Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikacja w rodzinie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikacja w rodzinie. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 maja 2022

Z cyklu "Zeszyt rodzica" list do maturzystki

 Co tu powiedzieć swojej Maturzystce, by było to od serca? 

Powiedzieć warto to, właśnie prosto z serca. Warto przypomnieć sobie swoją maturę i to jak się wtedy czułam, jakie mam wspomnienia, co było dla mnie ważne, jak to wpłynęło na to kim jestem dziś. 

I życzyć właśnie pięknych wspomnień, dobrego czasu i tego, by to, co się wydarzy w te najbliższe dni zaprowadziło Maturzystów i Maturzystki do miejsca, w którym będą szczęśliwi.

Miałam to wczoraj w głowie, kiedy poszłam do córki, by jej to powiedzieć. Miałam też mnóstwo wzruszenia w sercu i bałam się, że coś pomylę, zapomnę, że wyjdzie nie tak, jakbym chciała. No, ale poszłam. Nie było jej w pokoju, a nawet w domu. Może i dobrze, bo wracając, wpadłam na pomysł, że napiszę to, co mam w sercu, na ładnym papierze. Potem pomyślałam, że zawiążę na kartce wstążkę. A na koniec zdecydowałam, że dodam do tego prezentu kwiatek. 

Poszłam do ogrodu, by poszukać wyjątkowego, pięknego, wiosennego kwiatka, który będzie pasował do moich słów, życzeń, do dobrej energii, którą chcę jej posłać. 

Znalazłam coś wyjątkowego, co bardzo się jej spodobało. 

Przeczytała w milczeniu. Patrzyłam we wzruszeniu. Stałyśmy w cichym uścisku naszych serc i ciał. Już nic nie trzeba było mówić. Choć było kilka słów o tym, że to piękne, wzruszające, wyjątkowe, o tym, że jest to dla nas ważne, że jesteśmy wdzięczne za to, że jesteśmy, że dana jest nam ta chwila. 



Następnego dnia moja koleżanka napisała: 

"(...) Ważne byśmy rozkwitali jako ludzie.

Nie dajcie sobie wmówić, że wynik na maturze świadczy o Was. Nie jesteście procentami. Tak jak nie jesteście czerwonym paskiem. Jesteście kimś znacznie więcej.
Rozkwitajcie dziś, juto, pojutrze i każdego kolejne dnia.
Dobrego dnia Maturzystki i Maturzyści."

Dołączam się do tych słów, które są mi niezmiernie bliskie.

Jesteśmy kimś znacznie więcej. ROZKWITAJMY!

piątek, 29 kwietnia 2022

Zeszyt rodzica, pudełko dobroci, list do dziecka, dobre słowo

 Kilka lat temu założyłam trzy zeszyty, dla moich dzieci. Mieli wówczas 6, 7,5 i 9 lat.

Możecie zobaczyć je pod tym postem Zeszyt rodzica

Były to zeszyty rodzica, ale treści przeznaczone dla dzieci, a właściwie do dzieci. Wpisywałam w nich, że ich kocham. Później zaczęłam pisać mnóstwo małych drobnych liścików, na niewielkich karteczkach, czasami kolorowych. Zdarzało się, że karteczki były samoprzylepne i dzieci, zwłaszcza syn, przyklejał je w różne miejsca. Do dziś jest ich kilka na jego łóżku.

Dziś mają 15, 16,5 i 18 lat. 

Dziś i ja otrzymują od nich karteczki. Zdarza się, że tata też jakąś dostanie. Czasami rano przy śniadaniu, kiedy w domu jeszcze wszyscy śpią, a ja zbieram się do pracy, znajduję kila miłych słów na małej karteczce, podpisane lub nie. Wiem, że są od osoby, która mnie kocha, docenia i cieszy się, że jestem. 

Takie chwile są bezcenne, są pięknym wspomnieniem, są darem. Dziękuję za nie!

Jakiś czas temu znalazłam w domu trzy pudełka. Każde inne, ale wszystkie piękne. Takie, jak moje dzieci. Każde inne, ale każde piękne. Postanowiłam opisać każde pudełko imieniem mojego dziecka i włożyć do nich różne liściki, karteczki z dobrym słowem, z wdzięcznością za to, że oni są, po prostu są. Piszę co w nich doceniam, z czego jestem dumna, choć chyba rzadko używam słowa, że jestem dumna...a może by było warto to zmienić?

Takie karteczki z dobrym słowem można mieć w kieszeni spodni, kurtki, marynarki, w portfelu, czy książce. Można włożyć do szuflady z bielizną, czy do torebki. Potem z uśmiechem na twarzy, po raz kolejny odkryć, że ktoś Cię kocha i docenia. Wiem, że moje dzieciaki mają te karteczki otrzymane ode mnie, że je przechowują. Ja też przechowują te od nich, w różnych miejsca i za każdym razem, kiedy na nie trafiam, odczuwam radość :)



Czasami warto też skorzystać z narzędzi współczesności. Komunikatory, krótkie wiadomości tekstowe, cokolwiek, by się skontaktować i napisać kilka ciepłych słów.

Doceniajmy się :) zauważajmy, słuchajmy :)


wtorek, 25 maja 2021

Spotkanie on-line z Moniką Szczepanik Trenerką NVC

 Kochani! Wiecie, że działam w Fundacji Braci Golec, dlatego też dziś post o czymś wyjątkowym. O spotkaniu z Monika Szczepanik. Trenerka NVC, która opowie i z którą porozmawiamy o granicach, czyli jak mówić "NIE" i przyjmować "NIE"

Spotkanie otwarte. Piątek 28.05.2021. Zapraszamy

Spotkanie organizowane w ramach Fundacyjnego Klubu Rodzica, 
działającego w ramach Fundacji Braci Golec

link do zapisów: https://tiny.pl/rzxb7




poniedziałek, 24 maja 2021

Wydajemy płytę od dzieci dla dzieci

Fundacja Braci Golec, w której pracuję, chce pomóc spełnić marzenia swoich podopiecznych i wydać płytę z góralskimi melodiami. I to będą melodie od dzieci dla dzieci.

Nasi uczniowie chcą wydać płytę! 📀





A Wy razem z nami możecie spełnić marzenie dzieciaków i młodzieży z Beskidu Żywieckiego! Zakończyliśmy już nagrania do nowej płyty, na której znajdą się tradycyjne melodie dziecięce i wyliczanki. 🎻




Teraz zbieramy fundusze na jej wydanie. A tu możecie dołożyć swoją cegiełkę:


Wspierając nasz projekt pomagacie zrealizować wielkie dziecięce marzenie. Możecie mieć w tym swój udział. Dołożyć cegiełkę nie tylko do realizacji tego projektu, ale dopingować dzieciaki w ich muzycznej pasji i zarażaniu nią innych. Bo ta płyta będzie od dzieci dla dzieci.

 


wtorek, 20 marca 2018

Empatia


Dzisiaj kolejne spotkanie w ZSP w Pietrzykowicach, tym razem więcej o empatii. Dla tych, których nie będzie maleńka ściąga poniżej. Maleńka, bo temat "rzeka" Znacznie więcej będzie powiedziane na spotkaniu w szkole, a tu tylko rzut oka na sprawę empatii.
Dla przypomnienia plakacik. Miejsca jeszcze są, gdyby ktoś chciał dziś dołączyć, zapraszam


 
Empatia to nie to samo co współczucie. Empatia to zdolność odczuwania tego, co inni, usłyszenia, czegoś jakby uszami tego drugiego i zobaczenia czegoś w sposób jakby to widział ten drugi, a nie ty.

Empatia to:
1.      Patrzeć oczami
2.      Słuchać uszami                DRUGIEGO
3.      Odczuwać sercem

Kiedy empatycznie słuchasz, to powstrzymaj swoją ogromną potrzebę gadania. Powstrzymaj myślenie o tym, co powiesz, kiedy druga strona już przestanie gadać. Kiedy to robisz, tak naprawdę wcale nie słuchasz! I uwierz mi, ta druga strona to widzi, dosłownie widzi i czuje, że błądzisz gdzieś myślami, że wcale jej nie słuchasz. Zamiast tego, powtarzaj w myślach, to co właśnie słyszysz. To gwarancja tego, że intensywnie słuchasz i dotrze do Ciebie, co ta druga strona ma do powiedzenia.

Zwiększasz szansę na to, by ktoś Cię wysłuchał, kiedy sam go wpierw w pełni usłyszy i On poczuje się wysłuchany, ważny i wzięty pod uwagę. Dopiero potem masz duże szanse na wypowiedzenie się w pełni. Wtedy właśnie warto podtrzymać kontakt poprzez powiedzenie tego, co Ty masz w sercu. Nie tłum swoich emocji. Otwórz się. Mów o sobie językiem JA.

Unikaj zdań typu

BO TY ZAWSZE lub BO TY NIGDY

Zamiast tego powiedz:
Kiedy (JA) zobaczyłem…., to zrobiło mi się smutno, bo zależy mi na…..

To wspiera empatię:
·         patrzenie w oczy
·         przytakiwanie
·         przytulanie (jeśli druga strona chce)
·         parafrazowanie
·         Bliskie siedzenie (naprzeciwko, obok lub na kolanach)

To nie jest empatia:
·         doradzanie (ja na twoim miejscu to bym…..)
·         opowiadanie o sobie (wiem, ja też tak ma…. i dajesz o sobie)
·         pocieszanie (no nie płacz, wszystko będzie dobrze)
·         umniejszanie (och, nic takiego strasznego się nie stało, przesadzasz)
·         przemądrzanie (doskonale Cię rozumiem, wiem jak to jest)

Chcesz, żeby drugi Cię usłyszał?          POZWÓL MU POCZUĆ SIĘ DOBRZE

Unikaj
Stosuj:
Kary (szlaban na tydzień)
Izolacja (marsz do swojego pokoju)
Groźby (jeszcze pogadamy)
Wsparcie (jestem po Twojej stronie)
Bliskość (włączymy sobie muzykę, a może spacer, film, przytulas?)
Otwartość (kiedy poczujemy się lepiej, na pewno znajdziemy rozwiązanie)

środa, 1 lutego 2017

Jak mówić do dzieci?

Jak mówić, by dzieci nas słuchały?

To pytanie spędzało mi kiedyś sen z powiek. Zdarza się, że nadal je sobie zadaję i szukam najlepszej formy komunikacji, też po to, by dzieci chciały słuchać i mnie. Ta dobra komunikacja i bliskość, zrozumienie i łatwość jest dla mnie ważna. Chodzi mi o to bym jako mama była brana pod uwagę i by brać pod uwagę dziecko.

Obie strony są dla mnie ważne. Chcę wiedzieć o co i mnie i im chodzi, chcę by moje potrzeby i dzieci były równie ważne, zauważone i wzięte pod uwagę też wtedy, kiedy nie mogą być spełnione.

Mogę więc posłuchać dziecka, któremu podoba się zabawka w sklepie, ale nie muszę jej od razu kupować. To, że biorę pod uwagę, to, że dziecko jej chce, nie znaczy, że ją kupię.

Mogę też nie chcieć tego słuchać, być zmęczoną, chcieć zrobić szybko zakupy i z łatwości i bez wstydu wyjść ze sklepu. Dlatego czasami trdno mi znaleźć przestrzeń na słuchanie dziecka, które akurat chce powiedzieć, że jakaś zabawka bardzo się mu podoba i mówi to poprzez zdanie:

"mamo kup mi ją"

Zamiast więc narzekać na dziecko lub je straszyć, mówię, że dziś czuję się bardzo zmęczona, chcę szybko zrobić zakupy i z łatwością wyjść ze sklepu. I tak, mówię to nawet do dwu-trzy latka, który zapewne się ze mną nie zgadza, bo ono akurat ma inną potrzebę: chcę bym go wysłuchała, zachwyciła się nową zabawką, wzięła do ręki, a najlepiej do domu.

Lepsze to niż straszenie karą, mówienie do dziecka, że jest niegrzeczne lub przekupywanie go.

Warto dziecko traktować poważnie, mówiąc mu np.

Widzę, że ta zabawka bardzo Ci się podoba i ją chcesz kupić. Chcę, żebyś posłuchał czegoś co jest dla mnie ważne. Czuję się już dziś bardzo zmęczona. Chcę już wrócić do domu i dlatego mam prośbę:

odłóżmy już zabawkę i chodźmy do domu. Co Ty na to?

Może dziecko zechce ją mieć jeszcze na czas aż dojdziecie do kasy i tak się umówicie, że tam ją odłoży. Może zapytasz, co on na to, by w domu pomyśleć, czy tą zabawkę na pewno chce. Może jeszcze coś innego?

Jedno co jest dla mnie ważne i o co chcę siebie sama prosić, to to, bym pamiętała o tym by mówić o sobie, o tym co czuję, czego chcę, o tym by brać też pod uwagę dziecko czy innego człowieka. Wtedy mam większą szansę na uniknięcie ocen, nieprzyjemnych epitetów, podniesionego głosu czy nawet krzyku.

Kidy mówię o sobie i swoich potrzebach zwiększam szansę na kontakt i bliską relację w zamian za dystans, zerwane relacje, oceny, osądy, kary, przekupstwa, groźby.

Może dzięki temu uniknę takich raniących słów jak:

jesteś niegrzecznym dzieckiem

- w zamian mówię: "Chcę łatwo i szybko zrobić zakup"
 
przestań bo dostaniesz karę
- w zamian mówię: "Chcę, żebyś teraz popatrzył na mnie"


już nigdy nie wezmę Cię do sklepu
 - w zamian mówię: "Jest mi bardzo trudno, chcę już wyjść i powiem Ci dlaczego nie kupimy tej zabawki"

czwartek, 13 października 2016

Twoje dziecko Cię nie słucha?

Dziecko Cię kompletnie nie słucha? Nic do niego nie dociera. Mówisz i mówisz i nic i tak "w koło Macieja". Masz już dość, zaczynasz się denerwować, złościć, podnosisz głos albo wpadasz w szał i krzyczysz jak opętany/a. Wylewasz z siebie żale, nagromadzone od roku. Zrzędzisz, marudzisz i zatrzymać się nie potrafisz.

Dzieciak wychodzi, zamyka się w pokoju, chowa pod kołdrą, płacze lub rozpoczyna z Tobą walkę, buntuje się, krzyczy, tupie nogami.

Po chwili emocje opadają. Zarówno Twoje jak i dziecka. Przepraszasz, ono może też. Dziecko szybko zapomina, a Ciebie może męczą wyrzuty sumienia przez kolejnych kilka dni. Bo obiecałaś sobie nie krzyczeń, nie prawić kazań no i co? Nie dałaś rady. Nie wiesz co robić. Czujesz się beznadziejnie, obwiniasz się, że jesteś beznadziejną mamą. Zastanawiasz się jak do tego doszło. Rozkminiasz jak tego następnym razem unikną, tym bardziej, że to już może być wieczorem podczas pory kładzenia dzieci spać, albo najpóźniej jutro rano. Znów będziesz się spieszyć do pracy, myśleć o wszystkim, a malec czy starszak będzie z głową w chmurach.

Chcesz o tym komuś opowiedzieć, zapytać co robić, szukasz pomocy i zrozumienia. Oceniasz siebie i dziecko.

I dobrze, o ile te oceny POWIĄŻESZ Z POTRZEBAMI! Wtedy możesz powiedzieć dziecku:

"Kiedy oglądasz bajkę i nie odpowiadasz na moje pytania, to jest mi smutno, bo zależy mi, żeby każdy był wysłuchany."

W takiej sytuacji OCENIAM bodziec zewnętrzny, czyli oglądanie bajki, jako coś nieprzydatnego do zaspokojenia mojej POTRZEBY BYCIA WYSŁUCHANĄ, bo chcę być w kontakcie z dzieckiem, chcę nawiązać z nim relację, chcę się o niego zatroszczyć. Takie oceny, taki język daje OBFITOŚĆ życia, wzbogaca nas, daje szansę na wzięcie pod uwagę potrzeb wszystkich jednocześnie.

OCENY, które nas od siebie oddzielają, to OSĄDY, które słychać w takich zdaniach:

"Kiedy oglądasz bajkę i nie odpowiadasz na moje pytania, jesteś niemiły i chyba chcesz, żebym ja też dla Ciebie taki był."

Jakiekolwiek zdanie by nie padło, to warto pamiętać, że robimy to, co w danym momencie mamy najlepszego i najpiękniejszego do wyboru, do dyspozycji i do dania sobie i innym. Wybieramy to, bo

CHCEMY ZASPOKOIĆ WŁASNE POTRZEBY a NIE OGRANICZAĆ POTRZEBY INNYCH.

Jeśli zauważamy, że nasz wybór  jest trudny do zrealizowania, że mimo działać nie dostajemy tego, o co nam chodzi możemy poszukać innych rozwiązań.

Czasami jest tak, że krzykiem wymusimy na dziecku słuchanie, czyli nasza potrzeba bycia wysłuchanym jest zaspokojona, ale potrzeba bycia w relacji już nie. Takie słuchanie jest wymuszone, więc nieautentyczne. Tego w chwili wyboru krzyku jako strategii na bycie usłyszanym nie wiedzieliśmy. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, by się o swoje potrzeby zatroszczyć. I to właśnie jest piękne, bo i tak nic innego do dyspozycji nie mieliśmy Mimo wszystko, że nasz wybór jednak okazał się oddalający nas od potrzeb.

Zamiast więc rozpaczać nad rozlanym mlekiem, warto wyciągnąć z tego pozytywne wnioski, że całe zdarzenie to okazja do rozwoju, do nauczenia się czegoś, czego wcześniej nie wiedzieliśmy. Mogę więc, zamiast się obwiniać, wziąć odpowiedzialność za swoje uczucia.



Wiem, że moje działanie mnie nie przybliżyło do zaspokojenia potrzeb ani moich, ani dziecka. Dostrzegłam to, więc mogę świętować to, że jestem w stanie teraz to zobaczyć, że jakieś moje zachowanie, jakiś sposób komunikowania nie pozwala mi i innym iść dalej. Widzę w tym SZANSĘ na naukę, na mój i innych rozwój, bo przecież dzieci biorą ze mnie przykład, naśladują.

Mówię więc:

"Kiedy tak krzyczałam, to poszedłeś do pokoju i zrobiło Ci się smutno? Nie lubisz, kiedy krzyczę? Wiesz, teraz wiem, że wolałabym to powiedzieć inaczej. Na przykład tak:

Kiedy oglądasz bajkę, to jest mi trudno się z Tobą rozmawiać, a zależy mi na tym, by każdy w naszym domu był wysłuchany. Czy takie zdanie jest dla Ciebie lepsze?"

I tyle. Jest to więcej niż PRZEPRASZAM. Mówiąc "przepraszam" zazwyczaj kusiło mnie, by powiedzieć coś jeszcze, prawić dalej kazania, że jakie to dziecko jest okropne, bo nie chce mnie słuchać, Skupiałam się na wadach dziecka (tym samym kodując mu w głowie te wady i powodując, że zaczyna w nie mocno wierzyć) i uciekałam od swojego smutku i potrzeby bycia usłyszaną.

A przecież potrzeby każdego są ważne, rodzica również.

sobota, 11 czerwca 2016

Czy da się nie teroryzować rodziny sprzątaniem?

Dziś sobota. W moim rodzinnym domu był to czas porządków. Tak tym nasiąkłam, że trudno jest mi to porzucić. Co tydzień zamęczam i siebie i moich bliskim dawką porządkowego stresu. Byłabym szczęśliwa, gdyby każdy z nich: dwie córki, syn i mąż w godzinę posprzątali wszystko co w tygodniu porozrzucali. Ja sama oczywiście z natury, rutyny, przyzwyczajenia i wewnętrznego przymusu sprzątam ile się da!

Takie marzenie, by o drugiej po południu usiąść przy kawce z bliskimi w czystym mieszkaniu.

Mam jeszcze inne, takie nie do pogodzenia z tym pierwszym. Wolność, radość, szczęście każdego z moich domowników. Każdy chce robić co innego. Mąż woli kosić trawę. Dzieci biegać, skakać, bawić się. O nie sprzątać. Ja, dziś akurat chcę pisać. I właśnie to robię. Kiedy już napiszę, to może przyjdzie mi ochota na sprzątanie. Może nawet ogarnę dom, jak co tydzień, z największego bałaganu, nie wchodząc w szczegóły. Pewno nawet kurzy nie zetrę. Pozbieram tylko zabawki, skarpetki, buty, kartki i gary wrzucę do zmywary. Odkurzę, umyję podłogę w kuchni i gotowe! Co więcej, kiedy nic nie wymagam, to i moi bliscy sami przychodzą i pytają co pomóc lub sama proszę o pomoc, mówię co by mi pomogło, co warto jeszcze zrobić. Zawsze podając konkretne i precyzyjne wskazówki. Przyznam się, że cały czas się tego podejścia cierpliwie uczę. Staram się być dla siebie życzliwa, kiedy sobie nie radzę, kiedy popłynę, nakrzyczę i wyleję wiadro żali, że nikt mi nie pomaga. Idealnie nie jest, ale przecież nie ma być idealnie, tylko rozwojowo. I tak chyba jest. Czasami popełnię błąd, przeproszę, powiem o co mi chodziło i posłucham też drugiej strony. Uczę się cały czas.

I....

Chyba byłoby mi bez tego mojego nowego życia smutno: bez bałaganu, rumoru dzieci i męża. Niech już tak będzie jak jest. Ja też w sobotę wolę wyjść do ogrodu, plewić jarzyny, łapać promienie słońca, widzieć uśmiech bliskich i sąsiadów, słyszeć gwar życia.

Jest takie powiedzenie: "robota nie zając, nie ucieknie". Za to czas płynie nieubłaganie, dlatego warto go tak wykorzystać, by dać z serca na maxa:

BUDUJĄC RELACJE

Jasne, że można je budować nawet sprzątając. Dla mnie osobiście ważne jest, bym pamiętałą, że warto sprzątając szanować i siebie i drugiego.

Po pierwsze: nie zmuszać!
Po drugie: pytać co w danej chwili jest dla człowieka ważne.
Po trzecie: szukać rozwiązać dobrych dla wszystkich.

Tak więc, kiedy już zrobiłam to, co było dla mnie teraz ważne (czyli pisanie), zabieram się za sprzątanie. Aż mi się chce.

I o to chodzi, by się chciało, a nie musiało!

 

środa, 10 lutego 2016

Odbudować relacje

Czasami bywa tak, że rodzeństwo ma ze sobą nie po drodze. Kłócą się, sprzeczają, szturchają, obrażają, a możne nawet biją. Dla nas dorosłych staje się to uciążliwe, bo chcemy by między nimi była zgoda, by panowała harmonia i wzajemny szacunek, no przynajmniej tak w 80%. Zaczynamy się zastanawiać co się dzieje, co sprawia, że akurat teraz jest im trudniej się dogadać. Chcemy im pomóc odzyskać wzajemne bliskie relacje, obudować między nimi kontakt.



Nie, nie tak

Nawykowo więc sięgamy po upominanie, krytykowanie jednego czy drugiego, nakazujemy, by zachowywały się tak jak my chcemy, czyli jak to według nas powinno wyglądać. Cel zaczyna uświęcać środki.Zapominamy, że mamy do czynienia z człowiekiem i wrzucamy go w schemat niemądrego, niedoświadczonego dziecka, które nie wie jak się zachować, dlatego my mądrzejsi rodzice mu powiemy i wyegzekwujemy co trzeba. No i to nie działa. Dzieci kłócą się jeszcze bardziej i w dodatku tracą kontakt z rodzicami, zostają na polu bitwy same, niewysłuchane, niedostrzeżone, nieakceptowane, bezradne.

 
To jak?

Odpowiedź jest prosta i zaraz ją podam. Jednocześnie dodam, że dla mnie samej bywa trudna do zrealizowanie. Trudna, ale wykonalna. Wypróbowałam takie działanie wiele razy i za każdym razem pomogło, co oczywiście i niestety nie skasowało dziecięcych kłótni raz na zawsze. Szkoda! Takie życie - wymaga od rodziców nieustannej kreatywności, która możliwa jest tylko i wyłącznie wówczas, kiedy rodzic potrafi o siebie samego się troszczyć, dbać i nie odstawia siebie i swoich potrzeb na szary koniec.

A więc to, co nam pomaga to zwyczajne słuchanie każdego uczestnika konfliktu. Bycie mediatorem, albo cierpliwym słuchaczem tych awantur. Jasne, że wkraczam gdy dochodzi do rękoczynów. Rozdzielam z troską i miłością, a nie złością, bijące się rodzeństwo. Taki ideał - komu się uda, temu lżej na sercu. Trening czyni mistrza, ale mistrz nie może iść na emeryturę i zakończyć kariery. Nic z tego.

Rodzic mediator

Rodzic mediator powie:

"widzę, że macie jakiś problem. Co się dzieje?"
i słucha jak to jeden przez drugiego wykrzykuje swoje bóle, że:
  • on to zawsze...
  • a ona to nigdy...
  • bo on mnie nigdy nie słucha
  • a ona to zawsze mnie bije
  • to oni na mnie cały czas krzyczą i dlatego ja teraz nie podam jej tego plecaka itd, itp.
Czasami mediator/słuchacz dodaje:

  • aha, jesteś wściekły
  • jest Ci smutno, bo chcesz, żeby Ci pomagano
  • jesteś zły, bo chcesz, żeby mówiono do Ciebie spokojnie
Czekam i słucham, aż wyraźnie się dzieciaki rozluźnią. Zobaczę uchodzące z ciała napięcie, a nawet usłyszę "uff"czy dostrzegę ulgę, bo na przykład zaczną się uśmiechać.

Inny sposób

Zauważyłam, że bardzo pomocne w radzeniu sobie z rodzeństwem bywa wysłuchanie i danie empatii każdemu dziecku z osobna. Znajduję odpowiedni czas i miejsce zapewniające prywatność, by w 100% wsłuchać się w trudne emocje, jakie dzieciaki noszą w sobie i przeżywają w związku z relacjami z bratem czy siostrą. Bywa, że wtedy "wychodzą na jaw" i inne niełatwe sprawy związane na przykład ze szkołą, z kontaktami z kolegami czy inne. Takie wysłuchanie i pozwolenie dziecku na wypłynięcie jak z wulkanu nagromadzonych uczuć i spróbowanie poszukania potrzeb jakie za tymi emocjami są, bardzo wzmacnia dziecko, uspakaja je, daje siłę do pokonywania życiowych trudności. Wówczas kłótnie z rodzeństwem są jakby łagodniejsze. Może nie znikną od razu, ale nie chodzi o to, by zniknęły, choć jest to może marzenie niejednego rodzica, ale o to, by umieć je konstruktywnie rozwiązywać.

Tak więc, to co mogę dziecku dać to:
  1. empatia, słuchanie, akceptacja trudnych uczuć
  2. wspólne poszukanie potrzeb, znalezienie tego, o co dziecku chodzi (czy może chce umieć się z rodzeństwem dogadać, chce, by oni czasami go wysłuchali, pomagali mu itp.)
  3. zainspirowanie do znalezienia sposobu na otrzymanie tego, czego dziecko potrzebuje (no. pytając dziecko czy teraz ma jakiś pomysł co zrobić, a jeśli nie, to można zapytać "a co Ty na to, by ...." i tu dopiero zaproponować nasze rozwiązanie, pamiętając, że dziecko ma prawo go nie zrealizować
 Najważniejsza jest moja obecność i szczera chęć wysłuchania, nawet jeśli nie znajdziemy od razu rozwiązania, to dziecko wie, że jest dla mnie ważne ze wszystkim co czuje i czego potrzebuje. Samo dostrzeżenie jego przeżyć i potrzeb jest bardzo dla niego ważne. Na dany moment ważniejsze niż konkretne rozwiązanie. Na sposoby i strategie może przyjść czas ciut później.

piątek, 20 listopada 2015

"Enjoy the little things" Ciesz się małymi rzeczami/chwilami

Codziennie wieczorem spoglądam wstecz na miniony dzień. Patrzę na to, za co czuję wdzięczność. Im bardziej w to wchodzę, tym więcej rzeczy dostrzegam.

Uczę się nieustannie wyciągać wnioski i doszukiwać pozytywnych aspektów też z tych trudnych chwil. Nie są mi obce takie uczucia jak smutek, rozczarowanie, wstyd, strach, lęk, złość. Są po prostu częścią życia. Przyglądając się im bliżej dochodzę do punktu w którym mam okazję do rozwoju i do zmiany kierunku postępowania.

Dzięki temu mogę powiedzieć, że nawet to, co smutne, przykre i trudne może być jednocześnie okazją do powiedzenia "chyba wiem po co się to wydarzyło." Zaczęłam się zastanawiać, czy mogłabym tak powiedzieć, w tak tragicznej sytuacji jak śmierć kogoś bliskiego, na przykład dziecka. Wydaje się, że nie. Na pewno nie mogę na ten temat nic powiedzieć, ponieważ taka sytuacja mnie nie spotkała. Sama nie mogę sobie odpowiedzieć na pytanie "dlaczego moi rodzice tak szybko odeszli?"

Wczoraj wieczorem, kiedy przykrywałam syna, przypomniało mi się, jak robił to mój tata. Opowiedziałam mu to i zrobiłam tak samo. Syna zapytał: "mamo, a jak to jest nie mieć taty i mamy?" Jak byłam młodsza, to sobie myślałam, że to tylko sen. Później miałam taki pomysł, że tata żyje, tylko mieszka gdzieś daleko i że kiedyś go spotkam w sklepie. Myślałam sobie, że może kiedyś wróci i powie, że musiał wyjechać na tajną misję. Wszystko było dobre, ale tylko na chwilę, bo wiedziałam, że to są tylko moje marzenia, a życie toczy się dalej. Dlatego warto się skupiać na tym, co dzieje się tu i teraz i przyjmować to z wdzięcznością.



"Enjoy the little things" Ciesz się małymi rzeczami/chwilami

Taki napis widnieje na bluzce córki. Podoba mi się i tak się właśnie staram żyć.

Uśmiecham się w duchu, gdy myślę o tym, że wczoraj rano wstałam, by zrobić dzieciom śniadanie i kanapki do szkoły, by dać im buziaka przed wyjściem.
Cieszę się posprzątanym domem po śniadaniu, dobrym obiadem i tym, że mogłam go dzielić z dziećmi i  mężem.
Cudownie było poprzytulać małą siostrzenicę i jej jeszcze mniejszego braciszka.
Przyjemnie było posłuchać córki, opowiadającej jak to wczoraj szli do szkoły i co ich po drodze spotkało.
Dziękuję, że mogłam się wczoraj przytulić do męża.

To tylko kilka chwil. W pamięci mam więcej, choćby takich, o których zdarza mi się nie pamiętać, jak:
dziękuję, że mieszkam w kraju, gdzie nie ma wojny.
dziękuję, że nie brakuje nam chleba, że w zimie w domu jest ciepło.

Dziękuję, że dziś znowu rano się obudziłam i mogę być, z Bożą pomocą, dla drugiego człowieka.

środa, 14 października 2015

Mamo. Nie lubię, kiedy...

Czasami warto sobie przypomnieć wartości, którymi chcę żyć. Wydaje mi się, że kiedy dzień zacznę od takiego nastawienia się na otwartość, życzliwość, bycie darem dla drugiego, na odpowiedzialną miłość to potem jest mi łatwiej, no przynajmniej na kilka chwil, godzinę, dwie, może nawet cały dzień. Takie ładowanie baterii konieczne jest nawet kilka razy w ciągu dnia. Bywa, że coś przeczytam lub usłyszę, co właśnie mi przypomina, o tym co jest dla mnie ważne i czym się chcę kierować.
Wówczas....

UCZĘ SIĘ POKORY

Czyli otwartości na usłyszenie, zobaczenie własnej słabości i gotowości do podjęcia zmiany na lepsze - małymi krokami.

Jeśli więc coś nie idzie, np. relacje z dziećmi czy mężem się nie układają tak jakbym chciała, to szukam odpowiedzi na pytanie o co chodzi. Czytam, serfuję, słucham różnych konferencji, pytam innych jak sobie radzą. To mnie otwiera na różne strategie i później łatwiej jest mi usłyszeć, na przykład ośmioletniego chłopca, którego jestem mamą.

A usłyszałam od niego:

"Mamo, nie lubię, kiedy tak do mnie mówisz"

Odpowiedziałam mu:

"Dzięki, że mi to mówisz. Czasami się zapominam i robię coś, czego wcale robić nie chcę" 

(to znacznie lepsze niż zwykłe przepraszam, albo, co gorsza, upomnienie dziecka, że tak nie wolno się do mamy zwracać)

Wracam wtedy rutynowo do działania z autopilota: bez namysłu, bez świadomości, z łatwością sięgając po to, co pierwsze się podpowiada. Są to rzeczy narosłe we mnie przez lata. Zachowania, które skupiają się na udowadnianiu RACJI, a nie budowaniu RELACJI. Bo budowanie relacji wymaga ode mnie czasami wysiłku, choć nie zawsze. Są we mnie też takie rutyny, które te relacje doskonale budują, których zdążyłam się nauczyć, choć stosuję je od nie dawna. To, co nowe, wymaga powtarzania, cierpliwości i życzliwości.

O RODZICIELSKICH KAZANIACH

Dlatego jestem wdzięczna, za to, co usłyszałam od syna. To bardzo mi pomaga hamować się w narzekaniu, marudzeniu, upominaniu. Czasami wystarczy też mina dziecka, któremu, w dobrej przecież wierze, prawię kazanie. Jak trudno jest się powstrzymać. Dzięki, że jest mowa ciała, które bez słów mówi:

"Mamo, nie lubię, kiedy tak mówisz"

Jako dziecko bardzo tych kazań nie lubiłam i nadal za nimi nie przepadam, choć teraz sobie z nimi radzę. Jeśli więc mam ochotę prawić kazani i nawet jestem w trakcie, to dziś już potrafię się zatrzymać, przestać gadać a zacząć myśleć co zrobić, by było mi i im łatwiej. Co ja mogę zrobić, jak zmienić daną sytuację, a nie drugiego człowieka. Jak ja mogę zmienić swoje zachowanie? Jak wzbogacić relację z drugim: z mężem czy z dzieckiem. Co zrobić takiego, co mi da radość i wzbogaci drugiego?

POD GÓRKĘ



Bywa jakby pod górkę - ciężko i męcząco. Dobrze, że choć widok z góry może być imponujący. Dlatego próbuję....Czasami popełniam błędy i znów coś modyfikuję, poszukuję i znów próbuję. Coś działa dzień, dwa, czy tydzień i zaczyna się wszystkim nudzić, więc znów poszukuję i próbuję, starając się przy tym cieszyć tym, co mnie spotyka, lub przynajmniej przyjmować to, co trudne, by wyciągnąć z tego maksimum korzyści. Bo warto i już.

poniedziałek, 21 września 2015

Poszukiwania

Tak wiele się dzieje, że sił brakuje na pisanie. A może to nie brak sił, a brak gotowości? Tak, to chyba to drugie. Warto się do tego przyznać przed samą sobą. Jakoś tak czuję, że nie jestem gotowa, by doradzać, bo coraz częściej doświadczam tego, że się mylę, że nie wiem tylu rzeczy, że widzę świat i relacje ludzkie przez swój własny pryzmat doświadczeń. Nie będzie inaczej. Chyba zawsze, to co napiszę, będzie przesiane przez moje życie i to jak ja je odbieram. Tylko tym się mogę dzielić, prosząc czytających, by nie brali za pewnik tego, co piszę, ponieważ to zawsze będzie tylko z mojego punktu widzenia. Jednocześnie wydaje mi się, że właśnie na tym ktoś może skorzystać i wzbogacić swoje życie i jeśli tak jest, to chwała Bogu i właśnie Jego proszę, by uczynił mnie swoim narzędziem. To właśnie Jego szukam, czasami wydaje mi się, że już znalazłam, że jest blisko. Innym razem nie mam pewności i proszę o jakiś znak, jak we mgle, po omacku i z nadzieją, że On jest Bogiem wiernym i jeśli obiecał, że da się znaleźć to tak będzie, bo przecież powiedział:

"I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie a otworzą wam" Łk. 11, 9

Szukam go w relacjach z drugim człowiekiem. Od kilku lat intensywnie przypatrując się moim własnym relacjom z dziećmi, próbując je naprawiać, a właściwie naprawiać siebie samą, zmieniać, a właściwie rozwijać się i próbując dać się Bogu prowadzić i właśnie o to Go prosić. I to On pokazuje mi drogę, jaką jest relacja z moim mężem, nad którą pragnę pracować: troszczyć się o nią, rozwijać się, wkładać wysiłek każdego dnia, a czasem zupełnie bez wysiłku, z czystej przyjemności, z głębi serca. To właśnie ta relacja jest, zaraz po Bogu najważniejsza. Bardzo przemawiają do mnie słowa, mówiące o tym, by Bóg był na pierwszym miejscu, ja sama na drugim, mąż na trzecim, dzieci na czwartym, wszyscy bliscy na piątym itd.

ODPOWIEDZIALNA MIŁOŚĆ

Od Boga chcę się jej uczyć.
Siebie samą chcę taką odpowiedzialną miłością obdarzać.
I taką miłością chcę kochać męża, dzieci, bliskich i zupełnie nieznajomych.

Jak?

Szlachetnych wspierać, a potrzebujących pomocy "upominać". Trudne to dla mnie słowo "upominać". Wolę raczej powiedzieć: inspirować, zachęcać do zmiany, życiem i przykładem pokazywać, że można inaczej. Czasami pozwolić na bolesne konsekwencje, dzięki którym człowiek ma szansę na zmianę swojego życia i postępowania. Trudne to dla mnie jest: zgoda na bolesne konsekwencje, bo tak bardzo chcę się naszych bliskich od nich uchronić. Widzę jednocześnie, że nie jest to ani możliwe, ani korzystne dla nich, ani  dla mnie samej.

Jeszcze jakoś łatwiej upomnieć dziecko, bo wydaje mi się, że muszę, by dobrze je wychować. Czasami to upomnienie bywa, tak bardzo u mnie niechcianą i krzywdzącą krytyką, która wcale nie inspiruje do zmiany, a raczej zachęca do odwetu. Bywa, że żartem zachęcam do czegoś, co moim zdaniem jest najlepsze, choć nadal, pozostaje to tylko moje zdanie. Jednocześnie przecież nie mogę, nie chcę i nie potrafię godzić się na wszystko, bo tego wymaga odpowiedzialna miłość i świadome rodzicielstwo. Chodzi raczej o to, by to upominanie pochodziło z troski, miłości, z głębi serca i w takiej formie było przeze mnie przekazane. Łatwiej jest mi wówczas, kiedy wierzę, że drugi potrafi się zmieniać i rozwijać, jeśli tylko chce i jest już do tego gotowy. Dlatego uczę się cierpliwości - małymi kroczkami, bo sama wiem, jak ciężko jest się mi zmieniać.

Jednocześnie się nie poddaję. Coraz częściej widzę, że sama rady nie dam, że potrzebuję pomocy. Dlatego SZUKAM wsparcia na Najwyższym Szczeblu, bo wierzę, że On mi pomoże i jak będzie chciał to pośle mi odpowiednich dla mnie ludzi.

Psalm 28(27), 7
"Pan moją mocą i tarczą!
Moje serce Jemu zaufało:
Doznałem pomocy, więc moje serce się cieszy
i pieśnią moją Go sławię" 


środa, 1 lipca 2015

Ty nie prosisz tylko rozkazujesz!

Skąd wiem, czy moje słowa to prośba, czy już żądanie?



Po pierwsze: po mojej reakcji na usłyszane NIE
Po drugie: po reakcji proszącego

Tak ostatnio mam pod górkę z samą sobą. Dużo chcę no i żądam, nie chcę słyszeć NIE, ZARAZ, ZA CHWILĘ, POTEM, NIE TERAZ. A kiedy żądam, to jest mi jeszcze trudniej, bo tym bardziej nie dostaję tego, czego potrzebuję i błędne koło się zamyka. Potrzebuję pomocy, współpracy, wspólnej troski o dom, o porządek, dbałości, czystości. Przy dużej rodzinie, taka potrzeba jak porządku, czystości i spokoju często jest niezaspokojona. Chcę o nią prosić, a nie żądać jej, bo zależy mi też na szacunku, jakim pragnę darzyć moje dzieci i męża. Bo zależy mi na życzliwości,trosce i wzajemnym braniu się pod uwagę.

No ale jak już pisałam wyżej, nie prosiłam a żądałam. Czuję to ostatnio dość często, a więc wyskakuje ze mnie rutyna, sięganie po wyuczone, automatyczne reakcje, trochę nieświadomie, co wcale mnie nie usprawiedliwia. W ogóle tego nie zauważyłam, że sama sobie w kolano strzelam, że to ja jestem nieszczęśliwa, że to ja chodzę sfrustrowana, że to mnie jest ciężko i nie mam pojęcia co się dzieje.

Na szczęście Bóg otworzył mi oczy i posłużył się do tego niespełna trzyletnią siostrzenicą. A historia była taka:

Sfrustrowana porozrzucanymi w przedpokoju butami krzyczę, udając, że proszę:

"Proszę tu przyjść i powkładać buty do szafki"

 Najstarsza latorośl, zajęta czymś, wychyla się z pokoju i mówi: "za chwilę tylko...."

Nie zdążyła dokończyć, kiedy rozwścieczona "matka wariatka" krzyczy: (na szczęście nie z całą mocą-albo tak jej się wydaje)

"nie za chwilę, tylko teraz" - toż to ewidentny rozkaz. Cud, albo wstyd, że przyszli to posprzątać! Przyszła też i ta trzylatka, która akurat była u nas z wizytą i do której ten komunikat nie był wysyłany, bo czasami, a może i zawsze, mam w sobie takie podejście, że gościom to butów nie będę rozkazywać sprzątać, ale własnym dzieciom to jak najbardziej. Aż wstyd o tym pisać! No i ten najmłodszy, zastraszony najwyraźniej uczestnik całej akcji, popatrzył na mnie przerażonymi oczami i włożył buciki do szafki. Już mnie zaczęło sumienie ruszać, że być może za ostro, że obciach straszny, bo wrzeszczę jak potrzepana, bo rozkazuję i w ogóle nie mam zamiaru prosić i niechby ktoś, to znaczy moje dzieci oczywiście, bo nikt inny, spróbuje powiedzieć NIE.

Nagle wchodzi z wizytą koleżanka córki i zdejmuje buty. Nasza bohaterka, trzylatka, zabiera buty koleżanki i mówi:

"tu nie. Siosia wrrrr" i na jej twarzy pojawia się mina złowrogiego lwa. Po czym buty koleżanki trafiają do szafki.

Nic dodać nic ująć. Podsumowała mnie kapitalnie i dzięki jej za to, bo teraz widzę dość jasno, że wcale nie prosiłam, a żądałam, a moje dzieci mają już tego serdecznie dość.

Nie przestanę prosić. Przestanę żądać. Zacznę wyrażać siebie, do znudzenia własnego, albo wpadnę na jakiś inne, kreatywny, szanujący sposób dialogowania. Coś czuję, że czeka mnie moc pracy, nad sobą, swoim mówieniem, wychowywaniem siebie - jak dostać to, czego potrzebuję, nie uciekając się do gróźb?

To, co już kiedyś działało: zmiana własnego myślenia! Dzieci nie robią mi na złość tymi butami. Zwyczajnie zapominają. Czasami tak jak ja, mają zajęte ręce i nie są w stanie włożyć od razu butów do szafki, a potem coś ich pochłania i buty zostają na podłodze. Czasami, tak jak ja, są zmęczeni i nie mają siły ich schować. Innym razem zwyczajnie się im nie chce - jak mnie. I tyle. i ja nie jestem idealna. I ja zapominam - wczoraj na przykład zapomniałam zabrać z podwórka swoich ubrań: bluzy, koszulki, rękawiczek ogrodowych.Wszystko na noc zostało na płocie. Na szczęście nie padał deszcz. Dzieci też zapominają, tyle, że im bym powiedział: "no jak zwykle, znowu zapomniałaś, no jak mogłaś, a jakby zmokło?" Dziś już tak nie mówię. Buduję w swojej głowie nowe zdania: "aha, no zdarzyło się i tyle" i nie mam do nich, ani siebie żalu, czy pretensji. To pokazuje mi, że ani oni, ani ja nie musimy być idealni. Możemy każdego dani stawać się lepszymi, rozwijać się, pracować nad sobą, zmieniać to co niszczy na to co buduje.

Nie mówię im przepraszam. Mówię:

"Hmm, kiedy tak wrzeszczałam o te buty, to było wam smutno, a może nawet się wściekaliście, bo chcecie bym zwyczajnie poprosiła i wzięła pod uwagę to,co akurat robicie, bym może poczekała, bym przypomniała, bo czasami się zapomina?"

"Nooo"

"No cóż, teraz to widzę i zależy mi na tym, by prosić tak, by was szanować. Czasami mi nie wychodzi."

Nic. Cisza. Robią swoje, a mnie jest na sercu lżej, bo z pokorą się czegoś nowego o sobie dowiedziałam i mam szansę na zmianę na lepsze.