środa, 22 października 2014

Zgoda na autentyczność

Szpital, ból, strach, niepewność, z dala od rodziny, od bliskich - czy z takich rzeczy można się cieszyć, czy można czuć wdzięczność i radość???

No może nie tak od razu, no może nie w chwili bólu, bo wtedy to człowiek się zastanawia jak długo jeszcze będzie boleć, kiedy i czy w ogóle zaczną działać leki przeciwbólowe. Kłębią się w głowie myśli "dlaczego mnie to spotyka", "dlaczego znowu".
Ból sprawia, że tchu brakuje, a sił na rozmowę zwyczajnie nie ma. Ja, żywa, energiczna, "Zosia Samosia" nie ma siły ust otworzyć. Trochę łzy do oczy się cisną, trochę ból zniewala. Więc nie mówię, bo łzy ściskają gardło. I zdarza się coś, co nagle sprawia, że radość wypełnia serce.

Jedno pytanie:
"smutno Ci?"

"yhy" i łzy i czujesz, że możesz sobie popłakać, że kogoś to obchodzi, że ten ktoś przyjmuje Twój smutek, łzy i ból, a Ty możesz być prawdziwa i autentyczna. Nie musisz udawać twardzielki, która doskonale znosi ból, niczego się nie boi i w ogóle jest bezproblemową, super pacjentką, która tylko zasługuje na pochwały.

Na prawdę nie musisz, nie rób tego. Warto wybrać prawdziwość, być autentyczną, pozwolić sobie na to, co czujesz.

Chcesz, by ktoś Cię odwiedził, pomimo, że musi do Ciebie jechać ponad 2 godziny-powiedz to sobie samej w sercu, pozwól sobie a Oni sami przyjdą, wyczują, że Ty tego chcesz, zapytają czy przyjechać. Więc kiedy będą pytać, powiedz to, co czujesz, czego chcesz i nie myśl, czy oni mają czas, czy to nie za daleko. Ty jesteś tego warta, by Cię kochać i się o Ciebie troszczyć. To poprzez drugiego człowieka sam Bóg się o Mnie troszczy-pozwalam mu na to zapraszam Go do swojego życia.

Czuję więc wdzięczność za wszystko, co mnie spotyka: za radość, a także za smutek i ból. Dzięki tym uczuciom i doświadczeniom bardziej poznaję siebie samą i widzę, że to JA stwarzam świat wokół mnie. Widzę, że miewałam błędne wyobrażenia na różne sprawy i to ode mnie zależy czy zechcę coś zobaczyć, czegoś się nauczyć, coś zmienić, obudzić się i zacząć żyć.

I znowu człowiek się czegoś uczy. Poprzez to doświadczenie widzę, że o miłość warto dbać: pozwolić sobie samej i drugiemu człowiekowi wejść w to, co trudne, tak w pełni, bez udawania, bez oszczędzania siebie i innych. Czasami nie chce się robić przykrości czy "dodawać zmartwień" i nie mówi się wszystkiego tym, którym się kocha. Tym samym otaczamy swoje serce szczelnym murem, do którego nie mają dostępu ani nasi bliscy ani my sami.

A jeśli chodzi o dzieci, to właśnie one potrzebują najbardziej naszej autentyczności. Potrzebują widzieć nasz ból, cierpienie, łzy, radość, zadowolenie, szczęście, bo tylko w ten sposób uczą się siebie samych.

Zgoda na autentyczność daje uczucie spokoju. Ten wewnętrzny pokój serca towarzyszy mi już od kilku dni. Ta zgoda na wszystko, czego doświadczam i chęć zobaczenia w tym głębi pozwala mi na zobaczenie siebie w prawdzie, co daje mi ufność i wewnętrzny
spokój.

2 komentarze:

  1. Dziękuję Ci za ten wpis i to podzielenie się ze mną tym. Dziękuję, bo dużo nowego mnie to uczy. Tak Bóg właśnie do mnie przemawia przez Ciebie

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że wzbogacam Twoje życie, będąc narzędziem Pana :-) Kiedyś pewna osoba powiedziała, że to nie ona, tylko Duch Święty działa. A więc mogę się pod tym podpisać.

    OdpowiedzUsuń