Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akceptacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akceptacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 stycznia 2018

W czwartej klasie jest dużo nauki

Piszę dziś o ważnym temacie, jaki pojawił się w szkole w Pietrzykowicach. Pojawiła się potrzeba rozmowy o tym, w związku z czym zaproszono mnie na spotkanie z nauczycielami i rodzicami uczniów klas czwartych. Spotkanie odbędzie się dziś, jutro i we środę. Ciekawa jestem jak ono się potoczy. Mam nadzieję, że zyskamy na nim wszyscy.


Spotkałam się kilka razy z opinią, że w czwartej klasie jest dużo nauki i że jest to duży przeskok między nauczaniem początkowym, w klasach 1-3 a nauczaniem późniejszym. Niektórzy rodzice mówią, że jest więcej nauki, więcej zadań domowych, że trzeba spędzić z dzieckiem kilka godzin na odrabianiu zadań domowych. Wydaje się, jakby nauczyciele więcej wymagali, albo że system nauczania wymaga więcej.

Czy to rzeczywiście chodzi o, że tej nauki jest więcej?

Wydaje się, że tak. Jest tego coraz więcej. Być może chodzi też o pojawienie się nowych przedmiotów. Nie ma już nauczania zintegrowanego, a jest osobno język polski, matematyka, przyroda i kilka innych. Na każdy z nich wymagane jest odrobienie pracy domowej. Pojawiają się sprawdziany, kartkówki i prace klasowe z tych różnych przedmiotów. Wymagań i oczekiwań cała góra. Sprostać im to prawdziwe wyzwanie. Chodzi o to, by mieć dobre, jak nie najlepsze, oceny ze wszystkiego. Dziecko chce temu sprostać, chce by rodzice i nauczyciele byli dumni, bo to da im poczuci bezpieczeństwa. Kiedy dziecko dostaje czwórkę, czy piątkę jest chwalony przez rodzica i nauczyciela i samo dobrze się czuje. Kiedy coś idzie nie tak, to zaczynają się trudności.Może pojawia się uczucia wstydu, smutku, a może nawet jakiś niepokój.

Zapominamy, że OCENA jest INFORMACJĄ i nie ma nic wspólnego z naszą wartością. Jesteśmy niepowtarzalną wartością, właśnie dlatego, że jesteśmy. To jakie mamy stopnie nie wyznacza naszej wartości.

Ocena, bywa wypadkową wielu czynników. Nie zawsze odzwierciedla poziom naszej wiedzy, czy wysiłku, jaki włożyliśmy w naukę. Czasami stres związany z odpowiedzią ustną, czy pisemną był tak duży, że nie poradziliśmy sobie z nim, a przez to wynik naszej pracy jest niższy, niż przyswojona wiedza. Warto o tym pamiętać i pytać dziecko o takie sytuacje. Możesz przecież powiedzieć pytająco:

"Hmm, jesteś wściekły, bo włożyłeś na prawdę dużo pracy w naukę, a na sprawdzianie, z powodu zdenerwowania, nie potrafiłeś sobie przypomnieć wielu rzeczy. Teraz wiesz, że to umiesz i na spokojnie wszystko pamiętasz?"

Nie przypadkowo mówię, o tym, by  było to w formie pytania. Nie wiemy co się dzieje z naszym dzieckiem. Nie zakładajmy od razu, że doskonale wiemy jak ono się czuje i co jest tego przyczyną. Pytaj:

"Co się stało"

Daj się dziecku wypowiedzieć. Nie pouczaj. Unikaj zwrotów "a nie mówiłem..., a jakbyś się bardziej przyłożył" nie dawaj rad. Lepiej okaż zrozumienie dla uczuć dziecka i TYLKO SŁUCHAJ, aktywnie, z pełną uwagą, przytakując.

Potem zapytaj, czy potrzebuje Twojej pomocy, rady, czy może ma pomysł co teraz zrobić. Dziecko na prawdę może mieć już w głowie doskonały plan.Jedyne czego potrzebuje to być wysłuchanym, zrozumiany. Twoja empatia może otworzyć drogę do kreatywności. A jeśli nie wie, to zapytaj, czy chce usłyszeć Twoją propozycję.

Możesz wtedy powiedzieć. "Wiesz, jeśli na prawdę Ci zależy, to jest to szansa na poćwiczenie. Wystarczy się przyłożyć, ćwiczyć, powtarzać, a wtedy to, co trudne staje się proste. Chętnie Ci pomogę, pokażę i wytłumaczę co trzeba"

Kiedyś opowiedziałam dziecku, że z nauką nowych rzeczy jest tak jak z szyciem nowej rzeczy. Wiem, że jeszcze tego nie umiem i bywa, że odkładam szycie na później. Jeśli jednak zrobię pierwszy krok i zacznę robić wykrój, potem skroję materiał i zacznę szycie, to zaczynam nabierać ochoty na więcej. Czasami ta pierwszym sztuka jest tylko próbną. Bywa, że dość nie udaną, ale wówczas ja już wiem, co mogę poprawić, jak zrobić lepszy projekt, jak inaczej skroić materiał, a może użyć innego, co będzie lepsze. Wtedy zaczynam mięć jeszcze większą ochotę na szycie właśnie tej jednej konkretnej rzeczy. Kolejna sztuka wychodzi lepiej, następna jeszcze lepiej i lepiej. Po prostu trening czyni mistrza. Pokonuję siebie samą, staję się lepsza od siebie i rywalizuję ze sobą, nie z innymi, tylko ze sobą. Chodzi o mój rozwój, o moją wiedzę i umiejętności.

Słowo "JESZCZE" jest tu kluczowe.

Jeszcze tego nie umiem, ale mam wszystko czego potrzebuję, by się nauczyć.
Mam chęci, samozaparcie i wewnętrzne postanowienie wytrwania w dążeniu do celu. Wierzę, że jeśli tylko się postaram i będę działać, uczyć się i ćwiczyć, to dam radę. Mam wiarę w siebie.

Jeśli Twoje dziecko takiej wiary nie ma, to warto mu pomóc ją zdobyć, pokazują, co dobrego już zrobić, jak wiele już potrafi, ile się już nauczyć. Powiedz mu, że nie może się poddawać, że może zostać kim chce. Zrób to zaraz po tym, jak okażesz szacunek dla jego uczuć rezygnacji, braku wiary w siebie, zniechęcenia, smutku i przygnębienia. Usłysz te uczucia, uszanuj i dopiero, gdy zobaczysz, że dziecko poczuło się zrozumiane dodaj mu wiary.

Dziecko i każdy człowiek jest już wystarczająco kompetentny, by wypłynąć na głębię swoich możliwości.



środa, 2 marca 2016

Wyjątkowa mama

Taki zwyczajny poranek. Jem śniadanie. Nie przepraszam, to chyba jednak nie było tak jak zazwyczaj. Dziś wyjątkowo przy śniadaniu przeglądałam książkę w poszukiwaniu konkretnego rozwiązania. Aż tu nagle, zupełnie niespodziewanie, ku mojemu głębokiemu wzruszeniu, odnalazłam małą, żółtą karteczkę, a na niej kilka słów od córki.

Z jednej strony podziękowania za to, że piorę jej ubrania, gotuję i jeżdżę z nią do szkoły i kościoła. Kartka sprzed kilku lat. Uśmiech na mojej twarzy i uczucie radości żywe właśnie dziś, tu i tera, też kiedy to piszę. Zwłaszcza, że wczoraj natknęłam się na podobny list, od tego samego dziecka, znaleziony podczas porządków w szafce pod umywalką. Tak po prostu, w łazience. Dlaczego tam? Może dostałam go właśnie podczas prac domowych i zabiegana wsunęłam do półki razem z klamerkami, by wczoraj go dostać ponownie. By znów się wzruszyć, poczuć radość i wdzięczność, nie tylko za zwyczajne prace domowe, ale także za wysiłek jaki włożyłam w swoją zmianę.

ZMIANA

Zmianę, która była też dla nich. Zmianę, która jest dla NAS, dla naszych pięknych, trwałych więzi i budowania codziennych prawdziwych relacji, w których każde uczucie jest ważne i dla każdej potrzeby znajdujemy czas, by chociażby się jej przyjrzeć i postarać się ją kiedyś spełnić.

Ta zmiana spowodowała, że nauczyłam się mówić dzieciom, że są wyjątkowe, niepowtarzalne i kochane za to, że po prostu są. Kiedyś myślałam, że wystarczy, iż ja to wiem, a dzieci będą to czuły. Może tak, a może warto to od czasu do czasu im to powiedzieć. Ja się ucieszyłam, kiedy ten list dostałam i dziś ponownie, gdy go w zakamarkach książki odnalazłam. Dlatego myślę, że i oni się cieszą, kiedy takie ode mnie dostają. Przechowują je jako cenne skarby w pudełkach, pamiętnikach, albo pod poduszką. Są więc dla nich dość wartościowe. Dodają sił, budują poczucie własnej wartości, cieszą, czy pocieszają w trudnych chwilach.

Jak dobrze, że wpadłam na pomysł pisania krótkich liścików do dzieci. Na kolorowych karteczkach, małych kwadratowych lub w kształcie serduszka, a czasami na kartce w kratkę.Już od dłuższego czasu nic nie napisałam. Może dziś to zrobię, by powiedzieć im co czuję.

Każda mama jest wyjątkowa i niepowtarzalna, tak jak każdy człowiek i to dlatego, że po prostu jest. Bez oceniania, bez wyliczania zasług, wad czy zalet.Wyjątkowa to nie znaczy lepsza, a po prostu inna, niepowtarzalna. Dla dziecka wieź z rodzicem jest nie do zastąpienia  i choć nasze zachowanie ma znaczenie to ten rodzaj miłości jest, warto by był, bezwarunkowy. To nie znaczy, że mam się na wszystko godzić i przymykać oczy na to, co mi się nie podoba. Wręcz przeciwnie. Otwieram oczy, przyglądam się temu,co się dzieje, rozmawiam, szukam drogi, po której mogę iść z przyjemnością zarówno ja jak i drugi człowiek



poniedziałek, 6 lipca 2015

Słuchać sercem

Wieczorny powrót do domu.

Samochód podjeżdża pod dom. Wychodzimy a tu taaaka "niespodzianka". Wcale nie miła!

"Hał hał auł bam bam ciuch ciuch"

tłumaczę:

Piesek ugryzł piłkę z ciuchcią.

Smutek, potrzeba bycia usłyszaną, potrzeba podzielenia się tym,czego zostało się świadkiem, potrzeba odżałowania straty i nic więcej. Wszystkie one zostały spełnione poprzez towarzyszenie temu dziecku. Ono mówiło, my dorosłe osoby słuchałyśmy, parafrazowałyśmy, nie dodając oceny, dodając i nazywając uczucia:



"aha, piesek ugryzł piłkę z ciuchcią i piłka jest zepsuta. Aha smutno Ci, tak?"
"Nio...hał, hał auł bam bam"
"aha"
"Nie la la"
"aha"

i wychodzimy z domu, a na podwórku czeka niczego nie świadomy pies. Dzieciątko podchodzi do niego, a przez moją głowę, w błyskawicznym tempie, przewija się obraz ataku na psa, uderzenia go, jako winowajcy. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy pokrzywdzony malec podszedł do psa i go....przytulił!!!

I tak sobie myślę: jasne: dziecku jest smutno, mega smutno, no bo w końcu ulubione piłka jest zniszczona, co jednocześnie wcale nie oznacza, że przestaje się lubić i kochać....psa!

Jakież to było piękne, zupełnie naturalne, no bo przecież pies nie jest winowajcą, choć większość, ja poniekąd również, pomyśli, że to właśnie przez psa dziecko płacze. Otóż NIE! Pies i jego zachowanie to tylko bodziec, który wywołał uczucie, które jednak pochodzi z potrzeby. W tym wypadku chodzi chyba o potrzebę troski o swoje ulubione rzeczy, o to by były z nami jak najdłużej, byśmy dzięki nim nadal mogli się bawić i rozwijać.A więc nie pies jest przyczyną smutku. Bo gdyby dziecko tej piłeczki nie lubiło, gdyby nie była jego zabawką, to smutku by w ogóle nie było.




środa, 29 kwietnia 2015

Nikt mnie nie lubi

Rodzice chcą wspierać u dzieci ich poczucie własnej wartości i wiarę w siebie. Przychodzi taki moment, kiedy zostajemy postawieni niejako pod murem, gdy dziecko mówi: "nikt mnie nie lubi". Co wtedy mówić? Może opowiem co ja mówię. Czy to działa? Hmm, nie wiem. Dowiem się za jakiś czas. Póki co widzę, że moje słowa zbliżają mnie do dziecka, że ono, po prostu, chce ze mną rozmawiać, że darzy mnie zaufaniem.

Pierwszy krok jaki robię, to jestem z dzieckiem w 100%. Odkładam wszystko: książkę, telefon, telewizor, sprzątanie, rozmowę z innymi (mówię do rozmówcy: "wiesz, to co A. do mnie mówi, jest dla mnie ważne, chcę z nią teraz być. Proszę poczekaj, przyjdę do Ciebie, kiedy skończę.")

Drugi krok: słucham, słucham, słucham. Najlepiej nic nie mówić, ewentualnie: "aha, hmmm". Daję przestrzeń do mówienie tak, jak dziecko chce, łącznie z płaczek, frustracją czy złością i tak by ono i inni byli bezpieczni. Staram się nie oceniać. Jasne, że w głowie pojawiają się różne myśli, interpretacje, rady, pomysły, gotowe rozwiązania jak dziecku pomóc itp. Zostawiam to tam, gdzie jest i nie pozwalam, by wyszło poza myśli. Po prostu daję dziecku czas i możliwość, by powiedziało to swoimi słowami, więc skupiam się na tym, co ono mówi. Przytulam, podaję chusteczki, jestem.

Kiedy dziecko już troszkę ochłonie próbuję ubrać w słowa jego uczucia i potrzeby. I mówię coś w rodzaju:

- "Kiedy mówisz, że nikt Cię lubi, to czy to znaczy, że chciałabyś mieć kogoś kto zawsze będzie blisko, kogo Ty lubisz i on Ciebie?"

- "Tak,chcę mieć taką koleżankę, która zawsze się będzie ze mną bawić"

- "Aha, chcesz wiedzieć, że możesz na nią liczyć"

- "Bo ja czasami coś mówię, a oni mnie nie słuchają i odchodzą"

- "Aha, chcesz, żeby poczekali i posłuchali?"

- "Tak....."

Jeśli taka rozmowa trwa dłużej a dziecko na pytanie "jak myślisz co możesz zrobić" nie ma żadnego pomysłu to warto spróbować coś zasugerować, ale dopiero po tym, jak ono wyrazi swoje uczucia.

- "Aha słyszę, że zależy Ci na dobrych kontaktach ze swoimi przyjaciółmi i kolegami. Mam pewien pomysł. Chcesz usłyszeć?"

- "Tak"

- "A jakby to dla Ciebie było, gdybyś usłyszała, że oni Cię lubią i jednocześnie czasami chcą robić coś innego, z kimś innym, albo może zwyczajnie nie wiedzą co im proponujesz. Może spróbujesz im powiedzieć, że chcesz z nimi iść, chcę o coś zapytać?"

- "Pytam czy mogę się bawić z jedną osobą, a ona mówi, że musi zapytać tą drugą i obie mówią że nie wiedzą"

- "Aha i Ty sama już nie wiesz co robić"

- "No właśnie"

- "A gdybyś powiedziała im tak: to zobaczmy jak nam będzie razem, sprawdzimy-dobra? Jak będziecie chciały pogadać same to mi powiecie-ok?"

- "No może..."

A więc widzę, że to jest dla mojego dziecka trudne. Nowe wyzwania, bywają owiane obawą i nie chodzi o to by się nie bać, lecz by pomimo lęku działać.

No to mówię dalej:

"Wiesz, ja czasami tak mam, że sobie coś myślę, a potem okazuje się, że w rzeczywistości jest inaczej. Wydaje mi się, że warto je zapytać, co chcą robić i czy mogłabyś się przyłączyć i nie wierzyć swoim myślom, zwłaszcza takim jak na przykład, że moje koleżanki mnie nie lubią."

Czasami dzieci zaczynają wierzyć swoim myślom, nie pytają, nie wychodzą z inicjatywą. Co tam dzieci, ja też tak miewam, że nie podejmuję mnóstwa wyzwań, bo lepiej nie ryzykować, nie narażać się na odrzucenie, bo z góry to zakładam. A gdybym założyła, że z ciekawością zapytam: jeśli ktoś zechce spełnić moją prośbę to super, jeśli nie to znajdę inny sposób na poradzenie sobie.

MOTYWOWANIE DO DZIAŁANIA

Mogę jeszcze dodać:

 "Widzę, że to Cię bardzo smuci, bo bardzo chcesz się z nimi przyjaźnić. Wiesz, warto próbować z uśmiechem do nich wychodzić, starać się się pytać co one chcą i wierzyć, że albo one się z Tobą zaprzyjaźnią albo poradzisz sobie i znajdziesz inny sposób na świetną zabawę. Najwięcej zależy właśnie od Ciebie! Sprawdź jak to dla Ciebie będzie. Chętnie z Tobą o tym znowu porozmawiam."


poniedziałek, 2 marca 2015

Cytaty poruszające moje serce



Miał być inny post, ale jednak podzielę się tym, co bardzo do mnie w ostatni weekend trafiło. Są to cytaty z książki:

Brett, Regina. „Bóg zawsze znajdzie ci pracę.” Insignis Media. iBooks.

Może ktoś skorzysta...
28 lutego 2015
Lekcja 10 | Na błędy też jest miejsce
„Jeszcze nie uwolniłam się od przekonania, że kiedy popełniam błąd, sama okazuję się błędem; że to nie mój projekt jest nieudany, tylko ja.” 

Mój komentarz: No ja już to wiem, teraz tylko czas na obserwację, czy aby moja podświadomość nie działa według starych wzorców. Za każdym razem, kiedy pojawi się więc krytyka, sprawdzam co czuje, skąd się biorą moje uczucia, czy aby nie z myślenia według starych wzorców.
Nowe myślenie: kiedy popełniam błąd, to nie ja jestem błędem. Błąd to nieudana próba osiągnięcia sukcesu i okazja do zmiany, do rozwoju, nauki robienia czegoś lepiej. Trening czyni mistrza, a więc krytyka to okazja do stawania się coraz lepszą, do robienia rzeczy lepiej, do zdobywania wiedzy, to kolejny krok do sukcesu. I wcale nie chodzi o to by być idealną, najlepszą, nieomylną. Chodzi o to, by umieć się cieszyć sobą i światem., nawet wtedy, kiedy coś idzie nie tak. No nie jest to łatwe, jednocześnie możliwe, małymi kroczkami do przodu

„Lekcja 8 | Na wszystko przychodzi czas, ale nie zawsze w tym samym momencie

Zawsze, kiedy wkraczam w nową rolę, robię chwilę przerwy, wyłączam się, a później przyjmuję odpowiednią tożsamość. Upewniam się, czy jestem we właściwej roli, czy wybrałam odpowiednią wersję siebie, godzina…

Kiedy spędzasz czas ze swoimi dziećmi, jesteś z nimi w stu procentach. Wyłącz swojego BlackBerry, iPhone’a, iPoda, nie sprawdzaj skrzynki mailowej i bądź w pełni obecny.
Kiedy mój mózg gubi się w hierarchii celów albo nie wie, jak między nimi wybrać, zatrzymuję się na chwilę i podejmuję decyzję, co jest dla mnie priorytetem w danym momencie, a później skupiam się na nim ze wszystkich sił, żeby trafić w dziesiątkę na tej konkretnej tarczy.

Lekcja 11 | Jeśli masz w coś wątpić, zwątp w swoje wątpliwości

…modlitwy na pokonanie strachu: „Boże, chronię się w Tobie przed moim tchórzostwem”.
…Nadrabiaj wiarą, aż ci się uda”…

Mój komentarz: to działa! Wiara w to, że warto sprawdzać, próbować, podejmować wysiłek. To wcale nie chodzi o wiarę, że się uda. Raczej o to, że warto sprawdzać, co się stanie, jak się będę czuła, czy mnie to wzbogaci i jak. To chodzi o doświadczanie. Jeśli się coś nie sprawdzi to i tak się z tego czegoś nauczę. Wyciągnę wnioski na przyszłość. Nic nie dzieje się bez powodu. Każde doświadczenie jest po coś!

"Lekcja 11 | Jeśli masz w coś wątpić, zwątp w swoje wątpliwości

Nieważne, czego pragniesz – na świecie jest na to miejsce. Ktoś potrzebuje tego, co masz do zaoferowania. Na świecie jest miejsce na twój głos. Ktoś czeka właśnie na niego.

Wolą uwierzyć w swoje wątpliwości, niż spróbować spełnić swoje marzenia.
Żeby sięgnąć po to, czego chcesz od życia, musisz uciszyć swoich krytyków, zaczynając od tego największego – samego siebie.

Lekcja 12 | Czasem praca, o której marzysz, to praca, którą już masz

…wystarczy być tu i teraz, żeby znaleźć spełnienie.
wybierała swoje miejsce, a potem czekała, pozwalając, żeby wokół niej toczyło się życie. Podczas meczu koszykówki nie goniła za akcją, biegając tam i z powrotem wzdłuż boiska. Trwała w wybranym miejscu i dokumentowała to, co działo się wokół niej.

Lekcja 13 | Najczęściej jedyną osobą, która stoi ci na drodze, jesteś ty sam

Niektórzy z nas – a ja na pewno – znajdują mnóstwo przeróżnych wymówek, żeby nawet nie spróbować pokonać albo ominąć przeszkód, jakie stawia przed nami życie.

Lekcja 13 | Najczęściej jedyną osobą, która stoi ci na drodze, jesteś ty sam

…Jeśli nie chcesz czegoś zrobić, znajdziesz wymówkę. Jeśli chcesz coś zrobić, znajdziesz sposób…

Lekcja 13 | Najczęściej jedyną osobą, która stoi ci na drodze, jesteś ty sam

…ten, kto narzeka albo się usprawiedliwia, przegrywa.

Lekcja 13 | Najczęściej jedyną osobą, która stoi ci na drodze, jesteś ty sam
…osioł, który przez długi czas stał uwiązany, nie ruszy z miejsca, kiedy sznur zniknie. Można tak się przyzwyczaić do życia na uwięzi, że wolność niczego nie zmieni.

Lekcja 13 | Najczęściej jedyną osobą, która stoi ci na drodze, jesteś ty sam

…dopóki możesz winić kogoś innego, nie musisz brać odpowiedzialności za to, co idzie nie tak.

Lekcja 13 | Najczęściej jedyną osobą, która stoi ci na drodze, jesteś ty sam

Znam rodziców, którzy zakazali dzieciom używać słów „nie umiem”. Ty też wykreśl je ze swojego słownika.

Lekcja 13 | Najczęściej jedyną osobą, która stoi ci na drodze, jesteś ty sam

Oszczędzaj siły. Nie szukaj winnych, nie oskarżaj, nie rób z siebie ofiary. Nikt nie może cię zmusić, żebyś poczuł, pomyślał albo zrobił coś, co ci nie służy.
 
Jeśli nie możesz zmienić jakiejś osoby, miejsca, sytuacji albo instytucji, zmień swoje myśli, emocje albo reakcje na ich temat."

Mój komentarz: Jak więc zmienić swoje myśli, emocje, reakcje? Najpierw w ogóle zdać sobie sprawę z ich istnienia i poszukać odpowiedzi na pytanie co się za nimi kryje. Pomocne okazać się tu mogą 4 pytania Katie Bayron:

1. Czy to jest prawda?
2. Czy możesz być absolutnie pewny, że to jest prawda?
3. Jak reagujesz jeśli wierzysz w tą myśl?
4. Kim byś był bez tej myśli?

Na dwa pierwsze odpowiadasz tylko TAK lub NIE.

"Lekcja 13 | Najczęściej jedyną osobą, która stoi ci na drodze, jesteś ty sam

…Jeśli masz wszystkiego dość, sprawdź, czy nie masz dość siebie…

Lekcja 13 | Najczęściej jedyną osobą, która stoi ci na drodze, jesteś ty sam

Na kłodzie siedzą cztery żaby. Trzy postanawiają skoczyć. Ile żab zostało na kłodzie? Cztery. Te trzy żaby tylko podjęły decyzję. Nie podjęły działania. Zrób jeden mały krok, który posunie Cię naprzód.

Lekcja 13 | Najczęściej jedyną osobą, która stoi ci na drodze, jesteś ty sam

…brakuje mi pokory, żeby prosić o pomoc. Kiedy nie wiem, jak coś zrobić, uruchamia się we mnie wstyd z dzieciństwa i przekonanie, że jestem głupia. Ale pozwalam już sobie uczyć się od życia. Na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy nauczą cię wszystkiego, co powinieneś wiedzieć. Zapłać im za to, jeśli trzeba.

Lekcja 13 | Najczęściej jedyną osobą, która stoi ci na drodze, jesteś ty sam

Jaki jest najlepszy sposób na to, żeby zejść sobie z drogi?
Przejmij stuprocentową odpowiedzialność za swoje szczęście i sukces. Przestań wierzyć, że coś cię ogranicza. Możesz dalej szukać wymówek albo wreszcie zacząć działać. Wybór należy do ciebie.

Lekcja 14 | Bóg wciąż do nas mówi

…Co się mówi, kiedy ktoś jest dla nas niemiły?” – zapytała. Jeden z chłopców wyrecytował: „Nie jesteś moim przyjacielem, ale widzę w tobie Boga”.

Mój komentarz: "widzę w tobie Boga" to szanować i akceptować drugiego takiego jakim jest. Czyli wiedzieć, że działa, by zaspokoić swoje potrzeby, które wszyscy mamy takie same. Być może strategie wybrał taką, która jest tragiczna w skutkach, ale to jeszcze nie powód, by kogoś potępiać, a raczej okazja do empatycznego stanięcie w miejscy tego kogoś. Jeśli widzę w kimś Boga, to przecież nie oceniam, nie krytykują, nie potępiam, a co najwyżej zastanawiam się O CO CHODZI. Jeśli ta relacja wywołała we mnie jakieś uczucia to idę do siebie i zajmuję się tym uczuciem, zamiast wytykać, że TY taki, siaki i owaki. Więcej korzyści będę mieć z troski o siebie niż z krytyki drugiego. I tu znowu podpowiadam, może to nie jest łatwe, co tam, na pewno nie jest to łatwe. Wiem, że warto, sprawdziłam, pomogło. Oby tylko pamiętać, a jak zapomnę, to też się czegoś na pewno nauczę.

Lekcja 15 | Pozwólmy łagodności opanować świat

…Kiedy tułaliśmy się z miejsca na miejsce, Bóg zawsze nam błogosławił i nas strzegł, niezależnie od tego, gdzie byliśmy i co robiliśmy”.

Lekcja 15 | Pozwólmy łagodności opanować świat

…Ten, kto mówi, że czegoś nie da się zrobić, nie powinien przeszkadzać temu, kto to robi”.

Lekcja 15 | Pozwólmy łagodności opanować świat

Jeśli chcesz pomóc zmieniać świat, wejdź na stronę
www.medwish.org.

Lekcja 16 | Czasem odkrywasz swoją misję chwila po chwili

Życie zawsze daje nam to, czego potrzebujemy w danej chwili, a każda chwila jest dla nas szansą, żeby oddać mu coś w zamian.… 

Każdy moment jest guru”.




środa, 4 lutego 2015

Róbmy to, co kochamy

Mam taką refleksję, by skupię się na tym, co przynosi mi radość. Żadne w sumie odkrycie, już wcześniej takie się zdarzały, choć czasami w ferworze codzienności skupiam się dogłębnie na marudzeniu. To narzekanie potrafi wciągnąć jak trąba powietrzna i przynosi tylko zniszczenia. Oby wyrwać się z jej objęć jak najszybciej i choć krajobraz wydaje się zdewastowany, to małymi kroczkami zabieram się do porządkowania.

Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to właśnie zrobić to, co daje zadowolenie, przynosi radość i wdzięczność. I tak się tego trzymać, robiąc tych rzeczy jak najwięcej.

Zdjęcie pochodzi z https:www.facebook.com/naturologia.blog

Teraz już wiem, że nie każdy jest gotowy na zmianę. Czasami bardzo chcę ludziom pokazać, że można spróbować inaczej, na przykład w relacjach z dziećmi, czy ze sobą samym. I widzę, że oni może nie chcą tego usłyszeć, może właśnie nie są gotowi. Kiedyś było mi smutno, bo bardzo chciałam zmieniać świat, mój własny (to akurat się udaje), moich znajomych, rodziny, przyjaciół, świat szkolny, kościelny, w sumie ten, w którym się obracam. Często słyszałam i sama sobie powtarzałam:

"świata nie zmienisz ale możesz zmienić swoje podejście, siebie samą"

no i tak też robię. Nieustannie, codziennie, po troszku, przyjmując chociażby konstruktywną krytykę, czy nawet tą, której niezbyt miło mi się słucha. Dziś nastawiam się na rozwój i z każdego słowa czerpię naukę, nawet z tego bolesnego. Słucham siebie, patrzę na uczucia, na to co się ze mną dzieje i odkrywam w tym dużo prawdy, widzę siebie. Pozwalam sobie też na to, by się do wielu rzeczy przyznać, by po prostu stanąć obok i popatrzeć na siebie z boku, w prawdzie i dystansie. To się udaje i to daje mi przestrzeń do szukania innych, nowych, niewypróbowanych jeszcze sposobów na lepsze dziś. No łatwo nie jest, al nie o to chodzi by było. Po prostu widzę, że warto, bo co dzień jest lepiej.

Dziś odkrywam sercem, że zgadzam się na to, by ludzie żyli po swojemu. Już nie chcę walczyć, pokazywać, zachęcać, motywować, zmieniać. Chcę być tam i dla tych, którzy tego chcą, są gotowi coś innego zobaczyć, spróbować, zmienić. Są zdecydowani podjąć wyzwanie własnej zmiany i rozwoju. Bo to zawsze jest praca nad sobą. Nie zmienię innych - mogę zmienić tylko siebie i swoje zachowanie. A jeśli ktoś chce czerpać inspirację to zapraszam. Wtedy taka relacja jest i inspiracją do rozwoju dla mnie samej. To jest też tak, że inne relacje tez mogą mnie prowadzić do zmiany, jeśli tylko chce to dostrzec.

Tak więc, po prostu robię swoje i tyle. I w tej rzeczywistości zdarzy się, że ktoś powie, że to, co ja mówię i robię jest mu bliskie i on też tak chce, a może nawet tak robi i chce byśmy coś robili razem. I wtedy ok, niech tak będzie, idziemy razem, robimy coś, co sprawia, że czuję radość.

wtorek, 2 grudnia 2014

Adwent - czas przyjścia


Już w listopadzie dzieciaki pytają o pieczenie pierniczków. Nasze wielka rodzinna tradycja. Nasz dar serca dla wszystkich, których spotykamy na swojej drodze.

Najpierw jest wielkie pieczenie. Wielkie, bo ciasta mamy całą dużą miednicę na pranie. W tym roku surowego ciasta było 14 kg! Dobrze, że miał kto pomagać w pieczeniu: cała ekipa wykrawaczy, obsługa do piekarnika, logistyka wyładowcza ciepłych ciastek z blachy na miejsce studzenia i później do pudełek.

Na zdjęciu pierwsza dziecięca ekipa wykrawaczy - w kilka minut 6 dużych blach było pełne. Entuzjazm powoli jednak zaczął opadać. Na polu bitwy został tata, mama i syn. Na szczęście wkrótce dotarło wsparcie dorosłych. Bez ich pomocy pewno pieklibyśmy jeszcze przez tydzień, a tak to w kilka godzin i w jeden dzień temat został ogarnięty.


W międzyczasie podjadanie. Jednak nie ma się co obawiać, że zabraknie. Takich ilości ciastek nie da się samemu zjeść, dlatego z dziką rozkoszą je rozdajemy, dzieląc się miłością. Właśnie dlatego pieczemy aż tak dużo!


A tak wygląda roboczy magazyn na jeszcze ciepłe pierniczki. Poniżej są już przygotowane pudełka na schłodzone ciastka. Tak, tak, wszystkie zostały zapełnione. Tylko siły i czasu do fotografowania już zabrakło. Logistyka sióstr zajęła się obsługą tak perfekcyjnie, że w tym roku matka nie miała za bardzo okazji do wykazania się swoim pedantyzmem. Nie było pudełeczek "tylko z gwiazdkami", czy "tylko z serduszkami". O przepraszam, było jedno gwiazdkowe - wykonane na specjalne zamówienie - wkrótce można będzie dokonać odbioru paczki, lub też dostarczymy.


Zapraszamy też na wspólne dekorowanie. Dzieci to uwielbiają, zresztą, co tam dzieci - ja to kocham! Tak więc planujemy dekorować już w najbliższą niedzielę. Będzie to czas wspólnej zabawy z dziećmi i odrobina przestrzeni na pogawędki rodzicielskie.

Udekorowane pierniczki trafią do ręcznie zdobionych słoiczków, a te już dalej do tych, których spotkamy w tym pięknym adwentowym czasie na naszej drodze. Są i tacy, o których zwyczajnie staramy się pamiętać. Są i tacy, którzy dają znać, by też dostać. Bo warto się troszczyć i o siebie i o drugiego.

ADWENT

Ale adwent to dla nas czas przede wszystkim duchowego przygotowania do przyjścia Pana. Ulubione zajęcie dzieci to uczestnictwo w roratach, które u nas w parafii odbywają się o godzinie 17-stej, co znacznie ułatwia dzieciom dotarcie. Ja też je uwielbiam, ponieważ jest to dla mnie czas i przestrzeń na spotkanie się w swoim sercu z tym, co dla mnie ważne. Jest to okazja do rozmyślań, do refleksji nad tym, co każdego dnia mnie spotyka i jak to się ma w stosunku do moich wartości i dla drugiego człowieka. Jest to też dla mnie świetna okazja, by zwyczajnie odpocząć, rzucić wszystko, co akurat robię, co jest też ważne, choć może nie najważniejsze, by złapać chwilę dla siebie.

Nawet kiedyś moje dziecko mi powiedziało: "mamusiu, chodź z nami, to sobie odpoczniesz". No i tak właśnie jest. Bo idę, by być z Panem, który "pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach", by nacieszyć się Jego Słowem i obecnością w Eucharystii. Dziękuję Ci Panie, że Jesteś ze mną, że mam Ciebie na wyciągnięcie ręki.

 KALENDARZ ADWENTOWY

Jeszcze podzielę się pomysłem na kalendarz adwentowy. Zrobiony z kopert. Wspólnie wykonany z córką, zarówno zewnętrzna część, jak i pomysły do środka, a wśród nich: wspólna zabawa z dziećmi, wspólne śpiewanie z nimi piosenek, wspólne wyjście np. na basen, czy do kina, robienie kartek bożonarodzeniowych. I pomysł, który spodobał się nam najbardziej:
każdego dnia modlimy się w innej intencji,która jest już wcześniej zapisana i włożona do koperty. Wczoraj był dzień modlitwy za naszego syna. Ale miał rogala na buzi, kiedy wyjął kartkę z koperty. Poczuł się zauważony, jego potrzeba bycia widzianym docenionym, akceptowanym i może jeszcze jakieś inne zostały tym jednym gestem zaspokojone. A moje: potrzeba troski o innych, potrzeba wyrażenia swoich wartości (że warto pamiętać o innych, też poprzez modlitwę), że w ten sposób pokazuję dzieciom,co dla mnie jest ważne (autentyczność)


COŚ DLA DUCHA

A oto moje tegoroczne odkrycie:

słuchowisko adwentowe "Plaster Miodu" POSŁUCHAJCIE: TUTAJ

Dzięki poleceniu przez Martę Be, której refleksje znajdziecie TUTAJ

Szczególnie zwróciła moją uwagę komentarz Marty: "Żywić się Jezusem to nie tylko być na Mszy Świętej i przyjmować Komunię Świętą. To czytać Go i rozważać, to godzić i na nowo się nawracać po każdym upadku, to poznawać Go i wcielać w życie Jego naukę, to naśladować Go, dążyć do całkowitego zjednoczenia z Nim, to kochać."

NAWRÓCENIE - co to dla mnie znaczy?

Na nowo się nawracać po każdym upadku - to takie bliskie Porozumieniu bez Przemocy, Rodzicielstwu Bliskości i Chrześcijaństwu. Przecież każdy z nas popełnia błędy i tylko refleksja na nimi i uświadomienie sobie, że teraz, kiedy już widzę swój błąd to wiem, że mogę to następnym razem zrobić inaczej. I nie chodzi o jakieś umartwianie się. Chodzi o to, by powiedzieć: ok, teraz już widzę, że mogę inaczej. A więc próbuję  inaczej, zmieniam się każdego dnia, nawet kilka razy dziennie "Idź i nie grzesz więcej". Mogę to powtarzać codziennie i nie ma w tym nic złego. Jezus nas zna i wie, że codziennie Go potrzebujemy, że nawracać się będziemy co chwilę, bo to jest proces, proces dochodzenia do świętości. I Boga to nie przeraża ani nie martwi. Martwi Go nasza ślepota, nasz sen, nasza duchowa śmierć i nieświadomość. Kiedy już jestem świadoma, to On się cieszy. Owszem, cierpiał, widząc moje zbłądzenie i jeśli ja czuję smutek i cierpienie, to dlatego, że mogę sobie uświadomić, jak bardzo Ten Ktoś-Bóg mnie kocha a ja zupełnie tego nie widziałam. Może mi być jedynie żal, że zraniłam Boga, że zraniłam drugiego człowieka. Tak jak matka widzi, że sprawiła zawód swojemu dziecku i jest jej żal, że dziecko cierpi, tak może mi być żal, że zraniłam Boga i widzę, że On cierpi. Pan nie chce naszego użalania się nad sobą. On chce naszej zmiany. Codziennej zmiany.

I w PbP też tak jest-nie chodzi o potępianie i użalanie się nad sobą, bo to prowadzić może do samokrytycyzmy i zniechęcania. PbP jest po to, by pokazać, że popełniało się błędy, bo nie umieliśmy inaczej, nie mieliśmy takiej wiedzy, czy świadomości. A teraz, kiedy już to wiesz, masz szanse się zmienić.

Tylko NADZIEJA i radość, że można inaczej, że Bóg mnie nie potępia, daje mi szansę do zmiany - codziennie, w każdej chwili mogę się nawracać. Nawrócić, znaczy zmienić swoje zachowanie, to wyuczone i krzywdzące na to wzbogacające. Mogę to robić (zmieniać się=NAWRACAĆ) w swojej codzienności: w relacji z mężem, z dziećmi, ze znajomymi z pracy, w relacji z człowiekiem, jakiego Pan stawia przede mną każdego dnia.

W nawróceniu, dla mnie, pomocne jest:

uświadomienie sobie, że popełniłam błąd, grzech, że zraniłam
znalezienie innej drogi
wdzięczność za to doświadczenie
chęć zmiany
i radość z tego, że dana jest mi nowa szansa
i ta RADOŚĆ i NADZIEJA jest wodą na młyn - bez niej ani rusz, po prostu się nie da. Siedzę i marudzę. Kiedy mam w sobie radość, mam i energię i chęć do zmiany.

Z Panem wszystko jest możliwe, bo to On mnie kocha i umacnia.


Adwent - czas przyjścia Boga, który przyjść może do mnie dziś w drugim człowieku: dziecku, mężu, koleżance, kimś obcym spotkanym na ulicy....w kim jeszcze???

Marana Tha - Przyjdź Panie, przyjdź
Marana tha (aram. Przyjdź, Panie Jezu! lub zapisane jako maran atha Nasz Pan przyszedł)
Obym umiała Go dostrzec, bo On przyszedł na pewno już dziś do mnie.Kim byl-moim dzieckiem, mężem.?

środa, 22 października 2014

Zgoda na autentyczność

Szpital, ból, strach, niepewność, z dala od rodziny, od bliskich - czy z takich rzeczy można się cieszyć, czy można czuć wdzięczność i radość???

No może nie tak od razu, no może nie w chwili bólu, bo wtedy to człowiek się zastanawia jak długo jeszcze będzie boleć, kiedy i czy w ogóle zaczną działać leki przeciwbólowe. Kłębią się w głowie myśli "dlaczego mnie to spotyka", "dlaczego znowu".
Ból sprawia, że tchu brakuje, a sił na rozmowę zwyczajnie nie ma. Ja, żywa, energiczna, "Zosia Samosia" nie ma siły ust otworzyć. Trochę łzy do oczy się cisną, trochę ból zniewala. Więc nie mówię, bo łzy ściskają gardło. I zdarza się coś, co nagle sprawia, że radość wypełnia serce.

Jedno pytanie:
"smutno Ci?"

"yhy" i łzy i czujesz, że możesz sobie popłakać, że kogoś to obchodzi, że ten ktoś przyjmuje Twój smutek, łzy i ból, a Ty możesz być prawdziwa i autentyczna. Nie musisz udawać twardzielki, która doskonale znosi ból, niczego się nie boi i w ogóle jest bezproblemową, super pacjentką, która tylko zasługuje na pochwały.

Na prawdę nie musisz, nie rób tego. Warto wybrać prawdziwość, być autentyczną, pozwolić sobie na to, co czujesz.

Chcesz, by ktoś Cię odwiedził, pomimo, że musi do Ciebie jechać ponad 2 godziny-powiedz to sobie samej w sercu, pozwól sobie a Oni sami przyjdą, wyczują, że Ty tego chcesz, zapytają czy przyjechać. Więc kiedy będą pytać, powiedz to, co czujesz, czego chcesz i nie myśl, czy oni mają czas, czy to nie za daleko. Ty jesteś tego warta, by Cię kochać i się o Ciebie troszczyć. To poprzez drugiego człowieka sam Bóg się o Mnie troszczy-pozwalam mu na to zapraszam Go do swojego życia.

Czuję więc wdzięczność za wszystko, co mnie spotyka: za radość, a także za smutek i ból. Dzięki tym uczuciom i doświadczeniom bardziej poznaję siebie samą i widzę, że to JA stwarzam świat wokół mnie. Widzę, że miewałam błędne wyobrażenia na różne sprawy i to ode mnie zależy czy zechcę coś zobaczyć, czegoś się nauczyć, coś zmienić, obudzić się i zacząć żyć.

I znowu człowiek się czegoś uczy. Poprzez to doświadczenie widzę, że o miłość warto dbać: pozwolić sobie samej i drugiemu człowiekowi wejść w to, co trudne, tak w pełni, bez udawania, bez oszczędzania siebie i innych. Czasami nie chce się robić przykrości czy "dodawać zmartwień" i nie mówi się wszystkiego tym, którym się kocha. Tym samym otaczamy swoje serce szczelnym murem, do którego nie mają dostępu ani nasi bliscy ani my sami.

A jeśli chodzi o dzieci, to właśnie one potrzebują najbardziej naszej autentyczności. Potrzebują widzieć nasz ból, cierpienie, łzy, radość, zadowolenie, szczęście, bo tylko w ten sposób uczą się siebie samych.

Zgoda na autentyczność daje uczucie spokoju. Ten wewnętrzny pokój serca towarzyszy mi już od kilku dni. Ta zgoda na wszystko, czego doświadczam i chęć zobaczenia w tym głębi pozwala mi na zobaczenie siebie w prawdzie, co daje mi ufność i wewnętrzny
spokój.

środa, 18 czerwca 2014

Pokochać siebie

Jeszcze całkiem niedawno wiele rzeczy w sobie zwyczajnie nie lubiłam. Dostrzegałam je i za wszelką cenę chciałam zmienić, począwszy od swojego wyglądu zewnętrznego, aż po swój sposób zachowywania się, reagowania na pojawiające się w moim życiu emocje, traktowania bliskich i siebie samej. No i teraz mogę powiedzieć, że to moje nielubienie pchnęło mnie do zmiany, do rozwoju. Najbardziej nie lubiłam się za to, że krzyczałam na dzieci. To był motor moich zmian. Z okazji wszelakich świąt słyszałam życzenia kierowane do mnie: "życzę Ci więcej cierpliwości". O Boże! Jak ciężko było mi przyjąć te życzenia. W mojej głowie pojawiała się ocena, osąd, że jestem beznadziejną matką, której brakuje cierpliwości. Choć tak bardzo byłam tego świadoma, to w chwilach trudnych, a jak się ma troje malutkich dzieci i masę "muszę i powinnam" w głowie, to wcale nie jest to takie łatwe, by ten stan rzeczy zmienić. Próbuje się, a nie wychodzi.

W końcu jednak wyszło! Nastąpiła zmiana, rozwój i samopoznanie. Teraz potrafię się wsłuchać w to, co czuję i szukać swoich potrzeb. Dziś potrafię zobaczyć w człowieku jego uczucia i potrzeby. Wcześniej też widziałam, ale jakby za mgłą tego, co wypada, co się powinno, jak należy się zachowywać. Było trudniej dotrzeć do swojego serca, a kiedy nie wiem co jest w moim sercu, ciężko usłyszeć drugiego. Pokochałam swoje uczucia: każde! One są mi potrzebne jak woda, chleb i powietrze. Pokochałam to, czego do życia mi potrzeba. Kocham życie, a więc i siebie i innych, tak po prostu bo życie jest. ŻYCIE JEST we mnie, w Tobie, w Dzieciach.

Wszystko zawsze zależy tylko ode mnie. To jest moje życie, ja jestem za nie w 100% odpowiedzialna. Mogę choć każdego dnia znajduję przy najmniej kilka wymówek, by iść starymi utartymi i dobrze znanymi ścieżkami i nawet wiem, dokąd one mnie doprowadzą i co będę czuła na końcu tej drogi. Czasami to robię, bo zwyczajnie wybieram bezpieczeństwo i to też jest OK. Jednocześnie czuję smutek, bo kilka innych ważnych potrzeb nie jest zaspokojonych. I to też jest OK. To jest nam po prostu potrzebne, to uczucie smutku, żalu, niezadowolenia, frustracji czy złości.

Po co??? Dla mnie po to, by je dostrzec i pójść za nimi. Idę za złością w sposób konstruktywny uświadamiając ją sobie. Ok, czasami się powściekam, ponarzekam, przy okazji wysprzątam pół domu. To jednak daje mi czas do namysłu, do refleksji nad tym co się dzieje i właściwie o co mi chodzi. A tak a pro po, by zbytnio nie przynudzać, to właśnie pojawiło się w mojej głowie takie zdanie, które czasami żony słyszą od mężów: "ale o co właściwe kobieto Ci chodzi?". No dokładnie, na prawdę czasami za cholerę nie wiem o co mi chodzi! Czasami idę sobie z tą niewiedzą spać. Innym razem rozmyślam i zgaduję i wpadam na genialne odkrycia, znajduję potrzebę rozwoju i kiedy za nią biegnę, czuję radość, bo coś się dzieje, bo jest lepiej, bo w końcu potrafię samą SIEBIE POKOCHAĆ.

Czasami warto otworzyć swoje uszy i serce na to, co ma do powiedzenia drugi człowiek: mąż, dzieci, rodzice, rodzeństwo, teściowie, znajomi, przyjaciele. Nie chodzi o to, by od razu iść za nimi. Chodzi o to, by słuchać, zastanawiać się jak się to ma dla mnie, czy to mnie wzbogaci, może czasami wypróbować, albo zwyczajnie jednak iść za głosem serca.

No więc jak POKOCHAĆ SIEBIE?

Stać się świadomym tego, że:

każde UCZUCIE po prostu JEST (nie ma negatywnych czy pozytywnych). Jest nam dane po to, by życie trwało, by się rozwijało i wzbogacało człowieka i cały świat

każdy działa kierowany POTRZEBAMI, które są identyczne dla wszystkich i małych i dużych i to jest OK, bo to tak samo jak potrzeby jest zupełnie naturalny proces wspierający życie

każdy ma INNE SPOSOBY (STRATEGIE) na zaspakajanie potrzeb i nie warto ich oceniać, tylko WARTO WYBIERAĆ TAKIE, które WSPIERAJĄ ŻYCIE moje własne i ludzi obok mnie

NIE MA POCZUCIA WINY jest tylko OBECNA ŚWIADOMOŚĆ tego, że moje działanie wspiera moje życie i jest bezpieczne, konstruktywne i nie raniące, ani mnie, ani drugiego człowieka

WYRZUTY SUMIENIA???? Powiedziałabym raczej, że jest SMUTEK, ŻAL, bo odkrywam, że moje dawne działanie nie wzbogacało, nie podtrzymywało życia, było raniące dla mnie samej i moich bliskich. BYŁO, bo nie potrafiłam postępować inaczej, bo nie byłam świadoma, nie miałam takiej wiedzy i doświadczenia, jakie mam teraz. Jeśli ten smutek jest nadal, to być może POTRZEBUJĘ ODŻAŁOWAĆ to, co się stało, pogadać z kimś, zastanowić się nad tym w swoim sercu, pomyśleć, jak mogłabym coś zrobić inaczej, tak by na przyszłość już być przygotowaną. Co mogę zrobić teraz? Teraz już wiem, że mogę inaczej, wiem co wybrać i następnym razem to zrobię. Jeśli znów coś nie wyjdzie, to jestem spokojna, bo wiem, że na pewno znajdę inne rozwiązanie, bo mam ŚWIADOMOŚĆ, że jest MILION SPOSOBÓW na to, by zaspokoić swoje potrzeby, by O SIEBIE ZADBAĆ. Wiem, że dbając o siebie samą - dbam o drugiego człowieka.

Będąc odpowiedzialną za swoje uczucia i potrzeby nie mówię:

to Twoja wina
bo Ty zawsze
Ty znowu
bo przez Ciebie

Będąc odpowiedzialną za swoje uczucia i potrzeby MÓWIĘ do siebie

Czuję żal, bo ja czegoś potrzebuję. Mogę poprosić Cię o pomoc lub poszukać innego rozwiązania.
OK czasami wpadam w panikę, bo wydaje mi się, że sama sobie nie poradzę, bo potrzebuję widzieć nadzieję i mieć pewność, że się uda, że są te sposoby, że dam radę. Są chwile, kiedy robię coś sama, są chwile, kiedy proszę o pomoc.

DBAM O SIEBIE:

Obdarzam siebie samą zaufanie, pozwalam sobie na to, by drugi człowiek wszedł do mojego życia i mi pomógł, by zobaczył moje uczucia, moje serce, czasami strach, bezsilność innym razem entuzjazm i radość.

Dbam o siebie, kiedy obdarzam drugiego zaufaniem. Kiedy wierzę, że i on może zrobić coś za mnie, dla mnie, może zupełnie inaczej niż ja, a jednocześnie będzie to wzbogacające, będzie mi i jemu dzięki temu żyło się lepiej. To wymaga ode mnie zaufania do siebie samej, że dam radę zmierzyć się być może z jakimś rozczarowaniem, smutkiem, a może z ogromną radością, wdzięcznością. Mam odwagę przyjąć każde uczucie. To wymaga ode mnie zaufania do drugiego. Wydaje mi się jednak, że to zaufanie to i tak dotyczy mnie samej, czyli tego co ja zrobię z tą pomocą od drugiego, jak ta pomoc się na mnie odbije, jakie uczucia wywoła i czy ja chcę się z nim zmierzyć, czy ma siłę, czy mam do siebie zaufanie? A jeśli nie, to też OK, to być może jeszcze to nie jest ten czas.

WSZYSTKO CO ROBIĘ wynika z troski i odpowiedzialności za siebie samego. I w każdej chwili mogę wybierać co i jak chcę robić.


Zawsze mam wybór. Zawsze jest mnóstwo sposobów, czasami warto zaczekać, ochłonąć, przespać się, pomyśleć: "ok, teraz nie widzę rozwiązania i jednocześnie wierzę, że wkrótce na nie wpadnę. Może wtedy, gdy będę gotowa!"

I mam prawo:

odpocząć i bezmyślnie pogapić się w telewizor
nie chcieć dziś gotować obiadu (albo w ogóle tego nie robić)
chcieć czasami pobyć w samotności (choć 2 dni w SPA, tylko JA)
pogadać spokojnie przez telefon (nie słysząc obok "mamo, mamo")
wyjść na imprezę i świetni się bawić
spać do 10-tej
mieć nieposprzątany dom już od kilku miesięcy : D
spędzić weekend tylko z mężem
bronić swoich wartości
słuchać tylko siebie

i jednocześnie mam prawo:

pomagać innym z pełni serca
dbać o porządek w domu
codziennie gotować obiady
troszczyć się o rodzinę
słuchać rad
pomagać dzieciakom
robić kanapki do szkoły
bawić się z dziećmi
przytulać

Mam prawo wyboru. Jestem WOLNA.

wtorek, 17 czerwca 2014

Empatia dla siebie. Relacja z Treningu Wspierający Rodzic. Część Dziesiąta.

Empatia dla siebie...hmmm, czasami wydaje mi się, że jest to coś, na co rzadko sobie pozwalamy, co w naszej kulturze wydaje się być kojarzone z egoizmem i zwyczajnie nam tego nie wypada robić. Jeśli chodzi o matki to pokutuje taki

stereotyp, że ONA MUSI i POWINNA:

zostać w domu i wychowywać dzieci
gotować dwudaniowy obiady z deserem i to koniecznie na 13-stą!
sprzątać, prać, prasować
zaprawiać kompociki na zimę
uprawiać własne jarzyny
robić zakupy
dopilnować zadań domowych swoich dzieci
mieć prawo jazdy - oczywiście po to by samej wszystko załatwić
dopilnować budowy domu
pamiętać o urodzinach rodziców, teściów, cioć, wujków i przyjaciół i zawsze mieć gdzieś w szafie ukryty prezent w razie gdyby się okazało, że jednak o kimś się zapomniało
zawozić dzieci na basen, angielski i piłkę nożną
codziennie uczestniczyć z dzieckiem w nabożeństwach przygotowujących do ważnych sakramentów św.
i jeśli jeszcze o czymś zapomniałam, to na pewno każda z nas sobie już tu sama coś dopowie
a no i oczywiście ZAWSZE BYĆ UŚMIECHNIĘTĄ I ZADOWOLONĄ Z ŻYCIA I NIGDY SIĘ NIE ZŁOŚCIĆ!!!

Nie podoba Ci się powyższa lista?!

OK, masz do tego prawo. Masz PRAWO SIĘ O SIEBIE ZATROSZCZYĆ, ZADBAĆ, DAĆ SOBIE EMPATIĘ, nie zgadzać się z innymi, chcieć siebie wyrazić, to co czuję i to jakie wartości Ci przyświecają i głośno powiedzieć:

TAK czuję np. ZŁOŚĆ, bo potrzebuję SZACUNKU, WSPÓŁDZIELENIA, WSPÓŁODPOWIEDZIALNOŚCI, WOLNOŚCI, SPOKOJU, ODPOCZYNKU, ZABAWY, PORZĄDKU, HARMONII i miliona różnych innych rzeczy.

EMPATIA DLA SIEBIE


DAJĘ SOBIE EMPATIĘ kiedy skupiam się na tym, co teraz czuję

wyrażam te uczucia:

w bezpieczny dla mnie i moich bliskich sposób, dlatego, kiedy czuję, że za chwilę "wyjdę z siebie" i powiem coś raniącego, wychodzę z domu, wychodzę do drugiego pomieszczenia i zastanawiam się O CO MI CHODZI, co ja czuję, czego potrzebuję. Mówię głośno o tym, co się stało i co ja w związku z tym czuję, MÓWIĘ DO SIEBIE (przed lustrem lub zwyczajnie w "eter"), może krzyczę (nie na kogoś, lecz tak po prostu-ja na przykład idę sobie pogadać sama do siebie na strych-bardzo pomaga, a jak frustracja jest duża to przy okazji zawsze coś jeszcze posprzątam z tych złości)

kiedy już uczucia są wyrażone, zastanawiam się O CO MI CHODZI,czego ja POTRZEBUJĘ i też najlepiej głośno o tym powiedzieć, czasami nie wystarczy powiedzieć samej sobie, wówczas warto mieć kogoś, kto będzie gotowy nas wysłuchać bez oceniania, kto nas obdarzy tą empatią. Biorę za siebie odpowiedzialność i jeśli potrzebuję EMPATII DLA SIEBIE, a nie potrafię jej teraz sobie okazać, proszę o pomoc.

EMPATIA DLA SIEBIE to dla mnie takie dbanie o siebie, dostrzeganie uczuć i tego co się dzieje w moim ciele, szukanie niezaspokojonych (lub zaspokojonych) potrzeb i zatroszczenie się o te potrzeby. To szukanie rozwiązania, strategii i sposobu na wzbogacenie własnego życia.

Zdjęcie pochodzi z: potworywozkowe.pl



Jeśli mój kubek empatii jest pełny, jeśli troszczę się o siebie i swoje potrzeby i mam w nadmiarze, to naturalnie mam ochotę komuś odlać, podzielić się swoją pełnią. Mam nalane do swego kubka "od serca", jest przepełnione, wylewa się z niego i zalewa miłością wszystkich dookoła mnie, świat wydaje się być piękny, przyjazny, cudowny. Jest tak tylko wtedy, KIEDY JA SAMA DBAM O SIEBIE I BIORĘ ZA SIEBIE ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

Jeśli coś z powyższej listy wyraźnie mi nie odpowiada, czegoś bardzo nie lubię robić, nie ma we mnie na coś zgody, to nie robię tego! Daję sobie empatię poprzez szczere się do tego przyznanie i odklejenie etykietki "JA MUSZĘ". Daję sobie prawo do zmiany.

Nie muszę domu sprzątać sama. W ogóle nie muszę tego robić. Ja nie mam potrzeby porządku-ktoś mi ją tylko wdrukował ;-) Mogę co tydzień w sobotę spędzać czas z rodziną lub jechać na warsztaty. Dom,w którym na podłodze leżą skarpetki, buty znajdują się i w łazience i w pokoju czy kuchni, dom, w którym zamiast obiadu są kanapki, to też dom. A może to dom w którym każdy jest wolny, szczęśliwy i uśmiechnięty? I nagle się okazuje, że inni też mogą robić pewne rzeczy, które do tej pory robiłam tylko ja?

Kiedy patrzę na siebie i w konsekwencji na innych z perspektywy potrzeb, to nie ma we mnie oceniania, osądzania i oczekiwań. Robię wszystko tak jak potrafię, na tyle na ile pozwala mi moja aktualna wiedza i doświadczenia a więc nie ma we mnie poczucia winy. Mogę bolesne czy raniące zdarzenie przerobić przez pryzmat uczuć, potrzeb, dostępnych mi sposobów ich zaspakajania i sprawdzić, co mi i innym to dało, co mogłabym zrobić dziś inaczej, tak by było dla mnie/innych wzbogacające.

OK zrobiłam to, co zrobiłam, bo tak umiałam.
OK teraz mogę to zrobić inaczej.

Nie przepraszam! Zamiast tego mówię, co teraz czuję (może smutek), bo potrzebuję (być w kontakcie z osobą z tego zdarzenia) i mam prośbę (proszę Cię powiedz mi jak Ty to widzisz?)
To więcej niż przepraszam! To gotowość na przyjęcie uczuć (być może intensywnych) i potrzeb drugiego człowieka. To czas na odbudowywanie relacji, bo być może mamy teraz potrzebę budowania kontaktu i bliskości.

Do mnie to bardziej przemawia niż PRZEPRASZAM

Nie ma za co przepraszać, bo nie ma winy, są tylko zdarzenia, zachowania, reakcje odpowiednie do stanu świadomości danego człowieka. Gdybym wiedziała to, co wiem teraz, zachowałabym się inaczej.

Padło słowo PRZEPRASZAM, bo czuję smutek, bo potrzebuję.....
a więc w moim nowym języku mówię:

"Wiesz, teraz kiedy moje emocje opadły (obserwacja), to czuję wielki smutek (uczucie), bo potrzebuję być z Tobą w kontakcie (potrzeba), możemy pogadać (prośba)?"

Kocham ten mój nowy język! :-) I dzielę się z Wami tym co, kocham, bo wierzę, że to bardzo wzbogaca życie (moje na pewno), a może i Wasze wzbogaci.


wtorek, 4 lutego 2014

Każdy dzień jest darem

Odkąd jestem blisko uczuć i potrzeb moich dzieci staję się bardziej świadoma na to, co czują inni ludzie obok mnie.

Pierwszy krok, to być świadomym samego siebie. Akceptować i kochać siebie samego i wierzyć w siebie:
że da się radę...eeee co tam, już teraz daję radę, żyję pełną piersią, przejmuję ster życia w swoje ręce, jestem szczęśliwa, zadowolona, kocham życie, jestem odpowiedzialna i co najważniejsze potrafię się śmiać, żartować, radosną zabawą wspierać życie swoje i moich bliskich.

Z moją 91-letnią babcią, chwilowo leżącą, żartuję, i widzę uśmiech na jej twarzy i to jest bezcenne, ten jej uśmiech dodaje mi skrzydeł. I kocham siebie za to, że tak potrafię i swoją miłością wywołuję na jej twarzy uśmiech. I dziękuję Bogu za te chwile. Dziękuję Bogu za ten czas i za babcię. I nie ma tu mowy o jakimś chorym egoizmie. Chodzi o prawo miłości

"kochaj bliźniego swego, jak siebie samego"

Kochając, szanując, akceptując siebie otwierasz się na drugiego! Łatwiej Ci jest dostrzec uczucia i potrzeby, kiedy sam/a jesteś w harmonii ze sobą.



Właśnie sobie przypomniałam, że uśmiech wiele razu ratował "podbramkowe" sytuacje w moim domu, kiedy dzieciaki się między sobą, delikatnie mówiąc, kłóciły. I teraz wiem, że to jest to, co kocham i czym żyję: radością, która może nam towarzyszyć zawsze, jeśli tylko tego chcemy i o tym pamiętamy.

Bo w miłości nie ma lęku.

Kiedy nie boisz się być sobą, kiedy całym sercem czujesz, że to, czym żyjesz, kim jesteś, co robisz jest Twoją świadomą drogą, to nagle się okazuje, że inni obok Ciebie zaczynają Cię wspierać. Pojawiają się ludzie, którzy wzbogacają tą Twoją ścieżkę życiową, że dostajesz to, czego potrzebujesz i Bóg Cię wspiera i pokazuje Ci drogi, którymi możesz iść i mówi Ci co warto robić, by być szczęśliwym tu i teraz i w wieczności.

Znalazłam swoją drogę, powiedziałam ją Panu i zaufałam mu a On sam już działa.
Działa i jest ze mną w każdej chwili mojego życia. Był ze mną w czasie Bożego Narodzenia i razem ze wspomnianą już grupą teatralną odwiedziliśmy DPS w Wilkowicach. I wtedy otworzyły się moje oczy i uszy na młodych ludzi, którzy mnie zachwycili i ujęli moje serce. Dzielę się tym, co ich samych porusza:

Monika z grupy Arbat:

"Pobyt w Domu Pomocy Społecznej wiele dla mnie znaczył. Jadąc tam obawiałam się spotkania z podopiecznymi tego ośrodka, ponieważ wyobrażałam ich sobie jako smutnych ludzi, których każdy dzień jest podobny do poprzedniego. Byłam ciekawa, czy zaakceptują naszą "teatralną bandę". Lecz kiedy tylko weszłam do środka wszystkie moje obawy zniknęły. Od razu poczułam ciepłą i miłą atmosferę, która ogarnęła nas wszystkich. Podopieczni tego ośrodka są naprawdę wspaniałymi ludźmi! Wszyscy z nami żartowali, opowiadali, uśmiechali się, a na pożegnanie życzyli nam wszystkiego, co dobre. Oglądając kronikę, która upamiętniała wszystkie wydarzenia Domu, zauważyłam, że podopieczni mimo swojego wieku i chorób korzystają z życia pełnymi garściami! Myślę, a nawet WIEM, iż wiele nauczyłam się tego dnia, między innymi tego, że każdy dzień jest darem, który powinniśmy wykorzystać w 100%!"

Każdy dzień jest darem :)