sobota, 24 sierpnia 2013

Nudzi mi się

Mamo "nudzi mi się". To zdanie było inspiracją do napisania tego posta, choć nie tylko o nudzie będzie.

Czasem chyba każdy rodzic czy opiekun to słyszy.

A co za tym się kryje?

No cóż, może na przykład być to prośba o bliskość, o chęć zabawy z rodzicem. Może dziecko potrzebuje kontaktu z dorosłym, a może z rówieśnikiem. Zwykle, jeśli ma do wyboru rodzica, wujka, ukochaną ciocię czy kolegę to bardzo możliwe, że wybierze dorosłego. Oczywiście nie zawsze!

A najważniejsze, o czym czasami zapominam! Warto by dziecko się zwyczajnie ponudziło i coś ciekawego wymyśliło. By miało czas, by jego grafik nie był wypełniony po brzegi, bo taka moda, bo trzeba pędzić w wyścigu szczurów, gdzie na starcie stoją nasze dzieci.

Zabawa z rodzicami lekiem na nudę

Zabawa z dorosłym to zupełnie coś innego, niż z innym dzieckiem. Każda z nich jest wyjątkowa i niepowtarzalna i warto, by każdej w życiu dziecka było choć trochę. No i nie zapominajmy o swobodnej zabawie, czyli nie ma nas w pobliżu (przynajmniej dziecko nas nie widzi), jest samo lub z rodzeństwem, kolegami i ma okazję do bycia kreatywnym, do ustalania swoich zasad i negocjowania ich, jednym słowem do nauki. Mojego pokolenia nikt nie pilnował, od podstawówki pamiętam, że chodziłam do koleżanek sama i nikt wcześniej nawet do ich rodziców nie dzwonił, by zapytać czy mogę tam iść. Szłam i pytałam: "cześć, idziesz się pobawić?" To też jest dzieciom potrzebne. Swoboda.

Dziecko bawi się właściwie cały czas. Z nami dorosłymi czasami, bo wiadomo, mamy pracę, obowiązki i takie tam...Czasami jednak warto stać się dzieckiem choć na chwilę. Pożartować, z siebie samego, nie z dziecka, poudawać, że się czegoś nie wie, nie potrafi odgadnąć dziecięcej zagadki. Tak jak pisze o tym Cohen w Siłowankach:


 No to udajemy:

Ostatnio dostałam od syna instrukcję:

"mamo, kiedy Madzia zanurkuje, zapytaj gdzie ona jest, a potem powiedz: nie wiem, a jak się wynurzy to powiedz: o tu jest".

Banał? Przecież ją widzę, wiem, że nurkuje, mam udawać? I synowi to pasuje? No tak, skoro to wymyślił i chce się tak bawić i siostra się zgadza. OK, czemu nie?

Uwaga pomyliłam swoją rolę. Poprawił mnie i poprosił o dokładne powtórzenie. OK! To też zabawa, taka krótka, szybka, ze scenariusza dziecka. Jeśli tego potrzebuje a ja jestem to się cieszę. Nie fiksujmy się jednak na konieczności i obowiązku zabawy z naszymi dziećmi. Cieszmy się tym szczerze i dajmy im to z serca. Oni i tak znajdą sposób na zaspokojenie swojej potrzeby. Jeśli nie z nami, bo my mamy swoje obowiązki, to z rówieśnikami lub z samym sobą i to tez jest ok. Najważniejsza jest chęć i równowaga.

Zabawa z innymi dziećmi też lekiem na nudę

Czasami, kiedy znajome dzieci nie widzą się 2, 3 tygodnie, kiedy zdążyli się za sobą stęsknić, bawią się jakby ich nie było. Gdy mają siebie na co dzień też się bawią...czasami w ustalanie reguł, czyli my słyszymy kłótnie, sprzeczki, czasem krzyki i bitkę. Taka kłótnia to pewien rodzaj zabawy, poprzez którą uczą się negocjować, może mediować, rozwiązywać spory, odnajdywać równowagę między autonomią a współpracą, rezygnacją z siebie a dbaniem o swoje. Pozwólmy im na to choć ogarnia nas strach. Dzieję się tak bo my dorośli potrzebujemy, by między dziećmi panowała zgoda i spokój. Nie dajemy im szansy na dialog, na ustalanie zasad gry. Boimy się, by komuś nie stała się krzywda. Wkraczamy do akcji i.... "masz babo placek". Ktoś się cieszy, a ktoś płacze, bo mama stanęła po stronie brata a nie mojej.

Myślimy sobie: "czy oni nie mogą się dogadać sami? Czy ja zawsze muszę ich godzić?"

Nie, nie musimy. Ja wybieram zupełnie coś innego.

Czasami czekam na rozwój wypadków, czasami wchodzę (jeśli chcę i jeśli mam czas, bo jak mleko skipi to nie idę) i mówię:

Ty chcesz oglądać "Smerfy", a Ty "Zaczarowany ołówek". Czy macie jakiś pomysł jak to załatwić, tak by każdy był zadowolony?

Zdarza się, że nie dochodzą do żadnego rozwiązania, ale mają okazję porozmawiać, negocjować i uczyć się być ze sobą.

Czasami ktoś czuje smutek i wtedy możemy być z nim. Posiedzieć, pozwolić się wygadać, wysłuchać dziecko, bez radzenia, bez tłumaczenia (a zwłaszcza bez usprawiedliwiania drugiej strony konfliktu). Po prostu być i słuchać. Dać empatię, nawet jeśli ta empatia to tylko być, bo ktoś nie chce mówić.

Czuję wdzięczność, kiedy o tym pamiętam i daję to dzieciom. Empatię.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza