To już jutro!
W Katowicach będzie można posłuchać co o Rodzicielstwie Bliskości mówią twórcy tego pojęcia i książek "Księga dziecka" i "Księga Rodzicielstwa Bliskości"
Spotkanie zorganizowało wydawnictwo Mamania
W Warszawie odbyła się już na ten temat Konferencja. Tu można poczytać, co na ten temat zostało już napisane przez jedną z uczestniczek.
A oto co napisała na swoim blogu o Rodzicielstwie Bliskości Monika Żyrafa
A ja od siebie dodam, że jadę na to spotkanie i choć jestem mamą, która ma już starsze dzieci, powyżej 6 lat, to uważam, że warto! Jadę, bo chcę się rozwijać i budować bliską więź z dziećmi w każdym wieku.
Takie spotkania to dla mnie okazja do bycia w swoim klimacie, wśród moich wartości, to czas i przestrzeń dla inspiracji i refleksji.
poniedziałek, 7 października 2013
czwartek, 3 października 2013
Warsztaty ceramiczne dla rodziców i dzieci
Mam ciekawą propozycję na spędzenie piątkowego popołudnia. Dla mnie rewelacja. Od dawna marzyły mi się warsztaty ceramiczne.
To, że będą dla rodziców z dziećmi to dosłownie atut. Będzie okazja do pobawienia się z dzieckiem i właśnie poprzez zabawę na budowanie więzi, na pokazanie dziecku co jest dla jego mamy wartościowe, co lubi robić, co jej się podoba, że być może odkrywa w sobie nową pasję. A może do tego odkryje jeszcze pasję u dziecka.
Będzie to czas przeznaczony w 100% na zabawę z dzieckiem. Na co dzień tak trudno znaleźć taką przestrzeń, w której się bawię z dziećmi i nikt nie dzwoni, nic nie robię innego, nie myślę o powieszeniu prania, gotowaniu, sprzątaniu czy innych obowiązkach. Bo w domu to dość trudne. Moje myśli biegają po pokojach, po kuchni i łazience, po ogrodzie i piwnicy i w każdym kącie jest coś, co błaga o załatwienie, co czeka już dość długo w kolejce do odhaczenia. Zawsze jest coś do zrobienia.
Więc rzucam wszystko, niech czeka, a ja biegnę z dziećmi na warsztaty. Ale się ucieszą. Od dawna chcieli pójść ze mną, na moje warsztaty organizowane tylko dla rodziców. Teraz coś dla nich i dla mnie.
Kiedy: Piątek 18 października 2013 r. o godz. 17-19
Gdzie: Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 2 im. Władysława Jagiełły w Łodygowicach
więcej informacji na stronie organizatorów:
Łodygowicki Klub Rodzica
Stowarzyszenie Drogowskaz
Będzie to czas przeznaczony w 100% na zabawę z dzieckiem. Na co dzień tak trudno znaleźć taką przestrzeń, w której się bawię z dziećmi i nikt nie dzwoni, nic nie robię innego, nie myślę o powieszeniu prania, gotowaniu, sprzątaniu czy innych obowiązkach. Bo w domu to dość trudne. Moje myśli biegają po pokojach, po kuchni i łazience, po ogrodzie i piwnicy i w każdym kącie jest coś, co błaga o załatwienie, co czeka już dość długo w kolejce do odhaczenia. Zawsze jest coś do zrobienia.
Więc rzucam wszystko, niech czeka, a ja biegnę z dziećmi na warsztaty. Ale się ucieszą. Od dawna chcieli pójść ze mną, na moje warsztaty organizowane tylko dla rodziców. Teraz coś dla nich i dla mnie.
Kiedy: Piątek 18 października 2013 r. o godz. 17-19
Gdzie: Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 2 im. Władysława Jagiełły w Łodygowicach
więcej informacji na stronie organizatorów:
Łodygowicki Klub Rodzica
Stowarzyszenie Drogowskaz
sobota, 28 września 2013
Współdziałanie i autonomia.
Potrzeba autonomii, potrzeba wyboru swoich wartości, marzeń, celów. Wybór sposobu ich realizowania. Czy to jest powszechna znana nam wolność?
To ja człowiek decyduję: co i kiedy chcę robić i dlaczego, także wtedy, kiedy jestem małym człowiekiem, dzieckiem. Jeśli ktoś, coś narusza moją autonomię czuję strach, złość, niepokój, obawę.
Chcę więc zadbać o siebie i mówię NIE. To moje NIE dla drugiego człowieka jest zgodą dla mnie, jest za nim ukryte TAK dla czegoś innego, czego ja teraz potrzebuję.
Kiedy nie spełniam prośby? Wtedy, gdy prośba jest żądaniem, gdy nie widzę innego wyjścia jak się zgodzić i to nawet kosztem swojego dobra, rezygnacji z tego, czego potrzebuję. Czasem wydaje się nam, że nie możemy odmówić i zgadzamy się "dla świętego spokoju", który to spokój jest pozorny i chwilowy, bo niezaspokojone potrzeby wracają i to ze zdwojoną siłą. Mówimy TAK choć czujemy NIE.
Co wybrać? Zaspokojenie potrzeby autonomii czy równie ważnej potrzeby współdziałania z drugim człowiekiem, potrzeby wzbogacania życia człowieka.
Odpowiedź jest w "wolności."
Kiedy wiem, że wolno mi odmówić i druga strona to szanuje, choć może jej uczucia są intensywne i wpływają na mnie, to wybieram świadomie. Zaglądam w głąb serca i wiem. A kiedy nie zaglądam, kiedy nie słucham siebie, nie mam ze sobą kontaktu i nie wiem czego chcę? To co? Co się dzieje?
Cierpią na tym nasze relacje z drugim człowiekiem. Ja mówię TAK choć w głębi duszy mam ochotę powiedzieć NIE. Czuję złość, intensywność uczuć wzrasta, działam z pozycji emocji, gdzie część logiczna mózgu jest mi niedostępna. Kiedy logiczne myślenie wraca zaczynam się obwiniać, że nie tak to miało być. Aha! Poczucie winy. Ok moje natrętne myśli mnie atakują.
STOP!
Nie obwiniam się! Kiedy zrobię coś, co nie przyczyniło się do polepszenia mojego życia, to szukam potrzeby, jaką tym zachowaniem zaspokoiłam. Bo na pewno jakąś zaspokoiłam. A więc broniłam swoich granic.
To dlaczego nadal coś jest nie tak?
Bo sposób w jaki to zrobiłam nie szanował drugiego człowieka (i nie szanował moich potrzeb) i jakby trochę zerwał między nami więź, no przynajmniej ją nadszarpnął. Czyli jednak każdy człowiek chce współdziałać, byle by z własnej woli. I toczy się odwieczna walka między autonomią a współdziałaniem, wolnością a jednością.
Chcę współdziałać i czerpać z pokładów mojej wewnętrznej energii, z serca, które chce się dzielić i wzbogacać życie innych. Chcę szanować siebie samą i móc powiedzieć NIE, wtedy kiedy potrzebuję czegoś innego niż współdziałanie z innym. DZIECI mają tak samo, dlatego często słyszymy NIE, za którym jest ukryta zgoda na swoje potrzeby.
Kiedy w trakcie odczuwania silnych emocji znam swoje potrzeby, szukam ich to mam szansę znaleźć taką strategię, która pomoże mi je zaspokoić, bo tych sposobów może być wiele, byle by się tylko zatrzymać, ochłonąć, oddychać i pomyśleć nad innym rozwiązaniem. Nie chcę zatrzymywać się i fiksować na jednym jedynym rozwiązaniu danej sprawy. Chcę szukać innych, takich które działają, które uwzględniają i MNIE i DRUGIEGO.
Chcę pamiętać o tej "zasadzie", prawdzie też w relacjach z dzieckiem. A jak? A o tym może w następnym poście....
To ja człowiek decyduję: co i kiedy chcę robić i dlaczego, także wtedy, kiedy jestem małym człowiekiem, dzieckiem. Jeśli ktoś, coś narusza moją autonomię czuję strach, złość, niepokój, obawę.
Chcę więc zadbać o siebie i mówię NIE. To moje NIE dla drugiego człowieka jest zgodą dla mnie, jest za nim ukryte TAK dla czegoś innego, czego ja teraz potrzebuję.
Kiedy nie spełniam prośby? Wtedy, gdy prośba jest żądaniem, gdy nie widzę innego wyjścia jak się zgodzić i to nawet kosztem swojego dobra, rezygnacji z tego, czego potrzebuję. Czasem wydaje się nam, że nie możemy odmówić i zgadzamy się "dla świętego spokoju", który to spokój jest pozorny i chwilowy, bo niezaspokojone potrzeby wracają i to ze zdwojoną siłą. Mówimy TAK choć czujemy NIE.
Co wybrać? Zaspokojenie potrzeby autonomii czy równie ważnej potrzeby współdziałania z drugim człowiekiem, potrzeby wzbogacania życia człowieka.
Odpowiedź jest w "wolności."
Kiedy wiem, że wolno mi odmówić i druga strona to szanuje, choć może jej uczucia są intensywne i wpływają na mnie, to wybieram świadomie. Zaglądam w głąb serca i wiem. A kiedy nie zaglądam, kiedy nie słucham siebie, nie mam ze sobą kontaktu i nie wiem czego chcę? To co? Co się dzieje?
Cierpią na tym nasze relacje z drugim człowiekiem. Ja mówię TAK choć w głębi duszy mam ochotę powiedzieć NIE. Czuję złość, intensywność uczuć wzrasta, działam z pozycji emocji, gdzie część logiczna mózgu jest mi niedostępna. Kiedy logiczne myślenie wraca zaczynam się obwiniać, że nie tak to miało być. Aha! Poczucie winy. Ok moje natrętne myśli mnie atakują.
STOP!
Nie obwiniam się! Kiedy zrobię coś, co nie przyczyniło się do polepszenia mojego życia, to szukam potrzeby, jaką tym zachowaniem zaspokoiłam. Bo na pewno jakąś zaspokoiłam. A więc broniłam swoich granic.
To dlaczego nadal coś jest nie tak?
Bo sposób w jaki to zrobiłam nie szanował drugiego człowieka (i nie szanował moich potrzeb) i jakby trochę zerwał między nami więź, no przynajmniej ją nadszarpnął. Czyli jednak każdy człowiek chce współdziałać, byle by z własnej woli. I toczy się odwieczna walka między autonomią a współdziałaniem, wolnością a jednością.
Chcę współdziałać i czerpać z pokładów mojej wewnętrznej energii, z serca, które chce się dzielić i wzbogacać życie innych. Chcę szanować siebie samą i móc powiedzieć NIE, wtedy kiedy potrzebuję czegoś innego niż współdziałanie z innym. DZIECI mają tak samo, dlatego często słyszymy NIE, za którym jest ukryta zgoda na swoje potrzeby.
Kiedy w trakcie odczuwania silnych emocji znam swoje potrzeby, szukam ich to mam szansę znaleźć taką strategię, która pomoże mi je zaspokoić, bo tych sposobów może być wiele, byle by się tylko zatrzymać, ochłonąć, oddychać i pomyśleć nad innym rozwiązaniem. Nie chcę zatrzymywać się i fiksować na jednym jedynym rozwiązaniu danej sprawy. Chcę szukać innych, takich które działają, które uwzględniają i MNIE i DRUGIEGO.
Chcę pamiętać o tej "zasadzie", prawdzie też w relacjach z dzieckiem. A jak? A o tym może w następnym poście....
piątek, 27 września 2013
Rodzicielstwo Bliskości. Spotkanie dla rodziców William i Marta Sears w Katowicach.
Ktoś chętny się do mnie dołączyć? Jadę z okolic Żywca. Zapraszam!
A szczegóły na stronie wydawnictwa Mamania
Myślę, że warto. Dla tych, którzy mają małe dzieci, albo wkrótce zostaną rodzicami. Ja mam dzieci w wieku szkolnym, myślę jednak, że mogę dużo skorzystać z tego spotkania, więc zachęcam i tych, którzy mają dzieci już starsze. Rodzicielstwo Bliskości jakie propagują Searsowie jest mi bliskie i może pomóc rodzicom w wielu codziennych sprawach i niepewnościach.
Z cytatu umieszczonego na zdjęciu obok wnioskuję zachętę do dbania, do szanowania potrzeb rodziców, opiekunów, a także dzieci. Dla mnie jest to wystarczająca zachęta, by pojechać i posłuchać Searsów.
Ciekawa jestem, co powiedzą o RB w stosunku do dzieci starszych. Bardzo bym chciała by i o tym było, ale nie chcę żyć oczekiwaniami. Jadę by być otwartą na rozwój, na drugiego człowieka, na byciu TU i TERAZ.
wtorek, 24 września 2013
Kiedy dziecko płacze w przedszkolu
Czasami rodzice martwią się i szukają sposobu na dziecięcy płacz, który pojawia się przy rozstaniu w przedszkolu. Nie wiedzą jak poradzić sobie z płaczem dziecka. Pytają co robić? Jak reagować? Jak pomóc dziecku przyzwyczaić się do przedszkola?
Moje dzieciaki chodzą już do podstawówki. Też przeżywają różne emocje związane ze szkołą, z relacjami szkolnymi czy z rozstaniem z mamą. Ja jestem obok, czasami codziennie w szatni, kiedy chcą to pomagam i nie myślę, że wyręczam, że taki duży, a nie umie się sam przebrać. Myślę, że to sposób na budowanie kontaktu i bliskości. Dziecko nie powie "wiesz ciężko mi, stresuję się", ale powie "ściąg mi buty." Dla mnie to okazja do bycia razem, rano jeszcze przez kilka chwil i wymyślam "śmieszne" sposoby zdejmowania tych butów. czasami odprowadzam pod salę lekcyjną choć się nie narzucam, to wychodzi od dziecka. No chyba, że i ja tego chcę, to mówię, że chcę pytam, czy dla dziecka to jest ok? No bo wiecie, może się zdarzyć, że to będzie "obciach".
O adaptacji przedszkolnej pisze Agnieszka Stein na swoim blogu, a ja pomyślałam, że być może ktoś sobie znajdzie tam coś, co go wesprze, wyjaśni pewne sprawy i może będzie inspiracją. Tak więc polecam do poczytania Agnieszka Stein
A jeszcze sobie przypomniałam! Kiedyś słyszałam, że jedna mama dała dziecku jakąś drobnostkę, która pomogła mu w adaptacji, swoją chustkę, czy coś innego. Inna dała kawę, prawdziwą i malec robił Panią przedszkolankom kawę (konkretnie to nasypywał ją do szklaneczek, nie zalewał wrzątkiem rzecz jasna), a one były zachwycone i pozwalały mu na to. A on??? Został dostrzeżony, był dla nich ważną osobą.
Dzieci potrzebują być widzialne, stale pytają nas dorosłych o zdanie i proszą o uwagę: "mamo popatrz!", "ładnie narysowałem?" itp. To tak jakby prosiły o potwierdzenie, że są. I właśnie tego dzieci potrzebują. Potwierdzenia swoich uczyć, nazwania ich "widzę, że płaczesz, jest Ci smutno, bo boisz się iść do przedszkola bez mamy?" A my dorośli się tego boimy, że jak potwierdzimy to spadnie na nas lawina płaczu. Może i tak, bo ktoś w końcu dziecku pozwoli prawdziwie czuć to co czuje i widzi go. Dzięki takiemu przyzwoleniu, proces adaptacji może się skrócić, albo my rodzice i dzieci spojrzymy na tą sytuację z innego, jaśniejszego punktu widzenia. Bo pozwolimy na prawdziwość.
A i jeszcze jedna refleksja. Gdy już na prawdę mamy tego dziecięcego płaczu dość, to może warto spróbować zadzwonić do przyjaciela i wygadać się, wyżalić, zadbać o siebie, naładować baterię. Wtedy będzie nam łatwiej pomóc dziecku...i sobie! Tak mi się wydaje, próbujcie. Trzymam kciuki!
To co działa u jednych, u drugich może nie wypalić, bo każda rodzina jest inna, wyjątkowa i niepowtarzalna! Dziś się coś uda jutro nie. To okazja do powstawania nowych pomysłów i kreatywności.
Moje dzieciaki chodzą już do podstawówki. Też przeżywają różne emocje związane ze szkołą, z relacjami szkolnymi czy z rozstaniem z mamą. Ja jestem obok, czasami codziennie w szatni, kiedy chcą to pomagam i nie myślę, że wyręczam, że taki duży, a nie umie się sam przebrać. Myślę, że to sposób na budowanie kontaktu i bliskości. Dziecko nie powie "wiesz ciężko mi, stresuję się", ale powie "ściąg mi buty." Dla mnie to okazja do bycia razem, rano jeszcze przez kilka chwil i wymyślam "śmieszne" sposoby zdejmowania tych butów. czasami odprowadzam pod salę lekcyjną choć się nie narzucam, to wychodzi od dziecka. No chyba, że i ja tego chcę, to mówię, że chcę pytam, czy dla dziecka to jest ok? No bo wiecie, może się zdarzyć, że to będzie "obciach".
O adaptacji przedszkolnej pisze Agnieszka Stein na swoim blogu, a ja pomyślałam, że być może ktoś sobie znajdzie tam coś, co go wesprze, wyjaśni pewne sprawy i może będzie inspiracją. Tak więc polecam do poczytania Agnieszka Stein
A jeszcze sobie przypomniałam! Kiedyś słyszałam, że jedna mama dała dziecku jakąś drobnostkę, która pomogła mu w adaptacji, swoją chustkę, czy coś innego. Inna dała kawę, prawdziwą i malec robił Panią przedszkolankom kawę (konkretnie to nasypywał ją do szklaneczek, nie zalewał wrzątkiem rzecz jasna), a one były zachwycone i pozwalały mu na to. A on??? Został dostrzeżony, był dla nich ważną osobą.
Dzieci potrzebują być widzialne, stale pytają nas dorosłych o zdanie i proszą o uwagę: "mamo popatrz!", "ładnie narysowałem?" itp. To tak jakby prosiły o potwierdzenie, że są. I właśnie tego dzieci potrzebują. Potwierdzenia swoich uczyć, nazwania ich "widzę, że płaczesz, jest Ci smutno, bo boisz się iść do przedszkola bez mamy?" A my dorośli się tego boimy, że jak potwierdzimy to spadnie na nas lawina płaczu. Może i tak, bo ktoś w końcu dziecku pozwoli prawdziwie czuć to co czuje i widzi go. Dzięki takiemu przyzwoleniu, proces adaptacji może się skrócić, albo my rodzice i dzieci spojrzymy na tą sytuację z innego, jaśniejszego punktu widzenia. Bo pozwolimy na prawdziwość.
A i jeszcze jedna refleksja. Gdy już na prawdę mamy tego dziecięcego płaczu dość, to może warto spróbować zadzwonić do przyjaciela i wygadać się, wyżalić, zadbać o siebie, naładować baterię. Wtedy będzie nam łatwiej pomóc dziecku...i sobie! Tak mi się wydaje, próbujcie. Trzymam kciuki!
To co działa u jednych, u drugich może nie wypalić, bo każda rodzina jest inna, wyjątkowa i niepowtarzalna! Dziś się coś uda jutro nie. To okazja do powstawania nowych pomysłów i kreatywności.
Subskrybuj:
Posty (Atom)