Lato to czas, kiedy nasze dzieci nie zasypiają wcześniej niż po 22-giej.
Wiem, że teoretycznie jest jeszcze wiosna, ale u nas jest już lato, co skutkuje
późnym zasypianiem. W konsekwencji poranne wstawanie to dla dzieci, a nawet
nas, gehenna.
Dziś odbył się już w tej kwestii jawny bunt. Spodziewając się go, na dzień
dobry obdarzyłam dzieciaki buziakiem, przytulakiem, a nawet pełną empatią. Na
dwie sztuki to zadziałało, ale na jedną nie. Co prawda wstał z łóżka, w piżamie
zjadł śniadanie i jak tylko skończył wskoczył od razu pod kołdrę, oświadczając,
że jemu się chce spać, że nie chce mu się ubierać ani iść do szkoły i basta!
No więc co mi pozostało?
Buziaki nie zadziałały
Przytulańsko też nie!
Empatia go nie rusza!
No i co robić? Już się miałam poddać i moralizować, tłumaczyć, zrzędzić,
narzekać i w końcu wpaść we wściekłość, aż tu nagle mnie olśniło!
ZABAWA
A więc będę udawać potwora, który zdziera z niego piżamę. Podnoszę kołdrę a tu co? Piżamy już na dziecku nie ma, ani żadnego innego ubrania. Autentycznie mnie to zdziwiło i jednocześnie rozbawiło, więc mówię:
"O! Ja tu zamierzałam się z Tobą pobawić i pożreć Twoją piżamkę, a tu co? NIC. Dawaj więc tu te swoje ciało, potwór zarzuci się ciuchami, a wcześniej połknie twoje cudne stopy!"
Było trochę śmiechu, trochę łaskotek i figlów. Nie za dużo, wręcz króciutko. Dziś to wystarczyło, by "śpioch" zdążył wyjść z domu na czas.
Dziękuję Ci Boże, że zesłałeś mi pomysł z zabawą. Od kilku dni odkrywam ją na nowo. Ratuje nam życie w różnych kryzysowych sytuacjach. Jest po prostu genialna. Może dlatego, że całe życie dziecka to zabawa, a i dorośli nadal ją lubią, o ile odkryją w sobie tą małą istotę, która nadal w nich mieszka.
Ostatnio nawet dość kiepsko czułam się w relacji z dzieckiem, które ma już prawie naście lat. Wówczas na ratunek przyszła zabawa. Propozycja, na pierwszy rzut oka dość niejasna, wyszła od dziecka. Leży na trawie i mów:
"Mamo, złap mnie za nogę"
Moje myśli: "ale co jej się dzieje, czego ona chce, co to ma niby znaczyć. Taka duża.." I tu się zorientowałam, że nie chcę słuchać tych myśli. Złapałam za nogę i mówię:
"Robimy taczki. Odwróć się na brzuch, podnieś się na rękach, ja trzymam Cię za nogi, a ty idziesz"
Ona na to ze śmiechem na ustach, że nie umie, że nie da rady itp. Nie ważne, czy potrafi. Ważne, że jest śmiech, za którym warto podążać, który mnie zaraża, który zbudował między nami trwały, a ostatnio nadszarpnięty, most porozumienia i bycia razem. Od tego moment jest nam łatwiej. Wszystkie zmartwienia poszły w niepamięć. A jeśli wrócą, to wiem, że Bóg mnie natchnie, jak sobie z nimi poradzić:
może zabawą
może rozmową
może milczeniem, przytulaniem, oglądaniem wspólnie filmu, czy wspólnym czytaniem
a może spacerem, lodami,wspólnym gotowaniem.
Tylko z tym jednym człowiekiem.
środa, 10 czerwca 2015
wtorek, 9 czerwca 2015
Wybieram
O nie było mnie tu aż ponad miesiąc!
Przez ten czas kilka razy miałam zamiar się podzielić tym, co było dla mnie ważne. Kiedy się to działo, nie było przestrzeni na pisanie, a po kilku dniach zwyczajnie wybrałam coś innego: zazwyczaj było to odpoczynek, najczęściej ten wieczorny, po intensywnym dniu i choć wtedy właśnie miałam ochotę pisać, to już sił nie było. I tak sobie myślę, że ten brak sił, brak odpoczynku, brak troski o dorosłe potrzeby kieruje mnie na manowce. Wtedy tak łatwo wybrać, mniej lub bardziej świadomie, drogę, którą wcale nie chcę iść, której potem żałuję i po której czuję się jeszcze gorzej.
Brak sił, brak cierpliwości, brak spokoju, brak odpoczynku.
To chyba dość częste stany towarzyszące rodzicom, zwłaszcza małych dzieci. Bo tak wiele uwagi i czasu potrzeba maluchom, że dla starszych, a zwłaszcza dorosłym to już niewiele lub nic pozostaje.
To, że mam małe dzieci nie sprawia automatycznie, że moje potrzeby są mniej ważne i nagle nie zależy mi na odpoczynku, spokoju, łatwości, łagodności. Przeciwnie, czasami mam wrażenie, że te konkretne potrzeby wzrastają, a już na pewno dawno zaniedbywane, w końcu pragną być zaspokojone. I tu powstaje największy konflikt.
Jak to zrobić? Jak się o siebie zatroszczyć i jednocześnie dbać o dzieci, dom, rodzinę?
To co, mnie pomaga to pewne nastawienie, świadomość:
1. Warto pamiętać, że Moje potrzeby są równie ważne jak dziecka, męża, czy innych osób obok mnie. Jeżeli jednak ja się o siebie nie zatroszczę, to i dla innych nie będę mieć serca. Dlatego wybieram południową drzemkę z małym dzieckiem, zamiast prasowanie, sprzątanie, gotowanie.
2. Odpuszczam wiele rzeczy i w miarę upływu czasu jest ich coraz więcej. Właściwie nie odpuszczam, a wybieram coś innego Zamieniam je na inne, aktualnie ważniejsze dla mnie samej. Przykładowo: latem wolę spędzić czas z rodziną na spacerze, na rowerach, nad wodą, wśród znajomych, na uprawie mojego warzywnego ogrodu zamiast sprzątać, prasować dziecięce ubranka (na prawdę nie zauważam, by były zmięte). Wybieram wieczorny czas spędzony z mężem, zamiast sprzątanie kuchni po kolacji.
3. Proszę o pomoc. Ludzie obok mnie chcą mi pomagać w zaspokajaniu moich potrzeb, wystarczy poprosić. I oczywiście, że czasami proszę, ale w sercu mam pewność, strach, że nie zechcą zrobić tego, czego chcę. Takie myśli nie są dobrymi doradcami i dość skutecznie odstraszają. Za to wiara w to, że inni chcą mi pomagać, czasami ułatwia. Dodatkowo świadomość, że prośba to jednocześnie akceptacja odmowy (w przeciwnym razie nie proszę, tylko żądam) może tylko zachęcić innych. Kiedy zakładam, że ktoś może odmówić, to staram się mieć w zanadrzu jakieś inne ciekawe rozwiązanie. Jeśli ktoś odmawia, to dlatego, że dla niego jego aktualne potrzeby są ważne. To wcale nie oznacz, że ten ktoś mnie olewa, nie chce mu się, jest beznadziejny, robi mi na złość. Nie! On po prostu wybiera siebie. Jasne, że dla mnie to może być trudne, ale to jeszcze nie powód, by kogokolwiek zmuszać.
Przykład:
Córcia zależy mi na porządku, proszę Cię zanieść ubrania do szafy.
Kiedy ona mówi nie, to proszę kogoś innego o pomoc lub pytam ją co takiego się dzieje, że nie chce zrobić tego o co proszę, pytam kiedy by mogła to zrobić i sprawdzam, czy mi to odpowiada. Zastanawiam się też, czy te ubrania mogłyby być schowane w innym czasie. Tak czy inaczej sprawdzam o co mi i temu, kogo proszę, chodzi. Zdarza się bowiem, że nie chodzi mi o pomoc, tylko mam w głowie myśl, że nie odpocznę, dopóki w domu nie zobaczę porządku. Więc chyba nie chodzi o porządek, a o odpoczynek. A więc pojawia się nowa perspektywa:
zostawiam bałagan i idę spać
ALBO
zostawiam bałagan i idę na spacer
zostawiam bałagan i idę pogadać z przyjaciółką
Kiedy przestaję się upierać na jednym rozwiązaniu, łatwiej jest mi być szczęśliwą, bo łatwiej znaleźć swoje potrzeby i je zaspokoić, chociażby marząc.
I tu jeszcze taka myśl, obserwacja: dzieciaki uwielbiają marzyć i czasami to wystarcza, by ich potrzeby były zaspokojone, dostrzeżone!
Ach synuś! Ale byłoby cudownie nie wstawać wcześnie do szkoły, cały czas się bawić, jeść tylko lody, mieszkać w kraju, gdzie codziennie świeci słońce i jest ciepło. Jak byłoby cudownie bawić się z mamą i tatą od rana do wieczora.
Marzenia są od tego, aby bawić się na całego!
U nas to działa i wcale nie chcą nic więcej, tylko sobie marzymy. Jasne, że to nie jedyny nasz sposób. To, co działa u nas, u innych może okazać się totalną klapą. Dlatego warto mieć kilka opcji i nie ustawać w poszukiwaniach nowych.
Przez ten czas kilka razy miałam zamiar się podzielić tym, co było dla mnie ważne. Kiedy się to działo, nie było przestrzeni na pisanie, a po kilku dniach zwyczajnie wybrałam coś innego: zazwyczaj było to odpoczynek, najczęściej ten wieczorny, po intensywnym dniu i choć wtedy właśnie miałam ochotę pisać, to już sił nie było. I tak sobie myślę, że ten brak sił, brak odpoczynku, brak troski o dorosłe potrzeby kieruje mnie na manowce. Wtedy tak łatwo wybrać, mniej lub bardziej świadomie, drogę, którą wcale nie chcę iść, której potem żałuję i po której czuję się jeszcze gorzej.
Brak sił, brak cierpliwości, brak spokoju, brak odpoczynku.
To chyba dość częste stany towarzyszące rodzicom, zwłaszcza małych dzieci. Bo tak wiele uwagi i czasu potrzeba maluchom, że dla starszych, a zwłaszcza dorosłym to już niewiele lub nic pozostaje.
To, że mam małe dzieci nie sprawia automatycznie, że moje potrzeby są mniej ważne i nagle nie zależy mi na odpoczynku, spokoju, łatwości, łagodności. Przeciwnie, czasami mam wrażenie, że te konkretne potrzeby wzrastają, a już na pewno dawno zaniedbywane, w końcu pragną być zaspokojone. I tu powstaje największy konflikt.
Jak to zrobić? Jak się o siebie zatroszczyć i jednocześnie dbać o dzieci, dom, rodzinę?
JAK DBAĆ O SIEBIE
To co, mnie pomaga to pewne nastawienie, świadomość:
1. Warto pamiętać, że Moje potrzeby są równie ważne jak dziecka, męża, czy innych osób obok mnie. Jeżeli jednak ja się o siebie nie zatroszczę, to i dla innych nie będę mieć serca. Dlatego wybieram południową drzemkę z małym dzieckiem, zamiast prasowanie, sprzątanie, gotowanie.
2. Odpuszczam wiele rzeczy i w miarę upływu czasu jest ich coraz więcej. Właściwie nie odpuszczam, a wybieram coś innego Zamieniam je na inne, aktualnie ważniejsze dla mnie samej. Przykładowo: latem wolę spędzić czas z rodziną na spacerze, na rowerach, nad wodą, wśród znajomych, na uprawie mojego warzywnego ogrodu zamiast sprzątać, prasować dziecięce ubranka (na prawdę nie zauważam, by były zmięte). Wybieram wieczorny czas spędzony z mężem, zamiast sprzątanie kuchni po kolacji.
3. Proszę o pomoc. Ludzie obok mnie chcą mi pomagać w zaspokajaniu moich potrzeb, wystarczy poprosić. I oczywiście, że czasami proszę, ale w sercu mam pewność, strach, że nie zechcą zrobić tego, czego chcę. Takie myśli nie są dobrymi doradcami i dość skutecznie odstraszają. Za to wiara w to, że inni chcą mi pomagać, czasami ułatwia. Dodatkowo świadomość, że prośba to jednocześnie akceptacja odmowy (w przeciwnym razie nie proszę, tylko żądam) może tylko zachęcić innych. Kiedy zakładam, że ktoś może odmówić, to staram się mieć w zanadrzu jakieś inne ciekawe rozwiązanie. Jeśli ktoś odmawia, to dlatego, że dla niego jego aktualne potrzeby są ważne. To wcale nie oznacz, że ten ktoś mnie olewa, nie chce mu się, jest beznadziejny, robi mi na złość. Nie! On po prostu wybiera siebie. Jasne, że dla mnie to może być trudne, ale to jeszcze nie powód, by kogokolwiek zmuszać.
Przykład:
Córcia zależy mi na porządku, proszę Cię zanieść ubrania do szafy.
Kiedy ona mówi nie, to proszę kogoś innego o pomoc lub pytam ją co takiego się dzieje, że nie chce zrobić tego o co proszę, pytam kiedy by mogła to zrobić i sprawdzam, czy mi to odpowiada. Zastanawiam się też, czy te ubrania mogłyby być schowane w innym czasie. Tak czy inaczej sprawdzam o co mi i temu, kogo proszę, chodzi. Zdarza się bowiem, że nie chodzi mi o pomoc, tylko mam w głowie myśl, że nie odpocznę, dopóki w domu nie zobaczę porządku. Więc chyba nie chodzi o porządek, a o odpoczynek. A więc pojawia się nowa perspektywa:
zostawiam bałagan i idę spać
![]() |
ALBO
zostawiam bałagan i idę na spacer
zostawiam bałagan i idę pogadać z przyjaciółką
Kiedy przestaję się upierać na jednym rozwiązaniu, łatwiej jest mi być szczęśliwą, bo łatwiej znaleźć swoje potrzeby i je zaspokoić, chociażby marząc.
MARZENIA
I tu jeszcze taka myśl, obserwacja: dzieciaki uwielbiają marzyć i czasami to wystarcza, by ich potrzeby były zaspokojone, dostrzeżone!
Ach synuś! Ale byłoby cudownie nie wstawać wcześnie do szkoły, cały czas się bawić, jeść tylko lody, mieszkać w kraju, gdzie codziennie świeci słońce i jest ciepło. Jak byłoby cudownie bawić się z mamą i tatą od rana do wieczora.
Marzenia są od tego, aby bawić się na całego!
U nas to działa i wcale nie chcą nic więcej, tylko sobie marzymy. Jasne, że to nie jedyny nasz sposób. To, co działa u nas, u innych może okazać się totalną klapą. Dlatego warto mieć kilka opcji i nie ustawać w poszukiwaniach nowych.
czwartek, 7 maja 2015
Nie mów PRZEPRASZAM
Czasami zdarza się tak, że popsuję relacje z moimi bliskimi i wypadałoby powiedzieć PRZEPRASZAM, nie chciałam i zacząć się może tłumaczyć w stylu: "no wiesz, ale ja, mamusia....". Tyle, że to nikomu nie służy. Ja pozostaję w poczuciu winy, podłym nastroju, z żalem i smutkiem. Dziecko zaczyna czuć się winne i w dodatku matkę nie obchodzi co ono czuje, bo i tak nadaje cały czas o sobie, jaka to ona biedna, bo zmęczona itd. Jasne, że zmęczona itd., nie przeczę, tylko czy dziecko jest w stanie zaradzić naszemu zmęczeniu, jest w stanie unieść moje trudne emocje, problemy - czo ono jest od tego? No według mnie raczej nie.
To dość duży kaliber emocji, by obarczać nim dziecko. Poza tym nie warto nim obarczać nikogo, bo nikt nie jest odpowiedzialny za moje uczucia poza mną samą. Dlatego staram się skupiać na sobie i szukać odpowiedzi na pytanie czego to ja właściwie chcę, kiedy czuję ten smutek, żal czy kiedy pojawia się poczucie winy.
Jeśli chodzi o relacje z dzieckiem, które zostały zerwane (za każde relacje), to wiem, że ja jestem odpowiedzialna za ich jakość i formę. A mnie zależy na więzi, bliskości i przejrzystości tej relacji. W gruncie rzeczy chcę tworzyć RELACJE, a nie upierać się na swojej RACJI. Porzucam więc racje, na rzecz relacji.
Kiedy więc zdarzy się, że ta bliskość z dzieckiem zostaje zerwana, nadszarpnięta i wypadałoby powiedzieć przepraszam to, po pierwsze, uświadamiam sobie to, że mnie zależy właśnie na byciu w bliskiej, szanującej i odpowiedzialnej relacji. Po drugie to ja wychodzę do niego pierwsza i mówię:
"wiesz...widzę, że, kiedy krzyknęłam, to chyba się wystraszyłeś, tak?"
pada ciche TAK
"i jest Ci teraz smutno, a może się nawet boisz?"
"smutno mi"
"bo bardzo chcesz mi coś powiedzieć?"
"tak"
"Aha. I prosisz bym Cię posłuchała?"
"tak"
"mi też zależy na tym, by z Tobą porozmawiać, a przed chwilą się to nie udało"
Właśnie o to mi chodzi, by nawet pod wpływem trudnych emocji i stresu nie wybierać drogi na skróty. Zamiast krzyczeć, zrywać relacje, upominać, manipulować wolę zapytać siebie czego chcę i to wyrazić w pełni:
"Wiesz co... trochę się niepokoję, bo chcę dopisać ten artykuł i kiedy coś do mnie mówisz, to Cię nie słyszę, i nie potrafię się skupić na pracy. Chcę to dokończyć, poczekasz 5 minut?"
Jasne, że dziecko może nie chcieć odejść i bardzo mu zależy, by ze mną porozmawiać. Wtedy łapię oddech i myślę: ok to może ja mu dam 5 minut, mnie jest łatwiej, ja już to potrafię, a on się dopiero uczy. Po prostu sprawdzam, czy mogę przerwać na jakiś czas.
W przepraszaniu chodzi o to, by skupić się na uczuciach: swoich i drugiej osoby.
"Wiesz, ta rozmowa nie potoczyła się tak jakbym chciałam. Teraz zrobiłabym inaczej. Zastanawiam się nad tym, jak Ty się masz? Może się zdziwiłeś moją reakcją, nie wiedziałeś o co mi tak na prawdę chodzi, tak?"
To dość duży kaliber emocji, by obarczać nim dziecko. Poza tym nie warto nim obarczać nikogo, bo nikt nie jest odpowiedzialny za moje uczucia poza mną samą. Dlatego staram się skupiać na sobie i szukać odpowiedzi na pytanie czego to ja właściwie chcę, kiedy czuję ten smutek, żal czy kiedy pojawia się poczucie winy.
Jeśli chodzi o relacje z dzieckiem, które zostały zerwane (za każde relacje), to wiem, że ja jestem odpowiedzialna za ich jakość i formę. A mnie zależy na więzi, bliskości i przejrzystości tej relacji. W gruncie rzeczy chcę tworzyć RELACJE, a nie upierać się na swojej RACJI. Porzucam więc racje, na rzecz relacji.
Kiedy więc zdarzy się, że ta bliskość z dzieckiem zostaje zerwana, nadszarpnięta i wypadałoby powiedzieć przepraszam to, po pierwsze, uświadamiam sobie to, że mnie zależy właśnie na byciu w bliskiej, szanującej i odpowiedzialnej relacji. Po drugie to ja wychodzę do niego pierwsza i mówię:
![]() |
| www.wstrefiemamy.blogspot.com |
"wiesz...widzę, że, kiedy krzyknęłam, to chyba się wystraszyłeś, tak?"
pada ciche TAK
"i jest Ci teraz smutno, a może się nawet boisz?"
"smutno mi"
"bo bardzo chcesz mi coś powiedzieć?"
"tak"
"Aha. I prosisz bym Cię posłuchała?"
"tak"
"mi też zależy na tym, by z Tobą porozmawiać, a przed chwilą się to nie udało"
Właśnie o to mi chodzi, by nawet pod wpływem trudnych emocji i stresu nie wybierać drogi na skróty. Zamiast krzyczeć, zrywać relacje, upominać, manipulować wolę zapytać siebie czego chcę i to wyrazić w pełni:
"Wiesz co... trochę się niepokoję, bo chcę dopisać ten artykuł i kiedy coś do mnie mówisz, to Cię nie słyszę, i nie potrafię się skupić na pracy. Chcę to dokończyć, poczekasz 5 minut?"
Jasne, że dziecko może nie chcieć odejść i bardzo mu zależy, by ze mną porozmawiać. Wtedy łapię oddech i myślę: ok to może ja mu dam 5 minut, mnie jest łatwiej, ja już to potrafię, a on się dopiero uczy. Po prostu sprawdzam, czy mogę przerwać na jakiś czas.
W przepraszaniu chodzi o to, by skupić się na uczuciach: swoich i drugiej osoby.
"Wiesz, ta rozmowa nie potoczyła się tak jakbym chciałam. Teraz zrobiłabym inaczej. Zastanawiam się nad tym, jak Ty się masz? Może się zdziwiłeś moją reakcją, nie wiedziałeś o co mi tak na prawdę chodzi, tak?"
środa, 29 kwietnia 2015
Nikt mnie nie lubi
Rodzice chcą wspierać u dzieci ich poczucie własnej wartości i wiarę w siebie. Przychodzi taki moment, kiedy zostajemy postawieni niejako pod murem, gdy dziecko mówi: "nikt mnie nie lubi". Co wtedy mówić? Może opowiem co ja mówię. Czy to działa? Hmm, nie wiem. Dowiem się za jakiś czas. Póki co widzę, że moje słowa zbliżają mnie do dziecka, że ono, po prostu, chce ze mną rozmawiać, że darzy mnie zaufaniem.
Pierwszy krok jaki robię, to jestem z dzieckiem w 100%. Odkładam wszystko: książkę, telefon, telewizor, sprzątanie, rozmowę z innymi (mówię do rozmówcy: "wiesz, to co A. do mnie mówi, jest dla mnie ważne, chcę z nią teraz być. Proszę poczekaj, przyjdę do Ciebie, kiedy skończę.")
Drugi krok: słucham, słucham, słucham. Najlepiej nic nie mówić, ewentualnie: "aha, hmmm". Daję przestrzeń do mówienie tak, jak dziecko chce, łącznie z płaczek, frustracją czy złością i tak by ono i inni byli bezpieczni. Staram się nie oceniać. Jasne, że w głowie pojawiają się różne myśli, interpretacje, rady, pomysły, gotowe rozwiązania jak dziecku pomóc itp. Zostawiam to tam, gdzie jest i nie pozwalam, by wyszło poza myśli. Po prostu daję dziecku czas i możliwość, by powiedziało to swoimi słowami, więc skupiam się na tym, co ono mówi. Przytulam, podaję chusteczki, jestem.
Kiedy dziecko już troszkę ochłonie próbuję ubrać w słowa jego uczucia i potrzeby. I mówię coś w rodzaju:
- "Kiedy mówisz, że nikt Cię lubi, to czy to znaczy, że chciałabyś mieć kogoś kto zawsze będzie blisko, kogo Ty lubisz i on Ciebie?"
- "Tak,chcę mieć taką koleżankę, która zawsze się będzie ze mną bawić"
- "Aha, chcesz wiedzieć, że możesz na nią liczyć"
- "Bo ja czasami coś mówię, a oni mnie nie słuchają i odchodzą"
- "Aha, chcesz, żeby poczekali i posłuchali?"
- "Tak....."
Jeśli taka rozmowa trwa dłużej a dziecko na pytanie "jak myślisz co możesz zrobić" nie ma żadnego pomysłu to warto spróbować coś zasugerować, ale dopiero po tym, jak ono wyrazi swoje uczucia.
- "Aha słyszę, że zależy Ci na dobrych kontaktach ze swoimi przyjaciółmi i kolegami. Mam pewien pomysł. Chcesz usłyszeć?"
- "Tak"
- "A jakby to dla Ciebie było, gdybyś usłyszała, że oni Cię lubią i jednocześnie czasami chcą robić coś innego, z kimś innym, albo może zwyczajnie nie wiedzą co im proponujesz. Może spróbujesz im powiedzieć, że chcesz z nimi iść, chcę o coś zapytać?"
- "Pytam czy mogę się bawić z jedną osobą, a ona mówi, że musi zapytać tą drugą i obie mówią że nie wiedzą"
- "Aha i Ty sama już nie wiesz co robić"
- "No właśnie"
- "A gdybyś powiedziała im tak: to zobaczmy jak nam będzie razem, sprawdzimy-dobra? Jak będziecie chciały pogadać same to mi powiecie-ok?"
- "No może..."
A więc widzę, że to jest dla mojego dziecka trudne. Nowe wyzwania, bywają owiane obawą i nie chodzi o to by się nie bać, lecz by pomimo lęku działać.
No to mówię dalej:
"Wiesz, ja czasami tak mam, że sobie coś myślę, a potem okazuje się, że w rzeczywistości jest inaczej. Wydaje mi się, że warto je zapytać, co chcą robić i czy mogłabyś się przyłączyć i nie wierzyć swoim myślom, zwłaszcza takim jak na przykład, że moje koleżanki mnie nie lubią."
Czasami dzieci zaczynają wierzyć swoim myślom, nie pytają, nie wychodzą z inicjatywą. Co tam dzieci, ja też tak miewam, że nie podejmuję mnóstwa wyzwań, bo lepiej nie ryzykować, nie narażać się na odrzucenie, bo z góry to zakładam. A gdybym założyła, że z ciekawością zapytam: jeśli ktoś zechce spełnić moją prośbę to super, jeśli nie to znajdę inny sposób na poradzenie sobie.
MOTYWOWANIE DO DZIAŁANIA
Mogę jeszcze dodać:
"Widzę, że to Cię bardzo smuci, bo bardzo chcesz się z nimi przyjaźnić. Wiesz, warto próbować z uśmiechem do nich wychodzić, starać się się pytać co one chcą i wierzyć, że albo one się z Tobą zaprzyjaźnią albo poradzisz sobie i znajdziesz inny sposób na świetną zabawę. Najwięcej zależy właśnie od Ciebie! Sprawdź jak to dla Ciebie będzie. Chętnie z Tobą o tym znowu porozmawiam."
Pierwszy krok jaki robię, to jestem z dzieckiem w 100%. Odkładam wszystko: książkę, telefon, telewizor, sprzątanie, rozmowę z innymi (mówię do rozmówcy: "wiesz, to co A. do mnie mówi, jest dla mnie ważne, chcę z nią teraz być. Proszę poczekaj, przyjdę do Ciebie, kiedy skończę.")
Drugi krok: słucham, słucham, słucham. Najlepiej nic nie mówić, ewentualnie: "aha, hmmm". Daję przestrzeń do mówienie tak, jak dziecko chce, łącznie z płaczek, frustracją czy złością i tak by ono i inni byli bezpieczni. Staram się nie oceniać. Jasne, że w głowie pojawiają się różne myśli, interpretacje, rady, pomysły, gotowe rozwiązania jak dziecku pomóc itp. Zostawiam to tam, gdzie jest i nie pozwalam, by wyszło poza myśli. Po prostu daję dziecku czas i możliwość, by powiedziało to swoimi słowami, więc skupiam się na tym, co ono mówi. Przytulam, podaję chusteczki, jestem.
Kiedy dziecko już troszkę ochłonie próbuję ubrać w słowa jego uczucia i potrzeby. I mówię coś w rodzaju:
- "Kiedy mówisz, że nikt Cię lubi, to czy to znaczy, że chciałabyś mieć kogoś kto zawsze będzie blisko, kogo Ty lubisz i on Ciebie?"
- "Tak,chcę mieć taką koleżankę, która zawsze się będzie ze mną bawić"
- "Aha, chcesz wiedzieć, że możesz na nią liczyć"
- "Bo ja czasami coś mówię, a oni mnie nie słuchają i odchodzą"
- "Aha, chcesz, żeby poczekali i posłuchali?"
- "Tak....."
Jeśli taka rozmowa trwa dłużej a dziecko na pytanie "jak myślisz co możesz zrobić" nie ma żadnego pomysłu to warto spróbować coś zasugerować, ale dopiero po tym, jak ono wyrazi swoje uczucia.
- "Aha słyszę, że zależy Ci na dobrych kontaktach ze swoimi przyjaciółmi i kolegami. Mam pewien pomysł. Chcesz usłyszeć?"
- "Tak"
- "A jakby to dla Ciebie było, gdybyś usłyszała, że oni Cię lubią i jednocześnie czasami chcą robić coś innego, z kimś innym, albo może zwyczajnie nie wiedzą co im proponujesz. Może spróbujesz im powiedzieć, że chcesz z nimi iść, chcę o coś zapytać?"
- "Pytam czy mogę się bawić z jedną osobą, a ona mówi, że musi zapytać tą drugą i obie mówią że nie wiedzą"
- "Aha i Ty sama już nie wiesz co robić"
- "No właśnie"
- "A gdybyś powiedziała im tak: to zobaczmy jak nam będzie razem, sprawdzimy-dobra? Jak będziecie chciały pogadać same to mi powiecie-ok?"
- "No może..."
A więc widzę, że to jest dla mojego dziecka trudne. Nowe wyzwania, bywają owiane obawą i nie chodzi o to by się nie bać, lecz by pomimo lęku działać.
No to mówię dalej:
"Wiesz, ja czasami tak mam, że sobie coś myślę, a potem okazuje się, że w rzeczywistości jest inaczej. Wydaje mi się, że warto je zapytać, co chcą robić i czy mogłabyś się przyłączyć i nie wierzyć swoim myślom, zwłaszcza takim jak na przykład, że moje koleżanki mnie nie lubią."
Czasami dzieci zaczynają wierzyć swoim myślom, nie pytają, nie wychodzą z inicjatywą. Co tam dzieci, ja też tak miewam, że nie podejmuję mnóstwa wyzwań, bo lepiej nie ryzykować, nie narażać się na odrzucenie, bo z góry to zakładam. A gdybym założyła, że z ciekawością zapytam: jeśli ktoś zechce spełnić moją prośbę to super, jeśli nie to znajdę inny sposób na poradzenie sobie.
MOTYWOWANIE DO DZIAŁANIA
Mogę jeszcze dodać:
"Widzę, że to Cię bardzo smuci, bo bardzo chcesz się z nimi przyjaźnić. Wiesz, warto próbować z uśmiechem do nich wychodzić, starać się się pytać co one chcą i wierzyć, że albo one się z Tobą zaprzyjaźnią albo poradzisz sobie i znajdziesz inny sposób na świetną zabawę. Najwięcej zależy właśnie od Ciebie! Sprawdź jak to dla Ciebie będzie. Chętnie z Tobą o tym znowu porozmawiam."
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
BYĆ, USŁYSZEĆ i NIC NIE MÓWIĆ
Tuż przed warsztatami, które poprowadziłam w Łodzi, wydarzyło się u mnie w domu coś, co bardzo pomogło mi pokazaniu uczestnikom czym jest empatia.
Codziennych konfliktów w rodzeństwie jest całkiem sporo. Czasami zdarza się płacz z niewiadomej przyczyny. Kiedy moje dziecko biegnie z lamentem, to idę i pytam co takiego się stało. Słucham, czekam, dodaję hmmm, aha i znów słucham - tyle ile dziecko potrzebuje. Bywa tak, że jedno z dzieci w ogóle nie chce słyszeć nawet tego krótkiego "aha" i zaczyna chować się pod kołdrą. Wtedy pytam, czy chce bym przy nim była. Odpowiedzi są różne: tak, nie, nie wiem. Zostaję więc i czekam obok, dając przestrzeń i czas na decyzję. Po chwili spod kołdry wystaje dłoń, która zaczyna szukać kontaktu.
Jeśli w czasie całego tego zdarzenia, mam coś do zrobienia i bardzo chcę się jednocześnie o to zatroszczyć, to mówię:
"Widzę, że jest Ci z czymś trudno. Wiesz, chcę teraz coś dokończyć., więc idę do kuchni. Jeśli będziesz mnie potrzebować, to jestem obok."
Wychodzę z założenia, że szanuję to, iż być może dziecko potrzebuje pobyć samo. Może czuć smutek, płakać, odczuwać złość, frustrację, niezadowolenie, niepokój, zdziwienie. Nie chodzi mi przecież o to, bym poczuła się lepiej, już teraz, natychmiast, za wszelką cenę dążąc do tego, by dziecko się uśmiechnęło. Ono w moim domu ma przestrzeń na wszystkie uczucia.
Czasami dzieci wolą bym była obok i ich intencje,oceny, myśli, frustracje, złość, smutek, rozpacz tłumaczyła na język potrzeb, bym wypowiadała te wszystkie uczucia, które się pojawiają.
Od samego początku jest obok mnie 2,5 latka, która przykłada swój policzek do płaczącej 10-latki. Naturalna empatia-bez słów.
Codziennych konfliktów w rodzeństwie jest całkiem sporo. Czasami zdarza się płacz z niewiadomej przyczyny. Kiedy moje dziecko biegnie z lamentem, to idę i pytam co takiego się stało. Słucham, czekam, dodaję hmmm, aha i znów słucham - tyle ile dziecko potrzebuje. Bywa tak, że jedno z dzieci w ogóle nie chce słyszeć nawet tego krótkiego "aha" i zaczyna chować się pod kołdrą. Wtedy pytam, czy chce bym przy nim była. Odpowiedzi są różne: tak, nie, nie wiem. Zostaję więc i czekam obok, dając przestrzeń i czas na decyzję. Po chwili spod kołdry wystaje dłoń, która zaczyna szukać kontaktu.
Jeśli w czasie całego tego zdarzenia, mam coś do zrobienia i bardzo chcę się jednocześnie o to zatroszczyć, to mówię:
"Widzę, że jest Ci z czymś trudno. Wiesz, chcę teraz coś dokończyć., więc idę do kuchni. Jeśli będziesz mnie potrzebować, to jestem obok."
Wychodzę z założenia, że szanuję to, iż być może dziecko potrzebuje pobyć samo. Może czuć smutek, płakać, odczuwać złość, frustrację, niezadowolenie, niepokój, zdziwienie. Nie chodzi mi przecież o to, bym poczuła się lepiej, już teraz, natychmiast, za wszelką cenę dążąc do tego, by dziecko się uśmiechnęło. Ono w moim domu ma przestrzeń na wszystkie uczucia.
Czasami dzieci wolą bym była obok i ich intencje,oceny, myśli, frustracje, złość, smutek, rozpacz tłumaczyła na język potrzeb, bym wypowiadała te wszystkie uczucia, które się pojawiają.
Więc staram się prowadzić z nimi taki dialog:
Mama- aha, bo chciałaś to zrobić sama
O - tak, a te gałęzie mnie drapały i nikt mi nie chciał pomóc, a potem jeszcze przepadłam i wszyscy się śmiali
Mama - hmm śmiali się.I się zawstydziłaś?
O - tak i poszłam sobie
Mama - aha, i pewno zrobiło Ci się bardzo smutno, bo potrzebowałaś, by ktoś zauważył, że przepadłaś i coś Cię boli?
O - tak (płacz)
Mama - i nadal Ci smutno, bo bardzo potrzebujesz, by ktoś się o ciebie zatroszczył
Od samego początku jest obok mnie 2,5 latka, która przykłada swój policzek do płaczącej 10-latki. Naturalna empatia-bez słów.
W międzyczasie przychodzi dwoje dzieci, biorących udział w całej akcji i mówi, że pomogli zrobić, to, co ona chciała.
Córka na to, że ona chciała to zrobić sama i teraz to już tam nie pójdzie.
Chłopaki się bronią.
Mama - Aha Ty mówisz, że oni się śmiali. Wy mówicie, że nie. Widzę, że O. jest smutno, bo chyba chce powiedzieć, że kiedy się potknęła, to ją to bolało i przeszkodziło w dokończeniu pomysłu, na którym jej zależało.Ona to bardzo chciała zrobić sama, bo wierzy, że sobie poradzi.
O - tak śmiali się
K - ja się nie śmiałem
O - śmiał się M
Mama - aha
K - M. się nie śmiał, tylko mruknął
O - śmiałą się babcia
Mama - aha i bardzo Ci się zrobiło smutno?
O - tak!
Brat próbuje przytulić siostrę. Ona nie jest jeszcze na to gotowa. Zauważając jego uczucia mówię: "widzę, że chyba jest Ci smutno, tak?" a on tylko przytaknął głową. Po chwili mówi, że zrobił coś dla niej, ona nie chce go słuchać, mówi, że chciała sama to zrobić. Pytam: "smutno Ci nadal, bo chciałaś to zrobić sama?" Mówi, że tak, chowa buzię w poduszkę. Chłopaki zachęcają ją do pójścia na podwórko. Dodaję:
"Słyszę, chłopaki, że chcecie, by O. poszła z Wami, tak? Troszczycie się o nią?" po czym zwracam się do córki: "Czy teraz, kiedy widzisz, że oni się o Ciebie troszczą, to jest Ci ciut lepiej?" Ona na to, że nie wie, więc mówię: "O. przyjdzie na podwórko, kiedy będzie gotowa. Co Wy na to?" i chłopaki pobiegli na podwórko a córka po ok. 10 minutach do nich dołączyła.
O - tak śmiali się
K - ja się nie śmiałem
O - śmiał się M
Mama - aha
K - M. się nie śmiał, tylko mruknął
O - śmiałą się babcia
Mama - aha i bardzo Ci się zrobiło smutno?
O - tak!
Brat próbuje przytulić siostrę. Ona nie jest jeszcze na to gotowa. Zauważając jego uczucia mówię: "widzę, że chyba jest Ci smutno, tak?" a on tylko przytaknął głową. Po chwili mówi, że zrobił coś dla niej, ona nie chce go słuchać, mówi, że chciała sama to zrobić. Pytam: "smutno Ci nadal, bo chciałaś to zrobić sama?" Mówi, że tak, chowa buzię w poduszkę. Chłopaki zachęcają ją do pójścia na podwórko. Dodaję:
"Słyszę, chłopaki, że chcecie, by O. poszła z Wami, tak? Troszczycie się o nią?" po czym zwracam się do córki: "Czy teraz, kiedy widzisz, że oni się o Ciebie troszczą, to jest Ci ciut lepiej?" Ona na to, że nie wie, więc mówię: "O. przyjdzie na podwórko, kiedy będzie gotowa. Co Wy na to?" i chłopaki pobiegli na podwórko a córka po ok. 10 minutach do nich dołączyła.
Sytuacja miała miejsce przed łódzkimi warsztatami o konfliktach. Przytoczyłam ją na spotkaniu, jako przykład empatycznego słuchania. Post pisałam w dniu zdarzenia, choć go nie dokończyłam i nie opublikowałam z powodu zmęczenia. Dziś mam więcej energii, więc go dopisuję i publikuję z nadzieją, że posłuży komuś jako przykład bliskiego kontaktu z dziećmi, będącymi w konflikcie i pod wpływem emocji.
Dodam, że czasami wystarczy BYĆ, USŁYSZEĆ i NIC NIE MÓWIĆ, no i PRZYTULIĆ. A w tym wszystkim nadal pozostaję sobą - nie rozpaczam z dzieckiem, nie złoszczę się z nim, ani nawet nie płaczę - ja tylko jestem i staram się go usłyszeć, na chwilę pozostawiając siebie.
Taką samą empatią warto obdarzać siebie samego!!! Z troską i życzliwością posłuchaj swojego smutku, żalu, złości, a nawet radości.
Dodam, że czasami wystarczy BYĆ, USŁYSZEĆ i NIC NIE MÓWIĆ, no i PRZYTULIĆ. A w tym wszystkim nadal pozostaję sobą - nie rozpaczam z dzieckiem, nie złoszczę się z nim, ani nawet nie płaczę - ja tylko jestem i staram się go usłyszeć, na chwilę pozostawiając siebie.
Taką samą empatią warto obdarzać siebie samego!!! Z troską i życzliwością posłuchaj swojego smutku, żalu, złości, a nawet radości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



