wkraczam i zatrzymuję tą rękę. Staję między nimi, jednego z nich (tego w silniejszych emocjach) przytulam, obejmuję, przyjmuję jego uczucie (mogę przyjąć to na poduszkę, którą mam przy sobie, by chronić też siebie)



A co mówię, to jest napisane wyżej. Generalnie nie oceniam. A jeśli już chcę coś powiedzieć to czekam aż emocje opadną, aż zostaną w 100% wylane, wypowiedziane, wyskakane. Bez tego ani rusz. Mam 100% gwarancję, że do osoby "zalanej" uczuciem złości, NIC nie dotrze, ona NIC nie zapamięta, i NICZEGO się nie nauczy.No chyba, że chcę ja nauczyć, pokazać, powiedzieć, że jej złość mnie nie obchodzi, czyli to co się z nią dzieje, co czuje i czego potrzebuje, jest dla mnie bezwartościowe, bo bardziej się liczy zasada, albo ja sama. Tak, ja wiem, że to jest trudne. W takich chwilach i ja sama mam już "po korek". Kiedyś dałam radę: nic nie mówiłam, słuchałam, zatrzymałam rękę, powiedziałam: "widzę, że się strasznie zdenerwowałeś", innym razem nic nie powiedziałam. Później patrzyłam na to zdarzenie jak na sukces, mój własny - dałam radę! Powstrzymałam się od moralizowania. Poskutkowało i w tej trudnej sytuacji złapałam z dziećmi kontakt. Kiedy sytuacje konfliktowe się powtarzają, staram się robić właśnie to, co buduje relację, czyli:

jestem z uczuciami
zastanawiam się o co chodzi (jaka jest za tym zachowaniem potrzeba)
mówię co widzę 
daję empatię
czekam, aż uczucia się wybrzmią

Dopiero potem mówię, że kiedy widzę jedną rękę zaciśnięte na ramieniu drugiej osoby, to czuję przerażenie, bo potrzebuję dla Was obu bezpieczeństwa, chcę się o Was zatroszczyć. Dlatego proszę weź poduszkę, paczkę chusteczek i uderz nią o podłogę. Chcę byście złość wyrażali w taki sposób, by wszyscy byli bezpieczni.

ZŁOŚĆ nie jest ani dobra, ani zła. Ona po prostu JEST zupełnie neutralna. To co robimy pod jej wpływem bywa raniące dla nas lub innych. Zawsze jednak robimy to, by zaspokoić nasze potrzeby. Pytanie, czy rzeczywiście wybierając taką czy inną strategię udało nam się zaspokoić tę potrzebę. Jeśli nie, to warto potraktować to jako próbę i poszukać innego lepszego sposobu.

Nasze dzieci się tego dopiero uczą - doświadczając. Jeśli mówią "głupia jesteś" to nie dlatego, że chcą nas zranić, tylko dlatego, że nie znają innego lepszego sposoby na wyrażenie swoich uczuć i potrzeb, bo ich zasób wiedzy jest jeszcze niepełny, a pod wpływem emocji ich mózg zwyczajnie nie myśli logicznie. 
Zresztą ja też tak mam, że kiedy się złoszczę to "wychodzę" z siebie, gadam rzeczy, które mnie potem dziwią i zastanawiam się co mi się stało. No rozumowe, logiczne i myślowe klapki mózgu mi odpadły i zostały tylko gadzie, instynktowne emocje. I dobrze, bo one mnie mają chronić. Złość pełni funkcję ochronną i informacyjną. To uczucie mi wykrzykuje:

"zajmij się sobą, już czas, już masz po korek, bardzo, ale to bardzo potrzebujesz:

odpoczynku
spokoju
współpracy
troski
uznania
akceptacji

i czego tam jeszcze chcecie"

W złości nie chodzi o drugiego człowieka, tylko O MNIE SAMĄ, to ja jestem na tyle ważna, że moje emocje mi krzyczą "WEŹ SIĘ ZA SIEBIE", pomyśl, czego potrzebujesz i poszukaj sposobu, by to dostać. Poproś o pomoc, znajdź kilka strategii, szukaj, kop, aż znajdziesz. SPRAWDZAJ co Ci służy, co wzbogaca Ciebie i Twoich bliźnich.

Jesteś jak sklep porządnie wyposażony, no taki SUPERMARKET w największym mieście świata czynny 24h na dobę. Znajdziesz tam dosłownie wszystko, czego dusz zapragnie! Ty to rozdajesz ludziom za darmo, zwłaszcza bliskim, tym na których Ci zależy. Jak się wszyscy dowiedzą, że jest 100% przecena na cały asortyment, no to się od ludzi nie odgonisz i sama zauważasz, że do tygodnia czasu sklep masz pusty! Nie miałaś czasu, by zajechać po towar, nawet, by go przez neta zmówić. Żaden przedstawiciel handlowy, zasobów w Twoim sklepie nie uzupełnił! Cały czas trwała wyprzedaż, co tam rozdawnictwo totalne i teraz TRACH! Ludzie się już nauczyli, przychodzą do Ciebie, a u Ciebie PUSTKA! Chcesz znów mieć swój sklep pełny? Zamknij go na chwilę, zajedź po towar, uzupełnij braki. Nikt tego za Ciebie nie zrobi. Upadniesz, będziesz musiała zamknąć swój sklep, swoje serce.


środa, 18 lutego 2015

Od serducha...na walentynki, właśnie dziś

Doświadczyła dziś bardzo nieoczekiwanej radości, ofiarowanej prosto od serca syna mego, już jutro 8-letniego! No i chcę się tą radością dzielić z Wami, świętować, wydłużyć to co czuję.

Pyta mnie rano syn:

"Mamo, a mogłem sobie zabrać złotówkę?"
Zabrał wczoraj a pyta, rzecz jasna, po fakcie, co akurat wcale mną nie wzruszyło. Mamy takie pudełko na drobniaczki, z którego w razie potrzeby można coś zabrać i dzieciaki zawsze pytają, czy mogą, choć, jak widać, czasami z opóźnieniem. No ale nie o tym chcę pisać.

Odpowiadam więc synowi:

"Jasne, że mogłeś. A chciałeś sobie coś kupić?"
Syn: "no tak, bo wiesz, kupiłem sobie coś na Walentynki" Ja wiem, że one były kilka dni temu, ale to nic, kupiłem dzisiaj"
Ja: "aha" ps. (ja usłyszałam, że on sobie coś kupił na Walentynki, a on powiedział "Tobie")
Syn: "a Ty lubisz lizaki"
Ja: "nie, nie bardzo"
Syn: "aha, no tak, to ja idę dać tego lizaka do Twojej szufladki, tam już masz jednego od taty"

I tu nastąpiło OLŚNIENIE "mało uważnej" matki ;)Przecież ten lizak jest DLA MNIE

Mówię więc:
"czekaj, czy Ty tego lizaka kupiłeś dla mnie?"
"Tak"

"aha, a to chodź tu do mnie, bo to jest dla mnie ważne, doceniam to i widzę, że to dla Ciebie też jest ważne! Ależ się wzruszyłam, aż łzy mi do oczy napłynęły. Dziękuję Ci bardzo! Ach, dając mi tego lizaka, chcesz, żebym wiedziała, że jestem dla Ciebie ważna?"

"Tak" i pojawił się na jego buzi taki błogi uśmiech.

"Wiesz, cieszę się, że mi go dałeś, bo on przypomina mi moje dzieciństwo. Kiedy ja byłam dzieckiem w sklepach były właśnie takie lizaki. Bardzo się wzruszyłam."

I były uściski, przytulaki i w ogóle milaśnie!!!


piątek, 13 lutego 2015

Zamień etykiety i oceny na żywy kontakt

Dziś wpis krótki z linkiem do artykułu, który napisałam dla http://beskidzkamama.pl/

o ocenach,etykietach, uczuciach

Na życzenie jednej z czytelniczek tego portalu.

Bardzo chętnie napiszę coś na Wasze życzenie. Piszcie w komentarzach lub na Facebooku albo bezpośrednio do mnie na:

kasia@czarnota.eu

CO WAS INTERESUJE?

a oto link do artykułu:

ZAMIEŃ OCENY I ETYKIETY NA ŻYWY KONTAKT

środa, 11 lutego 2015

Skaczę z radości

Czuję dziś radość, bo moja potrzeba kontaktu z rodziną jest zaspokojona. To niewiele mówi, a że mam jeszcze niezaspokojoną potrzebę świętowania i dzielenia się tą radością, to opowiem coś więcej, bo to właśnie z Wami chcę się podzielić.

Otóż odkąd są ferie, to w naszym domu są zmiany. Takie zwykłe, naturalne: dzieci są w domu, a więc jest i głośniej, jest wrzawa, więcej zabawek, rzeczy, garów, szklane, talerzyków, mokrych ubrań po śniegu, suchych i brudnych też sporo i takie tam - życie w rozgardiaszu. A!!! I zapomniałabym o kłótniach, których co dziennie z mężem słuchamy (nawet jak słuchać nie chcemy), czasami o bójkach i takie tam - tam, gdzie dzieci więcej niż jedno, to tak to bywa. No więc było nam trudno, mi i mężowi. No bo nasza potrzeba ciszy, efektywnej pracy i sprawczości nie zaspokojona (tak - oboje pracujemy w domu). Na dokładkę potrzeba troski o kłócące się dzieci, bycia usłyszanym, brania ich i nas pod uwagę - no cóż, ciężko. Coś z tym trzeba zrobić! Tylko CO???

Otóż 4 kroki Porozumienia bez Przemocy

przykład:

Dzieci wychodzą z domu. Dwoje i tata już gotowe. Trzecie siedzi, gra, nie ubrane i wcale nie zamierza skończyć grać. Siostra mówi, eeee co tam, krzyczy:

"hej kończ już to WYCHODZIMY!!!"

Brat zero reakcji. Ja siedzę przy komputerze i słyszę. Domyślam się jak to się skończy. Siostra będzie coraz bardziej krzyczeć, a brat nie będzie słuchał. Może będzie płacz (bezsilność) może agresja (za którą kryje się potrzeba ochrony własnych granic). Ja chcę widzieć, że oni się szanują i biorą się pod uwagę. Potrzebuję, by zostało to załatwione efektywnie i sensownie. Dziś akurat im pomogę.

"Kiedy tak mówisz do brata, to chcesz się zatroszczyć o niego i o resztę, chcesz zdążyć na czas?"
"Tak"
"Ja też tego chcę, pomóc Ci"
"Tak"
"OK. Jest 15:04, a zaczynacie zajęcia o 15:15. Widzę, że grasz, chcesz dokończyć, ja jednocześnie chcę, żebyście zdążyli. Tata i siostry już wyszło. Jak Ci pomóc, żebyś już wyszedł?"
"ok, to ja już kończę. Podasz mi kurtkę?" I wyszedł. Mam nadzieję, że dotarli na czas.

A ja mam w sobie wdzięczność i uznanie dla siebie samej, bo podjęłam wysiłek zauważenia potrzeb moich dzieci i swoich własnych też. Znalazłam sposób, by się o nas wszystkich zatroszczyć i on się dziś sprawdził.

Dziś już wiem, że jak coś nie działa to poszukam innej drogi i SPRAWDZĘ jak się z tym będę miała ja i ludzie obok mnie. Teraz mam w sobie zaufanie, że cokolwiek, by się nie działo, to sobie poradzę.

Wieczorem, kładąc się spać w domu, który wyglądał jakby przez niego przeszło tornado, pomyślałam:

"jak ja chcę sobie poradzić z tym bałaganem, czego ja potrzebuję, jak ja chcę ich prosić o pomoc?"

Przyszła odpowiedź:

"Z zaufaniem, że oni chcą pomagać, współpracować, sprawiać, że bierzemy się pod uwagę i jesteśmy dla siebie ważni"

Rano wstałam i też tą myśl miałam. Moje prośby kierowane do domowników były słyszane i brane pod uwagę. Ja skupiłam się na pracy i zaufałam, że oni dadzą radę w drobnostkach tj: zrobienie sobie kanapki, pozbieranie swoich ubrań, umycie umazanego farbami stołu, obranie jajek itp. I co się okazało?
Nie tyle zrobili o co prosiłam, ale nawet więcej - w kuchni na stole czekał na mnie i męża talerz z zupą. Jasne, dzieci mają już 8, 9 i pół i ponad 11 lat, zupę ugotowałam ja, ale jajka to już wysiłek córki, a współpraca w nalewaniu? Syn stoi i podaje talerz, pierworodna nalewa, młodsza podaje na stół. I łyżki też były. Tylko krzesła trzeba było sobie znaleźć i przytaszczyć do kuchni, bo się po domu rozpierzchły.

No radość w sercu, a wystarczyło tylko w nim pogrzebać, doszukać się swoich uczuć, potrzeb, pomyśleć o zaufaniu i wiary w to, że I JA I ONI DADZĄ RADĘ. Tyle, albo aż tyle. I nie myślcie, że to przyszło od tak. Nie to jest ciężka praca, moja własne zmiana i rozwój. I nadal się uczę, dosłownie: czytam, chodzę na szkolenia, sama prowadzę warsztaty, do których się solidnie przygotowuję i tym samym się uczę. Robię coś i widzę, że czasami nie tędy droga, czasami płaczę,chcę tym rzucić, dostaję wsparcie i empatię, czasami kopa w cztery litery i znów się zbieram w sobie, łapię energię i znów szukam lepszych strategii. To nie jest łatwa praca. Nie widzę jednak innej drogi jak poprzez własną zmianę. A żeby nie brzmiało to tak strasznie, to ten post jest właśnie po to, by cieszyć się sukcesami. I ich też jest mnóstwo, maleńkich i tych większych. I dziś chcę się cieszyć i to robię. Dlatego piszę, że serce mi radość wypełnia. Aż chce się skakać!




środa, 21 stycznia 2015

Z cyklu "warto bym dbała o siebie"

Czasami tak rozmawiam z ludźmi, że zaświeca mi się lampka alarmowa "chyba nim/nią manipuluję". Mam takie myśli w sercu, mam takie wewnętrzne sygnały, niepokoje. Bywało, że zupełnie ten wewnętrzny głos zagłuszałam. Ostatnio znowu powrócił i tym razem postanowiłam, że się zastanowię, wejrzę w głąb siebie.

Po pierwsze:

Przyznałam się, że to może być dla mnie manipulacja. Skoro czuję niepokój, to coś jest nie tak.

Po drugie poszukam w sobie odpowiedzi na pytanie:

O CO MI CHODZI? Czego ja chcę?

Chcę zatroszczyć się o swoje potrzeby i to jest zupełnie naturalna sprawa. biorę za siebie 100% odpowiedzialność i wybieram taki sposób, który wydaje mi się najlepszy. Widzę jednocześnie, że troszcząc się o siebie, tracę kontakt z drugim człowiekiem. A więc jeszcze jakaś jedna ważna potrzeba, przy tej okazji, nie została zaspokojona. Jaka?

BYCIA W RELACJI z drugim, chcę go brać pod uwagę, chcę się troszczyć zarówno o siebie jak i o drugiego i dlatego szukam strategii zaspokojenia potrzeb obu stron.

Przykład:

ja:
 "Dzieciaki, chcę tu teraz posprzątać. Proszę Was zabierzcie swoje ubrania z łazienki i zanieście je do szafy"

dzieciaki chórkiem:
"za chwilę"

Ja (z czystą ciekawością i zainteresowaniem oraz z zaufaniem, że oni na prawdę mi chcą pomóc i że ja też potrafię ich usłyszeć):

"to, co Wy teraz robicie?"

I idę zobaczyć co robią, by w ogóle sprawdzić, czy jest szansa na współpracę. I widzę, że właśnie przygotowują przedstawienie, więc mówię:

"Aha, macie teraz próbę i pewno chcecie ćwiczyć. Ja chcę teraz posprzątać, wy ćwiczyć - macie jakiś pomysł, co teraz zrobić?"

No i zaczyna się dialog, oni mają swoje pomysły, ja sprawdzam, czy dla mnie to jest ok, a może ja wpadnę na jakieś rozwiązanie, sprawdzę jak bardzo mi zależy na porządku, co stracę a co zyskam jeśli oni mi nie pomogą. Myślę nad tym na czym bardziej mi zależy, czyli która potrzeba jest ważniejsza:
porządku, czy bycia w relacji z dziećmi (prowadząc z nimi dialog jestem w relacji). Zmuszając ich (np. manipulacją) do pomocy zrywam relację. Mówiąc o sobie dbam o autentyczność. Biorąc ich pod uwagę, pytając o zdanie, pokazuję, że są dla mnie ważni, że akceptuję ich bezwarunkowo, też wtedy, gdy ja chcę sprzątać, a oni chcę robić coś innego. I to nie koniec ja się nie poddaję. To dla mnie początek - TO JEST RELACJA.

To, czym się kieruję, to troską o siebie. Głównie dbam o siebie, o swoje uczucia i potrzeby, a jedną z nich jest potrzeba troski o drugiego i chęć zbudowania z nimi relacji. A więc mogę być "zdrową egoistką", która z własnej potrzeby troszczy się o innych, bo to jest korzyć sama w sobie dla mnie. To co robię, wypływa z moich potrzeb.

Jasne, czasami nie mam siły na budowanie relacji i, albo zmuszam ich, albo siebie do czegoś, czego w gruncie rzeczy nie chcę. Takie działanie, wcale nie sprawia, że żyje mi się dobrze. Cóż...może to też jest potrzebne-do rozwoju, do zmiany. Tak postępując też coś wybrałam, za tym były jakieś moje ważne potrzeby. Tak, pewno, ja widzę, że to nie było najlepsze wyjście, nie udaję. Ta refleksja pozwoli mi na kontakt ze sobą, na przyjrzenie się temu, o co mi chodzi i znalezienie lepszego sposobu na raz następny. Użalanie się nad sobą, dla mnie, nie jest konstruktywne. Szukanie uczuć, potrzeb i strategii tak, nawet jeśli będą przynosiły korzyści w przyszłości. To jest dla mnie uczenie się przez doświadczenie. Takie podejście pozwala mi nie mieć niszczącego poczucia winy.