środa, 21 stycznia 2015

Z cyklu "warto bym dbała o siebie"

Czasami tak rozmawiam z ludźmi, że zaświeca mi się lampka alarmowa "chyba nim/nią manipuluję". Mam takie myśli w sercu, mam takie wewnętrzne sygnały, niepokoje. Bywało, że zupełnie ten wewnętrzny głos zagłuszałam. Ostatnio znowu powrócił i tym razem postanowiłam, że się zastanowię, wejrzę w głąb siebie.

Po pierwsze:

Przyznałam się, że to może być dla mnie manipulacja. Skoro czuję niepokój, to coś jest nie tak.

Po drugie poszukam w sobie odpowiedzi na pytanie:

O CO MI CHODZI? Czego ja chcę?

Chcę zatroszczyć się o swoje potrzeby i to jest zupełnie naturalna sprawa. biorę za siebie 100% odpowiedzialność i wybieram taki sposób, który wydaje mi się najlepszy. Widzę jednocześnie, że troszcząc się o siebie, tracę kontakt z drugim człowiekiem. A więc jeszcze jakaś jedna ważna potrzeba, przy tej okazji, nie została zaspokojona. Jaka?

BYCIA W RELACJI z drugim, chcę go brać pod uwagę, chcę się troszczyć zarówno o siebie jak i o drugiego i dlatego szukam strategii zaspokojenia potrzeb obu stron.

Przykład:

ja:
 "Dzieciaki, chcę tu teraz posprzątać. Proszę Was zabierzcie swoje ubrania z łazienki i zanieście je do szafy"

dzieciaki chórkiem:
"za chwilę"

Ja (z czystą ciekawością i zainteresowaniem oraz z zaufaniem, że oni na prawdę mi chcą pomóc i że ja też potrafię ich usłyszeć):

"to, co Wy teraz robicie?"

I idę zobaczyć co robią, by w ogóle sprawdzić, czy jest szansa na współpracę. I widzę, że właśnie przygotowują przedstawienie, więc mówię:

"Aha, macie teraz próbę i pewno chcecie ćwiczyć. Ja chcę teraz posprzątać, wy ćwiczyć - macie jakiś pomysł, co teraz zrobić?"

No i zaczyna się dialog, oni mają swoje pomysły, ja sprawdzam, czy dla mnie to jest ok, a może ja wpadnę na jakieś rozwiązanie, sprawdzę jak bardzo mi zależy na porządku, co stracę a co zyskam jeśli oni mi nie pomogą. Myślę nad tym na czym bardziej mi zależy, czyli która potrzeba jest ważniejsza:
porządku, czy bycia w relacji z dziećmi (prowadząc z nimi dialog jestem w relacji). Zmuszając ich (np. manipulacją) do pomocy zrywam relację. Mówiąc o sobie dbam o autentyczność. Biorąc ich pod uwagę, pytając o zdanie, pokazuję, że są dla mnie ważni, że akceptuję ich bezwarunkowo, też wtedy, gdy ja chcę sprzątać, a oni chcę robić coś innego. I to nie koniec ja się nie poddaję. To dla mnie początek - TO JEST RELACJA.

To, czym się kieruję, to troską o siebie. Głównie dbam o siebie, o swoje uczucia i potrzeby, a jedną z nich jest potrzeba troski o drugiego i chęć zbudowania z nimi relacji. A więc mogę być "zdrową egoistką", która z własnej potrzeby troszczy się o innych, bo to jest korzyć sama w sobie dla mnie. To co robię, wypływa z moich potrzeb.

Jasne, czasami nie mam siły na budowanie relacji i, albo zmuszam ich, albo siebie do czegoś, czego w gruncie rzeczy nie chcę. Takie działanie, wcale nie sprawia, że żyje mi się dobrze. Cóż...może to też jest potrzebne-do rozwoju, do zmiany. Tak postępując też coś wybrałam, za tym były jakieś moje ważne potrzeby. Tak, pewno, ja widzę, że to nie było najlepsze wyjście, nie udaję. Ta refleksja pozwoli mi na kontakt ze sobą, na przyjrzenie się temu, o co mi chodzi i znalezienie lepszego sposobu na raz następny. Użalanie się nad sobą, dla mnie, nie jest konstruktywne. Szukanie uczuć, potrzeb i strategii tak, nawet jeśli będą przynosiły korzyści w przyszłości. To jest dla mnie uczenie się przez doświadczenie. Takie podejście pozwala mi nie mieć niszczącego poczucia winy.



niedziela, 11 stycznia 2015

"Tak się wściekłam, że wyszłam z siebie."

Jak wytrzymać z marudzącym, narzekającym i płaczącym dzieckiem, które czegoś od nas chce, my się bardzo staramy, robimy to, o co ono nas prosi, a jednocześnie to wymaga czasu i cierpliwości.

Taka sytuacja:

Dziecko chce oglądać bajkę, a TV nie działa. Przychodzimy, próbujemy coś zrobić a w tym czasie nasza pociecha zawodzi, pospiesza nas i płacze.

Nam to absolutnie nie pomaga. Przecież bardzo się staramy. Aby naprawić TV potrzebujemy czasu, z pięć, może dziesięć minut. A córka lub syn w tym czasie płaczą, krzyczą, narzekają. Co gorsza, by naprawić usterkę, konieczne jest skupienie, chwila namysłu. No i to, co nie jest od nas zależne - naprawa wymaga czasu, czasami np. chodzi o zresetowanie dekodera lub internetu. Przecież naprawiam, a tu za uszami wciąż płacz. Już się ciśnie na usta: "No przecież robię, co mogę, nie widzisz, że naprawiam. Twój płacz tylko mi przeszkadza."

DWA SPOJRZENIA

1. Ja się staram, naprawiam, zaczynają mi już nerwy puszczać, a tu ten płacz, no skupić się nie idzie. No za chwilę wykipię. Nie wspomnę już o tym, że sama w tym czasie oglądałam ciekawy film, że siedziałam na wygodnej kanapiei ja też, tak jak dziecko, nie mogę oglądać. No lekko nie jest.

2. Dziecko też czuje złość, bo nie może oglądać swojej ulubionej bajki. Ono samo próbowało coś zrobić, poprosiło o pomoc, a tu, nawet rodzic, nie wie o co chodzi. Bajka nadal nie idzie. No aż się płakać chce. No i płacze. Z bezsilności, z bezradności, z nerwów, ze złości.

Te uczucia nie pochodzą ze złości na mamę czy tatę. One są, bo po prostu bajki nie da się oglądać, a dziecko tak bardzo chciało. Może ono się boi, że straci coś ciekawego. Jest już okąpane,leży w ciepłym łóżeczku, chciało tylko jeszcze przed snem coś obejrzeć, a tu nic. Tylko płacz pozostaje.
No tak, tylko, że nawet popłakać sobie nie można, bo denerwuje się rodziców. A przecież dziecko wcale nie po to płacze, by mnie złościć, by mi przeszkadzać. To jemu zależy na szybkim załatwieniu sprawy. Ok, może nie wie, że płacz mi przeszkadza.

Może warto by powiedzieć:

"miśku, słyszę, że się wściekasz i trudno jest Ci się doczekać na to, aż w końcu się to uruchomi. Przez to, aż płaczesz. Jednocześnie ja teraz potrzebuję pomyśleć w ciszy. Możesz mi pomóc i na chwilę być cichutko?"

Dziecko w takim zdaniu dostaje zrozumienie, uwagę i akceptację tego, że jest mu naprawdę trudno.
Dostaje też komunikat, że zarówno ono jak i rodzic są OBOJE WAŻNI, oboje są brani pod uwagę.

Weź głęboki oddech, dostrzeż swoją frustrację, zdenerwowanie tym, że przyjście do dziecka przerywa Ci spokojny wieczór. Pomyśl, też o nim, że i jemu jest trudno, i ono ma przerwany wieczór. Nie trać czasu na wściekanie się.

Może warto powiedzieć:

"wiesz, ja też tak jak Ty mam dość tego popsutego telewizora. Ty nie możesz oglądać bajki, a ja filmu. To może strasznie złościć"

Choć myślę sobie, że może to być trudne, kiedy i ja i dziecko kipimy emocjami. Wtedy tak ciężko jest myśleć logicznie.

Jeśli pomimo wszystko uda się złapać oddech to ten zepsuty telewizor to okazja do krótkiego bycia chwilę i na prawdę z dzieckiem i sobą. Z tym co czujecie, i Ty i dziecko. Z tym co chcecie robić, a czego się nie da. Z tym co możecie zrobić razem. Ty naprawiasz i pytasz, czy ono ma jakiś pomysł, czy Ci pomoże, choćby tym, by na chwilę było cichutko.

Można też zwyczajnie nie brać płaczu jako ataku na siebie, nie traktować go jako naruszanie autorytetu, a jako wyraz smutku, żalu, niezadowolenia.To, co człowiek czuje musi mieć ujście. A więc dziecko płacze. A ty mówisz/myślisz, ok, jest mu strasznie smuto, wścieka się, no i to w te sposób wyraża. To jest zupełnie naturalne i ja to akceptuję. Człowiek musi dać upust emocjom i w trakcie ich trwania nie jest w stanie normalnie myśleć.

Znacie to powiedzenie:

"Tak się wściekłam, że wyszłam z siebie." Dokładnie tak jest - zalała mnie złość i odjęło mi logiczne myślenie. Jestem w stanie tylko się wściekać, złościć, krzyczeć, tupać nogami, machać rękoma itp. Dopiero jak to minie to zaczynam myśleć i widzę wszystko w innych kolorach.

DZIECI TEŻ TAK MAJĄ i warto o tym pamiętać. Kiedy targają nimi silne emocje nie ma sensu ich pouczać, dyskutować, upominać, czasami nawet trudno o cokolwiek prosić, bo i tak nie usłyszą. Niech wyrażą te emocje w bezpieczny sposób, w przyjaznej przestrzeni i bądź z nimi przy tym. Dzieci potrzebują być widziane, nawet w trudnych chwilach. Pozwól im popłakać, a potem mów.

sobota, 10 stycznia 2015

Gdzie dwóch się bije...

Jak pomóc dzieciom podczas kłótni?

Staram się pamiętać, że kłótnie, czy sprzeczki są dzieciom potrzebne i nie zawsze warto się w nie angażować. Dzieciaki po prostu w ten również sposób uczą się rozmawiać, negocjować, dogadywać. Owszem czasami widzę, słyszę, że sytuacja się pogarsza. Domyślam się lub wręcz widzę, że ktoś może ucierpieć, zostać uderzony. W takich sytuacjach reaguję od razu. Zatrzymuję więc rękę dziecka w locie, zanim trafi brata, czy siostrę, o ile zdążę.

Ostatnio miałam taką sytuację:

Zbliża się późna pora wieczorna. Późna dla mnie, czuję zmęczenie i już marzę o wzięciu prysznica i położeniu się. Widzę, że jeszcze sporo mam do zrobienia. Chcę też jeszcze usiąść z dziećmi i poczytać im na dobranoc. Zastanawiam się więc co najbardziej bym chciała zrobić. Wiem, że czasami po wzięciu prysznica odnajduję w sobie drugą siłę i sen z powiek znika. Wiem, też, że zazwyczaj bardzo mnie to relaksuje i szybko ładuje baterię. No więc wybrałam prysznic.

Wracam, zregenerowana i słyszę w pokoju dziecięcym płacz i przekrzykiwania się. Słyszę też próbę uspokajania młodszych przez najstarszą. Na szczęście, chwilę wcześniej wybrałam SIEBIE, odpoczęłam pod prysznicem. Przypomniał mi się też wywiad z Moniką Szczepanik o budowaniu relacji z dzieckiem. Posłuchać go można TUTAJ

Tak więc te dwie rzeczy zrobione dla siebie, mój kubek wypełniony po brzegi i miałam co "odlać dzieciom".

Wchodzę i widzę, że syn siedzi na łóżku siostry. Ona płacze i mówi, że on nie chce zejść. Słucham ją.

I mówię:

"tak, widzę, że chyba jest Ci bardzo smutno" (ona płacze... bardzo, łzy się leją, buzia czerwona)
Ja ciągnę nadal:
"chcesz, żeby brat Cię pytał, czy może wejść do Twojego łóżka???"
Ona: "Tak! I one nie wychodzi, chociaż go proszę"

Wiecie, jej było bardzo ciężko, a mimo to siedziała na tym krześle bez ruchu. Kiedyś mogłam się spodziewać, że ona po prostu załatwi sprawę "ręcznie". W sumie, to wtedy też to zrobiła, ciut wcześniej. I mówi:

"mamusiu, ja wiem, że nie wolno go bić, ale bardzo się zdenerwowała. Ja tego nie chciałam, bardzo przepraszam"

Ja: "aha"

W między czasie brat rozpoczął swoją wersję. A więc teraz skupiam uwagę na nim. Słucham, przytakuję.
"aha, jesteś zły"
On:
"tak, ona powiedziała, że jak nie zejdę to wyrzuci moje zabawki na balkon"
Ja:
"aha, wystraszyłeś się, boisz się? chcesz być pewny, że ona tego nie zrobi" (potrzeba bezpieczeństwa i nienaruszalności granic)
On:
"tak"

Słuchałam raz jego, raz jej. Tyle czasu i uwagi dla każdego z osobna ile chcą, skacząc jak z kwiatka na kwiatek. Tylko słuchałam. Nic nie moralizowałam, nie prawiłam kazań, nie upominałam. Byłam uważna na to, co mówią - bez oceniania.

W pewnym momencie mówię:
"Krzysiu, ja chcę Wam teraz poczytać, a Twoja siostra chce się położyć w swoim łóżku. Potrzebuję Twojej pomocy. Chcę, żebyś położył się w swoim łóżku." I widzę, że on przechodzi do siebie. Co prawda minę ma kiepską, no ale łóżko zwolnił. Chcę się zatroszczyć o jego uczucia i pytam, czy jest nadal zły, a może smutny. A on się chowa pod kołdrą i rzuca krótkie i ostre NIE. Drążę temat:

"chcesz pogadać?"
"Nie"
"ok, to chcesz, żebym czytała"
"Tak"

Zanim zaczęłam czytać, syn wyszedł spod kołdry i nagle widzę, że uśmiecha się do siostry i przyjaźnie z nią rozmawia. No normalnie z wielkiej złości do wielkiej radości. No niesamowite!

A co ja z tego miałam?

Radość, zadowolenie, że udało mi się utrzymać z nimi relację, być z nimi w ich trudnych chwilach.
Nie było narzekania, marudzenia, złoszczenia się, uspakajania, zakazywania i moralizowania.

Było współczucie, empatia, słuchanie. Zobaczyłam ich, że jest im trudno się dogadać, że nie łatwo się jest o siebie troszczyć i jednocześnie szanować drugiego, że to wymaga ciężkiej pracy, panowania nad sobą, cierpliwości, wiedzy, doświadczenia. To wymaga zasobów, których dzieci zwyczajnie mogą jeszcze nie posiadać. Mogą je nabyć ucząc się i ten wieczór był dla nich nauką:

empatii
spokoju
słuchania
uwagi i troski

I czuję wdzięczność. Bo zatroszczyłam się o nich w duchu szacunku, po tym jak chwilę wcześniej zadbałam o siebie. Bo potrzeby wszystkich zostały zauważone i wzięte pod uwagę.


piątek, 9 stycznia 2015

"MUSZĘ" się o siebie zatroszczyć

Dla mnie bardzo odkrywcze było stwierdzenie, że nic nie muszę.

Zacznę jednak od tego, że słowo MUSZĘ jest bardzo popularne. Czasami zamieniamy go na POWINNAM, WYPADA.
Nie trzeba się specjalnie zastanawiać, by zobaczyć jak wiele rzeczy muszę.

MUSZĘ rano wstać do dzieci
WYPADAŁOBY zrobić im kanapki
POWINNAM im wyprasować bluzki
MUSZĘ zdążyć
MUSZĘ iść do pracy
POWINNAM do niej zadzwonić
WYPADAŁOBY ją odwiedzić
MUSZĘ iść z nim do lekarza
POWINNO się robić badania

Dopiszcie co jeszcze chcecie, bo ja już się oduczyłam MUSIEĆ i kiepsko mi idzie to wymyślanie.

JA WYBIERAM

MUSZĘ zastępuję WYBIERAM, CHCĘ, WARTO

I odkąd już tak zastępuję, to i słyszę, że moje dzieci też się nauczyły. Czasami słyszę:

"ej, ale nie musisz, możesz, jeśli chcesz"

Dziś jednak odkryłam, że jest takie MUSZĘ, które MUSZĘ!!! W moim sercu pojawia się MUSZĘ, które obrazuje silną potrzebę, coś bardzo ważnego, o co CHCĘ się ZATROSZCZYĆ.

TROSZCZĘ SIĘ O MOJE WNĘTRZE

Jest to MÓJ świadomy wybór. Jest to coś niezwykle silnego, na czym mi bardzo zależy, o co koniecznie CHCĘ zadbać. Czuję wewnętrzną siłę i energię do zmierzania w kierunku zrobienia tego, co tak bardzo krzyczy o zatroszczenie się. Ciągle mi to chodzi po głowie. Codziennie się upomina, wręcz "męczy" wewnętrznie. Jeśli odkładam to już od dłuższego czasu to zaczyna, że może to być coraz silniejsze. Te potrzeby ze zwiększoną siłą proszę, wręcz żądają, by o nie zadbać. 

Wtedy takie MUSZĘ jest dla mnie WYBOREM. 

To jest mój wybór i robię to w 100% w zgodzie ze sobą samą. Robię to dla siebie, a nie na pokaz, czy też dlatego, że ktoś każe, albo ze strachu.

Wtedy, kiedy WYBIERAM, to takie "MUSZĘ" pochodzi z serca. A siła tego słowa odzwierciedla wewnętrzną potrzebę i zgodę, w poszanowaniu własnej wolności i wyboru, na swoje działania.

Takie MUSZĘ może pochodzić nawet ze spontanicznego wyboru. To może chodzić o jakąś chęć zrobienia czegoś, co nie koniecznie się zaniedbywało.

MUSZĘ iść z dziećmi na sanki, bo wewnątrz serca czuję ogromną potrzebę zabawy, szaleństwa, radości i śmiania się. Potrzebuję właśnie z nimi, właśnie na śniegu, w spontanicznej dziecięcej zabawie poszaleć, być w bliskiej relacji zabawowej.

MUSZĘ koniecznie wyjechać i pobyć w środowisku bez dzieci, wśród dorosłych, na warsztatach, albo w samotności, w SPA.

To gdzie i jak to są STRATEGIE, SPOSOBY zaspokojenia różnych POTRZEB:

ciszy
spokoju
rozwoju
odpoczynku

To MUSZĘ odzwierciedla moją gotowość. "Dla chcącego, nic trudnego". Ja bym powiedziała, że "dla GOTOWEGO nic trudnego". Kiedy odnajdę w sobie to MUSZĘ w poszanowaniu swojej wolności, zgody na swoje potrzeby, zgody na prawdziwość, to wówczas nie martwię się tym, co inni pomyślą, tylko idę za tym, co dla mnie ważne. I nie chodzi tu o bezczelny egoizm i brak szacunku dla innych, nie myślenie o drugim człowieku i nie branie go pod uwagę,Wcale nie! Chodzi o to, by zobaczyć siebie, czego tak naprawdę ja potrzebuję i próbować się o to zatroszczyć, przy jednoczesnej świadomości ważności potrzeb innych.

Ja mam takie wewnętrzne przekonanie, że to, co robię jest ważne, jest moje, jest potrzebne.

Śpiewam w samochodzie i nie martwię się, że fałszuję.
Zjeżdżam z dziećmi na "jabłuszkach" i co z tego, że ktoś pyta "ty też zjeżdżasz???" (choć tu akurat większość to pochwala, ale nie dlatego to robię)
Udaję głupka, by rozśmieszyć dzieci i nie martwię się, że patrzą na mnie jak na wariatkę!

Robię to dla siebie, bo naprawdę wewnętrznie "MUSZĘ", bo czuję, że jak nie zrobię, to pęknę. Robię rzeczy, które wydają się bezsensowne i niepotrzebne. Nawet czasami sama się zastanawiam "po co komu to potrzebne?" Czasami w głębi serca coś mi mówi, że warto, że może komuś się to przyda, że mnie da to radość. Kiedy za tym idę, zazwyczaj się okazuje, że to był szczał w dziesiątkę. A jeśli nie, to już się nie martwię i wstydu nie czuję. Uczę się do siebie samej dystansu, pozwalam sobie nie trafiać w sedno, zgadywać i słyszeć "nie, to nie to". Wiem, że nie jestem idealna. Wiem, że się mylę, że mogę zmienić zdanie.

I dobrze się czuję ze swoją omylnością. Jak dobrze NIE być AUTORYTETEM. To takie uwalniające: pozwolić sobie na bycie sobą.

Każdego dnia wybieram takie zachowania, które odzwierciedlają moją wiedzę, doświadczenie, wynikają z mojej gotowości, czy okoliczności i możliwości. Gdybym była w stanie, zrobiłabym inaczej. Jeśli zobaczę, że moje działanie jest krzywdzące, mogę je zmienić, wyciągnąć naukę, poszukać lepszych rozwiązań. Nie ma co siedzieć w czarnej dziurze poczucia winy. Nie o to chodzi, by się zadręczać. Widzisz, że można inaczej, zrób tak. Nie widzisz? Poszukaj, zaufaj, że można znaleźć kilka rozwiązań. Skupiając się na swoim błędzie i obwiniając siebie czy innych trudno wyjść z ciemności. Poużalaj się, ok, jednocześnie warto znaleźć nadzieję, pocieszenie, zaufanie, wiarę w to, że może się udać inaczej. Warto dać ujście trudnym emocjom, spisać je na kartce (ona wszystko przyjmie-a potem spalić), porozmawiać z zaufaną osobą, pomyśleć w ciszy nad tym "o co mi chodzi". Wentylacja uczuć otwiera drzwi do różnych rozwiązań.

czwartek, 8 stycznia 2015

Zmiana na wiosnę, choć do wiosny jeszcze daleko

Za oknem zima, śnieg i przeraźliwy wiatr, który wygrywa swoje melodie w zakamarkach i kratkach wentylacyjnych.
A u mnie w sercu wiosna i gotowość do zmiany i rozwoju. Czuję moc i energię.Czuję, jakbym się na nowo rodziła do życia i działania. U mnie już wiosna.

Co dało mi takiego pałera?

Świadomość gotowości do zmiany i rozwoju. Ona kiełkowała, powoli rosła, czasami ktoś ją podlał, odsłonił chmury, wpuścił słońce, aż w końcu dojrzała.

Były i ciągle są osoby, które wskazują drzwi, pokazują drogę. Widzę je i tylko ode mnie zależy czy podejmę wyzwanie, by wejść na drogę zmiany. A więc wchodzę. Chcę żyć świadomie, być blisko drugiego człowieka, być w bliskiej i prawdziwej relacji. Pomaga mi w tym branie udziały w warsztatach rozwojowych. Jestem wówczas w empatycznym środowisku i nauka jaką z tego czerpie ładuje moje baterie na długo. Jak to z bateriami bywa, wyczerpują się, a więc warto co jakiś czas je naładować. Czasami wystarczy odpowiednia lektura, wysłuchanie budującego wywiadu jak na przykład tego:

POSŁUCHAĆ MOŻNA TUTAJ

czy poczytanie czegoś, co da nam wsparcie.

Oczywiście jeśli tylko możliwe, to największą wartość daje bezpośrednia rozmowa z umiejącą słuchać i dającą wsparcie osobą. I takich osób warto szukać i prosić je o dialog, o słuchanie, o empatię.

Dziś czuję wdzięczność za obecność tych osób. Są takie, które nawet nie wiedzą, że wpływają na mój rozwój. Są takie, które po prostu chcą być przy mnie, którym zależy na relacji ze mną, na współpracy, na byciu blisko. Taką osobą jest Marzena Kopta. To ona pokazała i otworzyła drzwi. Zaprosiła do współpracy,z reszta,  nie pierwszy raz. Owocem tego zaproszenia będzie empatyczne spotkanie o złości, które poprowadzę już 21 lutego w Gliwicach. Jak sam opis wskazuje, będzie to EMPATYCZNE SPOTKANIE O ZŁOŚCI, będę się dzielić swoją wiedzą, doświadczeniem, będę słuchać, tych, którzy tego potrzebują, będę starała się dawać EMPATIĘ.

Już się cieszę na to spotkanie! Na prawdę moc radości w serduchu mam.

A zanim się z Wami spotkam, to będę na spotkaniu w FILOMACIE, na którym posłucham o poczuciu winy, a warsztaty poprowadzi Agnieszka Pietlicka, certyfikowana trenerka NVC