Pokazywanie postów oznaczonych etykietą potrzeba bezpieczeństwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą potrzeba bezpieczeństwa. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 października 2015

Pomoc dla Wiktorii

Monikę poznałam na zajęciach w Studium Teologii Rodziny. Rozmawiałyśmy chwilę na przerwie między wykładami, na różne tematy: o dzieciach, o codzienności no i o niecodziennej chorobie jej bratanicy, o nowotworze, o tym jak mała sobie z tym radzi, o potrzebie znalezienia dla niej pomocy, o potrzebie wsparcia, zrozumienia, empatii. Chciałabym jej pomóc również w rozsyłaniu prośby o pomoc, dlatego piszę ten post. Z Moniką zobaczę się znowu w listopadzie. Wiem, że już dziś działa i zbiera fundusze na chemię dla Wiktorii. Wiem, że są osoby, które wsparcia udzielają i wierzę, że tak będzie nadal, każdego dnia, aż do osiągnięcia celu. Mocno jej kibicuję, wspieram i mam nadzieję, że uda mi się jej pomóc.

Na zdjęciu jest Wiktoria. Poniżej dane jej cioci, która zbiera fundusze na leczenie. Jeśli ktoś ma ochotę pomóc to proszę o kontakt z Moniką mc.brenna@poczta.onet.pl lub ze mną kasia@czarnota.eu.

Jeśli możecie i macie ochotę, to poślijcie proszę tą informację dalej.


środa, 8 kwietnia 2015

Ja też tak chcę

Dotyk, bliskość,ciepło i radość ogarniająca moje ciało, umysł i serce. 

A wszytko to z powodu jednej krótkiej chwili - spojrzenie w oczy, objęcie się dwóch kochających się osób, mijających się rankiem w łazience. 

Można minąć się w pośpiechu, czasami inaczej się nie da....Już myślami jestem w miejscu, do którego zmierzamy. Już goni mnie myśl o spóźnieniu. Zaczynam żyć tym co nastąpi za chwile zupełnie zapominając o TU I TERAZ.

ZATRZYMUJĘ SIĘ


Zbiegają się nasze oczy, a ciała się przyciągają. Chwila w objęciach ukochanego, uśmiech, ciepło, radość i chęć do działania na cały dzień. Tkwimy tak chwilę, w pełnym czułości uścisku i nagle z pokoju obok dobiega głos naszego syna: "JA TEŻ TAK CHCĘ". I jestem w uścisku z synem, długim, ciepłym, radosnym.

Sama pamiętam z własnego dzieciństwa, że kiedy rodzice się przytulali, to mnie też do nich przyciągało. Pamiętam łagodny uśmiech taty i radosny śmiech mamy, aż do łez.


Rodzicielstwo Bliskości - czy to jest właśnie to? 


Instynktownie za nim podążam dając troskę, uwagę, akceptację, szacunek dla każdego dziecięcego uczucia, nawet tego, które dorosłemu może wydawać się błahe.

Świadomie wyrwane pośpiechowi uściski, czułe słowa, bliskość. To tylko chwile, które tworzą piękno dnia codziennego. Warto o nie dbać.

sobota, 10 stycznia 2015

Gdzie dwóch się bije...

Jak pomóc dzieciom podczas kłótni?

Staram się pamiętać, że kłótnie, czy sprzeczki są dzieciom potrzebne i nie zawsze warto się w nie angażować. Dzieciaki po prostu w ten również sposób uczą się rozmawiać, negocjować, dogadywać. Owszem czasami widzę, słyszę, że sytuacja się pogarsza. Domyślam się lub wręcz widzę, że ktoś może ucierpieć, zostać uderzony. W takich sytuacjach reaguję od razu. Zatrzymuję więc rękę dziecka w locie, zanim trafi brata, czy siostrę, o ile zdążę.

Ostatnio miałam taką sytuację:

Zbliża się późna pora wieczorna. Późna dla mnie, czuję zmęczenie i już marzę o wzięciu prysznica i położeniu się. Widzę, że jeszcze sporo mam do zrobienia. Chcę też jeszcze usiąść z dziećmi i poczytać im na dobranoc. Zastanawiam się więc co najbardziej bym chciała zrobić. Wiem, że czasami po wzięciu prysznica odnajduję w sobie drugą siłę i sen z powiek znika. Wiem, też, że zazwyczaj bardzo mnie to relaksuje i szybko ładuje baterię. No więc wybrałam prysznic.

Wracam, zregenerowana i słyszę w pokoju dziecięcym płacz i przekrzykiwania się. Słyszę też próbę uspokajania młodszych przez najstarszą. Na szczęście, chwilę wcześniej wybrałam SIEBIE, odpoczęłam pod prysznicem. Przypomniał mi się też wywiad z Moniką Szczepanik o budowaniu relacji z dzieckiem. Posłuchać go można TUTAJ

Tak więc te dwie rzeczy zrobione dla siebie, mój kubek wypełniony po brzegi i miałam co "odlać dzieciom".

Wchodzę i widzę, że syn siedzi na łóżku siostry. Ona płacze i mówi, że on nie chce zejść. Słucham ją.

I mówię:

"tak, widzę, że chyba jest Ci bardzo smutno" (ona płacze... bardzo, łzy się leją, buzia czerwona)
Ja ciągnę nadal:
"chcesz, żeby brat Cię pytał, czy może wejść do Twojego łóżka???"
Ona: "Tak! I one nie wychodzi, chociaż go proszę"

Wiecie, jej było bardzo ciężko, a mimo to siedziała na tym krześle bez ruchu. Kiedyś mogłam się spodziewać, że ona po prostu załatwi sprawę "ręcznie". W sumie, to wtedy też to zrobiła, ciut wcześniej. I mówi:

"mamusiu, ja wiem, że nie wolno go bić, ale bardzo się zdenerwowała. Ja tego nie chciałam, bardzo przepraszam"

Ja: "aha"

W między czasie brat rozpoczął swoją wersję. A więc teraz skupiam uwagę na nim. Słucham, przytakuję.
"aha, jesteś zły"
On:
"tak, ona powiedziała, że jak nie zejdę to wyrzuci moje zabawki na balkon"
Ja:
"aha, wystraszyłeś się, boisz się? chcesz być pewny, że ona tego nie zrobi" (potrzeba bezpieczeństwa i nienaruszalności granic)
On:
"tak"

Słuchałam raz jego, raz jej. Tyle czasu i uwagi dla każdego z osobna ile chcą, skacząc jak z kwiatka na kwiatek. Tylko słuchałam. Nic nie moralizowałam, nie prawiłam kazań, nie upominałam. Byłam uważna na to, co mówią - bez oceniania.

W pewnym momencie mówię:
"Krzysiu, ja chcę Wam teraz poczytać, a Twoja siostra chce się położyć w swoim łóżku. Potrzebuję Twojej pomocy. Chcę, żebyś położył się w swoim łóżku." I widzę, że on przechodzi do siebie. Co prawda minę ma kiepską, no ale łóżko zwolnił. Chcę się zatroszczyć o jego uczucia i pytam, czy jest nadal zły, a może smutny. A on się chowa pod kołdrą i rzuca krótkie i ostre NIE. Drążę temat:

"chcesz pogadać?"
"Nie"
"ok, to chcesz, żebym czytała"
"Tak"

Zanim zaczęłam czytać, syn wyszedł spod kołdry i nagle widzę, że uśmiecha się do siostry i przyjaźnie z nią rozmawia. No normalnie z wielkiej złości do wielkiej radości. No niesamowite!

A co ja z tego miałam?

Radość, zadowolenie, że udało mi się utrzymać z nimi relację, być z nimi w ich trudnych chwilach.
Nie było narzekania, marudzenia, złoszczenia się, uspakajania, zakazywania i moralizowania.

Było współczucie, empatia, słuchanie. Zobaczyłam ich, że jest im trudno się dogadać, że nie łatwo się jest o siebie troszczyć i jednocześnie szanować drugiego, że to wymaga ciężkiej pracy, panowania nad sobą, cierpliwości, wiedzy, doświadczenia. To wymaga zasobów, których dzieci zwyczajnie mogą jeszcze nie posiadać. Mogą je nabyć ucząc się i ten wieczór był dla nich nauką:

empatii
spokoju
słuchania
uwagi i troski

I czuję wdzięczność. Bo zatroszczyłam się o nich w duchu szacunku, po tym jak chwilę wcześniej zadbałam o siebie. Bo potrzeby wszystkich zostały zauważone i wzięte pod uwagę.


wtorek, 28 maja 2013

Dzień mamy. Jaka jest moja mama?

Wczoraj w szkole mojej córki była okazja do przeżywania prawdziwych, żywych emocji. Nie potrzeba serialowego wyciskacza łez, wystarczy przyjść na dzień mamy do trzeciej klasy szkoły podstawowej.

Wyrazy wdzięczności i uznania za wysiłek włożony w przygotowanie tego święta dla Pani wychowawczyni.

Ogromna wdzięczność dla mojej córki i reszty dzieci za przygotowanie całej uroczystości a zwłaszcza za wypracowanie na temat:

"Jaka jest moja mama"

Jeszcze się wzruszam na myśl o tym co usłyszałam.

Szczera prawda o nas mamach, z dozą uśmiech, tak nam potrzebnego. Dzieci nas obserwują, są uważne i znają nas może nawet bardziej niż my siebie same. Widzą to, co robimy i wierzą, że to lubimy robić. Właśnie! Czy lubimy? Był taki opis, że mama lubi myć podłogi i okna, odkurzać i sprzątać. I taki, że lubi jeść ziemniaki, makaron, jajka i chleb. A też taki, że któraś się odchudza, lubi malować i ładnie ubierać i chodzić w pomarańczowym sweterku.

Łzy wzruszenia i radości płynęły po policzkach mam, tych, które się malują i tych które tego nie robią, tych, które lubią czytać książki i jeździć na rowerze a także tych, które grają na komputerze z synem w piłkę nożną. Każda z tych mam ma zapewnioną miłość własnego dziecka.

A ja? Ja jestem mamą o brązowych włosach, niebieskich oczach, lubię pomarańczowy sweter ;) i interesuję się tym jak być miłym dla dzieci. Tak, tak....tak mnie widzi moje dziecko. Przychodzi do mnie i pyta co czytam, a tam np. "Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko", "Rodzicielstwo przez zabawę", "Nie z miłości", "Twoja kompetentna rodzina" i wiele innych i czasem jej opowiadam o czym one są. Taki się jej wniosek nasunął, że chcę być MIŁA DLA DZIECI. Uwaga to nie znaczy, że jestem łagodna jak baranek, potrafię też wyrazić swoją złość i niezadowolenie. Staram się to robić tak, by nie krzywdzić ani siebie, ani dzieci. Czasem się nie udaje i wtedy potrafię powiedzieć, że zrobiłabym to inaczej, że jest mi smutno, kiedy tracę z nimi bliskie relacje. To jest dla mnie ważne.

Cieszę się, że moje dziecko, dzieci widzą to co dla mnie ważne, że mnie znają i są uważne.

Na dzień mamy dostałam też laurkę od młodszej córki. Ona potrafiła dostrzec moją pasję. Cieszę się, bo to dla mnie ważne by znać drugiego człowieka, umieć odpowiadać na jego potrzeby. Moje dzieci mnie zauważyły, wiedzą co jest dla mnie ważne, co lubię. Czy to dlatego, że i ja staram się ich obdarzać swoją uwagą, dawać im to czego potrzebują, gotować na obiad ulubione dania, nawet jeśli trzeba trzy różne na jeden dzień przygotować. Odprowadzałam ich do szkolnej ławki, gdy tego potrzebowały, choć inne dzieci do szkoły biegały same, pomagam się ubierać, choć już maluszkami nie są. Przykładów jest wiele, ale to nie jest teraz najważniejsze by je tu wymieniać. Ważne, że staram się być świadomą, uważną mamą.

To chyba sprawiło, że i oni tacy się stają.

Obdarzać dziecko swoją uwagą codziennie jest dla rodziców dużym wyzwaniem. Praca, obowiązki i relacje z innymi powodują, że dziecięcy kubek szybko się opróżnia a i nam by się przydało baterie naładować, bo tylko wtedy będziemy mogli owocnie współdziałać z dziećmi. Wiem, to nie jest takie łatwe jak się wydaje. Sama tego ostatnio doświadczam. Masa obowiązków związanych z przygotowaniami do I Komunii Świętej mojej córki sprawiła, że i ja sama wyczerpana i potrzeby dzieci też marnie zaspakajane. Dobrze, że wieczorem znajdzie się chwilka na przytulanie i na krótką zabawę. Wczoraj właśnie bawiąc się dosłownie 5 minut z synem maskotkami, w formie zabawy wyraziłam smutek z powodu nieustannego zapominania załatwienia jednej ważnej dla niego sprawy. Byłam misiem, który rozmawiał ze swoim przyjacielem o zapominalskiej mamie. Uśmialiśmy się i zrelaksowani poszliśmy spać.

wtorek, 14 maja 2013

Zalany zeszyt


zdjęcie pochodzi z
 http://olla1956.flog.pl/wpis/4573412/placzacy-chlopiec-wggbragolina-
Dziś rano 6-letni chłopiec przeżywał trudne emocje. Strach przed pójściem do szkoły z powodu zalanego deszczem zeszytu. Dzień dla niego zaczął się o 6:20 choć zwykle z trudem podnosi się o 7:20 Jego mama była przy nim, słuchała, nie poganiała (nie mówiła, pośpiesz się bo się spóźnimy). Chłopczyk płakał i mówił, że się boi, że dzieci się będą śmiały.

Mama zapytała czy potrzebuje pomocy w rozmowie z nauczycielem, odpowiedź byłą twierdząca. W czasie zawożenia syna do szkoły okazało się, że jego strach minął. Nawet miał ochotę sam porozmawiać z Panią, choć ostatecznie się z tego wycofał.  Nawet obawy przed reakcją rówieśników minęły.

Czasem mama odchodziła, potrzebowała zadbać o rodzeństwo chłopca i o siebie. Cały czas mówiła chłopcu co robi, że włosy idzie umyć, że kanapki zrobić i choć mu było nadal smutno mówił dobrze. Co jakiś czas mama pojawiała się w pokoju dziecka i widziała jak obawy po woli się zmniejszają. Nawet usłyszała od niego:

„Wiesz mamo! Już nie jest mi tak smuto jak na początku, ale jeszcze nie czuję się dobrze.”

Mama szanowała uczucia dziecka i swoje też. Kiedy chciała coś zrobić po prostu to mówiła. Powiedziała chłopcu, że potrzebuje jego pomocy, że chce by się sam ubrał. Zrobił to tuż przed ósmą, zjadł śniadanie, umył zęby i zdążył do szkoły na czas.

 Mama była gotowa się spóźnić, bo ważniejsze było dla niej to, co czuje jej dziecko a nie to, co pomyślą czy powiedzą inni.

Chłopiec wszedł do szkoły zadowolony i pewny siebie.


Staram się, by dzieci miały możliwość się wysmucić, by jeśli tego potrzebują płakały.

Kiedy mam w sobie na to zgodę dziecko szybciej wraca do dobrego nastroju, smutek zamienia się w radość, pewność siebie a dziecko otrzymuje poczucie bezpieczeństwa.

Akceptując dziecięcy smutek i łzy czy każde inne uczucie włącznie ze złością, akceptujemy dziecko. Dajemy mu bezwarunkową miłość, którą najbardziej potrzebuje do prawidłowego rozwoju. W ten sposób zaspokajamy dziecięcą potrzebę akceptacji.

Kocham bo jesteś, bo Ty to Ty.